Copyright © 2010 monio. Silver theme by c.bavota & Juan Gordillo. Powered by WordPress.
Posts Tagged ‘Emigracja do Australii’
Pierwsi, którzy zwali siebie Australijczykami – część 4: Clare Valley
Gdy powyższa historia Lobethal rozwijała się już od kilku lat, na dalekim Śląsku miało miejsce preludium do następnej. W roku 1848 pewien właściciel ziemski nazwiskiem Franz Weihert (w Australii czasem pisane jest to nazwisko jako “Weikert”) zatroskany był sytuacją katolików w Prusach i w końcu podjął on – tak jak wcześniej niektórzy staroluteranie z tego regionu – decyzję emigracji do Południowej Australii. W tym samym czasie “ziemia zaczeła się palić pod nogami” jezuitów w Austrii, gdyż cesarz Ferdynand I (ilustracja obok) wygnał ich (ogółem 150 księży i braci) ze swego imperium.
Z tej liczby dwóch księży zdecydowało się dołączyć do grupy Weiherta. Byli to OO. Aloysius Kranewitter i Maximilian Klinkowstroem. Weihert namówił jeszcze ponad 140 innych osób do emigracji i 15 sierpnia 1848 roku szwedzki żaglowiec SS “Alfred” z całą tą grupą (oraz zbliżoną liczbą innych, niezwiązanych z nią, pasażerów) wypłynął z portu w Hamburgu.
Podróż trwała około czterech miesięcy. Nie zabrakło niecodziennych przygód – np. w pewnym momencie “Alfred” był ścigany (i ostrzeliwany) przez duńską jednostkę wojenną “Meander”, zdołał się jednak wymknąć. Ostatecznie zawinął do Port Adelaide 8 grudnia 1848 r.
Tutaj okazało się, że jedynie połowa z grupy Weiherta była katolikami. Pozostali okazali się protestantami, którzy jedynie udawali katolików, by “załapać się” na emigrację do Australii. Opuścili zatem Weiherta i towarzyszących mu jezuitów zaraz po przybyciu do Port Adelaide. (1)
W owym czasie było w Południowej Australii ok. 4000 katolików wraz z 8 księżmi. Była to liczba niemała, jeśli zważyć, że cała kolonia Południowej Australii zamieszkiwana była wówczas ogółem przez 15485 osób (w tym 8755 mężczyzn i 6730 kobiet – wg. danych z grudnia 1841r.). Biskup Murphy z Adelaide zasugerował Kranewitterowi udanie się 130 km na północ od stolicy stanu, gdyż tam nie było dotąd rzymskokatolickich duchownych. 20 grudnia grupa (a raczej to, co zniej zostalo: 10 czlonkow rodziny Weihertow, dwoch jezuitow oraz 14 innych osob) dotarła do miejscowości Clare. Tam osiedliła się rodzina Weihertow (10 osob). Franz Weihert dożył 88 lat i zmarł 8 października 1875 roku w Sevenhill, jest on pochowany na tamtejszym cmentarzu (zdjęcie obok).
Natomiast rozwój ośrodka w Sevenhill stanowił owoc wysiłku jezuitów. O. Kranewitter od razu zabrał się do pracy. Ten młody wówczas 31-letni Tyrolczyk, który swoje święcenia kapłańskie otrzymał zaledwie sześć tygodni przed podróżą do Australii, wkrótce uzyskał cenną pomoc ze strony dwóch innych jezuitów, braci Johannesa Schreinera i George’a Sadlera (Maximilian Klinkowstroem ze względu na stan zdrowia i niemożność przystosowania do klimatu musiał opuścić Australię).
Duchowni zamieszkali wspólnie w wybudowanej przez siebie chacie w okolicy Neagle’s Rock k. Clare i uprawiali ziemię oraz zajęli się hodowlą zwierząt. I tak jak kilka lat wcześniej kobiety z Klemzig i Hahndorf szły wiele kilometrów pieszo, by sprzedawać owoce swej pracy w Adelaide, tak teraz jezuici z Neagle’s Rock musieli maszerować po 30 km do osady Burra, by sprzedawać masło tamtejszym górnikom. Uzyskane w ten sposób oszczędności wraz z nadchodzącymi z Rzeszy pieniędzmi, dopomogły im w zakupie terenu znanego jako Open Ranges, a stanowiacego niegdyś własność aborygeńskiego ludu Nadjuri.
Ojciec Kranewitter pozostał w Sevenhill aż do 1870 roku, kiedy to został przeniesiony do Melbourne, gdzie przejął opiekę duszpasterską nad tamtejszymi katolikami niemieckimi. Mieszkał razem z jezuitami irlandzkimi, którzy od roku 1865 stworzyli szereg misji niezależnych od misji austriackich. Zmarł nagle 25 sierpnia 1880 roku w wieku 63 lat i pochowany jest w jezuickiej części cmentarza w dzielnicy Kew w Melbourne.
Misja i… wino
Tam, gdzie dziś stoi kościół św. Alojzego w Sevenhill wraz z budynkiem małego collegium, stał mały budynek (zburzony w 1869 roku), a stanowiący siedzibę pierwszej misji jezuickiej na ziemi australijskiej. W 1852 roku do grupy dołączył kolejny ksiądz, o. Josef Tappeiner. W tym samym też roku biskup adelajdzki powierzył misji opiekę duszpasterską nad katolikami, nie tylko niemieckimi, ale i pozostałymi, np. irlandzkimi i polskimi, we wszystkich północnych dystryktach południowej Australii. Sami zaś jezuici mieli wręcz ambicję stworzenia centrum katolicyzmu w tych dystryktach, czegoś w rodzaju “małego Rzymu”. Stąd też to oni przemianowali “Open Ranges” na “Sevenhill”, tworząc paralelę z Rzymem – “miastem siedmiu wzgórz”. Mało tego: nawet biegnący w dolinie miedzy tymi wzgórzami strumyk nazwali Tybrem (The Tiber).
Trzeba przyznać, że starali się istotnie zasłużyć na miano “małego Rzymu”, gdyż w pewnym okresie jezuici z Sevenhill prowadzili misje wśród Aborygenów daleko na północy, niedaleko Darwin!
Historia Sevenhill kojarzy się w Australii również z nieprzerwana działanością jezuitów jako organizatorów i managerów sporej winnicy. W istocie to oni założyli pierwszą winnicę w Dolinie Clare (Clare Valley). Zaczęli od win mszalnych, ale później rozszerzyli produkcję także na wina innych gatunków. Nawet jednak dzisiaj wina mszalne stanowia okolo 25% produkcji Sevenhill Cellars i są one sprzedawane rozmaitym Kościołom chrześcijańskim. Są one też eksportowane za granicę do Indonezji, Malezji, Indii i Papui Nowej Gwinei. Managerami winnicy byli nieprzerwanie jezuici: br. John Schreiner, br. Franz Lenz, br. Patrick Storey, br. Peter Boehmer, br. George Downey i br. John Hanlon, który sprawował tę funkcję do roku 1972. Obecnym managerem (od 1972 roku) jest br. John May i jego to nazwisko jest drukowane wraz z podpisem na nalepkach butelek: “Br. John May S.J. Winemaker”. Jako asystent pracuje z nim inny jezuita, br. Richard Shortall S.J.
Michał Monikowski
Perth, Australia
Pierwsi, którzy zwali siebie Australijczykami część3, część5
Przypisy
1. W roku 1848 powodem do emigracji mogły być również wydarzenia tzw. „Wiosny Ludow”. Christine Petschel, która byla 8-letnią pasażerką „Alfreda”, pisała pózniej, już jako żona pionierskiego pastora luterańskiego Hillera w Wimmera w stanie Victoria w swoich wspomnieniach:
„Gdy miałam osiem lat, ojciec zdecydował wyemigrować do Australii z rodziną i dwoma młodszymi bracmi. Dziadek, bedąc świadom, że ci dwaj mogliby zostać powołani do służby (wojskowej – przyp. MM) namawiał ich, by się do nas przyłączyli. Kilka innych rodzin z naszego dystryktu również wyraziło chęć emigracji z tego samego powodu i po gruntownym przedyskutowaniu całej sytuacji zdecydowały się do nas dołączyć”.
Continue Reading »Pierwsi, którzy zwali siebie Australijczykami – część 3: Lobethal
Podczas gdy niektórzy luteranie wielkopolscy, brandenburscy i dolnośląscy zdecydowali się na emigrację już w 1836 roku i ostatecznie udali się tam z pastorem Kavelem po dwóch latach, inni wciąż jeszcze uważali, że emigrować nie należy. Do tych należał pastor Gotthard Daniel Fritzsche z Turowa, działający na tym samym terenie co ks. Kavel, na pograniczu Śląska i Wielkopolski. Później przyszło mu pracować również na tym samym terenie co Kavel, ale… w Australii.
Gotthard Daniel Fritzsche urodził się 20 lipca 1797 roku w Liebenwerda w Saksonii jako syn miejscowego muzyka. Po ukończeniu studiów teologicznych, a przed planowaną ordynacją na pastora, spędził kilka lat pracując jako nauczyciel. Początkowo był pastorem państwowego Kościoła Unii (we wsi Turowo w Wielkopolsce), z ktorym w końcu jednak zerwał. W 1840 roku napisał w swoim dzienniku (znajdującym sie obecnie w archiwach luterańskich w Australii):
“Stało sie dla mnie jasne, że Kościół “Unii” nie jest tym, za co chce uchodzić i za co ja go uważałem, a mianowicie zjednoczonym, miłującym, umiarkowanym, tolerancyjnym i hojnym Kościołem. Dlatego też zgrzeszyłem, gdy zadeklarowałem (na Wielkanoc 1830 roku), że dołączę do tego Kościoła i że będę używał jego ‘Agendy’”.
Ponieważ pastorzy luterańscy poddawani byli represjom, łącznie z uwięzieniem, ks. Fritzsche zdecydował się zastąpić kolegów i podjął służbę dla luterańskich zborów. Ukrywał się za dnia w szopach i w piwnicach, a podróżował nocami od jednej wspólnoty do drugiej. Do 1840 roku jednak nie był zdecydowany na emigrację. Jego parafie były co prawda przychylne emigracji, ale Kościół jako instytucja nie.
W tymże samym roku zmarł Fryderyk Wilhelm III. Jego następca, Fryderyk Wilhelm IV, zaprzestał wkrótce polityki swego poprzednika i nakazał zwolnienie wszystkich uwięzionych pastorów. Jest zatem całkiem prawdopodobne, że grupa Fritzschego nigdy nie opuściłaby Prus. Wielu luteranów jednak nie wierzyło, że zmiana polityki rządu jest stała. Dodatkowo 9 czerwca 1840 Fritzsche otrzymał list od pastora Kavela, w którym ten zaprosił go oraz całą wspólnotę do południowej Australii. Był to juz zresztą drugi list Kavela (pierwszego z roku 1839 Fritzsche nigdy nie otrzymał). Jest całkiem prawdopodobne, że to właśnie ten list wpłynął na zmianę stanowiska ks. Fritzschego. Natychmiast rozesłał on kopię listu do wszystkich obsługiwanych przez siebie wspólnot na Śląsku i w Wielkopolsce. Ponad 200 osób zdecydowało się na emigrację.
Cała grupa (z okolic Zielonej Góry, Świebodzina, Sulechowa i Międzychodu) zebrała się – tak jak wcześniej grupa ks. Kavela – we wsi Cigacice (Tschicherzig), którą opuściła barkami 6 maja 1841 r., docierając rzekami i kanałem do Hamburga 22 maja. Po drodze zatrzymała się w Berlinie (13 maja) i wybrała się tam na zwiedzanie muzeum. Tam obrzucona została wyzwiskami, a ktoś zasugerował nawet, by ich wszystkich wrzucić do rzeki. Nie był to pierwszy przypadek tego typu. Już w Wielkopolsce niektórych obrzucono kamieniami. W Krośnie Odrzańskim (Crossen) – juz nieco łagodniej – ograniczono się do głośnych uwag typu “gdybym to ja był królem, to już wiedziałbym co zrobić z tymi emigrantami”. Kto inny zaś stwierdził, że “gdyby chodziło o ludzi starych, to jeszcze, ale że tylu młodych wyjeżdża, to czyste szaleństwo”.
“Winnica Chrystusa”
Już w Hamburgu na specjalnym zebraniu w poniedziałek 24 maja 1841 formalnie stworzono wspólnotę kościelną, którą nazwano “Winnica Chrystusa” (“Zum Weinberge Christi”). Wybrano starszyznę spośród osób z poszczególnych regionów. Tak więc wiemy, że z grupy Ślązaków wybrani zostali Klar i Grosser, spośród tych z okolic Sulechowa Grocke i Felsch, a z grupy wielkopolskiej Hensel i Bormann.
Ostatecznie 3 lipca 1841 roku duński żaglowiec “Skjold” dowodzony przez kapitana Hansa Christiana Claussena wypłynał z Hamburga z dwustukilkudziesięcioma osobami na pokładzie. Do Port Adelaide dotarł 28 października i nie była to najszczęśliwsza podróż. Cytowany już wcześniej “The South-Australian Register” doniósł lakonicznie 30 października:
“THE SKJOLD” - Statek ten zawinał do Zatoki w ostatnią środe rano z 213 emigrantami niemieckimi. Opuścił Altonę 3-ego lipca, nie przywiózł jednak żadnych wiadomości z Anglii. Podczas rejsu odnotowano czterdzieści jeden zgonów na pokładzie, głównie wśród dzieci. Przyczyną była dezynteria. Wszyscy emigranci udają się do Klemzig, pod nadzór Wielebnego p. Kavela, do czasu uzyskania zatrudnienia.”
Istnieją pewne sprzeczności co do liczby zgonów w czasie rejsu. Cytowane powyżej źródło podaje liczbę 41, a pastor Fritzsche w swoim dzienniku (obecnie również w archiwach luterańskich w Australii) wymienił imiennie 45 osób zmarłych i podał daty ich śmierci. Odnotował także 6 przypadków narodzin podczas podróży. Pierwsze ofiary wirusa zmarły jeszcze przed podróżą w Hamburgu i zostały pochowane na cmentarzu kościoła św. Jerzego (St. Georgskirche) stojącego w pobliżu portu (np. mąż Anny Rosiny Kowald z Zawady k. Zielonej Góry).
1 listopada do Port Adelaide przybyły delegacje z Klemzig i Hahndorf z wozami, by zabrać przybyłych do tych dwóch wsi. Ci, którzy udali sie do Klemzig, później założyli osadę Bethanien w dolinie Barossy, spośród zaś tych, co udali się do Hahndorf, 18 rodzin założyło później wieś Lobethal.
“Am vierten Tage aber kamen sie zusammen in Lobethal: denn darselbst lobten sie den Herrn. Daher heisset die Stätte Lobethal, bis auf diesen Tag.” (2. Księga Kronik 20,26)
Miejsce, w którym osiedli, znajduje się na obszarze zwanym Adelaide Hills, a konkretnie w malowniczej dolinie, do której droga z Adelaide prowadzi zboczami wzniesień, przypominających nieco krajobrazy dolnośląskie.
Lobethal założony został przez pastora Fritzschego oraz owych 18 rodzin 4 maja 1842 roku. Pod koniec odprawianego nabożeństwa dziękczynnego Fritzsche zacytował z Biblii Lutra przytoczony powyżej fragment z 2. Księgi Kronik. Ks. Fritzsche prowadził swoją pracę duszpasterską w centrum, jakim stał się dla niego Lobethal. Odwiedzał on szereg wsi i osad, a w samym Lobethal otworzył pierwszą szkołę spełniającą role seminarium duchownego. Było to pierwsze luterańskie seminarium duchowne na półkuli południowej i otwarte zostało w 1845 roku, czyli w tym samym roku, w którym powstał obecny budynek kościoła w Lobethal – najstarszego istniejącego kościoła luterańskiego w Australii.
Mieściło się ono w małym budynku, a właściwie w murowanej chatce krytej gontem. Pierwszym zaś seminarzystą został Carl August Hensel z Międzyrzecza (Meseritz). Dziś “chata” seminarium znajduje się wewnątrz budynku lokalnego muzeum zbudowanego celowo wokół niej. O ile seminarium było dziełem pastora Fritzschego, o tyle muzeum powstało dzięki staraniom powojennego imigranta z Litwy nazwiskiem Jonas Vanagas, ktory osiadł w Lobethal w roku 1947.
Pastor Gotthard D. Fritzsche zmarł 26 października 1863 roku i został pochowany na starszym z dwóch cmentarzy w Lobethal, gdzie spoczywa wraz ze swoją rodziną i adoptowanym, niepełnosprawnym dzieckiem aborygeńskim.
Do Australii wybierali się pojedynczy emigranci, rodziny lub całe ‘klany’ rodzinne. Przykładem tego jest rodzina Müllerów, których dzieje opisano w szczegółach w książce „Three Brothers from Birnbaum” (czyli dosłownie: „Trzej bracia z Międzychodu”). Wszyscy oni wraz ze swymi rodzinami i dziećmi przybyli wraz z pastorem Fritzsche na pokładzie „Skjolda”. Wszyscy zamieszkali początkowo w Lobethal, ale później rozmaite gałęzie tej rodziny mieszkały w rozmaitych miejscach w Południowej Australii lub Australii w ogóle. Na przykład jeden z członków tej rodziny, Johann (John) Ferdinand Műller, urodzony w Lobethal w 1850 roku, zamieszkiwał później w Hahndorf, Adelaide oraz Stuart (obecnie Alice Springs).
Lobethal pozostał miejscowością o silnych wpływach luterańskich po dziś dzień. Tutejsza parafia luterańska ma zarejestrowanych ok. 500 wiernych. W porównaniu do niej członków Uniting Church jest tu ok. 100, rzymskich katolików ok. 50, anglikanów ok. 25.
Michał Monikowski
Perth, Australia
Pierwsi, którzy zwali siebie Australijczykami część2, część4
Poniżej mała “galeria” innych jeszcze fotosów z Lobethal:
Continue Reading »Pierwsi, którzy zwali siebie Australijczykami – część 2: Hahndorf
Spośród miejscowości założonych przez Niemców w Południowej Australii najbardziej znany jest Hahndorf, którego historia zaczyna się w roku 1839, czyli krótko po założeniu Klemzig. Jest to też jedyna z owych miejscowości nazwana po kapitanie statku, który przywiózł emigrantów do Port Adelaide. Kapitanem owym był również Niemiec, Dirk Meinertz Hahn (1804-1860), kapitan żaglowca „Zebra”, który przybył tam 2 stycznia 1839 roku.
W styczniu 1839 roku do Port Adelaide zawineły dwa niemieckie żaglowce: „Zebra” 2 stycznia (kpt. Hahn) oraz „Catharina” 22 stycznia (kpt. Peter Schacht). Dirk Meinertz Hahn osobiście nie należał do szczególnie religijnych ludzi. Jednak owych 199 (1) pasażerów z “Zebry” zrobiło swoim religijnym ferworem i szczerością wybitnie korzystne wrażenie na kapitanie, postanowił on zatem im dopomóc w osiedleniu. Nie obyło się początkowo bez problemów. Hahn uznał, że ziemie w okolicach Klemzig nie są wystarczająco żyzne, chciał im zatem pomóc w znalezieniu lepszego miejsca do osiedlenia. Niejaki Osmond Gilles, do którego Hahn zwrócił się poczatkowo o wydzierżawienie ziemi przybyłym luteranom, odmówił swej zgody na to, gdyż ludzie ci dużo się modlili i śpiewali wiele pieśni kościelnych, jego zaś doświadczenie uczyło go, że tacy ludzie są na ogół leniwi. W końcu jednak Hahn uzyskał dla swych podopiecznych nienajgorszę ziemię na wzgórzach w rejonie Mt Barker, ok. 40 km od Port Adelaide (2) Przenosiny zajęły około trzech miesięcy, gdyż trzeba było (w 30-40 stopniowym upale) przenieść pod górę cały dobytek (ludzie nie mieli pieniędzy na zakup lub choćby wynajęcie koni tub wołów), a przecież należało również czymś się odżywiać (na zakup żywności też nie było środków) wobec czego zbierano i gotowano po drodze zioła i korzenie oraz polowano na possumy, jaszczurki i kangury. Te długie przenosiny nie przeszły niezauważone przez miejscowych Brytyjczyków (3)
Wieś, którą założono (ulicówka) nazwano, na cześć kapitana “Hahndorf”, którą to nazwę posiada ona po dziś dzień, z przerwą na lata 1917-1935, kiedy to zmieniona ona została na „Ambleside” w wyniku antyniemieckich nastrojów (bardzo zresztą podsycanych przez rząd) podczas I Wojny Światowej.
W ciągu jednak kilku miesięcy ci ludzie, co po drodze zbierali zioła, by wyżyć, zaczęli (wspólnie z tymi z Klemzig) zaopatrywać Adelaide w żywność produkowaną w swoich wsiach. Kobiety z Hahndorf wstawały o 3 lub 4 rano i niosły na plecach jajka, masto i mleko do Adelaide, późnym zaś popołudniem udawały się w drogę powrotną. Dziewczęta szybko zdobyły sobie uznanie w strzyżeniu owiec.
John Bull, na którego powołaliśmy się już w poprzedniej części, pisze otwarcie, że Niemcy zostali przy zakupie ziemi po prostu nabrani: panowie Dutton, Finniss i McFarlane, którzy nabyli swoje grunta w okolicach późniejszego Hahndorf płacąc £1 za akr (1 acre = 0.4ha) sprzedali ją następnie Niemcom po cenie £7 za akr, w sumie “kosząc” £1,680 za 240 akrów. Procent zaś (gdyż niezbędna była pożyczka) wynosił 10%. Szybko jednak osadnicy powetowali sobie ową transakcję swoją własną ciężką pracą. Ponieważ wówczas kwitła w kolonii niebotyczna spekulacja ziemią (“tanio kupic – drogo sprzedać”), więc spekulanci, zbijając forsę na takim handlu, nie byli zainteresowani uprawą czy hodowlą. Niemcy zaś ze stosunkowo nawet nieurodzajnej ziemi byli w stanie wyżyć i to nienajgorzej. Wkrótce też stać ich było na to, by do zakupionej poprzednio ziemi dokupić jeszcze więcej, w ten sposób powiększając dwukrotnie obszar Hahndorfu.
O roli pastora Kavela w miejscowej społeczności Bull pisze w ten sposób:
„Wplyw pastora Kavela był ogromny, jego osobiste zaangażowanie na rzecz rodaków było niewyczerpane przy jednoczesnym samozaparciu, co w efekcie doprowadziło do stworzenia wspólnoty znanej z prawości i poszanowania dla naszego prawa; a jak świadczą annały Sądu Najwyższego, nie było ani jednej instancji, by ktokolwiek z jego społeczności został skazany za poważne przestępstwo”.
Jednym z praktycznych dowodów wspierających powyższą tezę jest fakt, że przez dłuższy czas nie było w Hahndorf żadnego posterunku policji. Był on tam po prostu zbędny.
Jedną z lepiej zapamiętanych i barwnych postaci wśród mieszkańców-założycieli Hahndorf był przybyły na pokładzie „Zebry” Gottfried Lubasch pochodzący ze wsi Rosin (Rissen) k. Sulechowa. Gdy miał lat 26, był sierżantem pruskiej artylerii i słuzył w armii marszałka Blűchera. Brał udział w bitwie pod Ligny (16 września 1815), a dwa dni później pod Waterloo, za udział w której otrzymał medal Waterloo. John Bull (przedstawiony na ilustracji obok) wspomina go jako “starego sierżanta”:
“Wiele ciężkich bitew słownych stoczyłem ze starym sierżantem, lecz nigdy nie udało mi się go przekonać, że bitwa pod Waterloo była już wygrana przed nadejściem starego Blűchera. Lubasch twierdził, że był w wysuniętym oddziale dział, które, odprzęgnięte, oddały pierwszą salwę i uratowały, jak twierdził, armię angielską” (w rzeczywistości Napoleon i Wellington osiągnęli mniej więcej “remis” zanim nadeszli Prusacy – przyp. MM).
Gottfried Lubasch otworzył w Hahndorf najpierw mały lokal gastronomiczny, a następnie hotel z restauracją, który nazwał “German Arms” (czyli „Oręż Niemiecki”) dla przypomnienia Anglikom roli armii pruskiej pod Waterloo i który pod tą samą nazwą istnieje po dziś dzień (p. zdjęcie obok). Hahndorf jest zresztą tą miejscowością, która zachowała stosunkowo najwięcej starych budynków z XIX stulecia. Przykładem tego jest – obok „German Arms” – stary młyn z 1842 roku (obecnie odrestaurowany i służący jako restauracja „Old Mill”), stara kuźnia z 1870 roku (obecnie sklep z pamiątkami) czy też pierwsza szkoła luterańska (1839) znana jako „Hahndorf Academy”, pełniąca obecnie funkcję galerii sztuki.
W Hahndorf wciąż stoją dwa kościoły luterańskie: starszy, kościół Św. Michała, zbudowano w 1858 roku. Pierwszy budynek – podobny w charakterze do tego z Klemzig – powstał w 1840 i dedykowany został jeszcze przez pastora Kavela. Później jednak pieczę nad tą parafią przejął pastor Fritzsche (patrz: część trzecia „Lobethal pastora i Sevenhill jezuitów” oraz Epilog) w związku z podziałami wewnątrzluterańskimi w Australii. Drugim z istniejących tam kościołów luterańskich jest kościół Św. Pawła z roku 1890. Pierwotny jego budynek powstał w roku 1858. Obecny, z roku 1890, zaprojektowany przez architekta F.W. Danckera z Adelaide powstał w rocznicę zbudowania pierwszego budynku kościoła Św. Michala. Parafia Św. Pawła tradycyjnie była parafią zwolenników pastora Kavela.
Po zwycięskim zakończeniu wojny z Francją w 1871 roku, kanclerz Otto von Bismarck nakazał odlanie z broni użytej w tej wojnie pewnej liczby dzwonów dla kościołów luterańskich w Europie. Jeden z tych dzwonów trafił do kościoła Św. Michała w Hahndorf i był używany aż do roku 1946, kiedy to przeniesiono go do miejscowej szkoły luterańskiej. Podobnie po I Wojnie Światowej jeden zdobyty we Francji przez Australijczyków niemiecki moździerz (“Minenwerfer”) przywieziony został z Europy i ustawiony przy głównej ulicy w Hahndorf, gdzie stoi on po dziś dzień.
Nie spoób pominąć również cmentarza w Hahndorf. Kiedyś były tam trzy cmentarze: najstarszy wokół kościoła św. Michała, na którym pozostało po dziś dzień jedynie kilka grobów; drugi wokół miejscowością. Na najstarszych nagrobkach odczytujemy, zapisane najczęściej w gotyku, nazwy miejsc urodzenia pierwszych tutejszych kolonistów: Nickern (czyli: Niekarzyn), Kranz bei Bomst (Kręcko koło Babimostu), Rakau (Raków), Unruhstadt (Kargowa, dawn. Unrugowo), Clausthal, Berlin, Posen (Poznań). Cmentarz ten jest wciąż użytkowany. W roku 1968 spoczął tam jeden z lepiej znanych artystów australijskich, urodzony w Hamburgu (1877), a zamieszkały i tworzący w Hahndorf malarz Hans Heysen. http://images.google.com.au/images?hl=en&lr=&q=Hans+Heysen&btnG=Search
Michał Monikowski
Perth, Australia
Pierwsi, którzy zwali siebie Australijczykami część1, część3
Poniżej prezentujemy małą “galeryjkę” fotosów z Hahndorf:
Przypisy:
1. Nie istnieje żadna zachowana oficjalna lista pasażerów „Zebry”. Liczby podawane w rozmaitych źródłach różnią się między sobą nieraz znacznie i wahają się w granicach 129 do 199. Jeżeliby odjąć od liczby 199 osób notowane zgony 6 dorosłych oraz 5 dzieci, to zostawałoby 188 osob, które dotarły do Port Adelaide. Są jednak źródła podające liczbę 129 osob, które wsiadły na żaglowiec parę miesięcy wcześniej w Hamburgu i z których owych 11 osób zmarło podczas rejsu. Zdecydowaliśmy się jednak na liczbę 199 osób, gdyż taką podaje w swoich notatkach kpt. Hahn.
2. Zainteresowanie kapitana Hahna okazane pasażerom jego statku nie uszło również uwadze brytyjskich obserwatorów w Australii. Oto co pisał „The South Australian” w środę 23 stycznia 1839 roku:
„Zebra
Stanowi dla nas przyjemność najszczerszą móc opublikować nastepujące wdzięczne świadectwo opieki i uważania okazanego przez Kpt. Hahna ze statku „Zebra” przybyłego ostatnio do tej kolonii z Hambro (t.j. ‘z Hamburga’ – przyp. MM). Od sposobu, w który kapitanowie statków z emigrantami pełnią ważne swe obowiązki zalezy tak wiele komfortu i szczęścia pasażerów, że nie powinna być stracona okazja zaświadczenia uznania kolonistów, gdy tylko odpowiednia sposobność po temu się nadarzy. Kapitanowi z „Prince George” oraz Kapitanowi Hahnowi z „Zebry”, (obydwa z emigrantami z Niemiec) należy się wielka pochwała za ich jednoznaczną życzliwość i uważanie okazane powierzonym ich opiece, i sugerowalibyśmy Pełnomocnikom słuszność przyznania premii tym Kapitanom, którzy w bezpieczny sposób przywożą emigrantów i pasażerów i których dowodzenie jest tak godne polecenia.
City of Adelaide, South Australia
19 stycznia, 1839.”
3. W części pierwszej, tej o Klemzig, cytowaliśmy obszerne fragmenty artykułu z „Southern Australian”. W odpowiedzi nań pewien czytelnik, podpisujący się jako „Salus Populi”, a posiadający wyraźne zacięcie do odmalowywania scen rodzajowych i religijnych (być może duchowny?), napisał do redakcji tej gazety list, który opublikowany został 15 maja 1839 roku, a opisujący wrażenia autora będącego świadkiem wspomnanych powyżej przenosin pasażerów „Zebry” do ich nowego miejsca zamieszkania:
„(…) w czynionym przez Pana wyliczaniu dobrych cech owych Niemców nie doszukałem się jakiejkolwiek wzmianki o najbardziej wzniosłym rysie w ich charakterze – o ich skrupulatnym obchodzeniu Dnia Pańskiego. Ich pełen samozaparcia duchowny dzieli swój czas, jak mniemam, pomiędzy tą oraz bardziej odległą osadą swych rodaków. Czy jednak on z nimi jest czy nie, nie pozwala się, by Dzień Pański nie był świętowany. Byłem świadkiem najbardziej ujmującej sceny kilka niedziel temu; grupa tymczasowych chat na szczycie łańcucha gór Mount Lofty wskazywała miejsce, gdzie niektórzy z owych pielgrzymów zatrzymali się na wypoczynek w drodze do dystryktu Mount Barker, w którym zakładają swą osadę.(…) Można było spostrzec starego człowieka w jednej z owych chatek, czytającego z dużego notatnika grupie uważnych dzieci. W innej chacie pewien mężczyzna leżał na materacu, jednak modlitewnik był w jego ręku i najwyraźniej przyciągał jego największą uwagę. Lecz w cieniu wspaniałego eukaliptusa, siedząc czy to na stołkach czy klocach przyniesionych z chat, czy to na powalonym pniu drzewa lub też, w przypadku młodszych członków kongregacji, po prostu na ziemi, grupa około dwudziestu paru osób słuchała z uwagą czytania (…) i co jakiś czas pobożni zebrani wstawali jednocześnie, by śpiewać w najbardziej zachwycającej harmonii którąś z pieśni Pańskich, często przedtem spiewanych w ich własnym kraju. Był to temat dla malarza – szerokie równiny w dole ze swymi rzadkimi zagrodami wdzierającymi się w miejsca będące do niedawna jeszcze niepodzelną domeną kangurów i emu. Wzgórza z tyłu, rozpościerające się wyżej i wyżej, oddzielające nas od bezkresnych równin, takich jak te między Zatoką a nami, które w niedługim już czasie mogą falować złotym plonem i być znaczone spiczastymi wieżami miejsc chrześcijańskiego kultu, w których tubylcy będą mogli wyznawać religię Zbawiciela. Bezchmurne niebo w górze i niewzburzony ocean w oddali, tworzyły panoramę szczególnie cieszącą oko. Lecz scena, którą usiłowałem opisać – cisza lasu przełamana świąteczną muzyką prostych wiernych; ta przemawiała do serca, i mógłbym sobie życzyć, by wielu co nie zauważają powrotu tego świętego dnia odpoczynku, było tam ze mną, by zobaczyć ten poruszający widok, uchwycić te pobudzające melodie, gdy wznosiły się niczym wdzięczne kadzidło ku Temu, co pokrył gaj zielenią, co rozpostarł niebiosa, i co dzierży w Swej dłoni szeroką przestrzeń wód…” (Cytowane za: D.Schubert. Kavel’s People. Lutheran Publishing House, Adelaide 1985, str. 92)
Michał Monikowski
Perth, Australia