Subscribe to RSS Feed

Archive for April, 2011

Reinkarnacyjna egzegeza Nowego Testamentu – cz. 5

Apr 19th, 2011 by monio
Reinkarnacyjna egzegeza Nowego Testamentu – cz. 5

„Kazanie na Górze” – któż spośród chrześcijan o nim nie wie? Nawet ci, co z czytaniem Biblii są „na bakier”, słyszeli jednak to określenie. Może nie za bardzo co prawda kojarzą treść, a może myli im się z czymś zgoła odmiennym. Tak jak w tym dowcipie z czasów PRL, z lat 1970-tych, w którym uczniowie na lekcji historii spytani zostali o Powstanie Warszawskie. Jacy uczniowie, takie były odpowiedzi: „wspaniały zryw patriotyczny ludności stolicy!” – zawołał jeden; „antyradziecka machinacja rządu emigracyjnego”- skomentował inny. Na koniec niedouczony, acz bardzo szczery Dyzio, wywołany przez „belferkę” i zapytany o to, co może powiedzieć o Powstaniu Warszawskim, wycedził:

„No,…. wiem, że ma być, ale nie wiem kiedy…”

„Kazanie na Górze” to jedna z tych części ewangelii „Według Mateusza” („Kata Mathaion”), do których odwołujemy się najczęściej. Jest w nim między innymi następujący fragment (Mt 5; 25 – 26):

„Szybko ureguluj sprawy ze skarżącym cię do sądu, gdy idąc tam, jeszcze jesteś z nim w drodze, żeby czasem skarżący nie przekazał cię sędziemu, a sędzia słudze sądowemu, i zostałbyś wtrącony do więzienia. Doprawdy, mówię ci: Na pewno stamtąd nie wyjdziesz, dopóki nie spłacisz aż do ostatniej monety znikomej wartości.”

Najprostsza interpretacja tego fragmentu to oczywiście jego dosłowne rozumienie: chodzi o kwestie moralne i prawne w tym, doczesnym, życiu (przy założeniu, rzecz jasna, konsekwencji sięgających także do życia pozagrobowego…).

Ale istnieje także inna jeszcze interpretacja: starożytna interpretacja gnostyczno – reinkarnacjonistyczna, sięgająca co najmniej (powtarzam: CO NAJMNIEJ  II wieku n.e. – co najmniej, bo wymieniona została w II wieku n.e. przez Ireneusza z Lyonu).

Najpierw jednak kilka słów o tym, skąd się ona wzięła.

Według starożytnych gnostyków chrześcijańskich, mit Stworzenia wyglądał inaczej niż według mitu „ortodoksów”. Gnostycy owi, pragnąc wyjaśnić skąd bierze się zło na świecie, który (podobno) został stworzony przez Stwórcę (podobno) ze wszech miar doskonałego, używali nieraz schematu „dwóch Bogów”: jeden, ten gorszy, niedoskonały, stworzył świat, w którym żyjemy. Ponieważ ten stworzyciel był sam niedoskonały, przeto i dzieło jego „rąk” też nosi znamiona niedoskonałości – zgodnie z regułą „poznasz rzemieślnika po jego dziele”.

Dlatego też Christos, według nich, udzielił w cytowanym fragmencie nie tylko użytecznej rady moralno – prawnej, ale dotknął również spraw ostatecznych.

Oczywiście, żyjąc w świecie „doczesnym”, stworzonym przez niedoskonałego stwórcę (demiurga), musimy kierować się prawem tego niedoskonałego świata, spłacając nagromadzone w nim własne „karmiczne” „długi”.  Jeśli nie będą one spłacone, to „stwórca” (czyli ów „skarżący”) odda cię w ręce „sędziego” i „sługi sądowego” (czytaj: archontów, władców tego świata z mocy owego niedoskonałego „stwórcy”), a ci z kolei wtrącą cię do „więzienia”(czyli: do kolejnych inkarnacji).

By tego uniknąć, należy żyć przykładnie i doskonalić się w poznaniu Bożej „iskry” w samym sobie („gnothi seauton” !), by móc udać się, gdy pora po temu nadejdzie, wprost z powrotem do tego lepszego, Doskonałego Boga, od którego wszelka dusza pochodzi, i z tym Bogiem się zjednoczyć.

Taka interpretacja posiada analogię z „Sekretną Księgą Jana” (t.zw. „Apokryfon Jana”). Ta księga napisana została przed 185 rokiem n.e.  Jest w niej następujący fragment, w którym Jan rozmawia z Christosem:
http://www.gnosis.org/naghamm/apocjn.html

„I powiedziałem. ‘Panie, ci jednak, co nie wiedzą do kogo należą, gdzie będą ich dusze?’
A on powiedział do mnie, ‘W nich duch podły urósł w siłę, gdy zbłądzili. I on obciąża ich duszę i pociąga ją ku czynom diabła, a ten rzucą ją w zapomnienie. I gdy wychodzi ona z ciała, jest przekazywana władzom, co zaistniały poprzez archona, i zakuwają ją one w łańcuchy i wtrącają do więzienia i obcują z nią póki nie zostanie ona wyzwolona od zapomnienia i osiągnie wiedzę.
I jeśli w ten sposób się udoskonali, zostaje zbawiona.”

C.D.N.

Continue Reading »
0 Comments

Reinkarnacyjna egzegeza Nowego Testamentu – cz. 4

Apr 15th, 2011 by monio
Reinkarnacyjna egzegeza Nowego Testamentu – cz. 4

Tym razem przyjrzymy się pewnej przypowieści z ewangelii „Według Łukasza” („Kata Loukan”), która również stanowi swoistą „kość niezgody” odnośnie tego co ona „mówi” lub „nie mówi” o reinkarnacji.  Oto cała ta przypowieść, jak napisana u „Łukasza” (16; 19-31):

Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bawełnę i dzień w dzień świetnie się bawił. 20 U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. 21 Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. 22 Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. 23 Gdy w Otchłani („en to hade”), pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. 24 I zawołał: “Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”.25 Lecz Abraham odrzekł: “Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. 26 A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać”. 27 Tamten rzekł: “Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! 28 Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. 29 Lecz Abraham odparł: “Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” 30 “Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. 31 Odpowiedział mu: “Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą””.

Chociaż w owej opowieści pojawia się imię Abrahama, uważanego za praojca Zydów, to jednak – jak za chwilę zobaczymy, cała ta historia jest w swym charakterze grecka. Oczywiście o reinkarnacji samej w sobie nie mówi ona absolutnie niczego, poza jednym małym szczegółem. Jednak by móc ją w jakikolwiek sposób ocenić, warto przyjrzeć się temu, skąd w ogóle wzięła się ona w ewangelii.
Otóż gdyby ewangelia ta pisana była jakieś 600 – 700 lat wcześniej, owa przypowieść praktycznie rzecz biorąc nie miałaby szansy pojawienia się w niej. Nie miałaby, gdyż żydowska religia nie posługiwała się jeszcze wówczas ani pojęciem nieśmiertelnej duszy (co czyniłoby niemożliwym jakiekolwiek „rozmowy umarłych”) ani też konceptem „Nieba i Piekła”, które są niezbędne dla powyższego scenariusza.

Obydwa zaś owe kncepty są „pogańskie”, a żydowska kultura zapożyczyła je w całości od Greków. Hebrajskie rozumienie „otchłani” („Sheol”) bliskie jest greckiemu Hadesowi. Hades („niewidoczny”) zaś na pewno nie był po prostu „piekłem”. To była kraina umarłych, do której udawali się wszyscy zmarli, obojętnie czy w życiu doczesnym postępowali dobrze albo źle. Wewnątrz Hadesu jednak było miejsce szczególnie ponure, zwane „Tartar”, dokąd udawali się ludzie wyjątkowo źli lub tacy, którzy szczególnie nie spodobali się bogom. Odpowiednikiem Tartaru w religi żydowskiej byłaby „Gehenna”, którą – tak jak i Tartar – utożsamić można z „piekłem”.

Hades, tak jak rozumiany przez Greków, był miejscem szczególnym. Tam trafiały dusze wszystkich ludzi po śmierci ich ciał. Ale trafiali tam również ludzie żywi. Pamiętamy zapewne opowieść o Orfeuszu i Eurydyce? Otóż „Orfeos”, po śmierci „Euridike” udał się  po nią do Hadesu. Wyszedł stamtąd żywy. Natomiast Persefona („Persefone”, „Persefoneia”) po uprowadzeniu przez Hadesa, musiała wracać tam każdego roku. Orfeusz czy Persefona to swoiste „furtki” dla poglądów reinkarnacyjnych. Bo jeśli żywy człowiek może wejść do Hadesu i stamtąd wyjść żywy – to czy zatem obok dusz tych, co tam na zawsze pozostali, nie mogło być i takich, które stamtąd wyszły?
W tradycji Nowego Testamentu „Hades” też jest, jak u Greków, miejscem przedziwnym. Tam cierpi ów bogacz z przypowieści, ale do tegoż „więzienia” też idzie Christos, by głosić kazanie do dusz  (1Pt 3; 19) . Jednak jego dusza (Christosa) nie została tam pozostawiona na zawsze  (Dz 2; 27-31) .

Zestawmy na moment przypowieść o bogaczu i Łazarzu z konkretną opowieścią grecką. Posłużymy się tu jednym przykładem takich opowieści, autorstwa samego Platona (ok. 427 – ok. 347 p.n.e.). Dla niektórych owa opowieść, zawarta w „Republice”, jest po prostu zwykłą fikcją literacką, inni zaś uważają ją za literacko opowiedziany przykład „Near Death Experience” (NDE). Bohaterem tej historii jest pewien żołnierz imieniem Er „syn Armeniusa, Pamfilijczyk z urodzenia” (Pamfilia to niegdysiejszy region na południu obecnej Turcji, akurat na północ od Cypru). Otóż Er poległ w walce. Jednak jego ciało, w odróżnieniu od ciał innych poległych, nie wykazywało oznak rozkładu. W dwunastym dniu Er zbudził się do życia i opowiedział to, co widziała jego dusza w innym świecie po opuszczeniu ciała. Stanął on mianowicie, wraz z innymi, przed  grupą sędziów, którzy oświadczyli mu, że powróci on z powrotem do życia ziemskiego jako swoisty „posłaniec” do ludzi, by im opowiedzieć co ich czeka w zaświatach:
„siedzieli tam sędziowie, którzy nakazywali sprawiedliwym, po wydaniu na nich wyroku (…), by wznosili się ku górze niebiańską drogą po prawej stronie; i w podobny sposób niesprawiedliwym nakazali udać się w dół drogą po lewej stronie…”
(Tak nawiasem: pamiętamy ewangelicznego „łotra po prawicy” i „łotra po lewicy”? To też koncept grecki i jeszcze będziemy doń powracać…)

Krótko mówiąc, dusze sprawiedliwych udawały się ku niebu po nagrodę, dusze niesprawiedliwych zaś udawały się ku piekłu na potępienie. Lecz nie pozostawały one w tych miejscach na zawsze, lecz po odbyciu kary lub odebraniu nagrody wracały na ziemię po nowy żywot, a nawet mogły ten nowy żywot sobie wybrać. Cała opowieść pełna jest tradycyjnych akcentów greckich, łącznie z postaciami z historii Grecji oraz greckiej mitologii. Opowieść ta, jeżeli kogoś ona interesuje, jest dostępna  tutaj w pełnej wersji .

Jak nietrudno zauważyć, obie opowieści, platońska i „łukaszowa”, wykazują uderzające podobieństwa. Obie mówią o tym, że po śmierci ciał, dusze w zależności od tego, jakie życie prowadziły, udają się albo do nieba albo do „piekła” czy „otchłani”. Obie mówią o rozkoszach lub pociechach w niebie oraz o cierpieniach w piekle. Obie one prezentują obraz duszy, która, gdy już raz dotarła do owego piekła lub nieba, nie może przejść na drugą stronę. I obie też pokazują jednak, że pomimo owej niemożności podróży z jednego z tych miejsc do drugiego, istniała możliwość porozumiewania się dusz między sobą – w przypadku przypowieści biblijnej porozumiewanie to odbywa się bezpośrednio niejako ponad „przepaścią” („chasma”), gdy bogacz rozmawia z Abrahamem. W przypadku opowieści Platona to porozumiewanie jest możliwe tylko wtedy, gdy dusze, już po odebraniu nagrody lub ukaraniu w piekle, spotykają się w połowie drogi i opowiadają sobie o swych przeżyciach w obu tych miejscach. Ta platońska wersja sugeruje zatem, że piekło i niebo bardziej są od siebie oddalone niż w wersji biblijnej.

I tak na dobrą sprawę jedyną interesującą nas kwestią, którą obie te opowieści się różnią, jest to, że ta platońska wersja mówi wprost o cyklach reinkarnacji, podczas gdy ta „łukaszowa” nie mówi nam absolutnie nic na ten temat. To znaczy: nie mówi nic bezpośrednio. Bo na zakończenie czytamy w niej w wersetach 30 i 31:

“Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: “Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą””.

Czy to oznacza, że wierzono jednak w to, że umarli mogą powstać i kogoś jeszcze ostrzegać, czy też to tylko taka „replika metaforyczna”? Tego się już chyba nie dowiemy. Podobieństwo istnieje jednak i tu pod tym względem, że tak wersety 30 i 31 z ewangelii jak i mit Era mówią wyraźnie o zmarłych jako posłańcach mających ostrzegać ludzi. W ewangelii miałby to być „ktoś z umarłych”, w micie greckim zaś posłańcem tym jest sam Er.

W każdym razie to, co widzimy, jest jeszcze jednym przykładem tego (zaiste nie odbiegającym od biblijnej normy…), że o reinkarnacji nie mówi się wprost ani afirmująco ani negująco. Co oczywiście oznacza, że obie „strony” debaty w czasach nam współczesnych mogą użyć przypowieści „łukaszowej” jako „amunicji” na korzyść swoich tez. I tak jak w innych przykładach Nowego Testamentu tak i w tym, tezy te są w 100% uzasadnione. Jedne i drugie tezy…

Dokładnie to samo dotyczy szeregu innych fragmentów ewangelii. Jednym z nich jest ten w postaci wypowiedzi Christosa z ewangelii „Łukasza” już w scenie ukrzyżowania do „łotra po prawicy” (Łk 23; 43):  „Zaprawdę powiadam ci: dziś ze mną będziesz w raju”.

Uwaga ta mówi tylko i wyłącznie o tym, że obaj ci ludzie będą w raju. Nie mówi natomiast absolutnie niczego o tym, że raz dostawszy się do „raju”, pozostaje się tam raz na zawsze…

Continue Reading »
0 Comments

Admiństwo “Frondziarskie”

Apr 3rd, 2011 by monio

Hi Moni, tu Monio…

Kieruję ten swoisty listo-artykuł w tym kierunku raczej, jako dyskusję z Tobą, bo do Redakcji nie ma sensu. Wiem („gnoseo”), że i tak na odpowiedź nie miałbym co liczyć, gdyż się już o tym przekonałem podczas ponad 2 miesięcy. Poza tym na Frondzie daję jedynie link do tego tekstu, jako że niechybnie zniknie wkrótce po ukazaniu się tam, więc trzymam go u siebie na monio.info.

Najpierw w kwestii formalnej: pisząc o tym, co niektórzy „wypisują” na blogowisku (ach, dzięki za tę słodycz, Kwiatuszku!), kierujesz pod moim adresem swoisty „zarzut”, mianowicie, że ja rzekomo piszę, że Biblia mówi o reinkarnacji (punkt 10 Twej listy: „Biblia mówi o reinkarnacji (Thunder u siebie)” ). Czy zatem mogę się od Ciebie dowiedzieć gdzie ja coś takiego napisałem? Ja piszę, że jestem reinkarnacjonistą (obydwie części tekstów „Reinkarnacja, czyli…”). Ale podkreślam przy tym, że Biblia w ogóle nic nie mówi o reinkarnacji, ani też jej nie potępia. Mam teraz mały cykl (do tej pory 3 części) pt „Reinakrnacyjna egzegeza Nowego Testamentu”, gdzie podaję przykłady interpretacji reinkarnacyjnych poszczególnych wersetów. A to nie to samo, co twierdzić, że Biblia mówi o reinkarnacji. Tak to jest, gdy ktoś próbuje stawiać „zarzut”, nie przykładając się nawet do przeczytania tekstów, którym się taki „zarzut” stawia.

Ale nawet gdybym twierdził, tak jak wielu ludzi w swoich interpretacjach, że Biblia mówi o takiej wierze i że Christos jej nauczał – no to co z tego? Uważasz, że to usprawiedliwia banowanie masowe dziesiątków tekstów (z których tylko kilka jest o reinkarnacji) z blogowiska? Uważasz, że banowanie kogoś, kto nie używa t.zw. „wyrażeń”, nie propaguje treści sprzecznych z prawem, nie promuje pornografii, bestialstwoa, pedofilii ani żadnych treści mogących „wywołać niepokój publiczny lub rozruchy” – i to banowanie już ponad 10-krotne w sensie totalnym (całych blogów) plus kilka banów częściowych, jest w porządku? Gdy napisałaś swój tekst, miałem na koncie 9 całkowitych banów. Teraz mogę się pochwalić 12 razy. Popatrz ile dni minęło od Twego artykułu – dokładnie trzy. W ciągu tych trzech dni dorobiłem się kolejnych całkowitych banów. Też obejmujących w sumie dziesiątki publikacji. Jeżeli tak Ci spieszno do wytykania blogerom rzeczy, które uważasz za niewłaściwe, to nie przyszło Ci do głowy, by również, przynajmniej częściowo, skierować „ostrze” tej krytyki pod adresem „admiństwa” Frondy, które nie zachowuje się wcale lepiej? A przecież wiadomo – i to nie od dziś – że „przykład idzie z góry”…

Tak nawiasem, Twoja lista nie wylicza prawie żadnych przykładów ataków personalnych (a w kilku wypadkach niektórzy blogerzy skarżyli się na to, że inni koledzy stosują wobec nich wyjątkowo niskie t.zw. „imiona własne”), koncentrujesz się za to na herezjach, teoriach spiskowych, masonach itd. Ja się Ciebie pytam: co to ma wspólnego z Twoim tytułowym „światłem Chrystusa”? Tematycznie chyba absolutnie nic…

Czy będziesz dalej utrzymywać, że „pewnych treści” nie wolno publikować na Frondzie, bo to portal „poświęcony”? Gdy jednocześnie ani słowem nie wytykasz ataków personalnych, które (na szczęście rzadko) pojawiają się tam przy całkowitej bierności „admiństwa”? To jak: napisać o reinkarnacji, gnostycyzmie, o sakramencie Consolamentum to niemal „nie do pokazania na portalu”, bo taki „poświęcony”, ale wymyślanie współ-blogerom jakoś temu „poświęceniu” nie szkodzi? I nie szkodzi mu chamskie banowanie masowo dziesiątków tekstów, w których takiego chamstwa nie ma?

Naprawdę uważasz, że dopisek „portal poświęcony” może i powienien być używany jako kaganiec, knebel lub moralny szantaż? Jakie „światło Chrystusa” ma z tego adminowskiego chamstwa wynikać? I jakie w ostateczności wrażenie ma to wywołać, Twoim zdaniem, u „osób z zewnątrz”, co takiego „światła” poszukują?

To już nawet nie jest tylko chamstwo. To już teraz ma charakter personalnej vendetty admina (lub adminy – nie wiem, bo osoba ta nie ma do tej pory odwagi cywilnej, by się przedstawić). Dokładnie właśnie tak: vendetty. Wycinane jest niemal wszystko, co wkładam, obojętnie czy o reinkarnacji czy gnostykach. „Wylatuje” – i to szereg razy z rzędu – cała seria o „Pierwszych Australijczykach”, czyli staroluteranach z Brandenburgii, Wielkopolski i Dolnego Sląska. Wyrzucany jest tekst o oblężeniu Montseguru, link do opracowania o śląskich kościołach drewnianych, o celach II Wojny, tłumaczenie historycznego materiału prasowego (z Australii) z 1862 roku o niepokojach w Warszawie przed Powstaniem Styczniowym. A nawet krótkie videoski z youtube, włączając „Credo” (tak jest, Credo!) z mszy Charlesa Gounoda, czy „Triumf Wiosny” czyli muzyka Wagnera z fotografiami pejzaży, kwiatów i zwierząt… To już jest istne „fixum dyrdum” osoby, która jest odpowiedzialna na Frondzie za admin. Mógłbym tę listę kontynuować, bo idzie o całe dziesiątki tekstów i innych materiałów.

Nie, to nie to, że się aż zanadto „użalam”, bo tak jak każdy „medal” ma dwie strony, tak i ten też jak najbardziej: „admiństwo” zapewnia mi w ten sposób zwiększoną liczbę odwiedzin w tym moim blogu, w wyniku czego teksty, które były przeze mnie zamieszczone z myślą, by były na Frondzie umieszczone tylko jeden raz, wędrują tam wiele razy – np „Gnostyk i chrześcijanin” w ten sposób pojawił się, w obydwu częściach, aż jedenaście razy. I będzie więcej! Osoba, która odpowiedzialna jest za stan jakości blogowiska, miast troszczyć się o zachowanie tam kultury i wzajemnego poszanowania użytkowników, urządza sobie tam hasanie w stylu „polowania na czarownice”…

Tak więc, jak widzisz, mam nawet pewien powód do zadowolenia z niemądrych wybryków „admiństwa”. Ale fakt chamstwa, nawet jeżeli przynosi jakąś korzyść, nie będzie jednak zasługiwał z tego powodu na dytyramby, prawda? A już zwłaszcza na stronie jakżeż bardzo „poświęconej”…

Czy pragniesz może odpowiedzieć czymś w rodzaju „tak, ale redakcja ma prawo ingerować, bo to jej domena!” ?

Przyjrzyjmy się zatem nam, jako „gościom”. Czy uważasz, że prawa posiada jedynie gospodarz, a gość nie? Przypuśćmy, że odwiedza Cię w Twoim mieszkaniu jakiś znajomy o orientacji religijnej odmiennej niż Twoja własna. Załóżmy, że jest to np „buddysta” (choć równie dobrze mógłby to być no świadek Jehowy, gnostyk czy muzułmanin). Już przy wejściu wręcza Ci skromny upominek, na przykład książkę o buddyzmie lub zbiór kazań Dalaj Lamy (naszymi blogowymi „upominkami” są nasze teksty, nad którymi sami pracujemy…). Ponieważ buddystką nie jesteś, to jak zareagujesz? Rzucisz mu tą książką w twarz i zatrzaśniesz drzwi przed nosem, bo to „sprzeczne z nauczaniem Magisterium Kościoła”? (blogowym „odpowiednikiem” takiego zachowania ze strony „admiństwa” jest kasowanie artykułów i blogów…).

Ja przypuszczam, że tak byś się nie zachowała, bo brakuje Ci chyba tak oczywistego chamstwa…

Ale idźmy dalej: „buddysta” wchodzi do mieszkania, zasiadacie przy stole (w pokoju lub na obszernym balkonie), by delektować się przygotowaną przez Ciebie kawą i upieczonym wyśmienitym ciastem (odpowiednikami tychże są możliwości techniczne stworzone przez „admiństwo” na blogowisku…).

Rozmowa, naturalną koleją rzeczy, schodzi po pewnym czasie na sprawy „ostateczne” i „buddysta” wypowiada swój pogląd na Christosa, według którego to poglądu Christos to nie Bóg, lecz „bodhisathwa” (pogląd zbieżny z poglądem gnostyckim…).

Jak na to zareagujesz? Czy z pianą na ustach wyrwiesz mu natychmiast z dłoni widelczyk z nabitym nań kawałkiem tortu i każesz mu się wynieść do diabła? – „Proszę natychmiast opuścić ten dom !!!!!!” (odpowiednikiem takiego żulstwa jest banowanie przez „admiństwo”, bo to przecie „gospodarz” na swoim i „poświęconym”…).

A teraz przyjrzyjmy się tej samej kwestii już nie tylko w układzie „ONI gospodarze – MY goście”, lecz bardziej realistycznie w układzie bardziej złożonym, odpowiadającym rzeczywistości o wiele bardziej i to zarówno od strony moralnej jak i kwestii możliwości.

A zatem, najpierw REDAKCJA serwisu: jest portal i jeżeli chcesz coś opublikować w dziale „InFFormacje” (czemu to przez dwa „F”, tak nawiasem? Przez nieuwagę czy jako „symbol” albo skrót np „Forma Fidei”?), to musisz posłać do redakcji i dopiero ona zdecyduje, czy zamieścić albo nie. Są gospodarzami, to moralnie im się takie prawo należy. Poza tym mają możliwości techniczne, więc oni są decydentami. Ty takich możliwości nie posiadasz, więc musisz z nimi się „układać” i dostosować do nich. Tu kwestia moralna oraz kwestia możliwości idą ze sobą w parze – przynajmniej „jako tako”.

Ale ONI poszli jeszcze dalej: stworzyli blogowisko, a zasady funkcjonowania blogowiska są diametralnie odmienne. W odniesieniu do tej kwestii nie są oni już redaktorami, na ogół nie są też autorami ani twórcami. Tu są jedynie serwisem oferującym t.zw. „hosting”.

Mam swego bloga, właśnie tego, na którym teraz jesteś. Korzystam z usług świadczonych przez dwie firmy: jedna daje „hosting”, druga układ graficzny i „edytorski” bloga. No i jak sądzisz: czy któraś z nich wyznaczyła mi jakikolwiek „zakres swobody” wyrażania opinii? A może przesłała mi z góry ostrzeżenie dotyczące „ram ortodoksji oraz herezji”? Może nieformalnie „dają mi znać” jakie tematy są dla mnie zakazane do publikowania?  Sama chyba w to nie wierzysz, co?

Na blogowisku, w jaskrawym odróżnieniu od „InFFormacji”, autorami, twórcami i edytorami jesteśmy MY. Natomiast ONI chcieliby tam się bawić w inkwizytorów i cenzorów… Jakim prawem? My mamy mieć prawo „swobody” na tyle, na ile piszemy to, co ONI chcą?  Czy MY jesteśmy blogerami i autorami (a zatem i współgospodarzami), czy też jedynie ICH najemnikami?

Jak dla mnie, moralnie jest to całkowicie „na bakier”. A teraz spójrzmy na realne możliwości, zgodnie ze wstępnym założeniem.

Jeden z największych mężów stanu Europy XIX wieku, Otto Graf von Bismarck, mówił : „Politik ist die Kunst des Möglichen”  („Polityka jest sztuką możliwości”). Ale nie tylko polityka. Więc jakie są te nasze możliwości?

Redakcja ma możliwości, by usuwać nasze artykuły i całe blogi (i w stosunku do mnie używa tych „Möglichkeiten” wręcz taśmowo…). My natomiast mamy możliwości, by te nasze usunięte artykuły i blogi wkładać zaraz i niezmiennie na nowo tam, gdzie były poprzednio… (i owe możliwości ja też wykorzystuję taśmowo…). I jak narazie nie mogą sobie ze mną poradzić, bo co usuną, to ja wkrótce wkładam i może to tak trwać „bez końca”. Pod względem zatem „stanu uzbrojenia” ONI i ja wychodzimy na „pata”. Wszystko zależy od siły woli, bo możliwości po obu stronach są podobne.

Czy naprawdę nie sądzisz, że nadejść powinien czas, kiedy porządki na blogowisku będą w większym niż do tej pory stopniu odzwierciedlać ten rzeczywisty „układ sił” oraz „stan uzbrojenia”? Nie, nie przeciw „admiństwu”, ale dla naszej własnej swobody jako autorów i aby nie powtarzały się już takie bezceremonialne akty chamstwa wobec nas, dosłownie nie mające wiele wspólnego z jakąś logiką, ale po prostu z czyjąś złośliwością i kaprysami…

Ja nie mam problemu z “Frondą” jako taką. A już zupełnie nie mam problemu z Użytkownikami tego serwisu. Ale z nadużyciami chamskiego “admiństwa” mam problem jak najbardziej.
Teraz nagle wyskoczyli z “regułą”, że będą wywalać te blogiwpisy na blogach, które służą jedynie firmowaniu innych blogów. Bo niby po to są, by u nich pisać, a nie gdzie indziej…
Hola, hola!   A co to takiego? Jakaś odkurzona, przystosowana do internetu reguła “przypisania chłopa do ziemi dziedzica”? Od kiedy tak jest, że ktoś wypowiadający się w jednym miejscu, nie może powtarzać swej wypowiedzi gdzie indziej?

Ile to razy tak jest, że artykuł opublikowany w jednym blogu jest potem także publikowany gdzie indziej? Masa jest takich przypadków, po prostu MASA. Wystarzy zajrzeć do rozmaitych stron internetowych i blogowisk. Przyjrzyjmy się na moment więc temu “buddyście” z naszego opowiadania powyżej: gdy już wyrwałaś mu ten widelczyk z tortem (szybko! Byle nie zeżarł ani okruszynki więcej tortu!) i pchasz go już ku wyjściu, jeszcze do niego wycedzasz, sapiąc z wściekłości: “Mało tego! Na dodatek tego wszystkiego, coś tu opowiadał, nie wolno ci mówić nigdzie indziej, rozumiesz! NIE WOLNO i już! Bo nie po to tego słuchałam, żeby jeszcze ktoś inny tego słuchał! Rrrraus!!!”

Na tym jednak nie koniec. ONI niby to “wprowadzają regułę”. I od samego początku widać, że się do niej nie stosują. W ciągu 2 dni „poleciały” kolejne 3 moje blogi. W całości, ma się rozumieć, czy tam co było z linkami do innych blogów, czy nie.

Cheers!!!

Continue Reading »
0 Comments

Reinkarnacyjna egzegeza Nowego Testamentu – cz. 3

Apr 2nd, 2011 by monio
Reinkarnacyjna egzegeza Nowego Testamentu – cz. 3

Niemalże „żelaznym argumentem” wymierzonym rzekomo przeciw reinkarnacji, a znajdującym się w Nowym Testamencie, ma być, według anty-rainkarnacjonistów, następujące wyrażenie z „Listu do Hebrajczyków” (9; 27):

„I tak, jak jest przeznaczone ludziom umrzeć raz, a potem jest sąd…”

Jak widać, jest to zdanie, a właściwie tylko wyrywek ze zdania, wyjęty z kontekstu i to w sposób tak totalny, jak tylko to sobie można wyobrazić. Zanim jednak zajmiemy się bliżej tym kontekstem, odpowiedzmy od razu, że to wyrażenie nie przesądza absolutnie o niczym. I nawet, jak zobaczymy, nie jest w stanie przesądzać, gdyż dotyczy zupełnie innego zagadnienia. Ale jeśli już przeciwnicy reinkarnacji pragną – najwyraźniej z braku lepszego „laku” użyć tej semi-sentencji, przypomnijmy to, co napisaliśmy już lata temu w obu częściach artykułu „Reinkarnacja, czyli…”:

“Pod zdaniem zaś z listu do Hebrajczykow, obojętnie kto go napisał, ze“Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Heb 9;27) podpisać mógłby się równie dobrze każdy hinduista, gdyż w jego rozumieniu kolejne wcielenie jest właśnie swego rodzaju “wyrokiem”. A każde ciało umiera istotnie tylko jeden raz. Ów sąd odbywa się bez przerwy, w każdej chwili odpowiedzialni jesteśmy za swoje życie.”

Praktycznie rzecz biorąc, ponieważ ten fragment zdania nie mówi wyraźnie ani o tym, że dusza człowieka po śmierci wciela się w inne jescze ciała, ani też o tym, że “postanowione duszy jeden tylko raz żyć i tylko i wyłącznie w jednym ciele”, więc de facto do tego „naczynia ze słów” można wlać taki „płyn” interpretacji, jaki kto uważa za stosowny, a i tak będzie „pasował jak ulał”. Szczerze mówiąc – tak, jak zaznaczyłem na samym początku tej małej serii „egzegezy reinkarnacyjnej” – wolałbym zobaczyć coś „czarno na białym”, co swoim jednoznacznym i niepodważalnym charakterem czyniłoby tu wielość interpretacji niemożliwą, bo wtedy przynajmniej nie byłoby jakichkolwiek wątpliwości co do znaczenia wersetów. Sam bowiem osobiście będąc reinkarnacjonistą, nie pragnę wczytywać w istniejące słowa jakichkolwiek własnych poglądów, lecz staram się po prostu widzieć to, co na pewno napisano, a czego nie napisano. No, więc nie napisano tam niczego o liczbie ciał, w jakie wciela się dusza. Ani też o tym ile razy może się ona wcielać w jedno ciało.

Jeżeli zatem mielibyśmy przyjrzeć się przykładom wskrzeszenia przez Christosa Łazarza oraz córki Jairusa, to jak „wyglądałby” ten cytat „…jest przeznaczone ludziom umrzeć raz, a potem jest sąd..” ? Czy owej dziewoi oraz Łazarzowi też było „przeznaczone” umrzeć raz? Oczywiście, można założyć, że ciało istotnie umiera tylko jeden raz -  wspołczesna medycyna zdaje się to jednoznacznie potwierdzać. Co by oznaczało, że Łazarz i córka Jairusa nie umarli w ogóle, lecz albo zapadli w śpiączkę, z ktorej się przabudzili, albo też doświadczyli tego, co obecnie określa się skrótem NDE (Near Death Experience). Ludzie 2 tysiące lat temu mogli tego nie rozróżniać i kogoś z NDE uznawać za definitywnie martwego. Mogły też całe te dwie ich „historyjki” zostać włożone do tekstum by pokazać „wielkość Christosa”, tak jak podobne rzeczy przypisywano innym „cudotwórcom”, jak Apoloniusz z Tiany czy choćby Pitagoras.

No, ale jeżeli jednak oboje byli martwi, a potem „cudownie” zostali wskrzeszeni, to znaczy, że umierali CO NAJMNEJ dwa razy, a nie tylko raz. Więc nawet w tym ściśle „biblijnym” i aż do bólu „ortodoksyjnym” kontekście, interpretacji i „milieu” ten cytat zdaje się nie mówić całej prawdy…

Ale teraz przyjrzyjmy się wreszcie całemu jego kontekstowi.

Cały rozdział 9 „Listu do Hebrajczyków” jest po prostu nie o tym ile jest ziemskich żywotów (zwłaszcza, że mowa o „umieraniu raz”, a nie o „zyciu raz”) lecz o różnicy ofiary Christosa i ofiar judaistycznych, dokonywanych na zwierzątach. Każdy, kto ma Biblię, może tam zajrzeć i dowodnie o tym się przekonać. Nie zamierzamy tu cytować wszystkich 28 wersetów tego rozdziału, pozwolimy sobie na krótkie omówienie.

Autor tego „Listu” dokonuje porównania między powtarzanymi wielokrotnie krwawymi ofiarami na ołtarzach judaizmu z jedną ofiarą Christosa. Nie wypowiada się on w ogóle na temat reinkarnacji, wcieleń oraz duszy. Dość powiedzieć, że w tym liczącym sobie 28 wersetów rozdziale ani razu nie zostaje nawet użyte słowo „dusza” („psyche”) – dosłownie ANI JEDEN RAZ !  Mowa jest jedynie o „Duchu Swiętym” („pneumatos tou agion”) w wersecie 9; 8. To wszystko, jeśli idzie o jakiekolwiek dusze lub duchy.

Autor stwierdza, że judaistyczni kapłani wielokrotnie powtarzają ofiary na ołtarzach, bo tak nakazywało „przymierze” Mojżesza. Pisze o tym, że praktycznie wszystko jest obmywane we krwi, bo inaczej nie ma odpuszczenia grzechów (9; 22). Jednak, że ta wielokrotność ofiar nie ma sensu w „przymierzu” Christosa, który „pod koniec wieku” („synteleia ton aionon”, 9; 26) ukazał się po to, by zgładzić grzechy ofiarą z samego siebie. Dodatkowo (9; 24) Christos nie pojawił się w świątyniach budowanych ludzkimi rękami, lecz w niebie, by wstawić się za nami „teraz” („nun”). Przeto, tak jak raz sądzone ludziom umierać, tak i on raz jeden, przy tym końcu wieku („aionon”) raz się pojawił, by raz zgładzić grzechy „wielu” („pollon”). I że gdy drugi raz się pojawi, to już tylko dla zbawienia tych, co go wyglądają. Tak nawiasem: warto tu dodać, że w czasie, gdy ten „List” był pisany (II połowa I wieku n.e.) dość częste było przekonanie chrześcijan, że ów „koniec wieku” (także rozumiany jako „koniec wszystkich czasów”) był już bliski i że nastąpi jeszcze za życia tamtego pokolenia, czyli pokolenia Piotra, Jana itd. Ci ludzie wierzyli, że „paruzja” czyli „Drugie Nadejście” nastąpi już wkrótce. To z kolei nadawać by mogło dodatkowego sensu słowom rozdziału 9. A mianowicie, że – tak jak napisano w wersecie 26, że „raz jeden” Christos ukazał się, by dać z siebie ofiarę i wkrótce nadejdzie z powrotem.

Rozdział 9 nie mówi nic o duszach ani reinkarnacjach, nie zawiera w ogóle żadnych sformułowań, któreby pośrednio czy bezpośrednio odnosiły się do tej kwestii.

Za to aż się w tym krótkim rozdziale roi od słów takich jak „krew” czy „ciało”. Tak więc krew wymieniana jest jako „krew kóz i bydła” („aimatos tragon kai moschon”), „krew byków i kóz” („aima tauron kai tragon”) i tak dalej (wersety 9; 12,  9;13 ,  9;19), jako „krew przymierza” (aima tes diatekes”) – werset 9;20, potem znowu jest ta krew w wersecie 9;18 , 9; 20 itd. Jest „krew Christosa” („aima tou Christou”) w wersecie 9; 14. Jest „przelew krwi” („aimatekhusias”) w wersecie 9; 22, potem znowu „krew” w wersecie 9; 25. Mowa też jest o „ciele” czyli „sarkos” (dosł. „ciało”, „mięso”) np w wersetach ), 10 czy 9; 14. Ale ani razu autor nawet nie zająknął się o jakiejkolwiek „duszy”!

Tymczasem, jeżeli mowa ma być o reinkarnacji lub o opozycji wobec reinkarnacji, to wspomnienie duszy jest po prostu nieodzowne, bo bez duszy nie ma reinkarnacji. Gdyż to właśnie dusza się wciela, a nie „krew” lub „mięso”.

Dlatego słuszność mają ci interpretujący, którzy odczytują owe „raz człowiekowi umrzeć” jako śmierć ciała jedynie. Bo, po pierwsze, gdy umiera człowiek, to umiera jego ciało, a nie dusza. A po drugie dlatego, że cały kontekst tego wersetu, dosłownie cały rozdział jest o ofiarach „ciała”, „krwi”, „mięsa” i o niczym innym.

Osobiście, tak jak wolałbym w istniejących polemikach, aby wskazywano na jednoznaczne stwierdzenia raczej niż na zagadkowe, tak też jestem przeciwnikiem wyrywania pojedynczych zdań – a nawet, jak w tym wypadku – fragmentów zdań z ich kontekstu, tak bezpośredniego, znajdującego się w tym samym zdaniu, jak i szerszego, zawartego w treści, do której się dane zdanie, lub jego wyrywek odnosi. Takie wyrywki używane jako “argumenty” stają się bowiem same w sobie żenujące.

Jeżeli natomiast – nawet jako nierozstrzygające – przywoływane są one wraz z ich kontekstem, to przynajmniej dają wgląd w pewien możliwy scenariusz (który może nawet okazać się kiedyś prawdziwym), a na pewno jest w stanie stanowić możliwy styl myślenia osób, które blisko dwa millennia temu pisały teksty stanowiące obecnie kanon Pisma. I tylko z tego powodu się tu nimi zajmujemy.

Jako ciekawostkę odnotujmy zatem, że owo wskrzeszenie Łazarza i córki Jairusa oraz ich związek z wersetem Hbr 9;27 nie pozostał niezauważony przez reinkarnacjonistów także w przeszłości. W roku 1684 flamandzki autor Franciscus Mercurius van Helmont wydał w Londynie pracę znaną pod skrótowym tytułem „Two Hundred Queries”. Pełny tytuł, odnotujmy to, brzmi: „Two Hundred Queries Moderately Propounded Concerning the Doctrine of the Revolution of Humane Souls, and its Conforming to the Truths of Christianity”. Zadając pytanie postawione przez nas wyżej, odnośnie co najmniej dwukrotnej śmierci obojga osób wspomnianych w ewangeliach, autor zastanawia się dalej nad owym “raz umrzeć”, pyta ponownie: „Czyż słowa te nie muszą mieć zatem innego , głębszego i mniej oczywistego sensu?”

Cytowana już przez nas dwukrotnie autorka, Elizabeth Clare Prophet, odpowiada:

„Oto pewien „mniej oczywisty sens”: to, co umiera raz i tylko raz, to „cielesny umysł”, jak Paweł nazwał ludzkie ego. Napisał on w liście do Rzymian, „Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha – do życia i pokoju”. Cielesny umysł jest nastawiony na „sprawy ciała”. Odnosi się to do cząstki w nas, która musi umrzeć, byśmy mogli „odziać się” w naszą „nieśmiertelność”.

Po jakimś czasie, w jakimś momencie, aby uzyskać nieśmiertelny żywot, musimy całkowicie i ostatecznie unicestwić umysł cielesny. Nie stanie się to natychmiast. Paweł pisał „umieram codziennie”. Nierealne ego umiera po trochu każdego dnia aż wreszcie staje sią martwe. Owa śmierć ego jest procesem, tak jak osiąganie nieśmiertelności jest procesem. Aż do momentu osiągniecia tego celu, kontynuujemy wcielenia i doświadczenie sądu (choć nie ostatecznego) po zakończeniu każdego żywota. Lecz gdy uzyskujemy naszą nieśmiertelność, docieramy do kresu zywotów i umierania. Jak Paweł napisał:

‘A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?’”


Oczywiście w tych wersetach idzie o nieśmiertelność duszy, nie ciała.

Ale spróbujmy przez moment przyjrzeć się jeszcze innej możliwości interpretacyjnej Hbr 9; 27. Bardzo radykalnej możliwości reinkarnacyjnej. Wyobraźmy sobie, że jest wśród nas zwolennik „ortodoksyjnego” rozumienia tego wersetu – czyli rozumienia anty-reinkarnacyjnego, zakładającego, że po jednym życiu duszy w jednym tylko ciele człowieka oczekuje jedynie Sąd Ostateczny. Wiąże on ową „jedną śmierć” z jedną ofiarą Christosa – właśnie dlatego, że Christos poniósł tę ofiarę RAZ  JEDEN dlatego, że i człowiek, według niego, żyje też tylko RAZ JEDEN.

Owemu polemiście rzuca wyzwanie zwolennik owej bardzo radykalnej egzegezy reinkarnacyjnej tego wersetu:

- Jeżeliby istotnie, tak jak twierdzisz, Christos poniósł ofiarę za ludzi raz jeden, bo ludzie żyją raz jeden – zacząłby ten reinkarnacjonista – to nie sądzisz, że oddałby on życie jedynie za tych, którzy byli mu współczesnymi, albo co najwyżej za tych także, którzy go poprzedzili? Jak mógł on zbawić dusze tych, co jeszcze nie istnieli? Czy można zbawić duszę jeszcze nieistniejącą? Za jakie jej grzechy miałaby ona zostać „odkupiona”? Pamiętaj, co pisze autor „Hebrajczyków” w wersecie 26: że Christos  „raz jeden ukazał się teraz na końcu wieków na zgładzenie grzechów przez ofiarę z samego siebie”. Autor ten zdawał się wierzyć – tak jak wielu w tamtym czasie, że koniec wieku („aion”) lub świata był bliski i dlatego Christos szybko pragnął go odkupić.

Więc jeżeli Christos ten miałby odkupić także ludzi jeszcze nieistniejących oraz dusze nieistniejące, to ile razy jeszcze musiałby się on poddawać torturze krzyżowania i umierania, by ich wszystkich „zbawić”?

Czy nie jest zatem logiczne, że jeśli uczynił to jedynie raz, to po prostu dlatego, bo każda dusza jest wieczna, przechodzi ona jedynie swoje stadia istnienia w rozmaitych wcieleniach. A ponieważ cała wieczność jest jej udziałem, toteż zbawienia jej istotnie wystarczy dokonać tylko jeden raz.

Rejestruję tu owe możliwe egzegezy dla uświadomienia Czytelnikom, że są one częścią rzeczywistości religijnej i filozoficznej, w której żyjemy. Sam jestem reinkarnacjonistą, jednak prezentowane tu poglądy nie są moimi własnymi. Zaznaczam to po raz kolejny, gdyż na portalu „Fronda” odezwały się głosy, według których są to poglądy moje własne.  Link do części 2

Continue Reading »
0 Comments