<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>monio &#187; Komedia wojenna</title>
	<atom:link href="http://www.monio.info/tag/komedia-wojenna/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.monio.info</link>
	<description>...komentuję to, co mnie interesuje</description>
	<lastBuildDate>Fri, 03 Feb 2012 11:40:54 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Drei Kameraden im Einsatz</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/11/28/drei-kameraden-im-einsatz/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/11/28/drei-kameraden-im-einsatz/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Nov 2009 03:10:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Film wojenny]]></category>
		<category><![CDATA[Komedia wojenna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1859</guid>
		<description><![CDATA[Deutsche Fassung English Version &#160; Komedie wojenne zdają się przeżywać kryzys. Dlatego „tfurcy” filmowi zalewają kino światowe coraz to bardziej degenerackimi „dziełami”, z których to zieje już nie „humorem”, ale coraz bardziej zboczoną przemocą, jak choćby w tym ostatnim, bardzo „talmudycznym” filmie „Inglourious Basterds”. Jeżeli to ma być „rozrywka”, to chyba dla ludzi o wyjątkowo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DreiKameradenimEinsatz.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DreiKameradenimEinsatz.jpg" alt="" width="162" height="224" /></a></p>
<p><a href="http://www.monio.info/2009/12/13/drei-kameraden-im-einsatz-deutsch/" target="_blank">Deutsche Fassung</a><br />
<a href="http://www.monio.info/2009/12/06/drei-kameraden-im-einsatz-english/" target="_blank">English Version</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Komedie wojenne zdają się przeżywać kryzys. Dlatego „tfurcy” filmowi zalewają kino światowe coraz to bardziej degenerackimi „dziełami”, z których to zieje już nie „humorem”, ale coraz bardziej zboczoną przemocą, jak choćby w tym ostatnim, bardzo „talmudycznym” filmie „Inglourious Basterds”. Jeżeli to ma być „rozrywka”, to chyba dla ludzi o wyjątkowo zboczonych upodobaniach i sadystycznym odchyleniu&#8230;</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/inglourious_basterds-poster2.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/inglourious_basterds-poster2.jpg" alt="" width="176" height="258" /></a>Były już rozmate wytwory kina o tematyce wojennej – lub powojennej, ale nawiązującej do wojny. Były oczywiście też bardzo udane dzieła (nawet przez duże „D”, jak choćby słynna „Wielka Ucieczka”), ale tych było stosunkowo niewiele – i najczęściej też robionych „na jedno kopyto”. Ba, Brytyjczycy swego czasu (1957) nakręcili nawet film „The one that got away” o niemieckim lotniku (Franz von Werra), któremu udało się uciec z brytyjskiej niewoli. To był jednak jedyny „rodzynek” w poza tym coraz nudniejszym „cieście”.</p>
<p>Dla podniecenia niektórych chorych instynktów widowni, wymyślano zaskakujące nieraz <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg" alt="" width="147" height="240" /></a>dziwolągi. Przypominamy sobie taki film jak „Powrót do miasteczka Salem” („A Return to Salem’s Lot”, 1987) w reżyserii Larry Cohena ? Pewni ludzie przyjeżdżają do niewinnie wyglądającego miasteczka, cichego, spokojnego, gdzie każdy wydaje się być życzliwy. Potem dopiero okazuje się, że ci mieszkańcy są terroryzowani przez&#8230; <strong>wampirów</strong>. I to nie byle jakich wampirów – ale <strong>zbrodniarzy hitlerowskich </strong>(a jakżeby inaczej?). Dlatego do rozprawy z nimi przybył naszym bohaterom z pomocą żydowski łowca takich właśnie zbrodniarzy. Kulminacyjną sceną jest oczywiście walka z wampirami w nocy. W dzień wampiry – jak „wiadomo” – śpią smacznie w trumnach, bo nie znoszą światła dziennego. Dlatego trumny są im nieodzowne. Aliści, podczas walki wybucha pożar i owe trumny się od niego zajmują. Wystraszony wódz woła więc do swych wampirów: „Ratować trumny!” Nadaremnie. Agent żydowski wraz z naszymi bohaterami wygrywają i odtąd szczęśliwość staje się udziałem miasteczka&#8230;</p>
<p>Jeśli twórcom brakuje pomysłów na horrory wojenno-hitlerowskiego gatunku, to może, mając już to swoje „jedno kopyto”, na które tworzą swoje obrazy, coraz bardziej wyświechtane, spróbowaliby sięgnąć po drugie, jeszcze nietknięte, niemal dziewicze: niemeccy bohaterowie w mundurach, lejący na kwaśne jabłko wrogów z „Wielkiej Koalicji”? Może jacyś SS-Manni lub żołnierze Wehrmachtu, na przykład trzech kamratów (Drei Kameraden). Ale nie będą rozlewać całych kubłów krwi ani nikogo w satanistyczny sposób zarzynać ku naszej „uciesze”. Nie, będą oni raczej „on the humorous side”.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ImEinsatz.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ImEinsatz.jpg" alt="" width="512" height="341" /></a>A zatem wyobraźmy sobie tych trzech SS-Mannów lub wehrmachtowców. Niech mają imiona, powiedzmy, <strong><em>Fritz, Max und Rolf</em></strong>. Cała trójka to zawadiaki, którym nigdy nie brakuje humoru i którzy zawsze mają w zanadrzu dowcipy budzące salwy śmiechu – takie dość nieraz „ostre” żarty, ale w gruncie rzeczy wszyscy z nich to porządne chłopy, trochę „derb aber herzlich”. Mogliby sobie nawet nucić popularną wówczas piosenkę <a href="http://www.youtube.com/watch?v=4aev_1qK7SQ&amp;feature=related&amp;skipcontrinter=1  " target="_blank">&#8220;Ade Polenland&#8221; </a>, skomponowaną wkrótce po Kampanii Wrześniowej (pierwsze nagranie: listopad 1939) o polskiej melodyce ludowej, a nawet z polskim słowem &#8220;piwo&#8221; oraz imieniem &#8220;Janka&#8221;.<br />
Niechaj jeden z nich będzie z Bawarii, drugi ze Śląska, a trzeci z Fryzji. Najpierw są na froncie razem, potem dostają osobne zadania. Zakładamy bowiem, że o tej trójce byłaby cała seria filmów, tak jak niegdyś „Monty Python” czy „Różowa pantera” albo „Czterej pancerni i pies”. Na froncie – albo nawet częściej na tyłach frontu przeciwnika (czy to sowieckiego czy amerykańskiego) wodzą za nos generałów, pułkowników czy odsztafirowanych i wypucowanych majorów (jak w polskiej komedii „Gdzie jest generał?”). Czynią z nimi to, co czterej pancerni albo parszywa dwunastka. Tyle, że bardziej na wesoło – właśnie tak, jak niegdyś Wojciech Siemion&#8230; Wyprowadzają w pole całe pułki i komapnie, tarzają generałów i marszałków (np Eisenhowera i Montgomeryego, może i Żukowa&#8230;) w błocie, nawozie, zamykają w polnych klozetach, przywiązują ich nagich do grzbietów krów, po czym krowy te wpędzają do gnojówki&#8230; We trójkę zatrzymują nad rzeką cały batalion sowieckiej gwardii, po czym zmuszają go do panicznej ucieczki. Nawet dałoby się powiedzieć, że taki film jest „osadzony w realiach”, bo dałoby się weń wplątać prawdziwe, a komiczne przypadki frontowe. Pewien Górnoślązak dostał na Ostfroncie Ritterkreuza, bo wraz z kikoma kolegami zatrzymał iluś żołnierzy sowieckich i przebił się do swoich. A że utrzymał przy tym cenną pozycję, stąd i ten Ritterkreuz. Po prostu narobili tam takiego rabanu (kto wie: może również ze strachu&#8230;), że sowieciarze sądzili, że liczba przeciwników jest znacznie większa, więc się wycofali. Potem dostał „Urlaub” (urlop) z frontu i już w swoich rodzinnych stronach śląskich opowiadał łamaną niemczyzną jak to było. Ponieważ nie znał niemieckiego płynnie, to i polskie słowa wtrącał. „Und dann haben wir eine <strong><em>wyrwa</em></strong> gemacht&#8230;” – brzmiało jedno zdanie z jego opowieści. No, to byłaby akurat rola dla naszego Rolfa, powiedzmy, z Chorzowa albo Rudy Śląskiej.  Jego dwaj Kameraden Fritz und Max mogliby poczynić do tej językowej mieszanki swoje własne rubaszne uwagi – każdy z nich w swej własnej gwarze, oczywiście. Tyle pierwszy film.</p>
<div class="mceTemp">
<div class="wp-caption alignright" style="width: 402px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ChurchillRoosieGang.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ChurchillRoosieGang.jpg" alt="Churchill i Roosevelt jako gangsterzy" width="392" height="283" /></a><p class="wp-caption-text">Churchill i Roosevelt jako gangsterzy</p></div>
<p>W drugim Fritz, Max und Rolf zostalby wysłani – przez Gruppenfűhrera Seppa Dietricha na przykład &#8211; wprost do serc wrogich mocarstw: Fritz aus Landshut in Bayern do Waszyngtonu, Fryzyjczyk Max do Londynu, a nasz Górnoślązak Rolf do Moskwy. Swoimi przygodami tam dostarczyliby niezapomnianych wrażeń swoim widzom i wielbicielom (koszulki z ich podobiznami sprzedawałyby się już znakomicie – zwłaszcza w Niemczech).</p>
</div>
<p>A zatem Fritz aus Bayern narozrabiałby niczym „pijany zając” w Waszyngtonie, dokąd przerzucony zostałby zapewne na jednej z tych niedawno odkrytych (autentycznych!) japońskich łodzi podwodnych, co to potrafiły okrążyć Ziemię półtora raza na jednym zatankowaniu (powtarzam: to nie żart, takie łodzie istniały).</p>
<p>Robiłby tam w konia Bernarda Barucha, Henryego Morgenthaua, Cordella Hulla, a na dodatek skopałby conieco korpulentne pośladki kilku czołowych bankierów. Natomiast przykutego do wózka prezydenta Roosevelta potraktowałby tak, jak Steve Martin w „Różowej panterze” potraktował swego przykutego z kolei do łóżka ambitnego przełożonego, który najpierw sponiewierany do bólu w samym łóżku, toczył się z tym łóżkiem po korytarzych, zjeżdżał na nim z przerażającą prędkością po schodach szpitalnych, by w końcu wylądować w Sekwanie&#8230; W Waszyngtonie Sekwany nie ma, ale jest Potomac, który też ma wystarczająco dużo wody, by się w niej wychlapać ku uciesze Fritza i niemieckiej widowni (no, może nie tylko niemieckiej, bo może Indianie  i Murzyni też mieliby kupę śmiechu .- a już Arabowie bliskowschodni na pewno, możnaby iść o  zakład).</p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 624px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Churchillinflight.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Churchillinflight.jpg" alt="Churchill w ucieczce - indyjska karykatura z II Wojny" width="614" height="408" /></a><p class="wp-caption-text">Churchill w ucieczce - indyjska karykatura z II Wojny</p></div>
<p>Max aus Friesenland przerzucony zostałby U-Bootem do Angli, gdzie wkradłby się do gmachu Parlamentu oraz do Chartwell – podlondyńskiej siedziby naszego ukochanego sojusznika, Sir Winstona Churchilla. Jego gagi z ubranymi w meloniki angielskimi dżentelmenami jesteśmy sobie w stanie wyobrazić – tu dałoby się wymieszać humor niemiecki z tradycyjnym humorem angielskim. Anthony Eden i Lord Halifax jako pierwsi padliby ofiarami naszego dzielnego Maxa. Churchilla urządziłby natomiast najlepiej, że cała Europa mogłaby boki zrywać: walnąłby go w jego tłustą buldogowatą szczękę tak, że jego potężne zapalone cygaro wpadłoby mu do gardła i wyleciało zaraz z drugiej strony- czyli do gaci. Zapalone cygaro potrafi parzyć w delikatne części, więc podskakując, Sir Winston musiałby rozebrać się do naga, aby je wyjąć – ku uciesze ryczącej ze śmiechu młodzieży niemieckiej wypełniającej kino. No, może nie tylko niemieckiej, bo my w Polsce też przecie bardzo „kochamy” Sir Winstona, nieprawdaż?</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 317px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/StalinChurchill.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/StalinChurchill.jpg" alt="" width="307" height="224" /></a><p class="wp-caption-text">Stalin i Churchill</p></div>
<p>A teraz kolej na Rolfa aus Konigshűtte. Ten, przerzucony na tyły frontu sowieckiego i przebrany za NKWDystę, przedostałby się na Kreml. Zlałby tam na kwaśne jabłko Mikojana, Kaganowicza i Mierkułowa, Berię wpakowałby do jednej z cel Łubianki (może przy okazji dostałoby się i „naszej” Wandzie Wasilewskiej&#8230; oby!), no a na „deser” zająłby się Stalinem. Rzucałby nim po ścianach kremlowskich, wpychał mu twarz do muszli klozetowej, rozebrałby do naga i kopał po tyłku, tak że Stalin, śmiesznie podskakując, próbowałby mu uciec – daremnie, rzecz jasna. Stalin wspinałby się w ucieczce na wieżę kremlowską, zawisając na wskazówce jednego z potężnych zegarów – niczym Harold Lloyd w  swych amerykańskich komediach międzywojennych.<br />
Przypuszczam, że cała Europa Wschodnia i Centralna mogłaby ryczeć ze śmiechu. No, Rosjanie pewnie znacznie mniej, a Gruzini oszaleliby z wściekłości – <strong><em>ICH</em></strong> Stalin!!!</p>
<p>Twórcom coraz to głupszych i coraz bardziej monotonnych filmów wojennych, robiących swe „dzieła” na jedno kopyto, wartoby może przypomnieć, że jest i „drugie kopyto”, jeszcze niewykorzystane. Może już czas i na nie?</p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 253px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Powitanie.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Powitanie.jpg" alt="Tschűβ!" width="243" height="285" /></a><p class="wp-caption-text">Tschűβ!</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/11/28/drei-kameraden-im-einsatz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

