<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>monio &#187; Terlikowski</title>
	<atom:link href="http://www.monio.info/tag/terlikowski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.monio.info</link>
	<description>...komentuję to, co mnie interesuje</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Sep 2010 05:59:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.3</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Minarety z galarety</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/11/30/minarety-z-galarety/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/11/30/minarety-z-galarety/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 13:09:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Bruncz]]></category>
		<category><![CDATA[Imigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Minerety]]></category>
		<category><![CDATA[Multikulturalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Referendum Szwajcarskie]]></category>
		<category><![CDATA[Terlikowski]]></category>
		<category><![CDATA[Tolerancja Religijna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1893</guid>
		<description><![CDATA[Dariusz Bruncz i Tomasz Terlikowski  (patrz: linki poniżej niniejszego tekstu) otworzyli w serwisie ekumenizm. pl serię artykułów odnoszącą się do ostatniego referendum w Konfederacji Helweckiej, a dotyczącego budowy minaretów.
Obydwaj chyba spudłowali, jeden strzelił za bardzo na prawo, drugi na lewo&#8230; Spróbujmy my zatem strzelić wprost w środek. „Dario” wychodzi z założenia, że wynik (ponad 57 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DARIO.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DARIO.jpg" alt="" width="215" height="152" /></a><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/TOMO.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/TOMO.jpg" alt="" width="194" height="146" /></a>Dariusz Bruncz i Tomasz Terlikowski  (patrz: linki poniżej niniejszego tekstu) otworzyli w serwisie ekumenizm. pl serię artykułów odnoszącą się do ostatniego referendum w Konfederacji Helweckiej, a dotyczącego budowy minaretów.<br />
Obydwaj chyba spudłowali, jeden strzelił za bardzo na prawo, drugi na lewo&#8230; Spróbujmy my zatem strzelić wprost w środek. „Dario” wychodzi z założenia, że wynik (ponad 57 procent przeciw minaretom) jest pozytywny, bo oznacza trzymanie się tego, co uważa za tożsamość europejską. „Tomo” zaś nazywa ten wynik „drogą donikąd”, bo jego zdaniem oznaczać to będzie z jednej strony radykalizację muzułmanów, a z drugiej pomoże walczyć w przyszłości z wszelką religią, skoro już dzisiaj wolno zakazywać jej widzialnych, fizycznych atrybutów.</p>
<p>I jeżeliby przyjrzeć się sprawie przez obie pary „okularów” obu Autorów, to obaj mają dużo racji. Jednak cała rzecz akurat jest w czymś zupełnie innym.</p>
<p>Obydwaj Autorzy pomijają najważniejsze punkty całej sprawy: kwestię IMIGRACJI, kwestię WOLNEGO WYBORU dokonanego przez obywateli oraz kwestię SZTUCZNEJ ANTAGONIZACJI do islamu przez NASZE establishmenty polityczne prowadzące wojny i okupacje w krajach islamskich. Dokładnie właśnie tak: obaj Autorzy boją się lasu minaretów w Europie przyszłości, ale to nie muzułmanie okupują jakikolwiek kraj europejski, rozogniając tam „rachunki krzywd” – to skorumpowane i posługujące się kłamstwem rządy zachodnie prowadzą takie wojny i okupacje w krajach islamu już od szeregu lat. I to w poparciu dla Izraela, okupującego taki kraj już od szeregu dziesiątków lat&#8230;</p>
<p>Europa nie cierpi dlatego, że jest w niej islam – bo on w niej jest od bardzo wielu stuleci, ale z powodu rosnącej liczby imigrantów, którzy zaczynają już antagonizować (czy tego chcą czy nie) Europejczyków. Odpowiedzialnością za politykę imigracyjną obciążać jednak nie należy islamskich imigrantów (bo co oni winni: że chcieli się przenieść tam, gdzie większy dobrobyt. Ja też tak zrobiłem, więc czemu jestem winny?) lecz europejskie i pozaeuropejskie rządy (USA, Kanada, Australia) oraz mocodawców tych rządów, obficie „smarujących” gotówką tam, gdzie trzeba wspomóc „odpowiedniego” kandydata do parlamentu albo kandydata na premiera&#8230; Również nas samych można obwiniać: czemu płodzimy tam niewiele dzieci, że potem się gospodarkę narodową „wspiera” milionami przybyszów wziętych dosłownie skądkolwiek, byle tylko bardziej „ukoloryzować” i wymieszać ze sobą wszystko (czytaj: rasy, kultury i religie) co się da, obojętnie czy to akurat jest zabieg korzystny czy nie&#8230;</p>
<p>To tyle odnośnie imigracji. Również odnośnie radykalizacji, bo te zbrodnicze wojny zamorskie bardziej radykalizują muzułmanów niż brak tu i ówdzie jakiegoś minaretu. Zapytaj sam siebie, Tomaszu: ile to tych minaretów jest naprawdę koniecznych do normalnego funkcjonowania religii islamskiej (wzgląd polityczny i propagandowy akurat celowo pomijam)? Czy powiedziałbyś na przykład, że w każdym wiejskim z***piu potrzebna jest d**na kościelna wieża gotycka? Nie, bo dzwony mogą tam być mniejsze i wisieć sobie w znacznie niższej wieży, albo nawet w wieżyczce na dachu albo pod t.zw. przydaszkiem od frontu (większość wczesnych kościołów europejskich NIE miała pierwotnie żadnych wież&#8230;). Podobnie rzecz ma się z minaretami: meczety nie muszą ich mieć w ogóle, a wcale przez to nie stają się „obumarłe”. Powiedzmy to sobie wprost, bez owijania całej sprawy w nadmiar „bawełny”: <strong>minarety są meczetom obecnie akurat tak „potrzebne do szczęścia”, jak przysłowiowy „zającowi dzwonek”&#8230;<br />
</strong><br />
No i właściwie na tym cała sprawa mogłaby się zakończyć: chodziło w całej sprawie <strong>O NIC</strong>, gdy chodzi o samo meritum swobód religijnych. Minaret to jednak potężna struktura, więc chyba i rację mają ci, którzy wskazywali na polityczno-propagandowe aspekty całej muzułmańskiej batalii o te ogromne dominanty.</p>
<p>O co zatem tak naprawdę chodzi w referendach takich jak to helweckie? Tak, rozmaitym ludziom może chodzić o rozmaite rzeczy (inaczej pewnie „Tomo” i „Dario” nie różniliby się zbytnio w poglądach).</p>
<p>Otóż chodzi o ten trzeci z wymienionych na wstępie aspektów: <strong>O WOLNY WYBÓR</strong>.</p>
<p>I tu obydwaj Autorzy chybili już zupełnie, ba, nie trafili nawet w obrzeżenie tarczy. Ani bowiem referendum nie oznacza obrony stanu obecnego, ani nie stanowi drogi donikąd. Od kiedy to referendum i wolny wybów są „drogą donikąd”, „Tomo”? To <strong>KTO</strong>, Twoim zdaniem, ma decydować o tym, co ma być i co nie ma być budowane w kraju? Czy nie wiesz o tym, że jak chcesz sobie dobudować chlewik od tyłu willi – <strong>na Twoim własnym gruncie!</strong>, to musisz mieć zgodę miejscowej rady, a w najlepszym wypadku zgodę bezpośrednich sąsiadów?</p>
<p>Referendum też nie oznacza, że minarety po wsze czasy zostaną zakazane w Helwecji. To oznacza jedynie, że NARAZIE ich tam nie będzie. No, bo jeśli za parę albo paręnaście lat Helweci jednak, w innym już referendum, zdecydują, że  i owszem, niech będzie tych minaretów nawet cała dżungla – to co: też będzie to droga donikąd?</p>
<p>Sam pewnie życzyłbyś sobie, aby Polacy mieli takie referendum całkiem niedawno, gdy o wiele powżniejsza kwestia się ważyła niż minarety: a mianowicie kwestia (dalszego, konsekwentnego) ograniczenia suwerenności ich własnego państwa. Wywierające na nas (oraz na czeskiego prezydenta Klausa, tego „Jana Hachę” naszych czasów) t.zw. „czynniki europejskie” też najwyraźniej uznały, że referendum to „droga donikąd” (zapewne obawiali się o rezultaty bardziej niż w Irlandii&#8230;). Wybrali inne rozwiązanie. A nasze władze potulnie się podporządkowały niczym ci zdrajcy z Sejmu w XVIII wieku, co uznali Traktaty (nie, nie „Lizbońskie”, ale Rozbiorowe).</p>
<p>Ale jeszcze raz pytam: <strong>KTO</strong>, jeśli nie obywatele, ma decydować, co się w okolicy buduje, a czego nie?</p>
<p>Poza tym jest jeszcze jedna rzecz: nawet zwycięstwo „minaretowców” w referendum nie oznaczałoby jeszcze, że one natychmiast byłyby wznoszone. Konfederacja Helwecka składa się z 25 kantonów, a te z mniejszych jeszcze jednostek administracyjnych. Tam też są władze, tam też są wspólnoty i tam też się poddaje rozmaite projekty pod głosowanie. Czyli: obecne wybory mogliby nawet teoretyczni wygrać „minareciarze” osiągając 100 procent poparcia, a następnie&#8230;. przez dziesiątki lat mógłby nie powstać tam  ani jeden minaret&#8230; Bo wolny wybór przysługuje w Helwecji (narazie przynajmniej) nie tylko ogółowi obywateli, ale i wspólnotom lokalnym.</p>
<p><strong>„Tomo”:</strong>  referenda to jedyna droga (i to wcale nie „donikąd”) rozstrzygania kwestii budzących takie emocje, jak ta.</p>
<p><strong>„Dario”:</strong> Europa nie straci nic na swej tożsamości, jesli ktoś w niej zbuduje minarety. Straci natomiast, jeśli dalej będzie poddawana barbarzyństwu gangów politycznych spod znaku „multi – kulti”, zamieniających Kontynent w grunt pod przyszłe konflikty rasowe i kulturowe.</p>
<p>References:</p>
<p>&#8220;Dario&#8221;   <a href="http://www.ekumenizm.pl/content/article/20091130001309514.htm" target="_blank">&#8220;Brawa dla Szwajcarów&#8221;</a><br />
&#8220;Tomo&#8221;  <a href="http://www.ekumenizm.pl/content/article/20091130114933617.htm" target="_blank">&#8220;Szwajcarska droga donikąd&#8221;</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/11/30/minarety-z-galarety/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy Izrael to pomyłka?</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/07/22/czy-izrael-to-pomylka/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/07/22/czy-izrael-to-pomylka/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 22 Jul 2009 09:15:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Amnesty International]]></category>
		<category><![CDATA[Deir Yassin]]></category>
		<category><![CDATA[Hamas]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>
		<category><![CDATA[Medinat Weimar]]></category>
		<category><![CDATA[Neturei Karta]]></category>
		<category><![CDATA[Norman Finkelstein]]></category>
		<category><![CDATA[Palestyna]]></category>
		<category><![CDATA[Ronen Eidelman]]></category>
		<category><![CDATA[Saladyn]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Gazy]]></category>
		<category><![CDATA[Syjonizm]]></category>
		<category><![CDATA[Terlikowski]]></category>
		<category><![CDATA[Weimar]]></category>
		<category><![CDATA[Yad Vashem]]></category>
		<category><![CDATA[Yael Bartana]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://monio.info/?p=451</guid>
		<description><![CDATA[Wiele napisano już o sytuacji w strefie Gazy i o stosunkach arabsko-żydowskich na Bliskim Wschodzie. Do napisania tego tekstu skłonił mnie szereg artykułów. Zwróciłem uwagę na artykuł Tomasza Terlikowskiego&#8220;Lekcja Holokaustu&#8221; , którego pierwotnym miejscem opublikowania był magazyn Polska. The Times. Właściwie powtórzył w nim to, co już pisał w innych publikacjach na temat obecnej rzeźni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-478" title="israel_flag" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/israel_flag.jpg" alt="israel_flag" width="184" height="137" />Wiele napisano już o sytuacji w strefie Gazy i o stosunkach arabsko-żydowskich na Bliskim Wschodzie. Do napisania tego tekstu skłonił mnie szereg artykułów. Zwróciłem uwagę na artykuł Tomasza Terlikowskiego<a href="http://www.ekumenizm.pl/content/article/20090105100823477.htm#comments">&#8220;Lekcja Holokaustu&#8221;</a> , którego pierwotnym miejscem opublikowania był magazyn <a href="http://www.polskatimes.pl/opinie/75441,izrael-ma-prawo-bronic-obywateli,id,t.html#form-komentarz">Polska. The Times</a>. Właściwie powtórzył w nim to, co już pisał w innych publikacjach na temat obecnej rzeźni w Gazie. Od czasu do czasu jedynie „paying lip service” wobec ofiar arabskich, utrzymuje ten sam ton poparcia dla agresji i przemocy. Przyjrzyjmy się bliżej argumentom tam zawartym, jak również temu, czego w nim brakuje i postarajmy się o wyciągnięcie wniosków sięgających wprost samej istoty trwającej na Bliskim Wschodzie „Wojny Sześćdziesięcioletniej”.  Tekst niniejszy stanowi pełną wersję artykułu opublikowanego swego czasu w serwisie kosciol.pl <a href="http://www.kosciol.pl/article.php/20090115233858396">http://www.kosciol.pl/article.php/20090115233858396</a><br />
</strong><br />
Tomasz Terlikowski odnotowuje między innymi fakt znajomości z pewnym polskim (z pochodzenia) muzułmaninem, bardzo elokwentnym i wykształconym, który przekonywał go, że jedynym rozwiązaniem obecnego konfliktu jest likwidacja Izraela. Kto wie, być może Tomasz i ja znamy tego samego muzułmanina. Bo ja też znam jednego, który jest istotnie znakomicie wykształcony i elokwentny. Byłby chyba znakomitym partnerem w dyskutowaniu tego tematu również w polskich mediach, bowiem zna go od dawna i to nie tylko ze względu na swoje wykształcenie, ale też z przyczyn rodzinnych. Od wielu lat nie mieszka w Polsce, a jego żoną jest Palestynka. O swoim antysyjonizmie pisze tak (mam nadzieję, że wybaczyłby mi ten cytat z emaila, jaki mi kiedyś posłał):</p>
<p><em>„Nie mamy powodu, aby nie nienawidzić tych, co mordują muzułmanów na okupowanej ziemi muzułmańskiej. Niestety są to głównie żydowscy syjoniści. Każdy to widzi. Niech skończą swój antyarabski antysemityzm, to i my skończymy z antyżydowskim. Ja nie mogę byc &#8220;antysemitą&#8221; chociażby z tak oczywistego powodu, jak fakt, że moja małżonka jest najczystszą Semitką z Banu Swelem, i to córką wypędzonych w 1948 z ich domu i ziemi &#8220;świętej&#8221; (pod Hajfą). Jej babki siostra została zamordowana przez gang terrorystów z Irgunu przed swoim domem. Mojej teściowej dwie Zydówki w leninówkach (ktore szwargotaly &#8220;jakim szeleszczącym językiem&#8221;, ani to byl hebrajski, ani jidish,) wyrwaly z uszu złote kolczyki a ich towarzysze splądrowali im dom”<br />
</em>(z dalszego ciągu wynikało, że w tym domu zamieszkali później Zydzi z Rumunii lub Mołdawii&#8230; A propos tego „szeleszczącego języka” – czyż nie mógł to równie dobrze być język polski? Nasz język uchodzi jak najbardziej za „szeleszczący” z uwagi na te nasze niekończące się „ś”, „ć”, „sz”, „cz”, „ść” i „szcz”&#8230;).<br />
<em><br />
</em><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/irgun.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-459" title="irgun" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/irgun.jpg" alt="irgun" width="240" height="356" /></a>Gdyby tak istotnie dbano w większości mediów przynajmniej o zgodność przedstawainego nam obrazu z faktami, to zaczętoby go nie od Hamasu (tak jak to zrobił T. Terlikowski), bo to nie od niego bierze początek konflikt (ani tym bardziej jego eskalacja) na Bliskim Wschodzie. Dla Tomasza wszystko wydaje się „jasne”: tak, Izraelczycy nie mają innego wyjścia, jak brutalna wojna, no bo przecież ten parszywy Hamas&#8230; (który zresztą sami pomogli zmontować jako przeciwwagę dla Hezbollahu i OWP&#8230;). To zupełnie tak, jakby ktoś początków konfliktu polsko-niemieckiego z II Wojny upatrywał nie w dyplomacji późnych lat 1930tych ani nawet w inwazji z 1939 roku, ale&#8230; w atakach polskiego podziemia na niemieckich funkcjonariuszy i Volskdeutschów czy w zamachu bombowym na Cafe-Klub&#8230;</p>
<p>Wiemy doskonale, że Hamas nie jest pierwszą organizacją bojową i stosującą masowy terror w tamtym kraju, lecz że był nią wspomniany wyżej w cytacie żydowski Irgun  (który działał tam już od 1931 roku i miał swe korzenie w innej grupie, znanej jako Haganah, której korzenie sięgają aż roku 1907&#8230;). Wiemy dobrze (jeśli nie wręcz bardzo dobrze) o terrorze bombowym, jaki „bojownicy” tej organizacji przynieśli palestyńskim Arabom. <img class="alignleft size-full wp-image-457" title="sabra-shatilla" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/sabra-shatilla.jpg" alt="sabra-shatilla" width="320" height="227" />Dobrze ich z nim zaznajomili, skoro Arabowie rewanżują się podobnie. Znany  jest los szeregu wsi palestyńskich, w których dopuszczano się mordów na mieszkańcach, znana jest dziennikarzom nazwa przynajmniej jednaj z takich wsi: <strong><em>Deir Yassin</em></strong> (sam tylko internet roi się od informacji, więc chyba nie muszę podawać aż linku&#8230;). Jeśli już Tomaszowi Terlikowskiemu nie z tego jest znana, co tam się stało, to może <a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/deiryassin.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-493" title="DeirYassin" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/deiryassin.jpg?w=110" alt="DeirYassin" width="110" height="150" /></a>przynajmniej z tego, że miejsce, w którym się znajdowała, jest ledwie przecież 1400 metrów od Yad Vashem, o którym pisze on już w pierwszym zdaniu swego artykułu, gdy powołuje się na zbrodnie antyżydowskie zwane „Holokaustem” jako lekcję, która teraz nakazuje Izraelowi terror w Gazie. To wygląda na ironię: stawiać swoisty „pomnik” ofiar nieopodal miejsca, gdzie innym ofiarom zgotowano rzeź&#8230; (na zdjęciu: tablica z pomnika Deir Yassin w&#8230; Nowym Jorku). To niemal symbol tego, co stało się na terytorium dzisiejszego Izraela: jakby próba uzasadnienia terroru innym terrorem (którego jednak Arabowie się nie dopuścili). Próba akurat taka, jakiej red. Terlikowski się podejmuje, już zresztą nie pierwszy raz w ostatnich dwóch tygodniach<strong>&#8230;</strong></p>
<p>Zresztą jest to próba pokazaną w nieco skrzywionym zwierciadle również i z tego powodu, że Hamas u niego to niczym jakieś ogromne monstrum, zdolne niemal zniszczyć Izrael, stąd niby ta <em>„świadomość konieczności obrony tego, co udało się zbudować, odzyskać.”</em></p>
<p>Tymczasem proporcje są w istocie całkowicie odwrócone: to Izrael jest uzbrojony po zęby, to on posiada setki głowic nuklearnych, nowoczesną artylerię i ciężkie czołgi. Palestyńczycy ze swoimi rakietkami, archaiczną bronią, a najczęściej wręcz <em>kamieniami</em>, prezentują się na tym tle niczym nasze własne niegdysiejsze „kamienie na szaniec”, co to z butelką benzyny na czołgi z czarnymi krzyżami&#8230;, gdy wrogowie <em>„przyszli podpalić dom, gdy runęli żelaznym wojskiem”. </em>Ci ludzie nie mogą mówić o tym, co <em>„udało się zbudować, odzyskać”</em> – bo im to, co mieli niegdyś zbudowane, zniszczono. Oni dopiero <em>chcieliby odzyskać&#8230;</em></p>
<div>Ten stan potwiedzają niezależni obserwatorzy:</div>
<div><em>“Amnesty International zaobserwowała również, że większość Palestyńczyków postawionych przed sądem za przestępstwa “terrorystyczne” i <strong>torturowanych </strong></em><strong> </strong>(podkreślenie moje – MM) <em>przez Shin Bet </em>(służbę bezpieczeństwa) <em>była oskarżana o wykroczenia takie jak przynależność do nielegalnych stowarzyszeń lub rzucanie kamieniami. Byli wśród nich również więźniowie sumienia, jak np ludzie aresztowani jedynie za wzniesienie flagi”</em> (Norman Finkelstein<em> „ </em><em>The Rise and Fall of Palestine.”)</em></div>
<div>Norman Finkelstei jest Żydem. Ale on niewiele ma wspólnego z prezentowaną przez T. Terlikowskiego apoteozą syjonistycznego terroryzmu. <strong>Chociaż</strong> jest Żydem&#8230; Czyżby ktoś zatem chciał być bardziej „żydowski” od (wielu) Żydów? Ten sam autor (bynajmniej nie jako jedyny – nawet nie jako jedyny Żyd) wskazuje na charakter państwa izraelskiego w inny jeszcze sposób:</div>
<div><em>„Decyzja Sądu Najwyższego Izraela z 1989 roku, według której każda partia opowiadająca się za całkowitą równością Arabów i Żydów może zostać pozbawiona prawa do wystawiania kandydatów w wyborach… (oznacza), że państwo Izrael jest państwem Żydów, a nie ich (Arabów) państwem.”<br />
</em>(Norman Finkelstein, “Image and Reality of the Israel-Palestine Conflict.”)</div>
<p>Tomasz pisze o hamasowcach jako “ubranych w cywilne ubrania terrorystach”. A w co, tak prawdę mówiąc, mieliby być ubrani? To nie jest regularna armia w mundurach. Gdy podziemie polskie podejmowało akcję terrorystyczną np w Warszawie (bo w Krakowie rzadziej się to zdarzało), to też wysztafirowywało się tam ono w mundury  z dystynkcjami?  „Ciekawa” jest również następna część tego samego zdania: <em>„a inni (Palestyńczycy – przyp. MM) zginęli dlatego, że Hamas traktował ich jak żywe tarcze mające chronić liderów organizacji, a także stanowić broń propagandową w zachodnich mediach, które z lubością potępiają wojny, o ile prowadzone są one przez państwa zachodnie”.</em></p>
<p><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/hamas.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-461" title="hamas" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/hamas.jpg" alt="hamas" width="228" height="255" /></a>No cóż, red. Terlikowski z kolei zdaje się pochwalać każdą wojnę, o ile tylko prowadzona jest przez Izrael&#8230; <em>Ż</em>ywe tarcze? Gaza to jedyne większe terytorium pozostawione palestyńskim Arabom przez syjonistów. To gdzie ten Hamas ma istnieć: może w Argentynie? Tym bardziej, że – czego „Tomo” już nie napisał – Hamas (skrót od &#8220;Harakat Al-Muqawama Al-Islamia&#8221; czyli “Islamski Ruch Oporu”) jest nie tylko organizacją zbrojną, ale ruchem polityczno-społecznym również w szerszym sensie. Przyznaje to również Wikipedia (wciąż jeszcze!) pomimo tego, że ta „wolna encyklopedia” jest coraz częściej cenzurowana i zdarza się ostatnio, że całe zamieszczane w niej artykuły lub ich fragmenty ni stąd ni z owąd „znikają” z netu co jakiś czas. Wg Wikipedii</p>
<div><em>“Hamas również prowadzi szerokie programy społeczne i zyskał popularność w społeczności palestyńskiej poprzez zakładanie szpitali, systemów edukacyjnych, bibliotek i innych usług na całym obszarze Zachodniego Brzegu oraz w strefie Gazy” </em><a name="retamk1" href="#amk1"><strong><em>(1)</em></strong></a></div>
<p>Zgadzam się, że narażanie własnej ludności może pachnąć zbrodnią, ale co w takim razie powiedziałb Tomasz o przywódcach Powstania Warszawskiego? Nikogo na nic nie narazili? Czy wobec tego zaliczyłby on Powstanie Warszawskie też jedynie do rzędu zbrodniczych aktów terroru? Bardzo w to wątpię&#8230;</p>
<p>Dziwi go (i nie tylko jego), że już samo istnienie Izraela jest dla wielu Arabów trudne do przyjęcia?  Tak, jest. Tak jak dla Polaków trudne do przyjęcia było istnienie „Generalnej Guberni”. Czym jest – jeśli ktoś potrafi odpowiedzieć – dla Palestyńczyków Izrael, jeśli nie właśnie rodzajem Generalnej Guberni? Nie dziwi mnie więc opinia i tego polskiego muzułmanina wspomnianego przez T.Terlikowskiego, że jego zdaniem najpewniejszą drogą do pokoju jest likwidacja Izraela.</p>
<p><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/neturei_karta2_55.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-462" title="Neturei_karta2_55" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/neturei_karta2_55.jpg" alt="Neturei_karta2_55" width="275" height="275" /></a>Pacyfistyczni Zydzi z <a href="http://www.nkusa.org/">Neturei Karta</a> też pragną likwidacji Izraela. Zdają sobie bowiem doskonale sprawę z tego, co i my nie mniej doskonale wiemy: że cały obecny, ślimaczący się od dziesiątków lat (czas równy niemal życiu całego pokolenia ludzkiego) konflikt na Bliskim Wschodzie wyrasta swymi korzeniami właśnie z procesu narzucenia miaszkańcom tamtego regionu obcego, okupacyjnego i terrorystycznego wobec nich państwa. <strong>Nie ma, po prostu nie ma ucieczki od tego prostego, niezaprzeczalnego faktu: bez Izraela nie byłoby <em>„Wojny Sześćdziesięcioletniej”, </em>tak jak niegdyś bez inwazji zbrojnych Anglii nie byłoby Wojny Stuletniej&#8230;</strong> Można oczywiście dalej być pro-izraelskim i popierać cokolwiek Izrael uczyni. Ale nie można uczciwie zaprzeczyć faktowi, że konflikt wyrasta tam już z samej obecności tego państwa w tamtym konkretnym miejscu. Tak się bowiem składa, że w tamtym regionie to on jest agresorem. Broni się przecież (swoimi agresjami) nie przeciw inwazji ludów obcych, lecz przeciw desperacji <strong>ludności rdzennej&#8230;</strong></p>
<p>Jeśli tylko uświadomimy sobie ten zasadniczy fakt, to łatwiej będzie nam prowadzić rzeczowe dyskusje na temat konfliktu bliskowschodniego. Bez tego uświadomienia skazujemy się jedynie na bezowocne międlenie o faktach zasłyszanych i wyczytanych, powtarzanych bez ładu i składu, ale za to z zacietrzewieniem czy to proarabskim czy proizraelskim. Cały schemat takich „wodolejskich” dyskusji sprowadza się do albo opowiadania się za Palestyńczykami „bo Żydzi ich terroryzują” (to prawda&#8230;) albo za Żydami, „bo islamscy fundamentaliści ich terroryzują” (też prawda&#8230;). Całość takich wymian opinii to czysta strata czasu, energii, nerwów osób co bardziej pobudliwych, strata papieru drukarskiego i strata prądu, gdy się ogląda w TV gadające głowy wystrojonych w modne krawaty marynarkarzy, rozkładających swoje pośladki na wygodnych fotelach studyjnych&#8230;</p>
<p>Najczęściej doniesienia w „poprawnych” politycznie mediach nie odnotowują innej jeszcze kwestii, a mianowicie kwestii t.zw. „Wielkiego Izraela”, co nie znaczy, że ona nie istnieje i że nie budzi bardzo konkretnych kontrowersji <a href="http://www.palestineremembered.com/Acre/Famous-Zionist-Quotes/Story695.html">http://www.palestineremembered.com/Acre/Famous-Zionist-Quotes/Story695.html</a><br />
<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Greater_Israel">http://en.wikipedia.org/wiki/Greater_Israel</a><br />
<a href="http://www.mideastweb.org/Middle-East-Encyclopedia/greater-israel.htm">http://www.mideastweb.org/Middle-East-Encyclopedia/greater-israel.htm</a><br />
A jak widać, jest to kontrowersja isniejąca nawet w ścisłym kierownictwie izraelskim <a href="http://www.haaretz.com/hasen/spages/1020929.html">http://www.haaretz.com/hasen/spages/1020929.html</a></p>
<p>Mówimy tu o źle odrobionej przez syjonistów „lekcji Holokaustu”. Tymczasem to nie jedyna źle odrobiona przez nich lekcja. Nie odrobili oni bowiem nawet lekcji historii starożytnego Izraela. Ten dawny Izrael, który też – jeśli wierzyć pierwszym księgom Biblii – powstał z agresjii i ludobójstwa, potem praktycznie poza może krótkim okresem za Salomona, stale miał problemy z przetrwaniem. Stale zmuszony był się bronić, bywał napadany, likwidowany, zniewalany, a jego ludność poddana była gwałtom i eksodusom. Jeśli akurat nie miał problemów z Egiptem, to je miał z Asyrią, jak nie z Asyrią, to z Babilonią, albo Persją. Potem rządzili tam Grecy, w końcu Rzymianie i wtedy też nastąpiła ostateczna likwidacja państwa żydowskiego&#8230;</p>
<p>Tak, to prawda – nie ma tam teraz mocarstwa zwanego „Asyria”, nie ma potęgi znanej jako „Babilonia”, Grecja nie jest lokalnym mocarstwem, jakim była w przeszłości (w istocie to obecnie jeden z najuboższych krajów Unii Europejskiej). Persja też nie jest mocarstwem, choć istnieje nadal (ale już samo w sobie opracowywanie technologii nuklearnej przez ten kraj wywołuje niemal dreszcze w Izraelu&#8230;). Nie ma „Rzymu”, a jego „następca” w postaci Włoch nie jest mocarstwem i nie posiada na Bliskim Wschnodzie żadnej swej „kolonii” ani żadnej „prowincji”. Egipt natomiast nie jest już egipski, tylko arabski. Turcja zresztą też już na Bliskim Wschodzie nie rządzi ani Wielka Brytania&#8230; Afrika Korps też nie nadciąga na gąsienicach swych czołgów&#8230;</p>
<p>Jednak sytuacja geopolityczna takiego małego państewka (nawet zazbrojonego powyżej czubka głowy najnowocześniejszymi rodzajami broni masowego rażenia), nie staje się w takim regionie wiele lepsza. W dodatku samo istnienie takiego państwa zależy od ciągłej pomocy i wsparcia (technologicznego, politycznego i finansowego) ze strony obcych mocarstw (głównie USA). Czy ktoś może mi powiedzieć jakie długofalowe szanse na przetrwanie ma organizm państwowy, który musi bez przerwy polegać na obcym mocarstwie, bo samemu trudno byłoby mu się na dłuższą metę utrzymać? Czy nikt nigdy nie zadał sobie pytania, czy aby ta nieustająca walka Izraela o samo istnienie nie jest czymś na kształt niekończącej się walki z wiatrakami, które i tak w końcu okażą się – tak jak w „Don Kiszocie” – silniejsze? Izrael zdaje się – i to przez całych już ponad 60 lat swego istnienia – siedzieć na rozżarzonych węgielkach. Już nawet <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Wars_of_Israel">skromne wyliczenie konfliktów</a> Izraela przez Wikipedię (obejmujące zarówno konflikty oficjalnie zwane „wojnami” jak i te niezaszczycone takim mianem) wygląda dość „imponująco” jak na zaledwie 60 lat istnienia państwa&#8230;  Z tego wyraźnie widać co jest główną przyczyną wrzenia wojennego w tamtej części świata.. Właściwie niczego nie trzebaby dodawać. Nie trzebaby wyliczać tych wszystkich walk, ataków terrorystycznych z obu stron, okupacji, wypędzenia miażdżącej większości Palestyńczyków z ich ziemi i „zaryglowania” ich w Strefie Gazy&#8230; Nie trzebaby zaznajamiać się z coraz to bardziej „jednostajnie” prezentującymi się „news” o tym, co się tam dzieje (istotnie: na całe tygodnie naprzód można „przepowiedzieć” o czym będą doniesienia prasowe i telewizyjne stamtąd&#8230;). Będzie obejmować tematy powszechnie już znane:</p>
<p><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Terrorist_Attacks_Against_Israel_Before_1967">http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Terrorist_Attacks_Against_Israel_Before_1967</a> <a href="http://www.haaretz.com/hasen/spages/1052037.html">http://www.haaretz.com/hasen/spages/1052037.html</a> <a href="http://www.informationclearinghouse.info/article21471.htm">http://www.informationclearinghouse.info/article21471.htm</a><br />
<a href="http://sabbah.biz/mt/archives/2009/01/07/palestinian-girl-confronting-israeli-terrorist/">http://sabbah.biz/mt/archives/2009/01/07/palestinian-girl-confronting-israeli-terrorist/</a><br />
<a href="http://www.truthtellers.org/alerts/israelfoundedonterror.htm">http://www.truthtellers.org/alerts/israelfoundedonterror.htm</a><br />
<a href="http://jewsvszionists.wordpress.com/2008/05/16/jews_reject_60_years_of_israeli_terrorism_apartheid_against_palestinians/">http://jewsvszionists.wordpress.com/2008/05/16/jews_reject_60_years_of_israeli_terrorism_apartheid_against_palestinians/</a><br />
<a href="http://judicial-inc.biz/London_bus.htm">http://judicial-inc.biz/London_bus.htm</a></p>
<p>Rewizjonizmy terytorialne istnieją przez całe wieki. Przekonaliśmy się o tym my, Niemcy, Francuzi i inni też.<br />
Ci, którzy sobie wyobrażali, że można to uczynić w Palestynie i „jakoś to będzie”, mieli chyba Arabów za podludzi i to szczególnie debilnego sortu (szereg <a href="http://www.rense.com/general77/disturb.htm">wypowiedzi czołowych syjonistów</a>  zdawałby się to potwierdzać) .<a name="retamk2" href="#amk2"><strong>(2)</strong></a> Powiedzmy sobie, ale zupełnie szczerze: czy kiedykolwiek zdarzyło się nam słyszeć lub czytać o tym, by dało się po prostu przegnać ludność z jakiegokolwiek terytorium (pomagając sobie zbrodniami masowymi) bez generowania w ten sposób zemsty, rewizjonizmu i rewanżyzmu?</p>
<p>W Europie poprzesuwano granice. Ku radości jednych i zgryzocie drugich. I chociaż w tej chwili nic nie zapowiada zmian, nikt na dobrą sprawę nie wie, jak długo ten stan potrwa. Ale przez cały ten czas panuje tu względny spokój – przerywany jednak kolejnymi konfliktami: a to w Jugosławii (jeszcze tak na dobrą sprawę niezakończony), to znowu w Osetii/Gruzji/Rosji. Nie jest do końca rozwiązana kwestia irlandzka, a od czasu do czasu daje o sobie znać separatyzm baskijski w Hiszpanii, nierzadko też znaczony terroryzmem.</p>
<p><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/hamas_rally.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-463" title="hamas_rally" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/hamas_rally.jpg?w=150" alt="hamas_rally" width="150" height="94" /></a>W Palestynie jednak praktycznie trwa on bez przerwy. I to już tak na dobrą sprawę od lat 1930tych, z preludium sięgającym jeszcze dalej wstecz. Ten konflikt trwa zdecydowanie <strong>zbyt długo</strong>, by można było mówić o rychłym zakończeniu. To raczej ciąg konwulsji wybuchających regularnie.  Protekcja okazywana Izraelowi przez Zachód, szczególnie przez USA, staje się dodatkowo zarzewiem <strong>szerszego jeszcze konfliktu: między światem islamu a nami.</strong> <a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/islam_evil.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-464" title="islam_evil" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/islam_evil.jpg?w=120" alt="islam_evil" width="120" height="150" /></a>Doprowadziła też do globalizacji kwestii żydowskiej – chociaż stworzenie Izraela miało doprowadzić rzekomo do jej zaniku. Kwestia ta pozostała dalej tam gdzie była – choć w szeregu krajów uległa osłabieniu (paradoksalnie jednak nie tyle w wyniku utworzenia Izraela, ale w wyniku przebiegu II Wojny&#8230;). Tak jak kwestia żydowska uległa globalizacji, tak też uległa jej antyżydowskość. Izrael, który dać miał Zydom bezpieczeństwo, robi wrażenie <strong>oblężonej twierdzy</strong> i to nawet <strong>wyglądem</strong>. Co prawda trzeba przyznać, że to nie dlatego, że jakiś wróg zewnętrzny ją otoczył – raczej dlatego, że <strong>zbudowano ją na cudzym terytorium&#8230;</strong><br />
<strong><br />
</strong>Istnienie Izraela od dawna nie jest już przyczyną tylko i wyłącznie konfliktu lokalnego. Zatruwa, niestety skutecznie, stusunki międzynarodowe i jest powodem zaostrzających się konfliktów międzycywilizacyjnych. Zagraża w ten sposób już nie tylko Palestyńczykom oraz – w dalszej perspektywie – Żydom, ale ludom cywilizacji europejskiej i islamskiej. Konflikt ten, ulega rozszerzeniu na inne kraje. I to nie tylko w tym sensie, że namnożyły się zamachy terrorystyczne, takie jak seria zamachów żydowskich, znana pod nazwą „afery Lavona” <a name="retamk3" href="#amk3"><strong>(3)</strong></a> . czy zamachy bombowe terrorystów islamskich w krajach Europy (Londyn, Madryt) czy Dalekiego Wschodu (Bali), ale także w sensie militarnym. Były już wojny Izraela z krajami arabskimi, były wojny w Libanie. Wojny w Iraku i Afganistanie mają swe korzenie w „Wojnie Sześćdziesięcioletniej” i co do tego mało kto ma jakiekolwiek wątpliwości. Coraz częściej dyskutuje się otwarcie możliwość inwazji na Iran oraz na Syrię. Sytuacja na Bliskim Wschodzie stała się <strong>dżumą</strong> stosunków międzynarodowych, międzykulturowych, międzyreligijnych, międzycywilizacyjnych, nawet międzyrasowych.</p>
<p>Taka eskalacja globalna jednego konfliktu lokalnego zapewne nie byłaby możliwa, gdyby nie „specjalny” rodzaj stosunków Izraela i USA. Specjalny ten charakter nie zapobiegł aktom terroryzmu między nimi, ale tak jakoś dziwnie się te akty układały, że były one <strong>zawsze</strong> aktami terroryzmu izraelskiego wobec obywateli USA, nigdy zaś odwrotnie&#8230; I uchodzą one na „sucho”&#8230; Na tym właśnie polega ów „specjalny” charakter tych stosunków bilateralnych&#8230;.<a name="retamk4" href="#amk4"><strong>(4)</strong></a></p>
<p><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/incendiary2.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-477" title="MIDEAST-ISRAEL-PALESTINIAN-CONFLICT-GAZA" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/incendiary2.jpg?w=150" alt="MIDEAST-ISRAEL-PALESTINIAN-CONFLICT-GAZA" width="150" height="96" /></a>S<a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/incendiary1.jpg"></a>tąd też nie dziwi, że Izrael bezkarnie pozwala sobie na używanie bomb napalmowych wobec ludności Gazy. I że używa artylerii – czyli wyjątkowo nieprecyzyjnej broni – do ostrzeliwania gęsto zaludnionego obszaru (półtora miliona mieszkańców). I że zrzuca ostatnio ulotki nad Gazą, informujące jej ludność, że będzie jeszcze więcej ostrzału i bombardowań.</p>
<p>Bez owych „specjalnych”stosunków z Ameryką nie pozwoliłby sobie na nic podobnego. Ba, bez nich w ogóle nie istniałby tam, gdzie dziś jest. Byłby zupełnie gdzie indziej. Z dala od tych, których ziemie zabrał terrorem takim, za jaki Miloševič i Karadzič z Jugosławii poszli przed trybunał międzynarodowy&#8230; Byłby państwem pokoju, na jaki zasłużyli sobie Żydzi po okresie 1800 lat nieposiadania własnego, niepodległego kraju. Byłby powszechnie szanowany, a nie coraz bardziej pogardzany i znienawidzony na świecie. Potrafiłby przyczynić się do stworzenia wizerunku Żyda jako człowieka takiego jak inni, zamiast pracowicie kłaść fundament pod dalszy, kto wie jeszcze jak paskudny „antysemityzm”&#8230;</p>
<p>Nie brakuje pomysłów na to, by państwo żydowskie przenieść gdzie indziej.<br />
Pan Ronen Eidelman proponuje stworzenie takiego awaryjnego państwa („Medinat Weimar”) w Niemczech, a konkretnie w Turyngii <a href="http://medinatweimar.org/2008/06/15/the-neues-museum-saga/">ze stolicą w Weimarze</a>.  Inny Zyd, Yael Bartana, sugeruje wręcz, by <a href="http://www.njjewishnews.com/njjn.com/070308/ccMO.pdf">trzy miliony Zydów sprowadzić do Polski&#8230;</a> Oto fragment recenzji jednago z jego filmów, odnoszący się do tej kwestii:</p>
<p><em>„Protagonista sugeruje, że aby Polska mogła zostać w pełni zaakceptowana przez innych Europejczyków, kraj ten musi przyjąć tolerancję i multikulturalizm oraz przyjąć z powrotem swych Zydów. Prowokacyjnie oświadcza on: „Niechaj owe trzy miliony Zydów, których Polsce brakuje&#8230;.przegna demony. Wracajcie do Polski, do waszego kraju!” <a href="http://www.thejewishmuseum.org/exhibitions/bartana09">http://www.thejewishmuseum.org/exhibitions/bartana09</a></em></p>
<p>Problem w tym, że jest to w gruncie rzeczy idea podobna do tej, która dała w wyniku obecny Izrael i – używając eufemizmu – „mniej niż zadowalające” skutki jego istnienia. Są to jedynie półśrodki, a nie projekty rozwiązania permanentnego. I można się już dziś założyć, że nawet gdyby któryś z tych pomysłów miał zostać zrealizowany, to zacznie on przynosić owoce równie zatrute jak i w przypadku umieszczenia na siłę państwa żydowskiego na ziemi arabskiej. Jednak główną zasadą tworzenia jakiegokolwiek państwa żydowskiego w przyszłości winno być, by je zakładać tam, gdzie nie ma licznej ludności miejscowej lub zgoła żadnej. Kto wie, być może w istocie pomysły Eidelmana czy Bartany nie wskazują &#8220;punktu docelowego&#8221; lecz jedynie mają przyczynić się do wywołania szerszej dyskusji na temat stworzenia nowego kraju dla ludności żydowskiej? Być może projektodawcom (czy to z ich własnej inicjatywy, czy też za czyjąś zachętą) chodzi o miejsca w gruncie rzeczy inne niż Weimar czy Polska? Może Polska i Weimar to jedynie rodzaj &#8220;latarni morskiej&#8221;, której zadaniem nie jest w końcu naprowadzenie statków na siebie, lecz na port położony nieco dalej albo ostrzeżenie wręcz przed przypływaniem bliżej miejsca, w którym sama stoi? Jako ludzie nie pozbawieni inteligencji, musimy i taką możliwość brać pod uwagę. Tak czy inaczej, inicjatywa Eidelmana i Bartany stanowi w gruncie rzeczy (nawet jako półśrodek) wyjście we właściwym kierunku. Dokładnie tak jak sam syjonizm: zwykło się nieraz &#8211; ze względu na zbrodnie Izraela i syjonistyczny terror &#8211; uznawać syjonizm za zło. Niejednokrotnie uczestnicy demonstracji antyizraelskich skandują nawet hasła w rodzaju: <em><strong>&#8220;Judaism-yes; Zionism-no! The state of Israel has got to go!&#8221;  </strong></em>Nawet jeśli to istotnie prawda, że obecny Izrael &#8220;has got to go&#8221;, syjonizm nie jest złem. Są w nim skrajności (jak w każdym ruchu i ideologii, to prawda. Ale sam w sobie jest jak najbardziej słuszny w swym założeniu, że ludności żydowskiej należy się własne państwo. Syjoniści natomiast popełnili kardynalny błąd, zakładając swoje państwo tam, gdzie ono aktualnie się znajduje i przeprowadzając na tamtym terenie zbrodnicze czystki w rodzaju tych, prowadzonych swego czasu przez hitlerowców na Zamojszczyźnie czy gdzie indziej. Niejednokrotnie mówi się o Izraelu otoczonym „morzem wrogów”. Już sam ten fakt wystarcza do zakwestionowania tezy o słuszności wizji twórców obecnego Izraela. Jakaż bowiem przezorność i mądrość kryje się w pomyśle tworzenia nowego państwa <strong>„w morzu wrogów”?</strong> Nie lepiej było poszukać miejsca odpowiedniejszego?</p>
<p><strong>Czy rzeczywiście nie jest możliwe, że utworzenie Izraela tam, gdzie się znajduje, było historycznym błędem? Nigdy, naprawdę nigdy nikomu nie przyszło to na myśl?</strong></p>
<p><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/ofiara.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-469" title="Ofiara" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/ofiara.jpg?w=150" alt="Ofiara" width="150" height="112" /></a>Kto wie: może jednym z powodów, dla których liderzy krajów Zachodu tak popierają Izraela „prawo do istnienia” tam, gdzie on jest, i dla którego nie ważą się potępiać jego państwowego terroryzmu jest to, że sami woleliby takiego państwa nie „gościć” w swoich własnych krajach. Wolą raczej, by wieści o nienawiści i rozlewie krwi nadchodziły z Gazy, Zachodniego Brzegu czy Jerozolimy niż np z Weimaru, hiszpańskiej Andaluzji czy amerykańskiej Alaski&#8230;<a name="retamk5" href="#amk5"><strong>(5)</strong></a></p>
<p>Doprawdy, jedynym rozsądnym rozwiązaniem obecnej sytuacji – myśląc obiektywnie i zupełnie „na chłodno” – jest całkowity <strong>demontaż</strong> Izraela jako państwa w jego obecnym położeniu geograficznym i odtworzenie go zupełnie gdzie indziej i to z takim obszarem, by nawet wszyscy Zydzi – jeśli sobie tego zażyczą – mogli się tam kiedyś przenieść.<br />
Wbrew pozorom jest ogrom miejsca na Ziemi, gdzie takie państwo dałoby się stworzyć. Weźmy choćby Australię, gdzie nie powinno stanowić problemu wydzielenie obszaru mogącego pomieścić miliony ludzi. Nikt nie może twierdzić, że w Australii nie da się żyć. W Kanadzie byłoby pewnie jeszcze lepiej, bo tam nie brakuje ogromnych wysp. Chociaż tam z kolei jest znacznie zimniej, średnie temperatury roczne utrzymują się poniżej zera stopni. Przykładem jest Victoria Island, która ze swoimi ponad 217 000 km2 ma powierzchnię odpowiadającą ponad 2/3 terytorium Polski., jest też większa od Wielkiej Brytanii.  Tymczasem wszystkich mieszkańców jest tam aktualnie około tysiąca dziewięciuset&#8230; Spory potencjał ma także Alaska&#8230; Nikt nie może twierdzić, że brakuje możliwości. Przy czym to oczywiście jest w jak najlepiej pojętym interesie syjonistów, by się za taką możliwością rozglądać, dokładnie tak, jak to robili dziesiątki lat temu, tylko tym razem lepiej i rozsądniej<em>.</em></p>
<p>Możliwości wciąż istnieją, jednak z każdym dziesięcioleciem są coraz mniejsze, gdyż obecnie żyje na Ziemi między 6 a 7 miliardami ludzi i ich liczba szybko wzrasta. Jeszcze 70 lat temu było rzeczą całkiem do pomyślenia, by próbować budować żydowskie państwo na <a href="http://www.heretical.com/miscellx/zionism.html">Madagaskarze</a> . Dzisiaj takie pomysły mogą należeć jedynie do historii.</p>
<p>Tak jak w przeszłości mieszkańcy niegdysiejszych kolonii tak czy owak odzyskaliby kiedyś niepodległość a Francja tak czy owak uwolniłaby się w wiekach średnich od dominacji Anglii (obojętnie: <strong>z</strong> Joanną d&#8217;Arc czy <strong>bez</strong> Joanny d&#8217;Arc&#8230;), tak też prędzej czy później Arabowie poradzą sobie z potęgą Izraela, a także ze swoimi własnymi wewnętrznymi podziałami (kto wie – może Izrael wręcz <strong>przyczyni się</strong> do jedności arabskiej?), a małe rozmiary Izraela sprawią, że nawet jego potęga nuklearna i rzeka pieniędzy z USA nie wystarczy&#8230; W dodatku on graniczy z Arabami ze wszech stron i ma ich jeszcze sporo (dobrze ponad milion!) wewnątrz swego malutkiego kraju&#8230; (przecież ruchawki są i w Jerozolimie &#8211; właśnie niedawno pokazano, jak izraelski wojskowy łazik w tym mieście uciekał przed gradem kamieni&#8230;).</p>
<p><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/israelis_watching_gaza_bombardment_2_1.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-473" title="israelis_watching_gaza_bombardment_2_1" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/israelis_watching_gaza_bombardment_2_1.jpg?w=150" alt="israelis_watching_gaza_bombardment_2_1" width="150" height="99" /></a><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/saladin1.jpg"></a>Dzisiaj to jeszcze, jak na tym zdjęciu, pokazywanym w internecie, mogą Izraelczycy ze śmiechem przez lornetkę oglądać bombardowanie Gazy&#8230;  I mówić dużo o miejscowości <strong>Sderot</strong>, bo tam kiedyś spadały prymitywne rakiety wystrzelonego przez Palestyńczyków (większość tych „rakiet” z reguły nawet nie eksploduje&#8230;). Milczą natomiast o tym, co tam <a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/saladin12.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-486" title="Saladin1" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/saladin12.jpg?w=126" alt="Saladin1" width="126" height="150" /></a><a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/saladin11.jpg"></a>było zanim powstał Sderot &#8211; arabska wieś <strong>Najd</strong>, poddana czystce etnicznej w maju 1948 <a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/uciecha.jpg"></a>roku&#8230;. Czy ktokolwiek z nas <a href="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/uciecha1.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-483" title="Uciecha" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/uciecha1.jpg?w=150" alt="Uciecha" width="150" height="87" /></a>naprawdę sądzi, że Arabowie to małpy, które nie potrafią <strong>pamiętać</strong>? Kiedyś i Krzyżowcy potrafili bić tych Arabów na tej samej ziemi. No i co się w końcu stało? Tak, Izrael <strong><em>jest</em></strong>  pomyłką&#8230;</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">PRZYPISY</span></strong></p>
<div><strong> </strong></div>
<p><em> </em><a name="amk1" href="#retamk1"><strong><em>1.</em></strong></a><em>. W oryginale: “Hamas also runs extensive social programs<sup><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Hamas#cite_note-CFR1-2#cite_note-CFR1-2">[3]</a></sup> and has gained popularity in Palestinian society by establishing hospitals, education systems, libraries and other services<sup><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Hamas#cite_note-3#cite_note-3">[4]</a></sup> throughout the </em><a title="West Bank" href="http://en.wikipedia.org/wiki/West_Bank"><em>West Bank</em></a><em> and </em><a title="Gaza Strip" href="http://en.wikipedia.org/wiki/Gaza_Strip"><em>Gaza Strip</em></a><em>”</em></p>
<div><em><a name="amk2" href="#retamk2"><strong><em>2.</em></strong></a><em> &#8220;Milion Arabów niewart jest żydowskiego paznokcia.&#8221; &#8211;</em> Rabin Yaacov Perrin, Feb. 27, 1994 ( N.Y. Times, Feb. 28, 1994, p. 1).</em></div>
<div><em> </em><em>“Przepędźcie tę populację bez grosza przez granicę, odmawiając jej zatrudnienia… Zarówno process wywłaszczania jak I usuwania biednych musi zostać przeprowadzony dyskretnie i ostrożnie.” &#8211; Theodore Herzl, założyciel World Zionist Organization</em></div>
<p><em>“Jest obowiązkiem przywódców izraelskich wyjaśnianie opinii publicznej, jasno i odważnie, pewnej liczby faktów, które z czasem zostały zapomniane. Pierwszym z nich jest, że nie ma syjonizmu, kolonizacji lub Państwa Zydowskiego bez wysiedlenia Arabów i zagarnięcia ich ziem.”<br />
</em>Yoram Bar Porath, Yediot Aahronot, of 14 July 1972.</p>
<p><em>„Zredukujemy arabską populację do rzędu społeczności drwali i kelnerów”-<br />
</em>Uri Lubrani, specjalny doradca premiera  Ben-Guriona do spraw arabskich</p>
<p><em>“Musimy zastosować terror, zabójstwa, zastraszenie, konfiskację ziemi i odcięcie wszelkich świadczeń społecznych, aby pozbyć się populacji arabskiej z Galilei” -</em>  Israel Koenig, &#8220;The Koenig Memorandum.&#8221;</p>
<p><em>„Deklarujemy otwarcie, że Arabowie nie mają prawa do osiedlenia się na bodaj centymetrze Eretz Israel&#8230; Siła jest wszystkim, co rozumieją i kiedykolwiek zrozumieją. Będziemy stosować przemoc tak długo, aż Palestyńczycy przyczołgają się do nas na czworakach.” -</em> Rafael Eitan, szef sztabu izraelskich sił zbrojnych &#8211; Gad Becker, Yediot Ahronot 13 April 1983, New York Times 14 April 1983.</p>
<p><a name="amk3" href="#retamk3"><strong><em>3.</em></strong></a><em>.</em> Chodzi o całą serię zamachów bombowych wymierzonych przeciw Amerykanom na Bliskim Wschodzie, a konkretnie w Egipcie. Zamachy te przypisywane były powszechnie terrorystom arabskim aż do momentu, gdy kolejna bomba wybuchła przedwcześnie jeszcze w rękach&#8230; żydowskiego zamachowca. Wtedy, jak po nitce do kłębka, dotarto aż do izraelskiego ministerstwa obrony, w wyniku czego minister obrony, Pinhas Lavon, podał się do dymisji.</p>
<p><strong><em> </em></strong><a name="amk4" href="#retamk4"><strong><em>4.</em></strong></a><em>.</em> Victor Ostrovsky, b. oficer Mossadu informuje na przykład, że jesienią 1991 roku służba ta planowała zamach na prezydenta USA, George’a  Busha (seniora). A było to tak: zorganizowana została wówczas w Madrycie konferencja z udziałem Izraela i wszystkich jego arabskich sąsiadów, włączając Palestyńczyków, którzy wystąpili tam jako część delegacji Jordanii. Aby zmusić do udziału w tej konferencji znajdujący się w tarapatach finansowych rząd Icchaka Shamira, Bush zastosował, jak pisze Ostrovsky, „ten rodzaj nacisku, jaki amerykański prezydent rzadko miał odwagę wywrzeć”, mianowicie zamroził on (wbrew rozwścieczonej wspólnocie żydowskiej w USA) gwarancje pożyczek dla Izraela, wynoszących ogółem 10 mld dolarów. Obawiając się, że rozmowy z Arabami – zwłaszcza z Palestyńczykami – mogłyby zakończyć się zmuszeniem Izraela do odstąpienia części terenów okupowanych, Mossad podjął decyzję zamordowania Busha w Madrycie i to w taki sposób, aby winą za to morderstwo zrzucona została na Palestyńczyków, aby w ten sposób spowodowała dodatkowo powszechne znienawidzenie Palestyńczyków w USA. W tym celu wyselekcjonowano 3 palestyńskich ekstremistów jako kozłów ofiarnych. Byli nimi: Beijdun Salameh, Mohammed Hussein i Hussein Shahin. Chodziło o to, by sprowadzić owych trzech do Madrytu jak najbliżej Busha, a następnie go zamordować. W powstałym chaosie zamierzano dalej zlikwidować owych trzech „zamachowców” i w ten sposób zapewnić „jeszcze jedno zwycięstwo Mossadowi. Byłoby im przykro, że nie zdołali uratować prezydenta, jednak jego ochrona nie była przecież ich zadaniem”. Postarano się nawet o to, by zorganizować „przeciek” do policji hiszpańskiej, że owych trzech ekstremistów udaje się do Madrytu i zapewne planują coś ekstrawaganckiego. Jeśli w końcu projekt ten nie wypalił, to dlatego, że grupa oponujących temu pomysłowi funkcjonariuszy Mossadu, zorganizowała inny, tym razem autentyczny przeciek i to tak, by Amerykanie dowiedzieli się o tym planowanym zamachu, a Mossad o tym przecieku. Akcja została odwołana.(p. Victor Ostrovsky. „The Other Side of Deception” HarperCollins, New York, 1995 s. 353-361)</p>
<p><a name="amk5" href="#retamk5"><strong>5.</strong></a>. Było tak przecież i w przeszłości, co wywołało swego czasu, w latach 1930tych wręcz wesołość i sarkazm Josepha Goebbelsa :</p>
<div><em>„Jest rzeczą godną uwagi, że wszystkie państwa, których opinia publiczna sprzyja Zydom, odmawiają zaakceptowania naszych Zydów. Mówią one, że są oni wspaniałymi pionierami kultury i geniuszami ekonomii, dyplomacji, filozofii i poezji, jednak z chwilą, gdy próbujemy im wepchnąć któregoś z tych geniuszów, zatrzaskują swoje granice: „Nie, nie! Nie chcemy ich!”. Myślę, że to istny ewenement w historii świata, narody odrzucające geniuszy.&#8221;</em></div>
<div> </div>
<p><a href="http://www.brasschecktv.com/page/822.html">http://www.brasschecktv.com/page/822.html</a><br />
<a href="http://www.nkusa.org/">http://www.nkusa.org/</a> <br />
<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Wars_of_Israel">http://en.wikipedia.org/wiki/Wars_of_Israel</a>”<br />
<a href="http://medinatweimar.org/2008/06/15/the-neues-museum-saga/">http://medinatweimar.org/2008/06/15/the-neues-museum-saga/</a><br />
<a href="http://kafee.wordpress.com/2008/06/15/a-jewish-state-in-germany-as-an-artwork/">http://kafee.wordpress.com/2008/06/15/a-jewish-state-in-germany-as-an-artwork/</a> <br />
<a href="http://www.heretical.com/miscellx/zionism.html">http://www.heretical.com/miscellx/zionism.html</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/07/22/czy-izrael-to-pomylka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Maria, córka Izydy</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/07/16/maria-corka-izydy/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/07/16/maria-corka-izydy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Jul 2009 14:20:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Almah]]></category>
		<category><![CDATA[Anahita]]></category>
		<category><![CDATA[Apoloniusz z Tiany]]></category>
		<category><![CDATA[Cybele]]></category>
		<category><![CDATA[Izyda]]></category>
		<category><![CDATA[Kecharitomene]]></category>
		<category><![CDATA[Kybele]]></category>
		<category><![CDATA[Maria matka Jezusa]]></category>
		<category><![CDATA[Matka Boska]]></category>
		<category><![CDATA[Najświętsza Maria Panna]]></category>
		<category><![CDATA[Niepokalana]]></category>
		<category><![CDATA[Ozyrys-Dionizos]]></category>
		<category><![CDATA[Semele]]></category>
		<category><![CDATA[Sophia]]></category>
		<category><![CDATA[Stella Maris]]></category>
		<category><![CDATA[Terlikowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://monio.info/?p=198</guid>
		<description><![CDATA[Zostałem zaproszony swego czasu w Magazynie &#8220;Semper Reformanda&#8221; przez Red. Tomasza Terlikowskiego (w odpowiedzi na parę komentarzy) na wycieczkę po kulcie maryjnym. Zaproszenie z radością przyjąłem. Przyjąłem je  i dlatego, że tajemnic jest tu więcej niż w różańcu. Kult maryjny oraz bazowana na nim dziedzina teologii, zwana &#8220;mariologią&#8221; nie istniałyby, gdyby nie znacznie starsze odeń i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-200" title="IzydaMaria" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/izydamaria.jpg" alt="IzydaMaria" width="292" height="190" />Zostałem zaproszony swego czasu w Magazynie &#8220;Semper Reformanda&#8221; przez Red. Tomasza Terlikowskiego (w odpowiedzi na parę komentarzy) na wycieczkę po kulcie maryjnym. Zaproszenie z radością przyjąłem. Przyjąłem je  i dlatego, że tajemnic jest tu więcej niż w różańcu. Kult maryjny oraz bazowana na nim dziedzina teologii, zwana &#8220;mariologią&#8221; nie istniałyby, gdyby nie znacznie starsze odeń i od całego chrześcijaństwa inne religie i systemy wierzeń. Wśród kultów znanych historycznie najpopularniejszy był niegdyś kult Izydy, znanej w Egipcie pod imieniem &#8220;Aset&#8221;.</strong></p>
<p><strong>Dziedzictwo naszych przodków</strong>Tomasz Terlikowski na moje wcześniejsze komentarze odpowiedział wówczas artykułem, który nazwał nawet  <a href="http://www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20040819144102390&amp;query=gnostyka">&#8220;pierwszym listem&#8221;</a> (szkoda, że już nie było następnych!), skierowanym do mnie jako do &#8220;gnostyka Michała&#8221;. Prezentowany tu tekst był odpowiedzią na ten jego artykuł.  Wprowadzono doń jedynie kilka nieznacznych korekt.</p>
<p> </p>
<p>Przede wszystkim pragnę zacząć od wyjaśnienia pewnego nieporozumienia, gdy chodzi o gnostycyzm. Nie biorę go Autorowi za złe, jako że zdarza się ono bardzo często. Chodzi mianowicie o założenie, że dla gnostyków Bóg jest kimś &#8220;nieobecnym&#8221; oraz że jest on jedynie Bogiem Ducha, a nie materii. Faktem jest, że istnieją zachowane informacje, o bardzo szczątkowym charakterze, pochodzące zarówno z czasow antycznych, jak i późnego Średniowiecza, sugerujące takie nastawienie samych gnostyków. Mało jednak wiemy o <em>rozmaitych </em>odmianach gnostycyzmu i jego poglądów na ten temat. Jakkolwiek by jednak nie było, faktem jest &#8211; i to nawet bardziej decydującym &#8211; że gnostycyzm zmieniał swój charakter wraz z upływem czasu szybciej niż oficjalna kościelna ortodoksja. Stąd też np. rzymski katolicyzm, pomimo niewątpliwych zmian jest wciąż bardziej podobny do katolicyzmu XIII-wiecznego niz dzisiejszy gnostycyzm do katarskiego (<em>semi</em>-) gnostycyzmu. Dzieje się tak dlatego, że o ile ortodoksyjne chrześcijaństwo zaliczane jest do t.zw. <em>religii objawionych</em>, t.j. religii bazujących na przekonaniu, że Bóg objawił pewne niezmienne fakty na swój temat (np. w Biblii), to chrześcijaństwo gnostyckie bazuje na założeniu, że poprzez stopniowe poznawanie siebie oraz otaczającej rzeczywistości jesteśmy w stanie zbliżać się stopniowo do Boga. Bóg gnostykow doby dzisiejszej to Bóg, którego obecnośc odkryć można wszędzie. Bóg gnostyków zatem to nie tyle Bog <em>&#8220;nieobecny&#8221;,</em> lecz raczej <em>&#8220;nieznany&#8221;,</em> którego w związku z tym trzeba stopniowo poznawać. To Bóg, który nazywany jest często <em>&#8220;ineffable&#8221;</em> (dosł. <em>&#8220;niewysłowiony&#8221;),</em> ale nie dlatego, że się on nie &#8220;wysławia&#8221;, lecz dlatego, że trudno go scharakteryzować na podstawie takich czy innych przekazów, włączając &#8220;kanoniczne&#8221;.</p>
<p>Ten długi wstęp niechaj stanie się swego rodzaju wprowadzeniem w podstawowe różnice zachodzące w <strong><em>odbiorze</em></strong> problematyki religijnej przez obie strony: prawowierną i gnostycką.  Niejednokrotnie tak się bowiem składa (a miałem okazję rownież na tym portalu się z tym zetknąć), że polemiści niejako &#8220;przywołują&#8221; kogoś do porządku niejako z góry zakładając, że któreś z antycznych alegorii powinny charakteryzować poglądy gnostyków, stwierdzając np<em>. &#8220;przecież ty, jako gnostyk…&#8221;</em> (i tu następuje odwołanie sie do jakichś archaicznych wierzeń i alegorii sprzed co najmniej <em>półtora tysiąca lat</em>). Alegoria to jedynie sposób wyrażenia pewnej myśli, tak jak Jezusowe przypowieści to też nie <em>&#8220;true stories&#8221;,</em> tylko wytwór ludzkiej wyobraźni. Inaczej skończylibyśmy na rozumieniu Królestwa Niebieskiego np. jako garści nasion.</p>
<p>Nie staram sie występować tutaj jako reprezentant gnostycyzmu, lecz osoba prezentująca prywatne poglady, a przyznająca się do gnostyckiego rozumienia religii i będąca jednocześnie członkiem Kościoła Katolickiego &#8211; i to bez przerwy, od dzieciństwa. <em>Nigdy</em> bowiem nie byłem członkiem jakiejkolwiek innej wspólnoty kościelnej, choc tu w Australii często (a nawet <em>częściej</em>) bywam w innych kościołach niż katolicki.</p>
<p>Nie jest prawdą Twoje założenie Tomaszu, że neguję uzasadnienie wiary chrześcijan w Marię na przestrzeni dziejów. Założenie to też jest wynikiem pewnego nieporozumienia. Bo ja neguję mariologię dzisiaj, a nie 15 wieków temu. Wierzenia odnoszące się do NMP były bowiem wynikiem okoliczności czasu i miejsca. Wielu było bogów w starożytności, którzy rodzili się, potem umierali (najczęściej zabijani przez siepaczy złych mocy), a następnie powstawali z martwych &#8211; czy to już nastepnego dnia, czy też po trzech dniach. Tacy bogowie musieli mieć zatem swoje <em>&#8220;matki boskie&#8221;,</em> niektóre z nich będące szanowanymi kobietami, inne zaś boginiami. Chrystus żył w czasach, gdy wierzenia takie istniały już od setek lat np. w przypadku perskiego Mitrasa i jego &#8220;Matki Boskiej&#8221; znanej pod imieniem <strong><em>Anahita</em></strong> <em>- </em>(<em>&#8220;Anahita, Niepokalana Dziewica, Matka Mitrasa Pana&#8221;</em>), <strong><em>Cybele</em></strong>, matka boga Attisa z Azji Mniejszej, która znana była jako <em>&#8220;Mater Deum&#8221;</em> (dosłownie: &#8220;Matka Boska&#8221;) lub nawet tysięcy lat (egipski Horus i jego matka <strong><em>Izyda</em></strong>). Kimkolwiek jednak taka matka nie była, zawsze musiała czymś pozytywnym wyróżniać się na tle innych matek. Nie brakowało więc dziewiczych porodów (np. w przypadku Ozyrysa-Dionizosa czy &#8211; w innej wersji tego samego mitu &#8211; Orfeusza-Bachusa). Doktryny wczesnego chrześcijaństwa dotyczące Marii, nawet jeśli nie były stuprocentowymi kopiami innych wierzeń, kształtowały się jednak w pewnej atmosferze intelektualnej, na ktorą owe religie wycisnęły swoje ewidentne piętno.</p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-201" title="Jeanne w rycinie ok 1450_edited" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/jeanne-w-rycinie-ok-1450_edited.jpg" alt="Jeanne w rycinie ok 1450_edited" width="186" height="292" />Nie neguję zatem owego uzasadnienia wiary, rozumianego jako tło historyczne. To bowiem właśnie owo tło jest <strong><em>samo w sobie</em></strong> uzasadnieniem kultów maryjnych (bo było ich sporo, choc najstarsze ślady tych <em>kultow</em> &#8211; powtarzam: <em>kultow</em>, a nie fascynacji &#8211; pochodzą z okresu nie wcześniejszego niż IV wiek n.e.). Nie podzielam natomiast zupełnie poglądu, że owo niegdysiejsze tło (juz nieistniejące) musi w dalszym ciągu (na zasadzie chyba jakiejś &#8220;martwej ręki&#8221;) ciążyć na obecnych ocenach i wierzeniach. Chciałbym jednak być dobrze zrozumiany: zajmując takie stanowisko nie próbuję nikomu &#8220;wybić z głowy&#8221; jego ewentualnych wierzeń czy poglądów. Błędne wrażenie w tym zakresie może wynikać z faktu, że często prezentuję swe poglądy &#8220;bez owijania w bawełnę&#8221;: raz np. powstrzymać się musiałem przed włożeniem do komentarza słów o tym, że moim zdaniem Maria tak sie ma w porownaniu do Joanny d&#8217;Arc, że mogłaby jej <em>&#8220;pucować zbroję oraz miecz&#8221;</em>, przez co nie miałbym zamiaru nikogo urażać, a jedynie podkreślić, że Joanna &#8211; jako osoba historyczna (a nie &#8220;teologiczna&#8221;) była w stanie kształtować historię w nieporównanie większym stopniu, niżby się to kiedykolwiek dało powiedzieć o Marii. Ostatecznie jednak nie użyłem wówczas tego określenia.</p>
<p><strong><em>&#8220;Niepokalana jest Pani nasza, Izyda&#8221;</em></strong></p>
<p>Nie inaczej ma sie rzecz z tymi naszymi dogmatami czy to o dziewictwie, niepokalanym poczęciu czy o wniebowzięciu: <strong><em>Semele</em></strong>, matka boga Dionizosa, również została wniebowzięta (samo święto Wzniebowzięcia, obchodzone przez chrześcijan w sierpniu, zastąpiło inne święto poganskie, a mianowicie święto bogini Diany). Podobienstwa wizerunków Marii oraz rozmaitych &#8220;pogańskich&#8221; matek boskich były do tego stopnia uderzające, że niejednego wprawiały, a i dziś jeszcze też wprawiają, w osłupienie. Np. jak notują historycy, niektóre wizerunki NMP we Francji okazały się, po bliższym zbadaniu, wizerunkami egipskiej bogini Izydy (albo pokrewnych bogiń) lub też na niej były modelowane (nie mówiąc już o tym, że szereg kościołów poświęconych Marii stoi w miejscach kultu Izydy lub innych jej pogańskich odpowiedników). Na jednym z takich wizerunków znaleziono nawet inskrypcje: <em>&#8220;Niepokalana jest Pani nasza, Izyda&#8221;.</em></p>
<p>Gnostykom chrześcijańskim też nie brakowało żeńskiego bóstwa zwanego Sophia, czyli Mądrość (a święto jej Wniebowziecia obchodzone jest w tym samym dniu, co Wniebowzięcie NMP), ale przecież dziś ze świecą trzebaby szukać (i to bez powodzenia!) jakiegokolwiek gnostyka wierzącego w literalne istnienie takiego bóstwa.</p>
<p>Krzywdę wyrządza się również tym niezliczonym chrześcijanom (głównie katolikom), którzy przecież kiedyś i tak dojdą do tego, że &#8220;król jest nagi&#8221;, jeśli się tylko nad tym zastanowią; że te &#8220;szaty cesarza&#8221;, które na Marię włożyła dogmatyka, tak naprawdę nie istnieją. Będzie to tym boleśniejsze, że cała ta historia wpychana jest im do głów jako historyczna prawda, a nie nawet jako &#8220;mit będący nośnikiem prawdy&#8221;.</p>
<p>Tak, domyślam się pewnej możliwej kontry wobec moich wywodów, a mianowicie, że zastanawiać one muszą akurat, gdy ich autor mieni się gnostykiem, a wiadomo, że gnostycy wręcz od czasów &#8216;niepamiętnych&#8217; prześcigali się w tworzeniu mitów, że pisali z dziesiątki ewangelii, w których &#8220;działy się&#8221; rzeczy pod mitologicznym względem usuwające w cien nawet te masy trupów z ewangelii Mateusza, co to w momencie śmierci Pomazanca wstały z grobów, przeczekały dwa następne dni gdzieś w ukryciu chyba, a gdy Pomazaniec zmartwychwstał, to one stadnie niczym tłum Frankensteinów przeparadowały przez Jerozolime, by się żywym pokazać. Tak, to prawda, gnostycy wymyślali ile wlazło, ale oni ze swych opowieści nie robili dogmatów <em>&#8220;dawanych do wierzenia&#8221;</em> (ale <em>terminologia</em>, co?).</p>
<p><strong>Przyjrzyjmy się osobie </strong><img class="alignright size-full wp-image-202" title="izyda" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/izyda.jpg" alt="izyda" width="262" height="205" /></p>
<p>Jesli uważam, że o Marii niczego tak naprawdę nie wiemy, to oczywiście pogląd taki wyrażam <em>po zapoznaniu</em> się m.in. z t.zw. ewidencją biblijną. Prawda, że są tam kwieciste zwroty, lecz wyjątkowo mało kryje się za nimi treści o tym kim była (poza tym, oczywiście, że była matką Jozuego). Ale nawet tu popełniano błędy przy formułowaniu doktryn maryjnych. Miała byc &#8220;dziewicą&#8221; i fakt ten miał być &#8220;przepowiedziany&#8221; w Starym Testamencie, jednak hebrajskie <em>&#8220;almah&#8221; </em>nie oznacza tego, co zastosowane poźniej przy tłumaczeniu na grecki słowo <em>&#8220;parthenos&#8221;.</em> <em>Almah</em> to nie dziewica, a jedynie <em>młoda kobieta</em>. Bóg żydowski nie był narodzony (ani żaden żydowski bohater) z dziewicy. Z dziewic rodzili się natomiast bogowie poganscy, stąd tez fama o Jezusie narodzonym z dziewicy to po prostu poganski mit zaadoptowany dla celów &#8220;teologicznych&#8221; chrześcijaństwa ortodoksyjnego. Również doktryna o bezgrzeszności Marii bierze się z niedokładnego tłumaczenia &#8211; tym razem tekstu greckiego na łacinski. Skoro Maria była &#8220;łaski pełna&#8221; (&#8221;gratia plena&#8221;), to owa pełnia łaski miała oznaczać, według mitotworcow, że była ona bezgrzeszna. Jednak oryginalne greckie <em>&#8220;kecharitomene&#8221;</em> to przecież nie to, co &#8220;gratia plena&#8221;, gdyż to po grecku byłoby <em>&#8220;pleris charitas&#8221;.</em> <em>Kecharitomene</em>, to po prostu tyle, co &#8220;obdarzona łaską&#8221;. I absolutnie nic więcej.  Można jednak zrozumieć kolejne pokolenia mitotwórców kościelnych: najpierw zmagali się oni z podobnymi wierzeniami pogańskimi i pragnęli &#8220;wykazać&#8221;, że Chrystus jest jednak większym i znaczniejszym bogiem niz inni. Potem znów starali się sformułowane przez siebie doktryny &#8220;zabezpieczać&#8221; przed debatami poprzez dokooptowywanie nowych. Z czasem wytworzył się więc cały łancuch coraz to dziwniejszych teorii, a wszystkie one bazowane na założeniach swoich poprzedniczek, jednak nie na jakimkolwiek materiale faktograficznym. Zazwyczaj jest tak, że gdy się kogos chce sławić, to wyolbrzymia się jego dokonania. Nawet do tego stopnia, by je mitologizować czy wręcz do ciągu prawdziwych dokonan kandydata dopisywać czyny, których nigdy nie dokonał. Tak więc filozofowi i mistykowi Pitagorasowi przypisywano przywracanie ludzi do życia i to na 6 stuleci przed narodzeniem Chrystusa. Potem to samo przypisywano Apoloniuszowi z Tiany i innym. Owi ludzie jednak, tak jak sam Pomazaniec, zajmowali się publiczną działalnoscią, nauczali, leczyli itd.</p>
<p>Mitotworcy maryjni jednak spostrzec musieli (wyobrażam sobie, że ku swemu przerażeniu), że o Marii nic właściwie znaczącego nie da się powiedzieć.  Że jak na matkę <em>takiej </em>postaci jak Jezus, jest ona wyjątkowo &#8220;blada&#8221;.  Stworzono co prawda ewangelię (&#8221;według Jakuba&#8221;) mającą obrazować czystość charakteru Marii, trzeba jednak przyznać, że tworcy podobnych utworow wykazali wyjątkowo mało inwencji twórczej. Mogli przecież &#8211; przynajmniej teoretycznie &#8211; zrobić z niej wielką jednostkę dokonującą cudów dzięki boskiej inspiracji. Tymczasem obraz owej Marii &#8211; już nawet tej zmitologizowanej &#8211; to wciąż obraz (przepraszam za okreslenie) osoby <em>nadzwyczaj przeciętnej</em>, tyle że wyjątkowo pobożnej. Czy było to wynikiem obaw przed zbytnim &#8220;feminizowaniem&#8221; mitologii nowej religii, niechaj rozstrzygać to probują historycy. Ewidentne jednak jest, rzuca się to wręcz w oczy, że nie dało się wskazać na jakiekolwiek fakty potwierdzające bodaj symboliczną wybitność tej postaci pod jakimkolwiek względem uzasadniającym jakikolwiek kult. Co więcej &#8211; owa Maria, tak rzekomo zespolona z Chrystusem i jemu do konca oddana, nie towarzyszyła mu na ogoł, gdy chodził nauczać. Gdy zaś został pojmany i groziła mu śmierc, nie poszła nawet do sanhedrynu czy bodaj do <em>Pontiusa</em>, by wstawić się za swym synem! Matki osob nawet tylko uwięzionych starają się za nimi wstawiać i dowiadywać się o ich los. Chrystusowi zas groziła śmierć, a ona nic!  W jednej ewangelii kanonicznej (&#8221;Jana&#8221;) Maria widziana jest pod krzyżem, ale <em>nie</em> w czasie drogi krzyżowej. Pod pałac arcykapłana szło za aresztowanym Chrystusem dwóch apostołów, Marii tam <em>nie było</em>; krzyż pomagał mu dźwigać jakiś przypadkowy, obcy mu zupełnie człowiek, znany nam jako <em>Szymon z Cyrenajki</em>, o Marii nawet pisarz się nie zająknął, czy była w pobliżu; po śmierci Chrystusa nie była nawet obecna podczas jego pogrzebu, ani też nie pojawiła się później przy jego grobie po &#8220;zmartwychwstaniu&#8221; (no, tego już za wiele, jak na <em>&#8220;najlepszą&#8221;, &#8220;nierozerwalnie związaną&#8221;</em> itd, nie sądzicie?). Sam zaś Chrystus (po swym zmartwychwstaniu) ukazywać się miał rozmaitym osobom, rzekomo ponad 500, ale wykazał niezwykłą wprost <em>&#8220;powściągliwość&#8221;</em> gdy przyszło do ukazania się <em>własnej matce</em>. To, co nazywamy &#8220;Pieta&#8221; również nie ma oczywiście kanonicznego potwierdzenia i jest późniejszym produktem maryjnej mitologii. Ale przynajmniej Maria <em>była</em> pod krzyżem, więc dało się jakoś &#8211; <em>per analogia</em> z innymi matkami &#8211; naciągnąć, upiększyć i wyszlifować. Tymczasem matki wstawiającej się za swym synem nie dało się z niej zrobić &#8211; <strong><em>nawet </em></strong><em>per analogia</em> z innymi matkami. Inaczej pewnie doczekalibyśmy się  obok watykańskiej Piety równie pięknej rzeźby (może też Michała Anioła?) zwanej np. <em>Maria Prosząca</em> lub <em>Maria Wstawienniczka</em>, <em>Matka Błagająca</em> lub jakoś podobnie. A tymczasem nic, nic i nic. I nawet nam najcześciej tego rodzaju wizerunek Marii nie przychodzi do głowy, bo już nie było najlichszej podstawy po temu, by w ogóle powstał. Spytaj siebie sam, Tomaszu, czy gdyby Ci ktoś porwał Twoją córkę (czego Ci oczywiście żadną miarą nie życzę!!!), to nie wpadłbyś w szał, nie starałbyś się dowiedzieć gdzie jest, a gdybyś się dowiedział, to nie udałbys się tam natychmiast, nawet na bosaka po śniegu, by przynajmniej złoczyncow ubłagać (jeśli już nie po to, by im &#8211; po męsku &#8211; <em>&#8220;przemodelować&#8221;</em> facjaty), by jej nie skrzywdzili? A jak zachowałaby się Twoja Żona? Czyż nie stałaby się błyskawicznie czymś, co mogłoby owej biblijnej Marii, tej <em>&#8220;ciepłej klusce&#8221;</em> bez wyrazu i charakteru, być postawione jako wzór do naśladowania?</p>
<p><strong>Żydówka na egipskich nogach    </strong><img class="alignleft size-full wp-image-203" title="isis" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/isis.jpg" alt="isis" width="253" height="495" /></p>
<p>Nie chcę przez powyższe powiedzieć, że Maria była wyrodną matką, ale w końcu jeśli ma być z niej taki ideał, jaki zbudowała teologia, to czemu <strong><em>nie</em></strong> jest to ideał? No, ale może &#8211; bo to też w koncu prawdopodobne &#8211; po prostu nikt nie zauważył jej bólu przed egzekucją Pomazanca. Pragnę natomiast wskazać Ci, jak nieprawdopodobnie <em>uboga</em> &#8211; wręcz <em>nedzna</em> -  jest nasza wiedza o matce Jozuego Pomazanca, uboga w stopniu w pełni potwierdzającym i uzasadniającym stwierdzenie, że jest ona nieznana, że tak naprawde niczego o niej nie wiemy &#8211; o niej, z ktorej mitotwórstwo późniejszych teologów uczyniło Gwiazdę Morza (&#8221;Stella Maris&#8221; &#8211; przydomek zerżnięty od pogan &#8211; konkretnie od Izydy!) oraz Królową Niebios (tez rżnięte od pogan, też od Izydy zresztą, tak samo jak &#8220;Matka Boska&#8221;). Dochodzi wręcz do tego, że w dyskusji, w której stawiane jest pytanie, co ta Maria właściwie sławnego zrobiła, co by uzasadniało ten wyśrubowany do granic (a nawet daleko poza granice) absurdu jej kult, ktoś podaje jako powód, że… <strong><em>poprosiła</em></strong> Jezusa w Kanie Galilejskiej, by coś zrobił, gdy brakować zaczęło wina!!! Ktoś inny znów w owym &#8220;Magnifikat&#8221; z ewangelii widzi potwierdzenie &#8220;zaangażowania się na rzecz ubogich&#8221;!! Przypomnieć zatem warto, że zaangażowania na rzecz ubogich (czy w ogóle kogokolwiek) nie dowodzi się piejąc dytyramby pod własnym adresem, ale robiąc coś konkretnego, na co możnaby wskazać (dodać wypada, że zapowiedzi typu <em>&#8220;slawić mnie będą wszystkie generacje&#8221;</em> brzmią raczej jak samochwalstwo niż wyraz pokory). Najczęściej jednak odpowiedzią na podobne pytanie jest milczenie i w tym chyba wypadku zgodzić się należy z tezą, że &#8220;milczenie jest złotem&#8221;, bo istotnie lepiej milczeć niż kompromitować tę Marię doszczętnie i na pośmiewisko ja wystawiać. Była zapewne w gruncie rzeczy przyzwoitą osobą, ani wyróżniającą się ani negatywnie komuś podpadającą, jedną z wielu matek w I wieku naszej ery. Utrzymywana sztucznie cała ta misternie sklecona mitologiia i to w dodatku podniesiona do rzędu dogmatów <em>sine qua non</em> kiedys runie z tym większym hukiem im wyżej w chmurach tę kobietę utrzymuje. Oddawanie jej szacunku jako kobiecie i jako matce też by wystarczyło w dzisiejszej dobie, bez tego ultra-kanonizowania, ktore odpycha już dziś z połowę wszystkich  chrześcijan, a niechrześcijan przyprawia niemal o konwulsje śmiechu.</p>
<p>W samej tylko Francji istnieje ponad dwieście miejsc kultu &#8220;czarnej madonny&#8221;. Niemal we wszystkich spośrod owych ponad dwustu miejsc istniały miejsca kultów bogin pogańskich. Tak więc w Chartres pierwsi misjonarze chrześcijanscy zrezygnowali nawet początkowo z nawracania miejscowej ludności, bo czciła ona boginię rodzącą dziecko. Uznali zatem, że chodzilo to u jakaś wczesną wersję kultu maryjnego. Pierwotna statua pozostała zatem tam, gdzie była. Nie ruszajac jej, zbudowano wokół niej pierwszy kościół chrześcijański. I tak budowano tam jeden kościół za drugim aż do czasu zbudowania obecnej katedry. Ponieważ w czasie Rewolucji Francuskiej ta pierwotna statua została zniszczona, zastąpiono ją później inną, z ciemnego drewna.</p>
<p>Podobna historia wydarzyła sie w Le Puy, gdzie z kolei czczono boginię <strong><em>Cerridwan</em></strong>. Pierwotna statua też została zniszczona w czasie rewolucji. Ale później dokonano ciekawego odkrycia: owalny kamien w kolorze czerwonym, z wizerunkiem Izydy i napisem hieroglificznym cytowanym juz powyżej. Pięciu papieży i piętnastu krolow chrześcijańskich oddało tam cześć &#8220;czarnej dziewicy&#8221; oraz cała masa innych pielgrzymów. Między innymi w intencji zwycięstw swej sławnej corki modliła się tam Isabelle Romeé <em>Darc</em> (d&#8217;Arc), matka Joanny.</p>
<p>Możnaby co prawda odpowiedzieć, że owszem, modlili się w miejscu kultów pogańskich, ale zwracali się w końcu do Marii, nie do Izydy czy Cerridwan. Prawda, tylko że modląc się do Marii, modlili się do tego, co w niej bylo z Izydy. Gdyż Maria z ewangelii to nie była  &#8220;pocieszycielka nasza, orędowniczka nasza, pani nasza&#8221;, bo taką to akurat była Izyda. Żałosnym zaś byłoby zanoszenie modłów  o wstawienie się <strong><em>za ludzi u Boga</em></strong> do osoby, która za swego życia nie wstawiła się nawet <strong><em>u ludzi</em></strong> za swym własnym synem. Modląc się więc do Marii, nieświadomie oddawali cześć mitowi Izydy, gdyż bez Izydy Maria jest niczym. Dlatego to właśnie Maria-Żydówka &#8211; jako przedmiot kultu &#8211; <em>stoi na nogach bogini Egiptu</em>.</p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-204" title="5078" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/5078.jpg" alt="5078" width="236" height="425" />Czy to oznacza, że Maria &#8211; taka jaką stworzył ją <em>demiurg </em><strong>(1)</strong> zwany Teologią &#8211; nie może być osobą, z którą możnaby się utożsamiać? Sądzę, że sama praktyka, trwająca wiele stuleci wystarcza tu za wszelką odpowiedź: tak, można (jak najbardziej!) utożsamiać się i z taką właśnie Marią. Wierzenie samo w sobie wystarczy za wszelki argument. Ludzie dawali i bez przerwy dają przecież dowody, że utożsamiać się potrafią nawet z całkowicie fikcyjnymi postaciami, bohaterami powieści, opowiadan czy filmów. I tez można wykazać, że te opowiadania i inne utwory fikcji są nośnikami prawdy. W końcu po coś przecież tworzy się sztukę, a prawdą jest przy tym, że pierwsze antyczne teatry wzięły się z przedstawień religijnych właśnie. Poganie za pomoca takich przedstawień wprowadzali swoich religijnych literalistow w <em>ezoteryczne</em> prawdy wiary, w ten sposób usiłując zapoznać ich z <em>nieliteralistycznym</em> znaczeniem przedstawianych mitów.</p>
<p>Jednak choćby nie wiedziec jak piękny i przydatny jest mit, prędzej czy pózniej nadchodzi czas, że człowiek zdaje sobie sprawę, ze jest to istotnie tylko mit. Piękny, użyteczny, ale mit. Alegoria zawsze była przydatna, czasy biblijne nie były żadnym wyjątkiem, Chrystus też się nią posługiwał.</p>
<p>Maria, ta Maria <em>&#8220;demiurgostwa&#8221;</em> &#8220;ojców kościoła&#8221; i ich następców, też jest ciekawą przypowieścią. I nie jest celem niniejszego tekstu stwierdzenie, że mit ten nie może istnieć. Piszący nie miałby przecież również niczego przeciw temu, aby dziś wznoszono nawet sanktuaria poświęcone Izydzie, jeśliby tylko znaleźli się chętni do praktykowania jej kultu i potrafili zebrać wystarczające fundusze (tak nawiasem: kult Izydy w postaci śladowej istnieje). Wiele sanktuariów maryjnych jest przecież pięknych i oferuje wspaniałą atmosferę do modlitwy, medytacji czy bodaj skupienia. Oferują one atmosferę, jakiej często próżno byłoby szukać w innych miejscach przeznaczonych dla kultu religijnego. Niech mi wolno będzie podzielić się tu fragmentem z pisanego pare lat temu &#8220;do szuflady&#8221; dziennika:</p>
<p><em>&#8220;Anglicy mawiają: &#8220;seeing is believing&#8221;.  </em><em>I coś w tym jest. Więc trzeba coś w kościele widzieć, a nie jedynie słyszeć. (…) mogłem zobaczyć ołtarze z obrazami, mogłem się cieszyć światłami, na ogół nieco przyciemnionymi w celu zapewnienia właściwej atmosfery. Widziałem świece, kielich, patene, baptysterium. Nie uchodziły mojej uwadze konfesjonały. Podobały mi się szaty liturgiczne w różnych kolorach, a każdy z nich ma swoje znaczenie. Ja tego znaczenia jeszcze wtedy nie rozumiałem, ale już same kolory przemawiały do mojej wyobraźni. I widziałem coś jeszcze: jak ludzie klękają, by przyjąć Hostię. Tego nigdy nie zapomnę: ksiądz z namaszczeniem wyciąga śnieżnobiałą hostię (nie wiedziałem wtedy jeszcze z czego jest zrobiona ani jak jest krucha &#8211; zmysł smaku więc zadziałać nie mogł &#8211; wyobrażałem sobie jednak ten smak &#8211; jako inny oczywiście niż w rzeczywistosci) (…) </em><em>To zrobilo na mnie wielkie wrażenie! </em><em>Bo przecież nie widzialem tych ludzi klęczących np. na ulicy przed &#8220;panem milicjantem&#8221; ani w sklepie przed rzeźnikiem. A tu przyklękali i to przed małą, kruchą hostią. </em>&#8220;Więc to jest coś ważnego&#8221;<em> &#8211; konkludowałem.&#8221;</em></p>
<p>Jak z powyższego widać, nieobce było mi to, co często utożsamia się z typową religijną ortodoksją katolicką. Oczywiście w momencie pisania powyższego nie wspominałem Marii, bo nawet skłaniając się ku ortodoksji nie miałem w sobie &#8220;maryjności&#8221;. Doceniałem jednak znaczenie barw i wizerunków (w tym też Marii), a przecież pisałeś, Tomaszu, że zmieniać zacząłeś swój stosunek do NMP pod wpływem <strong><em>ikon</em></strong> właśnie. Rzecz w tym jednak, że takim pięknem i atmosferą można oddać cześć również wielkości rzeczywistej, całkowicie historycznie dowiedzionej i to w stopniu niemniejszym niż mitowi i &#8220;dedukcjom&#8221; teologicznym. Jeśli wielkość jednej osoby w jakimś stopniu dorównuje mitowi innej, to czemu oglądać się za mitem zamiast podążać za prawdą? Przecież religie oferować mają właśnie poszukiwanie prawdy, a nie czołobitność mitowi! My mielibyśmy &#8220;kontemplować&#8221; dziewictwo mityczne Marii, gdy tymczasem inne dziewice (i to autentyczne; nie-dziewice zreszta też) miały do zaoferowania praktyczny pokaz tego, do czego zdolny jest człowiek w swoim działaniu. Według listu przypisywanego Jakubowi w Nowym Testamencie wiarę pokazuje się czynem, a my mamy marnować czas na dogmaty, bo tak każe hierarchia. I potem ta hierarchia jeszcze twierdzi, że poza jej denominacja nie ma prawdy lub co najmniej pełnej prawdy. Troche jak u licytujacych się sklepikarzy: <em>&#8220;tylko u nas, proszę państwa, tylko u nas!&#8221;.</em></p>
<p><strong>Maria i… Horst Wessel</strong></p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-205" title="HorstWessel" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/horstwessel.jpg" alt="HorstWessel" width="226" height="274" />Najprawdopodobniej Horst Wessel był wyjątkowo przyzwoitym i ideowym młodym człowiekiem, jednym z tych, których nie powstydziłaby się &#8220;młodzieżówka&#8221; żadnej partii politycznej. Urodzony w 1907 roku w Bielefeld, przeżył najgorszy okres kryzysów politycznych i upadku gospodarczego Niemiec po I Wojnie Światowej. Zrezygnował ze studiów, pragnąc być bliżej klasy robotniczej oraz bezrobotnych. Związał się z pewną byłą prostytutką oraz wstąpił do partii i narodowosocjalistycznych &#8220;Oddziałów Szturmowych&#8221; (SA). W wieku niespelna 23 lat został zamordowany, kilku komunistów zapukało późnym wieczorem w drzwi jego skromnego mieszkania. Gdy otworzył, jeden z nich strzelił mu z rewolweru wprost w twarz. Zmarł 6 tygodni później, 23 lutego 1930 roku. Naziści jeszcze nie sprawowali wladzy i musieli na nią trochę poczekać. Jednak ten człowiek, który nigdy niczego wielkiego nie zdążył dokonać (kto wie, może i lepiej, bo nie wiadomo co by to mogło być, biorąc pod uwagę kierunek, w jakim poszła NSDAP), stał się jednym z najbardziej znanych nazistów w Niemczech, a potem także poza ich granicami. I jest znany po dziś dzien. Dlaczego? Otoż około 3 lat przed śmiercią, będac mniej wiecej 20-latkiem, napisał on wiersz do pewnej melodii, ktory potem &#8211; wraz z tą melodią &#8211; stał się istną <em>bombą</em> jako pieśn polityczna, bodaj jedną z najbardziej nośnych pieśni politycznych XX wieku. Po raz pierwszy publicznie została ona odegrana i odśpiewana już bodaj podczas pogrzebu Wessela. Stała się stopniowo hymnem NSDAP i po dziś pozostaje najlepiej znaną pieśnią polityczną narodowego socjalizmu. Wessel stał się więc bohaterem partii, męczennikiem, jego imieniem po 1933 roku nazywano place i ulice w Niemczech, doczekał się on nawet poświęconego sobie filmu fabularnego pod tytułem „Hans Westmar” w roku 1933. W czasie wojny jego nazwisko stało się nazwą jednostek wojskowych. Można sobie wyobrazić, że w razie wygranej, w Niemczech doczekałby się on zapewne niejednego pomnika (przed wojną miał co najmniej jeden, w Berlinie) i może nawet mauzoleum. Stałby się symbolem ruchu politycznego i &#8211; <em>per analogiam</em> możemy też założyc &#8211; zapewne byłby on fetowany jako jeden z bohaterów walki o postęp. W swojej &#8220;denominacji&#8221; politycznej oczywiście. Nazizm jednak przegrał, <em>&#8220;Horst-Wessel-Lied&#8221;</em> także, przynajmniej do tego stopnia, że w niektórych krajach jego publiczne śpiewanie lub granie jest prawnie zabronione.</p>
<p>No dobrze, ale czy ten Horst Wessel ma właściwie cokolwiek wspólnego z Marią, matką Jezusa? Przecież ani chrześcijaństwo nie przegrało w historii (przynajmniej narazie), ani Wessel nie ma nic wspólnego z żadnym ruchem religijnym, nie urodził zadnego mesjasza (ani nie był &#8220;dziewicą&#8221;), służył potępianemu dzisiaj ruchowi politycznemu i to jeszcze jako szturmowiec (SA-Mann). Czy więc kojarzenie jego z Najświętszą Marią Panną jest w ogole rzeczą właściwą? Czy nie mamy tu do czynienia z jakąś prowokacją?</p>
<p>Odpowiedź na wszystkie te trzy pytania jest tutaj pozytywna: <strong><em>tak</em></strong>, to jest prowokacja; <strong><em>tak</em></strong>, Wessel ma coś wspólnego z NMP (choć oczywiście nie wszystko); <strong><em>tak</em></strong>, porównanie jest jak najbardziej na miejscu. I to na miejscu właśnie z powodu tego, co wspólnego ma z Marią Horst Wessel:</p>
<p>Obydwie te osoby są mało znane ze związanych z nimi faktów; obydwie mało w życiu dokonały; obydwie stały się legendami swych ruchów (jednego religijnego i jednego politycznego), choć oczywiście tylko  jedna z nich na dodatek otaczana jest kultem religijnym. Przeciw żadnej z nich nie możnaby wysunąć jakichkolwiek poważnych zarzutów, nie można tak naprawdę przeprowadzić krytyki działalności żadnej z nich &#8211; bo nie są znane z żadnej pierwszoplanowej działalności, więc nie można twierdzić, że tu i tam popełniły poważne błędy (nie mowiąc już o zbrodniach). Były chyba znane z dobrej strony i dlatego nadawały się znakomicie na mit. Można na takiej &#8220;bialej karcie&#8221; napisać dosłownie wszystko, czego dusza (propagandzistow) zapragnie: można uczynić daną osobę ortodoksyjną do granic fanatyzmu; można też zrobić z niej osobę super-tolerancyjną; można jej przypisać oddanie innym ludziom (aż po grób), a nade wszystko można podkreślać ich <strong><em>pokorę</em></strong>, którą stawiać można jako wzór do naśladowania dla innych. Tak więc Maria to najlepsza matka, najczulsza, najbardziej współczująca, dosłownie niezrównana ani w czasach przed nią ani po wszystkie wieki wieków (<em>Amen!</em>). Horst natomiast to wyjatkowo ideowy młody czlowiek, który rezygnuje z osobistej kariery życiowej, by całkowicie oddać się dziełu zbudowania lepszych warunków bytowych klas pracujących w swoim kraju, energiczny i żarliwy patriota, dla którego nie ma szczęścia osobistego, jeśli nie ma go w ojczyźnie (<em>Heil!</em>). Obydwie te postacie są wzorami i z obydwiema ludzie mogą się utożsamiać. Jesli dziś z Wesselem utożsamia się niewielu, to dlatego, że nazizm przegrał i pociągnał za sobą do politycznego grobu tego człowieka. Jeśliby kiedykolwiek przegralo chrześcijanstwo, to i Maria pójdzie w zapomnienie. Oboje zatem &#8220;przepadliby&#8221; i to bez jakiejkolwiek winy własnej.</p>
<p><strong><em>&#8220;Fundament chrześcijaństwa&#8221;</em></strong><strong>?  </strong></p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-206" title="206" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/206.jpg" alt="206" width="307" height="419" />Abraham jest uważany za praojca Żydów. Ale z piany morskiej się on nie narodził, miał jakąś matkę. Czy doczekała się ona u Żydow jakiegokolwiek zdogmatyzowania i czy traktowana jest przez nich niemal jako idealna &#8220;bogini&#8221; w stopniu, w jakim z Marii zrobiono ikonę samą w sobie? Co z matką Mojżesza? Co z matką Muhammada? Co z matką Buddy? Co z matką Bahaullaha? Czy wreszcie, by do najnowszych czasów sięgnąć, co z matką Rona L. Hubbarda (twórcy scjentologii)? Widzimy, że żaden z ruchów religijnych założonych przez powyższych przywódców nie zanika ani nie rozpada się z braku  wynoszenia na ołtarze matek swych założycieli. Zatem niesłuszny jest np. argument, ze <em>&#8220;godząc w mariologię, godzimy w fundament chrześcijaństwa&#8221;.</em> Godzimy w <em>fundament mariologii</em>, to jasne, zresztą też nie po to, by wykazać, że nalezy (trzeba, musimy*) się wierzen maryjnych koniecznie pozbyć z kościoła. Fundamentem chrześcijaństwa nie jest urodzenie się Pomazanca z takiej czy innej kobiety, lecz rodzaj przesłania tej religii. Tak na dobrą sprawę nie jest nawet godzeniem w fundament chrześcijanstwa kwestionowanie dogmatu o boskości Jezusa (czyli Jozuego). To co najwyżej jest godzeniem w fundament pewnej odmiany chrześcijanstwa, która (prawdopodobnie) może w koncu zaniknąć. Ale inne jego odmiany przetrwałyby. Te mianowicie, ktore nigdy nie posunęły się tak daleko, by z tego nauczyciela robić Boga. Dlatego też dla takiej odmiany jest to rzeczą najzupełniej obojętną czy ktoś demitologizuje Chrystusa i obdziera go z boskości czy nie. Ona takich wysiłków się nie boi i najzupełniej spokojnie może sobie na nie bimbać, w przeciwienstwie do fundamentalistów, którzy zdają się drżeć na wspomnienie każdej sugestii, ze Jezus Chrystus nie był bogiem.</p>
<p>Dlatego też tak jak niepotrzebne mi są wizualne upiększenia, np. wizerunki Teresy z Lisieux nie mające niemal nic wspólnego z rzeczywistym, zachowanym na fotografiach wyglądem owej świętej, wizerunki, na których &#8220;modelowana&#8221; ona jest niemal na <em>Ingrid Bergmann</em> i jak są mi  niepotrzebne &#8220;do szczęścia&#8221; całkowicie fikcyjne &#8220;portrety&#8221; Chrystusa, na których jest on super-amantem o niebieskich oczach i długich blond włosach niczym &#8220;ideał aryjskości&#8221; z pewnych plakatów z lat 1933-45, tak też nie potrzebuję również upiększania Marii w <em>teologicznym</em> sensie.</p>
<p>Tak, uznaję w pełni użyteczność mitów i mitologii (toteż jeśli nazywam teologow <em>mitologami</em>, to niekoniecznie ma to u mnie znaczenie pejoratywne). Użyteczne one są i zawsze były, np ta <em>bajka</em> o Krzysztofie (Christoforos). Lubię fikcję, choć nie do przesady. Dlatego też nie czytuję zbyt wielu powieści. Moją ulubioną powieścią jest <em>&#8220;East of Eden&#8221;</em> (&#8221;Na wschod od Edenu&#8221;) Johna Steinbecka. To motyw Kaina i Abla z ST, pokazany w realiach USA z przełomu XIX i XX wieku; przyznam, że u Steinbecka przedstawiony jest o całe niebo bardziej przekonująco niż w ST-owskim oryginale (rzeczywiście <em>oryginale</em>?). Nie zmienia to jednak faktu, że bardziej chylę czoła przed osobami o rzeczywistej i wykazanej historii.</p>
<p>Czy miałbym z tego powodu uważać, ze godzę w fundamenty chrześcijanstwa?  W sytuacji, gdy przecież i sam Mistrz stwierdził był nawet (jeśli wierzyć przekazowi z ewangelii), że osoby posiadające wiarę dokonywać będą rzeczy większych niż jego własne?</p>
<p><strong>Izyda jednak lepsza…  </strong>Jak na owe antyczne czasy, mit Izydy musiał być jednak wyjątkowo nośny. Pochodzący z Egiptu, szeroko rozpowszechnił się w krajach basenu Morza Środziemnego, w tym również w krajach cesarstwa rzymskiego. Kult oparty na nim stał się wkrotce najpopularniejszym kultem tego rodzaju. Wizerunki tej bogini wykazywały duże zrożnicowanie formy: inaczej wyglądały w Egipcie, inaczej w Grecji, a jeszcze inaczej w Rzymie, ale kult był ten sam. Dzisiejsi chrześcijanie, zwłaszcza ci, co &#8211; powodowani chęcią wykazania wyższości Marii &#8211; za wszelką cenę pragną ten kult &#8220;historycznie&#8221; zdyskredytować, cedząc przez zęby z pogardą uwagi o <em>&#8220;jakiejś bogini płodności&#8221;</em>, niechaj pamiętają, że bogini płodności to jednak było wówczas coś znacznie więcej niz <strong><em>żadna</em></strong> bogini (jak Maria…), tym bardziej, że Izyda była nie tylko boginią płodności, ale i mądrości oraz paru innych jeszcze rzeczy. I niechaj pamietają, że Izyda była najwyraźniej atrakcyjna również dla swych chrześcijańskich <em>prześladowców</em> (to niszczenie świątyń itd), skoro zdecydowali się oni scedować jej <strong><em>przymioty</em></strong> (a nawet <strong><em>przymiotniki</em></strong> odnoszące się do niej) na Marię. Na terenach południowej Francji przejmowali nawet wizerunki, jedynie je przemianowując. I aż do dziś nie ośmielili się nawet zmienić barwy owej <em>czarnej dziewicy</em>.</p>
<p> </p>
<p>Tak, to prawda, większość obecnych wizerunków &#8220;Czarnej Madonny&#8221; pochodzi z czasow późniejszych i zawdzięcza swą barwę dymowi ze świec palonych obok nich przez setki lat. Jednak już sam fakt, że niemal w każdym miejscu kultu takiej madonny istniało miejsce kultu poprzednich odpowiedniczek Marii mowi sam za siebie. Nie wszystko można zatem &#8220;zwalić&#8221; na te świece. Zreszta Izyda też nie zawsze była przedstawiana jako czarna.</p>
<p>Tak jak kultura Grecji zawojowała podbijający ja Rzym, tak też Izyda podbiła zupełnie Marię i całkowicie zmieniła jej skromny początkowo wizerunek <strong>(2)</strong></p>
<p>Napoleon przegrał pod Waterloo z Wellingtonem i Blűcherem, ale to właśnie jego imieniu miejsce to zawdziecza swą sławę. Kto zatem zwyciężył w historii? Zwycięstwo miewa różne oblicza…</p>
<p>Jeśli celem &#8220;wycieczki&#8221;, na którą mnie zaprosiłeś, Tomaszu, było ukazanie piękna i głębi duchowej obecnego kultu maryjnego, to &#8220;miecz&#8221; to obosieczny, walczy on bowiem również dla Izydy potwierdzając przy okazji to, o czym pisałem gdzie indziej: że &#8220;marianici&#8221; mają <em>puste ręce</em>, gdy chodzi o fakty dotyczące <em>Marii-człowieka</em>, to zaś, co mają dla <em>kultu</em> Marii, wcześniej &#8220;ukradli&#8221; Izydzie.</p>
<p>Prędzej czy później trzeba się zdecydować i dokonać wyboru: jeśli spojrzeć na Marię jako na <strong><em>człowieka</em></strong>, to przegrywa ona z innymi świętymi, a nawet z wieloma, co do żadnego kanonu nigdy nie zostali włączeni. Jeśli zaś punktem wyjścia ma być Maria jako <em>mit</em>, to przegrywa ona z Izydą. Izyda to bowiem coś więcej niż Maria. Maria to jedynie Matka Boska. Izyda zaś to nie tylko Matka Boska, ale matka wszelkiego życia. W swoim kraju &#8220;rozpoczęła&#8221; jako bogini Nilu, który wylewając rokrocznie nawadniał pola i użyźniał je czarnym mułem rzecznym. Cały więc Egipt zawdzięczał jej swe życie. To dlatego wyobrażano ją często jako czarną dziewicę. Nawet jej kapłani ubrani byli na czarno.</p>
<p>Ci, co z taka pasją bronia dziś kultu Marii, mogliby równie dobrze pochylić czoła przed jej wielką poprzedniczką, przed jej &#8220;siostrą&#8221;, &#8220;matką&#8221;, a nawet &#8220;babką&#8221;, od której tyle przejęli. Bo tak jak w nich samych płonie pasja dla &#8220;Przenajświętszej&#8221;, tak też w ich <em>&#8220;starszych braciach w wierze&#8221;</em> płonęła ta sama żarliwość dla Izydy.</p>
<p>Nie jestem wyznawcą Izydy, więc nie mogę też być wyznawcą kultu Marii. Ale jeśli cała ta historia ma mieć dla mnie wartość alegorii, to więcej już, Tomaszu, znalazłbyś we mnie &#8220;izydowca&#8221; niż &#8220;marianity&#8221;. Muszę jednak przyznać, że kult Marii, pielęgnowany na przestrzeni dziejów zakonserwował dość dobrze kult egipski, a istniejace stare sanktuaria maryjne, których Kościół Katolicki ma więcej niż tych dedykowanych bezpośrednio Chrystusowi, kryją w sobie fascynującą historię, składającą się na ten wspomniany przeze mnie we wstępie gmach, w którym maryjność jest tylko jedną wśród wielu komnat.<br />
<strong>___________________________________________________________</strong></p>
<p><strong>Przypisy:</strong></p>
<p><strong>1.</strong> Demiurg bowiem nie tyle stwarzał ile raczej <em>&#8220;urabiał, kształtował i modelował&#8221;,</em> a teologia nie stworzyła ani Marii ani nawet tych wszystkich cech, które jej przypisała. Ona raczej posłużyła się materiałem już istniejącycm gdzie indziej, w ten sposób <em>&#8220;modelując&#8221;</em> Marię na to, czym miała ona się stać w kościele.</p>
<p><strong>2. </strong>Zwłaszcza że rosnąca mitologia maryjna była wynikiem równie &#8220;puchniejącego&#8221; wizerunku Pomazańca: o ile bowiem jeszcze w II i III wieku przedstawiany był w swych wizerunkach jako skromny pasterz czy cudotwórca z czarodziejską różdżką w reku, to poczynając od IV wieku pojawiał się on już jako koronowany władca wszechświata. Co oczywiscie stanowiło również pośredni efekt wypadków politycznych w Rzymie.</p>
<p>Czy zatem znaczy to, że Maria zawdziecza swój kult wyłącznie Chrystusowi? Nie. W nowszych czasach bowiem spotykamy protestanckich chrześcijan ewangelikalnych, którzy, choć fundamentalistyczni w poglądach, akceptują nawet &#8220;dziewiczy poród&#8221;, to mariologii u nich nie ma co szukać. Ich wiara w cuda Nowego Testamentu ma jedno uzasadnienie: Chrystusa osobiście, nie Marię. Co oznacza, że mariologia jest zupelnie niepotrzebna nawet tym, co wierzą w boskosc Pomazanca.</p>
<p>Historia katolickiego i prawosławnego kultu maryjnego sięga jednak antyku. A wtedy trudno było akceptowac boskość kogoś, kogo matka nie jest &#8220;pół-boginią&#8221;. Wracamy zatem do punktu wyjścia: okoliczności czasu i miejsca. A za te w starożytności &#8220;odpowiedzialana&#8221; była głównie Izyda. Tak więc uzasadniona jest teza o <em>Marii &#8211; córce Izydy</em>.</p>
<p><strong>Swego czasu tekst ten wywołał ciekawą dyskusję w <a href="http://www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20040901202643398&amp;query=Izyda">Magazynie &#8220;Semper Reformanda&#8221;</a> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/07/16/maria-corka-izydy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
