Subscribe to RSS Feed

Zamyślenia

Emeis de noun Christou echomen!

Feb 9th, 2011 by monio
Emeis de noun Christou echomen!

My znamy do tej pory w sumie 20 ewangelii (w całosci lub we fragmentach). Ale z całą pewnością było ich znacznie więcej. Niektórzy “ortodoksi” sobie wręcz kpili, że gnostycy niemal co dzień piszą nową ewangelię. Miał np.ewangelię napisać Walentyn. I pisali też wiele komentarzy do ewangelii, np. Ptolemeusz i Herakleon napisali pierwsze znane komentarze do ew. “według Jana”.

Ewangelie, które pisali, a które zapewne “wydłużały się” z biegiem czasu (tak sądzi się właśnie o “Ewangelii Tomasza”) pisane były zapewne też (tak jak te kanoniczne) przez osoby inne niż te, pod których imionami są znane. No dobrze, i co z tego? Jeśliby na tej podstawie miały byc “niewazne”, to i te 4 kanoniczne musiałyby “wylecieć” z kanonu z prędkościę odrzutowca. Ale nie o to tu chodzi.

Gnostykom raczej chodziło nie o pisanie “historii Jezusa” ile o pobudzenie czytelnika (lub słuchacza) do samodzielnego myślenia. Nie chodzi zapewne w przypadku “Tomasza” o to, że każda “logia” (czyli „powiedzenie”) ma tylko jedno ważne znaczenie, lecz, że każdy może starać się odnaleźć w tej “łamigłówce”. Co do tej o tym, że kobieta może stać się mężczyzną (a zdarzyło mi się już przeczytać “ortodoksyjną” opinie o tej logii, bodajże “samego” Bruce Metzgera! – ze to wyraz jakiegoś “męskiego szowinizmu” – ależ się musiałem śmiać!!!). Mam swoje wyjaśnienie (które może być albo dobre, albo złe), że ponieważ w antyku często element męski utożsamiany był z duchem, a żeński z ciałem (co niejednokrotnie – już do czasow egipskich – oznaczano nawet kolorami: niebieskim i czerwonym – stąd też jeszcze dziś dziewczynki ubiera się na różowo, a chłopczyków na niebiesko…), toteż jesli kobieta osiągnie mądrość i wiedzę, to moze stać się “duchem”, czyli czymś “wyższym” niż tylko “ciałem”. Co po prostu oznacza, że jest to już osoba na tyle dojrzała, że jest równa mężczyznom (wtedy mężczyzni mieli pierwszeństwo, kobiety były traktowane – zwłaszcza w pewnych kulturach – jako osoby gorszej kategorii). A “ortodoks” Metzger nie zadał sobie nawet trudu zastanowienia się (albo: zadał, zdał, ale nic dobrego o “heretyckiej” ewangelii rzec nie chcial, bo za nieilnteligentnego to ja go w żadnym wypadku nie mam…).

Mamy bowiem umysł właśnie po to, by się nim posługiwać i pisze o tym św. Paweł (1Kor 2;16) ‘Emeis de noun Christou echomen’ czyli ‘posiadamy umysł Chrystusowy’ (a nie jak blednie podano w Tysiaclatce ‘znamy zamysł Chrystusowy’). Oto moje “uwagi” do tego wersetu:

To werset tajemnicy wyzwolenia.
Dróg wiele już istnieje w życiu Twem.
Ty możesz znaleźć drogę do Zbawienia:
‘Emeis de noun Christou echomen!’

Śmialo więc z losem weźmij się za bary,
by przekuć w wolę Boga żywot ten,
to kiedyś może poznasz siłą wiary
‘Emeis de noun Christou echomen!’

Sztywniakom prawa odpowiadaj szczerze,
ze sobą Prawde nieś daleko, hen!
I gloś ja wszędzie, gdzie Cię los zabierze:
‘Emeis de noun Christou echomen!’

…A jeśli Cię do posłuszeństwa kuszą,
lenistwem pragną zmącic umysł ten,
pamiętaj: pierwej Cię przekonać musza!
‘Emeis de noun Christou echomen!’

Dogmatem Twe myślenie chcą stopować.
Do Ciebie wszak należy wybór ten:
czy słuchać ich i dać się im zwariować?!
‘Emeis de noun Christou echomen!’

Bo dla nas umysł jest od Boga dany,
nie po to wszakże, by popadał ‘w plen’
lecz sekret każdy czynił sobie ZNANY!
‘EMEIS DE NOUN CHRISTOU ECHOMEN!!!’

I to jest też ten najważniejszy prymat ducha nad materią.

Continue Reading »
0 Comments

Długie milczenie

Jul 23rd, 2009 by monio
Długie milczenie


Pod koniec dziejów na ogromnych zielonych zboczach nad błękitnym oceanem, nad którym rozciągało się równie błękitne Niebo, znalazły się nieprzeliczone rzesze ludzkie. Byli tam ludzie różnych ras, nacji, języków, kultur, stanów i epok. Byli męczennicy za wszelaką wiarę, ofiary mordów politycznych, napromieniowani z Hiroszimy i spaleni żywcem w Dreźnie. Były ofiary i byli ich oprawcy, niektórzy bardzo znani… Byli też ci, którzy normalnie i spokojnie dokonali żywota. Wszyscy oni mieli zostać teraz osądzeni. Panowało długie i ponure milczenie…

Jednak co jakiś czas przerywane było ono głośnymi dyskusjami. “Czy Bóg ma prawo nas osądzać? A co on wie o cierpieniu?” – padały pytania. Nie brak było ludzi gotowych głośno spierać się z Bogiem, wrzeszczeć na niego, pomiatać nim niemal niczym pariasem i walić pięścią w stół (gdybyż tam tylko był jakiś stół…).

„On nie musi dokonywać trudnych wyborów ani poszukiwać prawdy w celu zbliżenia się do… siebie samego!” – zawołał z nutką arogancji młody student teologii.

„A za co miałby on sądzić mnie?! Niech więc się wypcha ze swoimi ‘sądami’!!!” – oburzyła się pewna młoda Chinka – „Nie miałam nawet dwudziestu lat, gdy w czasie wojny on mi obciął głowę!” – tu wskazała palcem na wystraszonego i zawstydzonego Japończyka. „Mogę ja wiedzieć gdzie się ten ‘Pan Stworzenia’ raczył wtedy znajdować??!!”

„Właśnie!” – mruknął pewien ateista ze złoto-czerwonym znaczkiem w klapie marynarki - „Chyba jednak dobrze, że w tego wampira wtedy nie wierzyłem, bo bym się tylko niepotrzebnie denerwował jego nieporadnością i pełną oczywistego chamstwa obojętnością”.

„Siedzi sobie w niebie, gdzie nie ma płaczu, cierpienia, głodu, raka, AIDS… Jakie on ma pojęcie o tym, co człowiek musi nieraz przejść…?” – zapytał z grymasem na twarzy stary Hindus.

„Nooo, już nie przesadzajmy, proszę państwa!” – wpadł mu w słowo znany działacz katolicki – „w końcu to On ten świat stworzył i zna go lepiej niż my wszyscy razem…”

„…To tym gorzej dla niego, bo to znaczy, że się nami zabawiał niczym lalkami!!!”

I tak to trwało przez czas jakiś. W końcu wydelegowano reprezentantów, którzy mieli targować się z Bogiem o ludzkość. Uznali oni, że aby Bóg mógł mieć prawo do sądzenia kogokolwiek, to pierwej musi on narodzić się jako parias (najlepiej z nieprawego łoża); ma być zdradzony, pokiereszowany, opluty, uznany za idiotę i szprycowany narkotykami przez ‘dobrotliwych’ doktorów w psychuszce; a najlepiej to niech sam zostanie osądzony – ooo, tak! – i skazany w prawniczej farsie i nago uśmiercony. No i koniecznie niech kona w męczarniach…

Znów  zapadło długie milczenie. Zdawało się bowiem niektorym, że taki wyrok już kiedyś zapadł i że zostal on istotnie wykonany…

„Tak, ale na tym, którego zwali ‘Synem Bożym’, nie na ‘Bogu Ojcu’” – powiedział, stukając się znacząco w czoło, pewien starszy wiekiem mason.

„Noo… Wystarczyłoby chyba znacznie mniej… Niechby tak mu tylko grożono śmiercią, niechby go tak parę razy stłukli „nieznani sprawcy” i niechby poszedł na całe lata siedzieć za samo tylko mówienie tego, co myśli!” – dorzucił z kwaśną miną pewien stary rewizjonista, który nie wierzył w „komory gazowe” i w „6 milionów Zydów”.

„Bluźnicie strasznie, wielka spotka was za to kara!” – zdenerwował się duchowny w sutannie, któremu zawtórowało parę osób: „Hańba! Nawet tu, przed Obliczem Najwyższego, macie czelność się jeszcze wykłócać?!

W tym momencie wtrącił się milczący do tej pory, pochodzący z Monachium, a zmarły we Wrocławiu  prawnik, historyk i pisarz Felix Dahn, autor „Walki o Rzym”:

„Miałem raz karczemną awanturę z królem bawarskim Ludwikiem II. Sprzeczaliśmy się dosłownie całą noc. I to jak! Poszło o sprawy polityczne i moralne. W pewnej chwili powiedziałem mu wprost, że jest ‘zaślepiony nienawiścią’. Ja… królowi!!!  Nad ranem… serdecznie mi podziękował za szczerość. Podkreślił, że nikt z nim tak szczerze dawno już nie rozmawiał. Przyzwyczajony był do tego, że w rozmowach z nim ludzie go tylko wychwalali i podlizywali mu się…

Nasze własne pretensje są jedynie częścią jednej, niekończącej się odwiecznej rozmowy z nieskończonością, rozmowy, która pozwala nam – przez konfrontację z innymi – poznać samych siebie i w ten sposób dokonać swoistego ‘rachunku sumienia’ przed tą ostateczną spowiedzią.

Tak czy owak, jeśli król Bawarii umiał okazać łaskawość, to czegóż spodziewać się po Królu Niebios, który nas chyba lepiej trochę zna niż ten romantyczny samotnik z Neuschwanstein?”

Po raz kolejny zapanowało długie milczenie. Ale tym razem już nie tak ponure…

 

 

Continue Reading »
1 Comment