<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>monio &#187; Gnostycyzm</title>
	<atom:link href="http://www.monio.info/tag/gnostycyzm/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.monio.info</link>
	<description>...komentuję to, co mnie interesuje</description>
	<lastBuildDate>Fri, 03 Feb 2012 11:40:54 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Reinkarnacyjna egzegeza Nowego Testamentu &#8211; cz. 5</title>
		<link>http://www.monio.info/2011/04/19/reinkarnacyjna-egzegeza-nowego-testamentu-cz-5/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2011/04/19/reinkarnacyjna-egzegeza-nowego-testamentu-cz-5/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Apr 2011 11:41:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Biblia]]></category>
		<category><![CDATA[Christos]]></category>
		<category><![CDATA[Chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Testament]]></category>
		<category><![CDATA[Reinkarnacja]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Gnostycyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus Chrystus]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=2938</guid>
		<description><![CDATA[„Kazanie na Górze” – któż spośród chrześcijan o nim nie wie? Nawet ci, co z czytaniem Biblii są „na bakier”, słyszeli jednak to określenie. Może nie za bardzo co prawda kojarzą treść, a może myli im się z czymś zgoła odmiennym. Tak jak w tym dowcipie z czasów PRL, z lat 1970-tych, w którym uczniowie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Kazanie na Górze” – któż spośród chrześcijan o nim nie wie? Nawet ci, co z czytaniem Biblii są „na bakier”, słyszeli jednak to określenie. Może nie za bardzo co prawda kojarzą treść, a może myli im się z czymś zgoła odmiennym. Tak jak w tym dowcipie z czasów PRL, z lat 1970-tych, w którym uczniowie na lekcji historii spytani zostali o Powstanie Warszawskie. Jacy uczniowie, takie były odpowiedzi: <em>„wspaniały zryw patriotyczny ludności stolicy!” </em>– zawołał jeden; <em>„antyradziecka machinacja rządu emigracyjnego”-</em> skomentował inny. Na koniec niedouczony, acz bardzo szczery Dyzio, wywołany przez „belferkę” i zapytany o to, co może powiedzieć o Powstaniu Warszawskim, wycedził:</p>
<p><em>„No,&#8230;. wiem, <strong><span style="text-decoration: underline;">że ma być</span></strong>, ale nie wiem kiedy&#8230;”<br />
</em><br />
„Kazanie na Górze” to jedna z tych części ewangelii „Według Mateusza” („Kata Mathaion”), do których odwołujemy się najczęściej. Jest w nim między innymi następujący fragment <strong>(Mt 5; 25 – 26)</strong>:</p>
<p><em><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/sermon-on-the-mount.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/sermon-on-the-mount.jpg" alt="" width="320" height="366" /></a>„Szybko ureguluj sprawy ze skarżącym cię do sądu, gdy idąc tam, jeszcze jesteś z nim w drodze, żeby czasem skarżący nie przekazał cię sędziemu, a sędzia słudze sądowemu, i zostałbyś wtrącony do więzienia.</em><em> </em><em>Doprawdy, mówię ci: Na pewno stamtąd nie wyjdziesz, dopóki nie spłacisz aż do ostatniej monety znikomej wartości.”</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em>Najprostsza interpretacja tego fragmentu to oczywiście jego dosłowne rozumienie: chodzi o kwestie moralne i prawne w tym, doczesnym, życiu (przy założeniu, rzecz jasna, konsekwencji sięgających także do życia pozagrobowego&#8230;).</p>
<p>Ale istnieje także inna jeszcze interpretacja: starożytna interpretacja <strong>gnostyczno – reinkarnacjonistyczna</strong>, sięgająca co najmniej (powtarzam: CO NAJMNIEJ  II wieku n.e. – co najmniej, bo wymieniona została w II wieku n.e. przez Ireneusza z Lyonu).</p>
<p>Najpierw jednak kilka słów o tym, skąd się ona wzięła.</p>
<p>Według starożytnych gnostyków chrześcijańskich, mit Stworzenia wyglądał inaczej niż według mitu „ortodoksów”. Gnostycy owi, pragnąc wyjaśnić skąd bierze się zło na świecie, który (podobno) został stworzony przez Stwórcę (podobno) ze wszech miar doskonałego, używali nieraz schematu „dwóch Bogów”: jeden, ten gorszy, niedoskonały, stworzył świat, w którym żyjemy. Ponieważ ten stworzyciel był sam niedoskonały, przeto i dzieło jego „rąk” też nosi znamiona niedoskonałości – zgodnie z regułą „poznasz rzemieślnika po jego dziele”.</p>
<p>Dlatego też Christos, według nich, udzielił w cytowanym fragmencie nie tylko użytecznej rady moralno – prawnej, ale dotknął również spraw ostatecznych.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/GnosticSoul.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/GnosticSoul.jpg" alt="" width="509" height="378" /></a>Oczywiście, żyjąc w świecie „doczesnym”, stworzonym przez niedoskonałego stwórcę (demiurga), musimy kierować się prawem tego niedoskonałego świata, spłacając nagromadzone w nim własne „karmiczne” „długi”.  Jeśli nie będą one spłacone, to „stwórca” (czyli ów „skarżący”) odda cię w ręce „sędziego” i „sługi sądowego” (czytaj: archontów, władców tego świata z mocy owego niedoskonałego „stwórcy”), a ci z kolei wtrącą cię do „więzienia”(czyli: do kolejnych inkarnacji).</p>
<p>By tego uniknąć, należy żyć przykładnie i doskonalić się w poznaniu Bożej „iskry” w samym sobie („gnothi seauton” !), by móc udać się, gdy pora po temu nadejdzie, wprost z powrotem do tego lepszego, Doskonałego Boga, od którego wszelka dusza pochodzi, i z tym Bogiem się zjednoczyć.</p>
<p>Taka interpretacja posiada analogię z „Sekretną Księgą Jana” (t.zw. „Apokryfon Jana”). Ta księga napisana została przed 185 rokiem n.e.  Jest w niej następujący fragment, w którym Jan rozmawia z Christosem:<br />
<a href="http://www.gnosis.org/naghamm/apocjn.html">http://www.gnosis.org/naghamm/apocjn.html</a></p>
<p><em>„I powiedziałem. ‘Panie, ci jednak, co nie wiedzą do kogo należą, gdzie będą ich dusze?’<br />
A on powiedział do mnie, ‘W nich duch podły urósł w siłę, gdy zbłądzili. I on obciąża ich duszę i pociąga ją ku czynom diabła, a ten rzucą ją w zapomnienie. I gdy wychodzi ona z ciała, jest przekazywana władzom, co zaistniały poprzez archona, i zakuwają ją one w łańcuchy i wtrącają do więzienia i obcują z nią póki nie zostanie ona wyzwolona od zapomnienia i osiągnie wiedzę. </em><em>I jeśli w ten sposób się udoskonali, zostaje zbawiona.”</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em>C.D.N.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2011/04/19/reinkarnacyjna-egzegeza-nowego-testamentu-cz-5/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Katarskie Termopile</title>
		<link>http://www.monio.info/2011/03/16/katarskie-termopile/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2011/03/16/katarskie-termopile/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Mar 2011 06:55:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Gnostycyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Kataryzm]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzy]]></category>
		<category><![CDATA[Montsegur]]></category>
		<category><![CDATA[św. Dominik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1572</guid>
		<description><![CDATA[767 lat temu, 16 marca 1244 roku, zakończyła się dramatyczna dziesięciomiesięczna epopeja obrony twierdzy Montségur, stanowiąca kulminację wielu dziesiątkow lat represjonowania Kościoła Katarskiego na południu Francji. Kapitulacja Montséguru okupiona została dodatkowo spaleniem na stosie niemal połowy spośród 400-500 osób. Dlatego też w kościołach gnostyckich dzień 16 marca figuruje w kalendarzu liturgicznym jako Montségur Day, w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/cathar-1.jpg"><strong><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/cathar-1.jpg" alt="" width="198" height="241" /></strong></a><strong>767 lat temu, 16 marca 1244 roku, zakończyła się dramatyczna dziesięciomiesięczna epopeja obrony twierdzy </strong><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Monts%C3%A9gur"><strong>Montségur</strong></a><strong>, stanowiąca kulminację wielu dziesiątkow lat represjonowania Kościoła Katarskiego na południu Francji. Kapitulacja Montséguru okupiona została dodatkowo spaleniem na stosie niemal połowy spośród 400-500 osób. Dlatego też w kościołach gnostyckich dzień 16 marca figuruje w kalendarzu liturgicznym jako <em>Montségur Day</em>, w intencji męczenników katarskich odprawiana jest msza.  </strong></div>
<p><strong><em>&#8220;A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.&#8221; </em>(Mt 25;40)</strong></p>
<p>&#8220;<em>Przez kilka lat głosiłem wam słowa pokoju. Wygłaszałem do was kazania; zaklinałem was ze łzami w oczach. Ale, jak powiedzenie mówi w Hiszpanii, gdzie błogosławienstwo nie skutkuje, podziała dobry, gruby kij. Teraz rzucimy książąt i prałatów przeciw wam; a oni zbiorą całe narody i ludy, i wielu zginie od miecza. Wieże upadną i mury zrównane będą z ziemią, a wy, wy wszyscy, pójdziecie w niewolę. Tak siła przeważy tam, gdzie łagodna perswazja zawiodła&#8221;<br />
</em><br />
Takimi słowami miał zwrócić się do zebranych w Prouille ”święty&#8221; Dominik krótko przed rozpoczęciem &#8220;krucjaty&#8221; przeciw katarom w Langwedocji według świadectwa jednego z jemu współczesnych, dominikanina Stephena de Salagnac. Mniejsza o to teraz, czy te słowa oddają wiernie to, co mówił Dominik czy też mają one wartość &#8211; by tak rzec &#8211; &#8220;apokryficzną&#8221;. Dość, że oddają z grubsza politykę władz Kościoła Rzymskiego w tamtym regionie. Gdy beznadziejnie zawiodły próby zduszenia albigensjanizmu przy pomocy nawracania oraz publicznych debat z liderami Kościoła Katarskiego, postawiono na rozwiązanie siłowe.</p>
<p> <strong><em>&#8220;… aby kościół miał siedzibę…&#8221;</em></strong></p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-1587" title="ruiny Montsegur" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/09/ruiny-Montsegur.jpg" alt="ruiny Montsegur" width="420" height="281" />Ludzkie siedlisko (lub co najmniej przejsciowy obóz) musiało istnieć tu już w starożytności. Archeologowie znalezli tu bowiem monetę rzymską datowaną na okres pomiedzy rokiem 260 a 280 naszej ery. Istotnie, miejsce to znakomite z punktu widzenia bezpieczeństwa: trudno dostępne i ułatwiające obronę. Nic dziwnego zatem, że było nazywane “Bezpieczną Górą” (“Mont Segur”; po angielsku brzmiałoby to jak “Mount Secure”). Nie zaskakuje zatem fakt, że budowano tam fortece.</p>
<p>Jeśli zaś chodzi o katarów, to musieli oni zacząć pojawiać się w tym miejscu około poczatku XIII wieku. Wiemy na przykład, że około roku 1204 stara forteca była w stanie ruiny i perfekci zwrócili się do kasztelana Montségur, Raymonda de Perella (lub de Pereille) o odbudowanie oraz wzmocnienie jej, co tez zostało szybko uczynione. Zbiegło się to w czasie z poczatkiem tzw. &#8220;krucjaty&#8221; przeciwko katarom (1209). Wówczas jednak &#8211; jak się miało okazać &#8211; jeszcze nie istniała bezpośrednia potrzeba obrony.</p>
<p><img class="alignleft size-medium wp-image-1588" title="DeCastres" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/09/DeCastres-224x300.jpg" alt="DeCastres" width="224" height="300" />Od początku XIII wieku przebywali tam katarscy biskupi, zwłaszcza dotyczy to niemal legendarnego biskupa Guilhaberta de Castres. De Castres jednak nigdy nie zatrzymywał się tam długo. Często zmieniał miejsce pobytu, podobnie zresztą jak większość katarskich przywodcow i kaznodziejow. Wkrótce &#8211; szczególnie po &#8220;krucjacie&#8221; roku 1209, zbocza skały zapełniać się zaczeły małymi domkami (chatami raczej), w których mieszkały osoby (głównie kobiety), które poświęciły się życiu charakterystycznemu dla perfektów. Tutaj znalazły one miejsce odpowiednie dla swych studiów, modlitwy oraz medytacji. W ten sposób powstała cala wioska otoczona, w celach obronnych, drewnianą palisadą. Trudno dziś ocenić ilu ludzi przetoczyło się w tamtych latach przez tę wioske oraz fortecę, nie tylko zresztą w celu studiowania czegokolwiek, ale przede wszystkim, aby odwiedzić to miejsce w celach religijnych.</p>
<p>Wizyty składali tutaj nie tylko ci, którzy znani byli jako katarzy. Przybywało tu także wielu pielgrzymów znanych w swych okolicach jako &#8220;dobrzy katolicy&#8221;. Wyrażali tu szacunek zatrzymujacym się tu perfektom i brali udział w katarskiej liturgii, m.in. w &#8216;łamaniu chleba&#8217;. Tam też obchodzili Boże Narodzenie i święto Zesłania Ducha Świętego. Wielu katarów życzyło sobie otrzymać sakrament <em>consolamentum</em> własnie w tym miejscu. Wielu smiertelnie chorych życzyło sobie tutaj umrzeć i niektórzy byli tu istotnie przetransportowywani.</p>
<p>Można sobie z łatwością wyobrazić, że w gorących latach &#8220;krucjaty&#8221;, terroru oraz okupacji, Montségur stawał się również miejscem pielgrzymek i spotkań o charakterze politycznym czy też &#8216;religijno-patriotycznym&#8217;. Przechowywano tutaj także broń.</p>
<p>Oficjalnie swego rodzaju &#8220;stolicą apostolską&#8221; Kościoła katarskiego Montségur został jednak dopiero w roku 1232. Wtedy to odbyło się tam spotkanie biskupa Guilhaberta de Castres i około 30 perfektów oraz szeregu przedstawicieli lokalnej szlachty z kasztelanem Raimondem de Perella. Biskup de Castres skłonił kasztelana do uczynienia tam swoistej twierdzy Kościoła, tak, aby Kościół <em>&#8220;…był w stanie mieć tam swoją siedzibę oraz głowę oraz by mógł stamtad bronić swoich kaznodziejów&#8221;.</em></p>
<p>W tym samym roku miał tam miejsce synod. Tak więc Montségur miał swoje duchowe przywództwo (Guilhabert de Castres, który tu wyświęcił paru biskupów takich jak Teuto, biskup Agen, Vignoreux de la Bacone czy Jean Cambiaire), swój bardzo mały (mniej niż stu żołnierzy), lecz dobrze wyszkolony garnizon po dowództwem Pierre-Rogera z Mirepoix i intensywne życie religijne.</p>
<p>Należy w tym miejscu zaznaczyć, że obecne ruiny twierdzy Montségur nie pochodzą z czasów katarskich, gdyż tamta twierdza, zbudowana w latach 1204-1210 została całkowicie zburzona przez wojska króla Francji po kapitulacji katarskiej w marcu 1244 roku. Obecne ruiny to pozostałości twierdzy wznoszonej stopniowo w ciagu trzech nastepnych wieków przez wojska królewskie. Archeologowie nazywają je &#8221; Montségur III&#8221;. Grupa badająca to miejsce w latach 1964-76, znana jako <em>Groupe de Recherches Archeologiques de Montségur et Environs</em> (GRAME), w swoim raporcie stwierdziła jednoznacznie, że <em>&#8220;nie pozostał ślad ruin pierwszej fortecy, opuszczonej przed XIII wiekiem (Montségur I), ani te</em>ż<em> tej, która zbudowana została przez Raymonda de Perella ok. 1210 roku (Montségur II)&#8221;.</em></p>
<p>Jedynymi <a href="http://www.russianbooks.org/montsegur.htm"><strong>autentycznymi ruinami katarskimi </strong></a>na wzgórzu są pozostałości kamiennych domów mieszkalnych, wzniesionych tam przez katarów, a wspomnianych powyżej.</p>
<p><strong>Ku oblężeniu</strong></p>
<p><strong><em>“Pamiętaj o nich, Panie, w Twym Królestwie (…) O wiernych, którzy służyli Tobie, gdyz inaczej nie mogli postąpić, którzy żyli w wieku, gdy szukanie Ciebie okupowane było ich życiem”</em></strong></p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-1590" title="DominikRzeźnik" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/09/DominikRzeźnik1.jpg" alt="DominikRzeźnik" width="322" height="549" />Guillaume Arnald i Pierre Seila zostali pierwszymi ‘formalnymi’ inkwizytorami w Kościele w roku 1233. Byli niezależni w swych poczynaniach zarówno od lokalnych biskupów, jak i od władz świeckich. Pierwszą ich akcją było zatrzymanie, błyskawiczne osądzenie, skazanie oraz natychmiastowa egzekucja czołowego katara w Tuluzie nazwiskiem Vigores de Baconia (Vignoreux de la Bacone). Następne ‘akcje’ tego typu nie dały na siebie długo czekać: Arnald i Seila działali w wyjatkowo zajadły sposób, toteż już wkrótce hrabia Tuluzy skarżył się w liście do papieża na ekscesy tych dwóch fanatycznych dominikanów. Ignorowali oni wszelką procedurę prawną, przesłuchiwali podejrzanych o herezję “za zamkniętymi drzwiami”, odmawiając im asysty prawników oraz stosowali najgorsze formy terroru.</p>
<p>Niektórzy z przesłuchiwanych byli tak zastraszeni, że w celu ochrony własnej skóry oskarżali o herezję niemalże kogo się tylko dało. Inni zaś, korzystając z aury tajemnicy, stworzonej przez inkwizytorów, rzucali oskarżeniami na swoich osobistych wrogów dla załatwienia prywatnych porachunków. Arnald i Seila mieli też mścić się i terroryzowac osoby pragnące złożyc na nich skargę do papieża. <em>“Istotnie, zdają się oni starać pchać ludzi ku omyłce raczej niz prawdzie, gdyż prowokują ogromne wzburzenie w kraju, a przez swoje ekscesy podburzają lud przeciw klerowi oraz zakonnikom”.</em></p>
<p>Kto wie zresztą, czy to wlaśnie nie było ich celem. Świadectwo hrabiego znajduje pełne potwierdzenie w faktach. Spanikowani ludzie oskarżali siebie nawzajem do takiego stopnia, że nawet wszyscy dominikanie w Tuluzie zwerbowani przez inkwizycję nie byli w stanie ich wszystkich przesłuchać. Toteż do tej wyjątkowo ohydnej roboty zaprzęgnięto dodatkowo miejscowych franciszkanów jak również kler diecezjalny. Wyznaczano czas, w którym mieszkańcy mieli stawić się przed inkwizytorami w celu wyznania swych “omyłek” (dzis powiedzielibyśmy: ‘w celu złożenia samokrytyki’) jeśli chcieli uzyskać ‘odpust’. Osoby uchylające się od tego niecodziennego ‘obowiązku’, w razie zadenuncjowania przez innych, miały być sądzone z całą surowością prawa.</p>
<p>Jak gdyby zamieszania spowodowanego tego rodzaju ‘troską duszpasterską’ jeszcze nie było dość, wyroki inkwizycyjne nie miały charakteru ostatecznego. Znaczyło to np., że osoba raz skazana, mogła zostać w przyszłości skazana powtórnie za to samo ‘przewinienie’. Po zaprowadzeniu tego rodzaju porządków w Tuluzie, Arnald i Seila zaczęli podobnie postepować również gdzie indziej: w Cahors skazywali heretyków pośmiertnie, rozgrzebując ich groby, wyciągając stamtad zwłoki i paląc je na stosie. W Moissac skazali na śmierć “hurtem” 210 katarów, paląc ich o jednym czasie i w jednym miejscu. Skargi na inkwizytorów mnożyły się. Papież jedynie zareagował listem do nich, nakazując umiar (którego jednak miało w końcu nie być) oraz dokooptowując do dwójki dominikanów franciszkanina nazwiskiem Stephen de Saint-Thibéry.</p>
<p>Niczego to jednak nie zmieniło. Machina terroru nakręcała się dalej. Powodowała ona jednak nie tylko strach, ale i rosnące oburzenie. Kwestią czasu była w tych warunkach riposta w postaci atakow na dominikanów. Tak więc już w tym samym roku trzech dominikanów wrzucono do studni w Cordes. W 1234 roku konwent tego zakonu w Narbonne został splądrowany przez rozwścieczony tłum. W 1235 roku zaś dominikanie usiłujący dokonać aresztowania w Tuluzie zostali pobici i poszczuci psami. Wkrótce też oficjalnie zostali wygnani z tego miasta przez jego władze (przejściowo, co prawda). Ponieważ nie chcieli stamtad odejść, straż miejska wraz z tłumem mieszczan wyrzuciła ich siłą.</p>
<p>Sytuacja stała sie w międzyczasie tak napięta, że hrabia wręcz nakazał mieszkancom ignorowanie wezwań inkwizycyjnych do stawiania się i składania zeznań. I tak, jak dotąd pisano skargi do papieża na inkwizytorów, tak teraz papież z kolei wziął się za pisanie swoich skarg do hrabiego Tuluzy. W liście do niego wyrażał oburzenie z powodu owego zakazu składania zeznań przed inkwizycją. Skarżył się też, że władze miasta odmawiają sprzedawania czegokolwiek biskupowi oraz klerowi w ogóle, że mnożą się ataki na kler, że biskup nie może wygłaszać kazań itd.</p>
<p>Kilka lat tego rodzaju porządków oraz ich skutków przygotowało podatny grunt dla rebelii. I jeśli w ogóle można się czemukolwiek tutaj dziwić, to nie temu, że do tego buntu w końcu doszło (począwszy od 1240 roku) i nie temu, że doszło do zamachu na inkwizytorów, lecz raczej, że bunt wybuchł tak pózno oraz że zamachów nie było więcej. Szczególnie trójka inkwizytorów (Arnald, Seila i Saint-Thibéry) budziła nienawiść katarów. Nienawiść do tego stopnia wielką, że dowódca garnizonu montsegurskiego, Pierre-Roger de Mirepoix, pragnął pózniej, by zamachowcy przynieśli mu czaszkę Arnalda, którą zamierzał obramować złotem i używać jej jako czarki do picia wina. Był rozczarowany, gdy mu jej nie przyniesiono, gdyż podczas zamachu została rozbita siekierą.</p>
<p>Zamach ten miał miejsce 28 maja 1242 roku w Avignonet. Zginęli Guillaume Arnald, Stephen de Saint-Thibéry oraz kilku ich asystentów (Pierre Seila został w Tuluzie). To zabójstwo (oraz sposób jego popełnienia) nie stanowiłoby chluby dla nikogo, to pewne. Nie jest jednak prawdą, że spowodowało ono reakcję w postaci akcji zbrojnej przeciw katarom oraz oblężenia ich centrum religijnego. Akcję taka zaczęto już planować w roku 1241, na rok przed zabójstwem w Avignonet.</p>
<p><strong>Oblężenie</strong></p>
<p><strong><em>&#8220;…Gdyż wszyscy ci, co uznali panowanie Lucyfera i upadli z Raju, przyszli z siedmiu królestw, wznieśli się na szklane niebo, a za każdego, co się wzniósł, inny spadł…&#8221;</em></strong></p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-1591" title="atak na Montsegur_edited" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/09/atak-na-Montsegur_edited.jpg" alt="atak na Montsegur_edited" width="450" height="408" />Głównodowodzacy armii królewskiej, Hugues de Arcis, rozporządzał zmienną liczbą wojska, sięgająca 10 tysięcy zbrojnych. Odciął najprostszą drogę zaopatrzenia oraz okupował wieś. Swoją akcję rozpoczął 13 maja 1243 roku. “Montségurczycy” mieli po swojej stronie miejsce, którego zamierzali bronić; twierdzę na przeogromnej skale, z trudnym dostępem z punktu widzenia atakujących. Mieli swoją niezachwianą wiarę w słuszność swojej sprawy no i polegali na obietnicach odsieczy (głównie ze strony hrabiego Tuluzy, Rajmunda VII). Byli też dobrze zaopatrzeni w żywność i wodę, a ogromna masa skały ukrywała szereg – z zewnątrz niewidocznych – przejść i ścieżek, którymi można było dostarczać (i dostarczano!) tego, czego potrzebowano, choć nieregularnie.</p>
<p>Przeciw obrońcom natomiast przemawiała mała liczebność ich własnego garnizonu oraz stosunek sił liczbowych żołnierzy jak jeden do kilkudziesięciu (tuż przed oblężeniem liczebność garnizonu wzrosła ze stu, niektórzy autorzy są przekonani, że osiągnęła ok. trzystu zbrojnych).</p>
<p>Trzeba jednak przyznać, że choć przewaga liczebna istotnie była po stronie oblegających, to i Hugues de Arcis stanął przed nie lada problemem. Nie mógł liczyć na szybkie zajęcie fortecy, do której dojście dla oblegających istniało w zasadzie tylko z jednej strony. Nie mógł liczyć na poparcie lokalnej ludności ze wsi, bo sympatie tejże były zdecydowanie po stronie katarów. Jego główna przewaga leżała raczej w tym, że mógł zawsze liczyć na dopływ świeżych sił oraz na niczym niezakłócone zaopatrzenie (z tym z kolei problem mieli obrońcy).</p>
<p>Dodatkową jednak niewygodą dla oblegających był fakt, że – gdy nadeszła zima – ich wojska, a raczej ta ich część, która zajmowała pozycje blisko samej twierdzy, nie mogła nawet liczyć na ochronę przed śniegiem, mrozem i wiatrem na górze. Ci ludzie również musieli wykazać hart ducha, zwłaszcza, gdy oblężenie przeciągało się w nieskonczoność, powodując tym samym zniechęcenie wsród wojsk królewskich. De Arcis był przygotowany na taką okoliczność, nawet jednak i on nie przeczuwał, że zostanie “przykuty” do tej skały na równych dziesięć miesięcy. Jego zadanie okazało się tym trudniejsze, że jego armia cierpiała z powodu ciagłych dezercji oraz &#8211; co warte podkreślenia &#8211; z powodu biernego współdzialania wielu jego żołnierzy z obleganymi. Tłumaczy to miedzy innymi fakt, że tak często wysłannicy katarscy z łatwością &#8220;przedzierali się&#8221; przez kordon wojsk królewskich do Montségur i z powrotem.</p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-1592" title="trebuchet szkic_edited" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/09/trebuchet-szkic_edited.jpg" alt="trebuchet szkic_edited" width="315" height="319" />Probówano atakować twierdzę. Bez skutku. W ciągu pięciu miesiecy od maja do października jedynie trzech obrońców zostało śmiertelnie rannych. Nie posunięto sie ani o metr. Przewaga atakujących robiła jednak swoje. W październiku (lub na początku listopada) baskijscy najemnicy w armii królewskiej wdarli się na występ skalny około 80 metrów od zamku. Tam zbudowano machinę miotającą pociski kamienne (tzw. <em>&#8220;trebuchét&#8221;</em>), by przy jej pomocy bombardować pozycje obrońców. Wówczas katarzy sprowadzili swojego specjalistę, nazwiskiem Bertrand de La Baccalaria, który zbudował im podobna machinę, bombardującą pozycje oblegających.</p>
<p>Dopiero około 2 do 2,5 miesiąca pózniej baskijscy wspinacze, najprawdopodobniej na skutek zdrady, podeszli (drogą wykutą w skale przez katarów) pod mały barbakan, zaskoczyli jego obsadę, wybijając ją. Od tego momentu położenie obrońców zamku stało się znacznie trudniejsze, jako że z tej odległości &#8220;krzyżowcy&#8221; mogli już bombardować wschodnią ścianę twierdzy. Była ona jednak wyjątkowo potężna, stąd też kruszenie jej musiało się przeciągać. Tym bardziej, że Baccalaria natychmiast zbudował katarom następną machinę odpowiadającą &#8216;wet za wet&#8217; machinie francuskiej. Oblężenie przeciagnęło się więc o dalsze dwa miesiące. W ciągu tego okresu przypuszczano wprawdzie ataki na zamek, katarzy jednak zdołali je wszystkie odeprzeć.</p>
<p>Jednak przedłużające się walki dawały się we znaki bardziej obrońcom (których było znacznie mniej) niż oblegającym (których było znacznie wiecej i którzy mogli zmieniać oraz uzupełniać linię ataku). Pierre-Roger de Mirepoix postanowił zatem spróbować wypadu z twierdzy na barbakan, aby go odbić i spalić francuski <em>trebuchet</em>. Wypad ten miał miejsce w nocy z 29 lutego na 1 marca 1244 roku, zakończył się jednak niepowodzeniem. Katarzy zostali odparci, zaś do kontrataku przystąpili z kolei Francuzi i Baskowie, którzy spróbowali wykorzystać sytuację i wedrzeć się do zamku. Obrońcom pospieszyli z pomoca przebywający w Montségur cywile (w tym kobiety). Przeciwnicy zostali odparci i zepchnięci z powrotem do barbakanu. Straty po obu stronach musiały być jednak dotkliwe, zwłaszcza, że walczono na wąskim przesmyku skalnym. Stąd też większa zapewne była liczba zabitych niż rannych.</p>
<p>Negocjacje w sprawie kapitulacji rozpoczeły się nazajutrz, 1 marca 1244. Trwały bardzo krótko i zakończyły się tego samego dnia. Epopeja katarskich Termopil dobiegła konca. Warunki rozejmu były nastepujące:</p>
<p>1.  garnizon pozostaje w twierdzy przez nastepnych 15 dni i w międzyczasie wypuści jenców,</p>
<p>2.  garnizon otrzymuje przebaczenie wszelkich win przeszłych, włączając w to zamach w Avignonet,</p>
<p>3.  mężczyźni pod bronią mogą odejść ze swym bagażem oraz bronią, później jednak będą składać zeznania przed inkwizycją. Otrzymają jedynie lekką pokutę,</p>
<p>4.  pozostałe osoby w fortecy otrzymają te same warunki. Nałożona zostanie na nie jedynie lekka pokuta pod warunkiem, że wyrzekną się wiary katarskiej i złożą zeznanie przed inkwizycją. Osoby odmawiające porzucenia herezji spłoną na stosie,</p>
<p>5.  twierdza Montségur przechodzi w ręce Kościoła i Korony Francuskiej</p>
<p>Co do punktu 4, wszystkie osoby, które były perfektami oraz te, które przyjęły <em>consolamentum</em> w twierdzy (podczas oblężenia) zostały istotnie spalone. Nie na stosie jednak. Ponad 200 osób (205 do 230) zostało spalonych wspólnie w jednym gigantycznym ogniu, do rozpalenia którego użyto zapewne m.in. części palisady z Montségur i drewnianych części budynków.</p>
<p>Zwraca uwagę wyjątkowo łagodne potraktowanie osób zamieszanych w zamach na inkwizytorów w Avignonet. Jak na &#8220;powód&#8221; do akcji zbrojnej przeciw heretykom, zamach ten został zatem potraktowany &#8220;powierzchownie&#8221;. Wydawać by się mogło przecież, że to własnie sprawcy owego zamachu zostaną starannie &#8220;wyłuskani&#8221; spośród kapitulujących i ukarani jako pierwsi. Tymczasem darowano im nie tylko życie, ale i wolność! Czy była to więc łaskawość &#8220;Matki-Kościoła&#8221;, zawsze chętnie wybaczajacej zbłąkanym &#8220;dzieciom&#8221;? </p>
<p>Wątpliwe bowiem dlatego, że gdy &#8220;jedną ręką&#8221; rozgrzeszano zamachowców, &#8220;drugą ręką&#8221; wrzucono bezceremonialnie do ognia ponad 200 osób niewinnych żadnej zbrodni i których jedynym przewinieniem było przyjęcie katarskiego sakramentu. Jest to &#8220;szczegół&#8221; wyraźnie wskazujący, że akcja zbrojna podjęta w Langwedocji nie stanowiła żadnego &#8216;odwetu&#8217; za zamach na inkwizytorów (choć dziś jeszcze używany jest argument o zamachu jako &#8216;przyczynie&#8217;), lecz że była ona zaplanowaną na zimno akcją, ktorej celem była definitywna eksterminacja wiary katarskiej i dla której ów zamach był jedynie pretekstem. </p>
<p><strong>Pole Spalonych</strong></p>
<p><strong><em>&#8220;…Pamiętaj o tych, co dali więcej niż mogli, więcej istotnie niż posiadali; więcej aniżeli dać powinni…&#8221;</em></strong></p>
<p>Po upłynięciu 15 dni przed głównym wejściem twierdzy stawili się Hugues de Arcis osobiście, w asyście swoich rycerzy. Kościoł Rzymski reprezentowany był przez biskupa Albi oraz przez dwóch inkwizytorów z zakonu dominikanów: brata Ferriera oraz brata Durantiego.</p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-1594" title="Postument" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/09/Postument1.jpg" alt="Postument" width="275" height="545" />W sumie około połowy wszystkich osób wyprowadzonych z twierdzy spalono tego dnia, 16 marca 1244 roku, pod murami Montségur. Spośród tych, którzy ocaleli, było kilku katarów, którzy wynieśli potajemnie coś, co aż po dziś dzień jest przedmiotem wielu kontrowersji, a mianowicie &#8220;skarb z Montségur&#8221;. Zeznający później przed inkwizycją Alzeu de Massabrac, powołując się na świadectwo Arnalda-Rogera de Mirepoix stwierdził:</p>
<p><em>“…gdy </em>haeretici<em> przybyli z twierdzy Montségur, która przekazana została Kościołowi i Koronie Francuskiej, Pierre-Roger de Mirepoix zatrzymał wewnątrz wspomnianej fortecy Amiela Aicarta i jego przyjaciela Hugona, będących heretykami; w nocy, podczas której inni heretycy zostali spaleni, ukrył wspomnianych heretykow i pomógł im zbiec; i było to uczynione, aby Kościół heretyków nie utracił swego skarbu, który ukryty został w lesie; a uciekinierzy znali miejsce, w którym on spoczywa…”</em></p>
<p>Perfekci tworzyli osobną grupę opuszczajaca twierdzę. Arpaïs de Ravat, córka kasztelana Raymonda de Perella i jego żony Corby (ktora krótko przedtem została perfektą) stwierdza, mówiąc o tej właśnie grupie, że <em>“…zostali brutalnie wywleczeni z twierdzy Montsegur”.</em>  Spośród liderów kościoła katarskiego był w tej grupie biskup Bertrand Marty oraz Raymond Aiguilher, który szareg lat wcześniej brał udział (wspólnie z Guilhabertem de Castres oraz innymi liderami) w debacie z liderami katolickimi i Dominikiem w Montreal.</p>
<p>Mniej więcej 200 metrów od samej fortecy, ale wciąż w górnej części wzniesienia, tam, gdzie dziś stoi skromny postument upamiętniający pomordowanych, znajduje się miejsce zwane “Polem Spalonych”. Guillaume de Puylaurens (kronikarz XIII-wieczny, ksiądz, notariusz biskupstwa w Tuluzie, a pózniej kapelan hrabiów tuluskich) informuje, że tam ‘krzyżowcy’ <em>“…zbudowali palisadę ze słupów i pali”.</em> Wewnątrz niej umieścili <em>“niezliczoną ilość chrustu”. </em>Owych ponad dwieście osób zostało tam następnie wpędzonych (lub może wręcz wrzuconych) i spalonych wspólnie. Nie było zatem osobnych stosów. </p>
<p><em>&#8220;Wielkie dni kataryzmu w jego centrum dobiegły końca zarówno w tragedii jak i w chwale, w epizodzie, ktory zademonstrował po raz kolejny niezwykłą siłę kataryzmu w największych przeciwnościach&#8221;</em> &#8211; przyznaje Malcolm Lambert, autor, którego bynajmniej nie można &#8220;posądzić&#8221; o zbytnie sympatie katarskie.</p>
<p><strong><em>“Zmiłuj się, Panie, nad wszystkimi spalonymi z tego świata. Zmiłuj się nad tymi, co miłowali aż poza ten świat. Nad wszystkimi, co miłowali. Nad wszystkimi, co posiadali cokolwiek prawdziwego do umiłowania. Amen”</em></strong></p>
<p><strong>Epilog</strong></p>
<p>Raymond de Perella, kasztelan Montségur – poddając twierdzę, skazał tym samym na śmierć swoją żonę, jej matkę oraz swoją najmłodszą córkę Esclarmondę (wszystkie one mające status “perfektów” w Kościele Katarskim).</p>
<p><strong>Pierre-Roger de Mirepoix</strong> &#8211; wbrew pozorom owo ułaskawienie też nie przeszło tak gładko i bez kłopotów, jak by na to wskazywały warunki kapitulacji twierdzy Montségur. Po opuszczeniu twierdzy, Pierre-Roger z Mirepoix znika na okres 11 lat. W 1255 roku wymieniony jest w pewnym dokumencie jako <em>&#8220;…pozbawiony swych włości za obron</em>ę<em> i podjudzanie heretyków w twierdzy Montségur&#8221;.</em> Odzyskał pełnię swych praw w roku 1257<em>.</em></p>
<p><strong>Guilhabert de Castres</strong> &#8211; nigdy nie wpadł w ręce inkwizycji. Nigdy nie został przez nikogo zdradzony. Jesli żył jeszcze w okresie oblężenia Montségur w latach 1243-44, był już zapewne w bardzo zaawansowanym wieku.</p>
<p><strong>Twierdza Montségur</strong> &#8211; po kapitulacji została zburzona po zajęciu jej przez wojska królewskie. Nowym kasztelanem został Guy I des Levis. Za jego czasów (oraz pózniej &#8211; w sumie w ciagu 3 wieków) została tam zbudowana nowa forteca. Miała swoj garnizon jeszcze w XVI wieku. W 1757 roku wciąż należała do rodziny des Levis. To właśnie ruiny tej <em>po</em>-katarskiej fortecy zachowały się po dziś dzien i są odwiedzane przez co najmniej sto tysięcy osób rocznie. W roku 1929 <strong><a href="http://www.rose-croix-veritas.com/otto_rahn.htm" target="_blank">Otto Rahn </a></strong>, zafascynowany katarami prowadził tam badania. Pózniej w roku 1947 z inicjatywy rządu francuskiego przeprowadzono częściowe odrestaurowanie ścian zamku. Z kolei w latach 1964-76 badania prowadzone były przez ekipę archeologiczną.</p>
<p><strong>Skarb katarski z Montségur</strong> &#8211; w sumie – według Berengara de Lavelanet – czterech katarów (włączając dwóch wymienionych powyzej) miało wziąć udział w ocaleniu skarbu z Montségur. Legendy krążyły pózniej na jego temat mówiące m.in. o Świętym Graalu jako owym skarbie. Z całą pewnością skarb ten zawierał pieniądze potrzebne na bieżące wydatki Kościoła (część z nich została wyniesiona z Montségur nieco wcześniej, wtedy gdy &#8220;krzyżowcy&#8221; zajęli barbakan). Mógł również zawierać szczególnie cenną literaturę. Istnieje interesująca (i warta przeczytania) teoria, według której częścią skarbu miał być &#8211; ni mniej ni więcej &#8211; <a href="http://www.shroud.com/menu.htm"><strong>Całun Turyński</strong></a></p>
<p><strong>Kościoł Katarski </strong>– kapitulacja twierdzy nie oznaczała końca tego Kościoła. Nie była to zresztą ostatnia twierdza katarska zdobywana przez wojska królewskie. Np. 11 lat później padł Queribus (1255), a i jego upadek nie zakończył działalności katarów. Istnieje opinia, że efektywnie era kataryzmu kończy się w wieku XIV, jesli chodzi o kataryzm we Francji, we Włoszech w wieku XV. Malcolm Lambert wymienia datę 1412, kiedy to w Chieri, na południowy wschód od Turynu, lombardzki inkwizytor dominikanski kazał ekshumować zwłoki 15 heretyków i spalić je publicznie wraz z wizerunkami zmarłych.</p>
<p>Według pewnej tradycji, Christian Rosencreutz, założyciel Różokrzyżowców, był potomkiem rodu Germischhausen, praktykującego kataryzm potajemnie przez szereg pokoleń. Nikt nie jest jednak w stanie zweryfikować obecnie prawdziwości rozmaitych tradycji, zwłaszcza jeśli mowa jest o praktykowaniu kataryzmu <em>potajemnie</em>. Wiadomo np., że wprowadzony został przez Kościół Rzymskokatolicki obowiązek uczestniczenia we mszy świętej oraz w eucharystii, przy czym sprawdzana była obecność. Wiemy zatem, że oficjalnie praktykowanym był rzymski katolicyzm. Natomiast jest rzeczą bezdyskusyjną, że popularność katarów dawała i daje o sobie znać. Francuski Kościół Gnostycki, założony przez Doinela w XIX wieku oparty był do pewnego stopnia na tradycji katarskiej.</p>
<p>Sakrament <em>Consolamentum</em> istnieje do dziś także w kościołach gnostyckich o liturgii bazowanej na katolicyzmie (jak <em>Ecclesia Gnostica</em>). Istniał również, jak się okazuje, przynajmniej do niedawna Kościół Katarski (lub może raczej neo-katarski) w USA, który zdawał się być wspólnotą nieco podobną do <em>Amishów.</em></p>
<p>W samej Langwedocji sympatie katarskie są po prostu nieustającą rzeczywistością. Stephen Hoeller, biskup gnostycki (Ecclesia Gnostica) w swej niedawno wydanej książce ”<em>Gnosticism. New Light in the Ancient Tradition od inner knowing&#8221;</em> cytuje m.in. wypowiedź pewnego sędziwego mieszkańca tego regionu. Usłyszawszy w pewnej rozmowie słowo “katar”, powiedział on: <em>“Catares, Madamme? My zawsze byliśmy katarami, chociaż o tym nie mówimy. I na zawsze też pozostaniemy katarami”.</em> Pozostaje silne <a href="http://www.cathar.info/120115c_legacy.htm" target="_blank">dziedzictwo katarskie</a>, choć trudno byłoby znaleźć jakąkolwiek liczącą się instytucję katarską.</p>
<p>Wspomniany powyżej Otto Rahn, który prowadził badania w Montségur i który uzyskał ogromną wiedzę na temat katarów, miał &#8211; według niektórych &#8211; wręcz sam <em>nawrócić się</em> na kataryzm na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.</p>
<p><strong>Kościół Katolicki </strong>- w tym miejscu, niejako na zakończenie, warto zacytować opinię obojga autorów, na których się tu niejednokrotnie powołano:</p>
<p><em>“…represywny terroryzm narzucany, jako polityka, przez inkwizycję przez kilka stuleci narodom Zachodu – był tym, co mialo podminować gmach Kościoła od wewnątrz i spowodować straszliwe obnizenie standardów moralności chrześcijańskiej i cywilizacji katolickiej (&#8230;) Począwszy od XIII wieku nie znajdujemy świętego lub doktora w Kosciele katolickim, wystarczająco odwaznego, by stwierdzić (jak to na przykład czynila Św. Hildegarda  w XII wieku), że człowiek mylący się w sprawach religijnych jest wciąż stworzeniem Bożym i że pozbawianie go życia stanowi zbrodnię. Kościół, ktory tak chętnie zapomniał o tej prostej prawdzie, nie zasługiwał na miano “katolickiego”; można stwierdzić zatem, że pod tym względem herezja wymierzyła Kościolowi cios, po którym nigdy nie przyszedł on do siebie.</em></p>
<p><em>Zwycięstwo zostało odniesione za zbyt wysoką cenę. Nawet jeśli Kościół Rzymski, przyjmując twardą linię wobec herezji, oszczędził zachodniemu chrześcijaństwu powaznych problemów, które mogły z hukiem doprowadzić całą strukturę społeczną i kulturalną do ruiny &#8211; a to pod żadnym względem nie jest pewne &#8211; osiagnął on to za cenę kapitulacji moralnej, której konsekwencje ponosi on jeszcze dzisiaj.&#8221; </em>(Zoe Oldenbourg)</p>
<p><em>&#8220;Walka z kataryzmem dopomogła w sfabrykowaniu wizerunku heretyka jako sługi Szatana, podczas gdy </em>Vox in Rama <em>Grzegorza IX przybiła pieczęć autorytetu nad rodzajem obscenicznego oszczerstwa, niegdyś uzywanego przeciw wczesnym chrześcijanom a potem, w melancholicznym grymasie, zwróconego przeciw chrześcijańskim heretykom </em>(…) <em>od </em>Vox in Rama<em> droga wiodła az do </em>Malleus maleficarum, <em>Biblii łowców czarownic oraz do szalenstwa, które rozciagnęło się na Reformację i splamiło reputację zarowno katolików jak i protestantów. Był to najważniejszy spadek pozostawiony przyszłości przez epizod katarski &#8211; spadek, który sami katarzy z pewnością by odrzucili.&#8221;</em> (Malcolm Lambert)</p>
<p> <br />
<strong>Michał Monikowski<br />
Perth, Australia</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Cytaty pod śródtytułami oraz przed epilogiem pochodzą z Kolekty oraz Czytania z mszy gnostyckiej na <em>Montségur Day</em>. Barwa liturgiczna na <em>Montségur Day</em> &#8211; fioletowa <em>lub</em> czerwona.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Literatura:</strong></span></p>
<p>Zoe Oldenbourg. <em>Massacre at Montségur. A History of the Albigensian Crusade.</em> Phoenix Press, London 2000. ISBN I 84212 428 5</p>
<p>Malcolm Lambert. <em>The Cathars.</em> Blackwell Publishers  Oxford/UK &amp; Malden/USA 1998/1999. ISBN 0 631 14343 2, ISBN 0 631 20959 X</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1595" title="Montsegur" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/09/Montsegur.jpg" alt="Montsegur" width="725" height="454" /></p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2011/03/16/katarskie-termopile/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Emeis de noun Christou echomen!</title>
		<link>http://www.monio.info/2011/02/09/emeis-de-noun-christou-echomen/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2011/02/09/emeis-de-noun-christou-echomen/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Feb 2011 13:43:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Biblia]]></category>
		<category><![CDATA[Christos]]></category>
		<category><![CDATA[Chrześcijaństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Zamyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[Gnosis]]></category>
		<category><![CDATA[Gnostycyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus Chrystus]]></category>
		<category><![CDATA[św Paweł]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=2715</guid>
		<description><![CDATA[My znamy do tej pory w sumie 20 ewangelii (w całosci lub we fragmentach). Ale z całą pewnością było ich znacznie więcej. Niektórzy &#8220;ortodoksi&#8221; sobie wręcz kpili, że gnostycy niemal co dzień piszą nową ewangelię. Miał np.ewangelię napisać Walentyn. I pisali też wiele komentarzy do ewangelii, np. Ptolemeusz i Herakleon napisali pierwsze znane komentarze do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>My znamy do tej pory w sumie 20 ewangelii (w całosci lub we fragmentach). Ale z całą pewnością było ich znacznie więcej. Niektórzy &#8220;ortodoksi&#8221; sobie wręcz kpili, że gnostycy niemal co dzień piszą nową ewangelię. Miał np.ewangelię napisać Walentyn. I pisali też wiele komentarzy do ewangelii, np. Ptolemeusz i Herakleon napisali pierwsze znane komentarze do ew. &#8220;według Jana&#8221;.</p>
<p>Ewangelie, które pisali, a które zapewne &#8220;wydłużały się&#8221; z biegiem czasu (tak sądzi się właśnie o &#8220;Ewangelii Tomasza&#8221;) pisane były zapewne też (tak jak te kanoniczne) przez osoby inne niż te, pod których imionami są znane. No dobrze, i co z tego? Jeśliby na tej podstawie miały byc &#8220;niewazne&#8221;, to i te 4 kanoniczne musiałyby &#8220;wylecieć&#8221; z kanonu z prędkościę odrzutowca. Ale nie o to tu chodzi.</p>
<p>Gnostykom raczej chodziło nie o pisanie &#8220;historii Jezusa&#8221; ile o pobudzenie czytelnika (lub słuchacza) do samodzielnego myślenia. Nie chodzi zapewne w przypadku &#8220;Tomasza&#8221; o to, że każda &#8220;logia&#8221; (czyli „powiedzenie”) ma tylko jedno ważne znaczenie, lecz, że każdy może starać się odnaleźć w tej &#8220;łamigłówce&#8221;. Co do tej o tym, że kobieta może stać się mężczyzną (a zdarzyło mi się już przeczytać &#8220;ortodoksyjną&#8221; opinie o tej logii, bodajże &#8220;samego&#8221; Bruce Metzgera! &#8211; ze to wyraz jakiegoś &#8220;męskiego szowinizmu&#8221; &#8211; ależ się musiałem śmiać!!!). Mam swoje wyjaśnienie (które może być albo dobre, albo złe), że ponieważ w antyku często element męski utożsamiany był z duchem, a żeński z ciałem (co niejednokrotnie &#8211; już do czasow egipskich &#8211; oznaczano nawet kolorami: niebieskim i czerwonym &#8211; stąd też jeszcze dziś dziewczynki ubiera się na różowo, a chłopczyków na niebiesko&#8230;), toteż jesli kobieta osiągnie mądrość i wiedzę, to moze stać się &#8220;duchem&#8221;, czyli czymś &#8220;wyższym&#8221; niż tylko &#8220;ciałem&#8221;. Co po prostu oznacza, że jest to już osoba na tyle dojrzała, że jest równa mężczyznom (wtedy mężczyzni mieli pierwszeństwo, kobiety były traktowane &#8211; zwłaszcza w pewnych kulturach &#8211; jako osoby gorszej kategorii). A &#8220;ortodoks&#8221; Metzger nie zadał sobie nawet trudu zastanowienia się (albo: zadał, zdał, ale nic dobrego o &#8220;heretyckiej&#8221; ewangelii rzec nie chcial, bo za nieilnteligentnego to ja go w żadnym wypadku nie mam&#8230;).</p>
<p>Mamy bowiem umysł właśnie po to, by się nim posługiwać i pisze o tym św. Paweł (1Kor 2;16) &#8216;Emeis de noun Christou echomen&#8217; czyli &#8216;posiadamy umysł Chrystusowy&#8217; (a nie jak blednie podano w Tysiaclatce &#8216;znamy zamysł Chrystusowy&#8217;). Oto moje &#8220;uwagi&#8221; do tego wersetu:</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 373px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Copy3ofCopyofMonioLogo.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Copy3ofCopyofMonioLogo.jpg" alt="" width="363" height="518" /></a><p class="wp-caption-text">ἡμεῖς δὲ νοῦν Χριστοῦ ἔχομεν</p></div>
<p>To werset tajemnicy wyzwolenia.<br />
Dróg wiele już istnieje w życiu Twem.<br />
Ty <strong>możesz</strong> znaleźć drogę do Zbawienia:<br />
<em>&#8216;Emeis de noun Christou echomen!&#8217;</em><em><br />
</em><br />
Śmialo więc z losem weźmij się za bary,<br />
by przekuć w wolę Boga żywot ten,<br />
to kiedyś może poznasz siłą wiary<br />
<em>&#8216;Emeis de noun Christou echomen!&#8217;</em><em><br />
</em><br />
Sztywniakom prawa odpowiadaj szczerze,<br />
ze sobą Prawde nieś daleko, hen!<br />
I gloś ja wszędzie, gdzie Cię los zabierze:<br />
<em>&#8216;Emeis de noun Christou echomen!&#8217;</em><em><br />
</em><br />
&#8230;A jeśli Cię do posłuszeństwa kuszą,<br />
lenistwem pragną zmącic umysł ten,<br />
pamiętaj: pierwej Cię <strong>przekonać </strong>musza!<br />
<em>&#8216;Emeis de noun Christou echomen!&#8217;</em><em><br />
</em><br />
Dogmatem Twe myślenie chcą stopować.<br />
Do Ciebie wszak należy wybór ten:<br />
czy słuchać ich i dać się im zwariować?!<br />
<em>&#8216;Emeis de noun Christou echomen!&#8217;</em><em><br />
</em><br />
Bo dla nas umysł jest od Boga dany,<br />
nie po to wszakże, by popadał &#8216;w plen&#8217;<br />
lecz sekret każdy czynił sobie ZNANY!<br />
<em><strong>&#8216;EMEIS DE NOUN CHRISTOU ECHOMEN!!!&#8217;</strong></em><strong><em><br />
</em></strong><br />
I to jest też ten najważniejszy prymat ducha nad materią.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2011/02/09/emeis-de-noun-christou-echomen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Christos: &#8220;utrwalacz&#8221; czy &#8220;rozwalacz&#8221; prawa żydowskiego?</title>
		<link>http://www.monio.info/2011/01/09/christos-utrwalacz-czy-rozwalacz-prawa-zydowskiego/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2011/01/09/christos-utrwalacz-czy-rozwalacz-prawa-zydowskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 09 Jan 2011 09:03:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Biblia]]></category>
		<category><![CDATA[Gnostycyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus Chrystus]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Testament]]></category>
		<category><![CDATA[Syrofenicjanka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=2576</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnich dniach otrzymałem od jednego Czytelnika poniższe pytania, na które udzieliłem odpowiedzi prezentowanym tutaj tekstem. Prezentuję te pytania, dziękując za ich nadesłanie, gdyż swoją treścią częściowo wiążą się z tekstem „Dialog między Marcjonitą a Judaizerem” . Tym niemniej podejmę ten temat raz jeszcze. PYTANIA: Chodzi mi o to, czy gnostycy którzy odrzucali Jahwe jako [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W ostatnich dniach otrzymałem od jednego Czytelnika poniższe pytania, na które udzieliłem odpowiedzi prezentowanym tutaj tekstem. Prezentuję te pytania, dziękując za ich nadesłanie, gdyż swoją treścią częściowo wiążą się z tekstem <a href="http://www.monio.info/2010/10/19/dialog-miedzy-marcjonita-a-judaizerem/" target="_blank">„Dialog między Marcjonitą a Judaizerem”</a> . Tym niemniej podejmę ten temat raz jeszcze.</p>
<p>PYTANIA:</p>
<p>Chodzi mi o to, czy gnostycy którzy odrzucali Jahwe jako Ojca Jezusa; czy da się taką naukę pogodzić z całym Nowym Testamentem? Bo na pismach Jana da się bez problemu, ale jak reszta? Co ze wstawkami gdzie się spełniło proroctwo i<br />
cytat do tego oraz nawiązania do Starego Testamentu; czy to nie dyskwalifikuje pozostałych ewangelii Nowego Testamentu? I co ze słowami Jezusa który mówił, że nie przyszedł znieść Prawa i Proroków? Czy to również nie zaprzecza temu by daną ewangelię pogodzić z gnostykami odrzucających Jahwe? Bo Prawo przyniósłby wtedy demiurg Starego Testamentu, i co wtedy? Co z Pawłem którego sam uważam za gnostyka, pochlebnie pisał o Prawie, że nie jest złe a wręcz przeciwnie? Czy da się pogodzić Ewangelie (Łukasza, Mateusza i Marka), Dzieje oraz listy(Pawła, Piotra itp.) z gnostykami odrzucających Stary Testament bo Jahwe to demiurg? Jeśli tak, przedstawiłbyś to? I czy da się pogodzić ewangelie pozakanoniczne np. Ewangelię Judasza, Filipa i inne, z kanonicznymi<br />
dziś pismami Nowego Testamentu?</p>
<p>I takie jedno inne pytanie. Czy odrzucając Jahwe jako Boga Jezusa, trzeba koniecznie odrzucać Stary Testament? Bo przecież nie wszyscy gnostycy odrzucali, zapewne dlatego, że niektórzy wierzyli, ze Jahwe to Bóg Jezusa; zwłaszcza Ci judaistyczni gnostycy chrześcijańscy. Czy taki<br />
poganochrześcijański gnostyk uznający, musi odrzucać Stary Testament?</p>
<p>Słyszałem, że chcesz napisać trzecią część swego artykuły Gnostyk i chrześcijan; może moje pytania by Ci pomogły na temat co miałbyś napisać.</p>
<p>Pozdrawiam<br />
_____________________</p>
<p>ODPOWIEDŹ</p>
<p><strong><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/wineskins1.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/wineskins1.jpg" alt="" width="371" height="252" /></a>„Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków i wtedy zostaną zachowane” (Łk 5: 37-38)</strong></p>
<p>Przede wszystkim kwestia tego tak zwanego „Starego Testamentu” nie jest i nigdy nie była jedynie sprawą gnostyków. Jak wyjaśniono już w „Dialogu”, są dwa powody dla usunięcia „ST” z chrześcijańskiego kanonu, mianowicie moralny oraz skrypturalny. Jeden z nich prowadzi do odrzucenia jedynie części „ST”, tej, która jest w dużej mierze lub nawet całkowicie sprzeczna z chrześcijaństwem. Ten drugi powód natomiast opiera się na założeniu, że jedynie dzieła chrześcijańskiego autorstwa winny znajdować się w kanonie Pisma.</p>
<p>Nie jest również rzeczą istotną, czy ktoś „akceptuje Jahwe” czy też go „odrzuca”, gdyż nie mamy możliwości publicznego rozstrzygania sporów typu „który Bóg jest którym?” albo „który Bóg jest demiurgiem?”. Osobiście nie usiłuję definiować Boga (albo boga, z małej litery). To, co kiedyś stanowiło, prawie dwa millenia temu, przyczynę sporu o to „którego Boga reprezentuje Christos”, jest już zagadnieniem przestarzałym, dzisiaj na ogół mniej mówi się o „dwóch różnych Bogach”, przyjmując, że po prostu chodzi o dwie różne interpretacje Boga. A jeśli tak, to nie ma powodu zamartwiać się kwestiami o „pogodzeniu” pod tym względem ewangelii kanonicznych z niekanonicznymi. W ogóle cała ta kwestia definiowania Boga odpada z rozumowania. Uznajmy zatem po prostu ten fakt, że chrześcijanie od początku różnili się między sobą w definiowaniu Boga i że ten fakt może również zostać pokazany odpowiednim doborem pism w kanonie.</p>
<p>Każdy gnostyk, nie-gnostyk czy anty-gnostyk może prywatnie uznawać takie księgi za „natchnione”, jakie potrafi za takowe uznać. I może łączyć je z innymi, wcześniejszymi pismami i podaniami.  <a href="http://www.egyptcx.netfirms.com/" target="_blank">Oto link do strony </a> autorstwa pewnego protestanckiego pastora, jak najbardziej „biblijnego”, który niemal całej historii i wiary judaizmu i chrześcijaństwa dopatruje się w starożytnym Egipcie. Jak więc widać, możliwości pod tym względem są nieograniczone. Nam chodzi jedynie o to, że „ST” nie jest chrześcijański i że nie powinno w zasadzie być dla niego miejsca w kanonie Pisma u nas. Poza tym każdy wierzący może zachować swój własny pogląd.</p>
<p>Gdy chodzi o tak zwane „spełnianie proroctw ST”, to „Dialog” pokazuje na wybranych przykładach, jak nieraz owe interpretacje „spełniania proroctw” były na siłę naciągane. Poza tym nie należy zapominać, że ów „ST” przyjęty jako kanon we wczesnym kościele bazował na „Septuagincie”, czyli na jego greckim tłumaczeniu, które miejscami różni się dość znacznie od hebrajskiego oryginału. A że możnaby interpretować cokolwiek w Nowym Testamencie jako „wypełnione proroctwo” tego „Starego”? Religie przedchrześcijańskie głosiły wiele z tego, co potem przejęło chrześcijaństwo. W części 2 artykułu <a href="http://www.monio.info/2009/07/15/gnostyk-i-chrzescijanin-czesc-2/" target="_blank">„Gnostyk i chrześcijanin”</a> cytowany jest taki oto fragment wypowiedzi Justyna Męczennika:</p>
<p><em>„A gdy my również mówimy, że Słowo, które jest pierworodnym Boga, poczęte zostało bez unii seksualnej i że On, Jezus Chrystus, nasz Nauczyciel, został ukrzyżowany i umarł, i zmartwychwstał, i wstąpił do nieba, to nie głosimy niczego innego od tego, w co i wy wierzycie odnośnie tych, których wielbicie jako synów Jowisza.”</em></p>
<p>Jednak nie włączono podań „pogańskich” do kanonu. To już raczej my sugerujemy, że możnaby (ewentualnie) włączyć je tam wraz z niektórymi dziełami „Starego Testamentu” – choć preferowane byłoby niewłączanie niczego niechrześcijańskiego, choćby nie wiedzieć jak bliskiego naukom chrześcijaństwa.<br />
Paweł z Tarsu, postać, o której napisaliśmy szeroko w „Dialogu” z jednej strony niby afirmował „prawo”, z drugiej zaś wyrażał się o nim nieraz z daleko posuniętą pogardą, posuwając się nawet do nazwania go „śmieciami”. Do pewnego stopnia odzwierciedla to postawę samego Christosa, tak jak został on zinterpretowany w ewangeliach.</p>
<p>Spośród wielu dialogów Christosa w ewangeliach, zwróćmy uwagę na jeden, który zapisany jest w ewangeliach „Marka” oraz „Mateusza”:</p>
<p><strong><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/d568c477b64ee47723b351e9572eb964d04879ed.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/d568c477b64ee47723b351e9572eb964d04879ed.jpg" alt="" width="500" height="392" /></a>Mk 7: 24-30:<br />
</strong><em>„Wybrał się stamtąd i udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to Greczynka</em> (Ellenis), <em>Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. Odrzekł jej: «Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić szczeniętom». Ona Mu odparła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci». On jej rzekł: «Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę». Gdy wróciła do domu, zastała</em> <em>dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.”</em></p>
<p><strong><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/imagesCAFUUY9M.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/imagesCAFUUY9M.jpg" alt="" width="185" height="272" /></a>Mt 15: 21-28:<br />
</strong><em>„Potem Jezus odszedł stamtąd i podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha». <strong>Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem</strong>. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: <strong>«Odpraw ją, bo krzyczy za nami!»</strong> Lecz On odpowiedział: <strong>«Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela».</strong> A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: «Panie, dopomóż mi!» On jednak odparł: <strong>«Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić szczeniętom»</strong>. A ona odrzekła: <strong>«Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów».</strong> Wtedy Jezus jej odpowiedział: «O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» Od tej chwili jej córka była zdrowa.”</em></p>
<p>Przyjrzyjmy się tej historyjce nieco bliżej. Oto Christos początkowo niechętny jest udzieleniu pomocy kobiecie, która jest Greczynką, a nie Zydówką. Jednak po jednym, jedynym zdaniu tej „poganki” zupełnie zmienia nastawienie. „Marek” podaje krótszą wersję tej historii, autor „Mateusza” ją celowo natomiast rozwinął. U niego Christos prezentuje się jeszcze bardziej nonszalancko wobec tej kobiety niż u „Marka”. Zwróćmy uwagę, że początkowo w ogóle ją ignoruje, a „Apostołowie” namawiają go wręcz, by ją „odprawił”. Na ponowioną prośbę odpowiada w judaistycznym zapyzieniu, że nie do takich jak ona został „posłany”. Gdy prosi go raz jeszcze, staje się wobec niej (kobiety z chorym dzieckiem!) wręcz chamski, używając wobec niej metafory zestawiającej ją i jej dziecko ze zwierzętami. Aż by się chciało rzec, że to bardzo <em>talmudyczne</em> nastawienie, gdyby nie fakt, że Talmud jeszcze nie był wówczas napisany. Ale istniał „Stary Testament”, który tego rodzaju porównania sugeruje również.</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 324px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/65459.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/65459.jpg" alt="" width="314" height="364" /></a><p class="wp-caption-text">Ελληνις - Χριστός 1:0</p></div>
<p>I oto w tym momencie staje się coś, co odwraca całą sytuację na korzyść Greczynki. Jednym zdaniem, jedną krótką kontrą rozkłada ona tego „Boga na Ziemi” na obie łopatki tak szybko i nieodwracalnie, że nie pozostaje mu nic innego, jak tylko głośno sławić jej wiarę <a name="retchr1" href="#chr1">(1)</a><br />
Jeżeli przyjrzeć się bliżej „anatomii” wypowiedzi Greczynki, to stwierdzamy, że jest ona tego samego rodzaju, jak w wypadku wypowiedzi samego Christosa w jego polemikach z „uczonymi w Piśmie”. On „rozłożył” ich dokładnie tak samo jak ona jego. Za każdym razem posługiwał się argumentem tak sformułowanym, by odpowiadał on sposobowi myślenia oponenta. I robił to w celu zmiażdżenia jego argumentu i zmuszenia go do zamilknięcia lub zmiany zdania.</p>
<p>Nie wiemy jaka była chronologia wydarzeń opisywanych w ewangeliach. Nie jesteśmy zatem w stanie gwarantować, że wydarzenia te rozgrywały się w tej kolejności, w jakiej pojawiają się w zapisie. Rozmowa z Greczynką znajduje się u „Mateusza” w rozdziale 15, natomiast rozmowa z centurionem (również „poganinem”, tym razem rzymskim) jest już w rozdziale 8 (8: 5-10) i przy tamtej okazji Christos nie zachowywał się nonszalancko i nie próbował wątpliwych porównań – jak by to określili teologowie opisani w <strong>przypisie 1</strong> – dla „zgłębienia wiary” tego „poganina” (choć u „Łukasza” 7: 2-9 decyduje się pomóc dopiero gdy go apostołowie informują, że centurion był życzliwy dla Zydów i zbudował im synagogę). W rozdziale 10 „Mateusza” (10: 5-6) Christos posyła apostołów jedynie do „zagubionych owiec domu Izraela” i przestrzega ich wyraźnie, by nie udawali się do jakichkolwiek miast <strong><em>samarytańskich</em></strong>. Kontrastuje z tym podejściem przypowieść o <strong><em>dobrym Samarytaninie</em></strong>, którą znajdujemy u „Łukasza” (10: 30-37). Jaki zatem był stosunek Christosa do Samarytanów? Tym bardziej, że u „Łukasza” owo „posłanie apostołów” nie było obwarowane żadnymi warunkami udawania się tylko do Izraelitów, a dodatkowo informacja głosi, że udawali się oni „wszędzie” (9: 1-6). Podobnie ma się rzecz z posłaniem owych „siedemdziesięciu dwóch” u „Łukasza” (10: 1-11). A u „Jana” w rozdziale 4 czytamy o dobrym stosunku do Samarytanów, tam też Christos ma inną swoją rozmowę z „poganką” (tą przy studni) i mówi jej o „wodzie życia”. Też się nie „boczy”, że nie Zydówka&#8230;</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/woman_at_the_well.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/woman_at_the_well.jpg" alt="" width="447" height="360" /></a>Kimkolwiek byli autorzy ewangelii, zdawali się nie za bardzo rozeznawać w szczegółach takich jak nastawienie Christosa do Zydów i „gojów” w poszczególnych sytuacjach. Czyżby zatem stosunek ten był zmienny?</p>
<p>Nie zapominajmy w tym kontekście i o słowach samego Christosa (lub po prostu słowach autora ewangelii), że prorocy nie są słuchani przez „swoich” lecz przez obcych.</p>
<p>Wszystko wskazuje zatem na to, że człowiek ten ewoluował, tak jak każdy z nas, że mógł zmieniać poglądy i z biegiem czasu stawać się kim innym.</p>
<p>Można dokonać porównania z innymi „prorokami” w historii, takimi, których życiorysy znane są dokładniej.</p>
<p>Nasi „ortodoksi” i „ewangelikalni” mówią nam, że Christos był jak najbardziej judaistą, że <em><strong>był obrzezany</strong></em> jako dziecko żydowskie, <em><strong>chodził do świątyni</strong></em> i <strong><em>przestrzegał żydowskich świąt</em></strong>.<br />
Mniej więcej 19 wieków później <strong>Bahaullah</strong> był <em><strong>obrzezany</strong></em> jako dziecko muzułmańskie, <em><strong>chadzał do meczetu</strong></em> i <em><strong>przestrzegał świąt islamskich</strong></em> w Persji. Nie ma najmniejszych przy tym wątpliwości, że otoczenie, w jakim Bahaullah żył, było o wiele bardziej jednoznacznie islamskie, niż otoczenie Christosa było judaistyczne.<br />
Ale czy dzisiaj na pytanie „kim był Bahaullah?” odpowiemy: „był muzułmaninem”? A jeśli muzułmaninem, to jakim: szyickim, czy babickim? Który z „dwóch Bahaullahów” był tym prawdziwszym: ten islamski sprzed 1863 roku, czy ten bardziej uniwersalistyczny po 1863 roku, założyciel nowego ruchu religijnego?<br />
Jeżeli zapytamy zaś o Marcina Lutra „kim był?”, to jaka odpowiedź ciśnie nam się na usta: „był ochrzczonym katolikiem i mnichem katolickim” czy też raczej „był ojcem Reformacji”?</p>
<p>Christos miał twierdzić, że:</p>
<p><em>„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, <strong>ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie</strong>, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.”</em> <strong>(Mt 5: 17-20)</strong></p>
<p>W poważnej mierze odnieśliśmy się już do zagadnienia prawa żydowskiego i jego kolizji z chrześcijaństwem w tekście <strong><em>„Dialog między Marcjonitą a Judaizerem”</em></strong> . Tu przyjrzymy się zatem jedynie paru przykładom niezaakcentowanym w tamtym tekście, a ilustrującym dobitnie w jaki sposób Christos „wypełniał” te prawa, nawet te „najmniejsze” spośród nich. Zacznijmy od bardzo ogólnego i stosunkowo łagodnego zestawienia:</p>
<p><em>„Opowiedział im też przypowieść: «Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków i wtedy zostaną zachowane. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego &#8211; mówi bowiem: &#8220;Stare jest lepsze&#8221;»</em> <strong>(Łk 5: 36-39)</strong> – także w: <strong>Mt 9: 16-17 </strong></p>
<p>Christos kontrastuje tu rzeczy nowe ze starymi. W jednym wypadku „stare” jest lepsze od „nowego” (wino), w drugim jest na odwrót: „nowe” jest lepsze (ubranie). Tak czy owak nową rzecz należy zachować w nowym „opakowaniu”. I jeśli rozciągnąć tę regułę na życie publiczne, to łatwo spostrzec, że nowe idee lepiej zachować nowym prawem. I dość powszechnie ta przypowieść odczytywana jest także przez samych „ortodoksów” jako ostrzeżenie przed wpychaniem nowego ducha Ewangelii w starą pobożność żydowską i niektóre jej nakazy.</p>
<p>Idźmy dalej: u „Łukasza” (6: 1-9) Christos kpi sobie z zakazu nierobienia pewnych rzeczy w szabas, dodając jeszcze, że i Dawid, gdy był głodny, to jadł i innym dał do jedzenia taki chleb, który tylko kapłanom wolno było jeść. Rzucił faryzeuszom wyzwanie, pytając: „Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy wolno źle czynić; życie ocalić czy zniszczyć?”</p>
<p>Idźmy jeszcze dalej. Oto te słynne fragmenty, w których Christos wypowiada się na temat tego, co czyni człowieka „nieczystym”:</p>
<p><em>„Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!».”</em> <strong>(Mk 7:14-15)</strong></p>
<p><em>„Potem przywołał do siebie tłum i rzekł do niego: «Słuchajcie i chciejcie zrozumieć. Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym»”</em> <strong>(Mt 15: 10-11)</strong></p>
<p>Tradycyjnie tłumaczy się te wersety tylko w ten sposób, w jaki są wyjaśnione w ewangelii „Mateusza” zaraz potem (15: 16-20), mianowicie <em><strong>„..wszystko, co wchodzi do ust, do żołądka idzie i wydala się na zewnątrz. Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni człowieka nieczystym.”<br />
</strong></em>Tymczasem obok jednej regulacji, fragmenty te uderzają jeszcze w inną, z niemniejszą siłą: czy aby nie stanowią jawnego lekceważenia zasady żydowskiej odnośnie tego, jaka żywność jest „czysta”, a jaka „nieczysta”?<br />
Nic dziwnego zatem, że „&#8230;przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: <strong><em>«Wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to powiedzenie?» On zaś odrzekł: «Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».”</em> (Mt 15: 12-14)</strong></p>
<p>Zwróćmy jeszcze raz uwagę na owo stwierdzenie metaforyczne: <strong>„Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana”</strong>. Jak w takich warunkach można w ogóle poważnie twierdzić, że Christos „utrwalał” lub „wypełniał” tradycyjne nakazy judaistyczne w sposób niedopuszczający do ignorowania któregokolwiek z nich, nawet „najmniejszego”?<br />
Nie, ten człowiek nie<strong> utrwalał</strong> żadnej z tych regulacji, on je <strong>rozwalał</strong>, jedną po drugiej. Nie będziemy tu cytować wszystkiego tego, co zanotowano we wczesnych pismach chrześcijańskich, zachęcamy każdego Czytelnika do zapoznania się z tymi tekstami, również tymi, które nie znajdują się w kanonie, by się o tym sam dowodnie przekonał.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Image6-1.png"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Image6-1.png" alt="" width="300" height="300" /></a>Za każdym jednak razem, gdy rozwałkowywał te zasady, czynił to nie w bezpośredni sposób, lecz używając formy pośredniej, niby to nie kwestionującej owej regulacji, z którą się akurat rozprawiał. Jednak właśnie ta pośrednia forma każdorazowo wykazuje po prostu bezsens, całkowity bezsens regulacji, o którą w danym momencie chodzi, nieraz te zasady po prostu ośmieszając.</p>
<p>Dokładnie to samo uczyniła i Greczynka, zwana także „Syrofenicjanką”. Bo chyba nie użyła formy o „okruchach dla szczeniąt” po to, by oświadczyć wszem i wobec, że jej dziecko to zwierzę lub że ona sama jest „psem” (pardon: „suką”) wobec jakiejkolwiek Zydówki? Ona po prostu zmierzyła się z Christosem na metafory i odniosła w pełni zasłużone zwycięstwo nad nim i nad jego judaistycznym szowinizmem i pogardą człowieka.<br />
Tak jest: <strong><em>pogardą człowieka</em></strong>. Spróbujmy sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś z nas (na przykład ja sam) wraz ze swymi znajomymi przechodzi obok jakiegoś budynku, gdy naraz próbuje nas zatrzymać jakaś kobieta, załóżmy, że Zydówka lub Murzynka i prosi o pilną pomoc dla jej małego dziecka. Nawet jej nie odpowiadam, a gdy za nami woła, jeden z mych znajomych mówi do mnie: <em>&#8220;Chodźmy stąd, bo inaczej nie przestanie za nami wrzeszczeć&#8221;,</em> na co ja odpowiadam: <em>&#8220;Pomagam tylko Białym&#8230;&#8221;.</em> Wtedy ta kobieta podchodzi blisko nas i ponownie prosi o pomoc. Na co ja &#8220;po Chrystusowemu&#8221; wycedzam, że: <em>&#8220;Słuchaj, najpierw trzeba pomagać <strong>dzieciom</strong>, a takim <strong>psiakom</strong> jak ten twój dzieciak, to dopiero później&#8230;&#8221;.</em> Biorąc pod uwagę dzisiejsze czasy, to pewnie by mi tak ładnie nie odpowiedziała jak ta kulturalna &#8220;Syrofenicjanka&#8221;, którą Christos miał tak ogromny zaszczyt spotkać (ale by było, gdyby go tak złajała &#8220;po dzisiejszemu&#8221; albo gdyby mu zagroziła &#8220;wytarganiem za uszy&#8221; jak niegdyś Joanna d&#8217;Arc pewnemu duchownemu podczas swego procesu w Rouen&#8230;).<br />
Tak czy inaczej, mówimy tu mniej więcej o takim chamstwie Christosa, który istotnie musiał się w pewnym momencie &#8220;ponownie narodzić&#8221; w tym duchu, o jakim mówił później Nikodemowi w ewangelii Janowej&#8230; Kto wie, może właśnie dlatego mu o tym mówił, bo się już zdążył &#8220;urodzić na nowo&#8221;, więc miał już potem czego nauczać innych&#8230;</p>
<p>Autorzy ewangelii mogli ulegać pokusie, by polemiki Christosa z jego oponentami przedstawiać w jak najlepszym dla niego świetle. Interesujące jest więc w tym kontekście, że zarówno autor „Marka” jak i „Mateusza” odnotowali ów „dialog z Syrofenicjanką”, w którym to dialogu Christos poniósł tak jednoznaczną porażkę. Może to oznaczać, że historia ta ma swoje podłoże w fakcie autentycznym. Zapewne zresztą takich rozmów Christos miał znacznie więcej. Szybkość, z jaką Greczynka odpowiedziała Christosowi, może sugerować, że miała ona podobne rozmowy za sobą, zapewne z innymi Zydami. Nie zapominajmy, że działo się to na obszarze, który formalnie podlegał żydowskiemu królowi oraz jego sądowi najwyższemu, Sanhedrynowi. Lepiej było nie ryzykować otwartej konfrontacji, gdy szło o rozmowy na temat religii oraz wzajemnego stosunku Zydów i „gojów”. Zresztą i sam Christos wykazywał się nieraz podobną przezornością. I nie tylko on. Nowy Testament daje nam pewne pojęcie o atmosferze tam panującej. Oto parę przykładów:</p>
<p><em>„Potem Jezus obchodził Galileę. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić.”</em> <strong>(Jn 7: 1)</strong> i dalej <em>„Nikt jednak nie mówił o Nim otwarcie z obawy przed Żydami.”</em> <strong>(Jn 7: 13)</strong> oraz „<em>Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: «Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić?”</em> <strong>(Jn 7: 25),</strong> albo: <em>„Faryzeusze zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.”</em>  <strong>(Mt 12: 14). </strong></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/jesus_shepherd.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/jesus_shepherd.jpg" alt="" width="398" height="285" /></a>Jest zresztą bardzo prawdopodobne, że to właśnie tego rodzaju konfrontacje słowne, jak ta z ową Greczynką, zaczęły w końcu przyczyniać się do stopniowej zmiany nastawienia Christosa do ludzi nie identyfikujących się jako Zydzi. Stąd też mogą brać się te rozmaite opisy jego stosunku do Greków, Rzymian lub Samarytanów w Nowym Testamencie. Z jednej strony znał nakazy żydowskie odnośnie stosunku do „obcych”, z drugiej prędzej czy później musiał przekonywać się, że ci „obcy” to ludzie tacy sami jak ten tak zwany „naród wybrany”, niczym negatywnym się od tych „wybranych” nie odróżniający. Podobnie przecież było i z Pawłem z Tarsu. On też był Zydem. W końcu zarzucił religijny i kulturowy segregacjonizm żydowski i chwała mu za to!</p>
<p>____________________________</p>
<p>PS:<br />
Narazie jeszcze nie planuję pisania artykułu „Gnostyk i chrześcijanin – 3”, choć noszę się z myślami o zrobieniu tego w nieokreślonej przyszłości.</p>
<p><strong>Przypisy:</strong></p>
<p><a name="chr1" href="#retchr1"><strong>1.</strong></a> Zaznajomiliśmy się już z niektórymi „egzegezami” tego fragmentu przez teologów próbujących, niczym sędziowie bokserscy, podnieść do góry rękę pokonanego jako kogoś, kto rzekomo był „prowadzącym” ową kobietę do „głębszej jeszcze wiary”. Chodziło im o to, by złagodzić istniejącą w tłumaczeniu „twardą” wymowę tej sceny. Tłumaczenia mówią bowiem na ogół o „psach”, gdy w oryginale użyto słowa „kynariois” („szczenięta”). To zestawienie „dzieci” i „szczeniąt” miało zatem, według owych teologów, być jedynie rodzajem „łagodniejszego potraktowania” sugerującego, że Christos nie zamierzał odwrócić się od kobiety, a jedynie pragnął poprowadzić ją ku głębszej wierze.</p>
<p>Musimy przyznać otwarcie, że takie tłumaczenie nie ma najmniejszego sensu. Po pierwsze kobieta prosiła o pomoc dla swego małego dziecka, a dla kogoś, kto chce obrazić, czyż jest lepsze zestawienie dziecka niż ze szczenięciem zamiast z dorosłym psem? Mało tego: jeżeli „dziecko” ma być synonimem kogoś o większej wierze, a „szczenię” ma reprezentować osobę o wierze małej, to dlaczego Christos miałby się upierać, że jest posłany do ludzi o większej wierze? Czyż gdzie indziej nie czytamy przypisywanych mu słów, według których jest posłany do „chorych”, bo to właśnie tacy potrzebują „lekarza”? (Łk 5: 30-32). Musiałby zatem garnąć się do „pogan” (czyli „psów”) i ich dzieci (owych „szczeniąt”), a nie odwracać się od nich. Naszym zdaniem zatem owo tłumaczenie dawane przez „egzegetów” to zwykły klajster propagandowy, który stworzony został na wypadek gdyby czytelnicy ewangelii uznali wypowiedź Christosa za zbyt surową wobec Greczynki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2011/01/09/christos-utrwalacz-czy-rozwalacz-prawa-zydowskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gnostyk i chrześcijanin &#8211; część 2</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/07/15/gnostyk-i-chrzescijanin-czesc-2/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/07/15/gnostyk-i-chrzescijanin-czesc-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Jul 2009 18:32:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Doketyści]]></category>
		<category><![CDATA[Doketyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Gnosis]]></category>
		<category><![CDATA[Gnostycyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Gnostyk]]></category>
		<category><![CDATA[Gnoza]]></category>
		<category><![CDATA[Ireneusz z Lyonu]]></category>
		<category><![CDATA[Klemens Aleksandryjski]]></category>
		<category><![CDATA[Marcjon]]></category>
		<category><![CDATA[Walentyn]]></category>
		<category><![CDATA[Walentynianie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://monio.info/?p=181</guid>
		<description><![CDATA[Gnostyk i chrześcijanin &#8211; część 2: tym razem polemicznie W swoim komentarzu do artykułu „Chrześcijaństwo gnostyczne?” zapewniłem jego autora, Pana Romana Zająca, że mi się jego tekst spodobał. Nie oznacza to oczywiście, że zgadzam się ze wszystkimi prezentowanymi tam opiniami, zwłaszcza z tymi, które nie są jego własnego autorstwa. Chociaż zatem niniejszy tekst zwraca się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-2022" title="Copy (3) of Copy of Monio Logo" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/07/Copy-3-of-Copy-of-Monio-Logo2.jpg" alt="Copy (3) of Copy of Monio Logo" width="185" height="265" /><strong>Gnostyk i chrześcijanin &#8211; część 2: tym razem polemicznie </strong></p>
<p><strong>W swoim komentarzu do artykułu „Chrześcijaństwo gnostyczne?” zapewniłem jego autora, Pana Romana Zająca, że mi się jego tekst spodobał. Nie oznacza to oczywiście, że zgadzam się ze wszystkimi prezentowanymi tam opiniami, zwłaszcza z tymi, które nie są jego własnego autorstwa. Chociaż zatem niniejszy tekst zwraca się do mego <em>Vis-a-vis</em> niejednokrotnie, to nie powstał on jako wyłączna polemika z jego poglądami, lecz raczej jako zbiór „luźnych” uwag polemicznych pisanych przez „szeregowego członka kościoła”. „Luźnych”, ale popartych faktami i dokumentami. </strong></p>
<p><strong>Tekst ten można czytać jako jedną całość. Można też zasadniczą część czytać osobno i osobno czytać przypisy zajmujące niemal połowę całości. </strong></p>
<p><strong>Wspólny gmach&#8230;</strong></p>
<p>A zatem zacznijmy od początku, czyli od pytania, które Pan Roman Zając postawił, czy istnieje (między nim a mną) wspólna płaszczyzna dyskusji.</p>
<p>Ależ Panie Romanie: napisał Pan polemikę na <em>cztery i pół tysiąca słów</em>, co dowodzi samo w sobie, że taka płaszczyzna rzeczywiście istnieje. I jeśli się bliżej przyjrzeć, to jest ona znacznie szersza i solidniejsza niż wynikałoby to z Pańskich własnych deklaracji zawartych w owych kilku tysiącach słów.</p>
<p>W pierwszej części artykułu „Gnostyk i chrześcijanin” powołałem się na pewien serbski dowcip, podkreślając przy tym, że ci, których on dotyczy (Serbowie i Chorwaci) mówią tym samym językiem. My też mówimy tym samym językiem (religijnym), używamy podobnych i takich samych pojęć (Christos, zmartwychwstanie, życie wieczne, zbawienie, eklezja, eucharystia, Logos, Syn Boży, Bóg Ojciec, Duch Święty itd, korzystamy poza tym z tych samych pism znanych z tradycji), i właśnie posługiwanie się tym samym zespołem pojęć tworzy ową podstawę, nawet jeśli to prawda, że rozmaicie owe pojęcia rozumiemy. Ba, nasze dyskusje tym bardziej są interesujące im bardziej różnimy się w definiowaniu tychże pojęć. Przychodzi mi tu na myśl pewna telewizyjna wypowiedź jednego z tutejszych (Australia) muzułmanów, który mówił wszystkiego zaledwie około 30 sekund, ale szereg razy zdążył w tym czasie przytoczyć pewne arabskie pojęcia z Koranu. Niewielu zatem było w stanie tak naprawdę powiedzieć o czym ten muzułmanin na dobrą sprawę mówił. Ale nawet gdyby i te pojęcia podał wyłącznie po angielsku, to i tak nieislamskim telewidzom należałyby się zapewne gęste wyjaśnienia o co w nich chodzi.</p>
<p>A my, chrześcijanie? Wystarczy, że ktoś publicznie użyje n.p. pojęcia “Duch Święty”, a nie ma takiego ‘christianosa’ od starokatolika i kopta aż po chrystadelfianina i mormona, któryby tego pojęcia nie rozumiał. Nawet jeśli istnieją znaczne różnice w definiowaniu owego Ducha, to i tak esencja tego, o co w tym pojęciu może chodzić, jest z łatwością wyczuwana przez naszych koreligionistów.</p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-2034" title="Swastyka Eucharystyczna" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/07/Swastyka-Eucharystyczna.jpg" alt="Swastyka Eucharystyczna" width="249" height="242" />To samo dotyczy Eucharystii: rozumienie jej rozciąga się od „symbolu” poprzez „obecność duchową”, „katalizator” (to ostatnie jest moim rozumieniem) aż do „realnej obecności”, która ma miejsce w wyniku „transsubstancjacji”.</p>
<p>Karczemne nieraz polemiki mają miejsce między chrześcijanami o „właściwe rozumienie” tego sakramentu i po dziś istnieje w związku z tym swego rodzaju „ekskluzywizm eucharystyczny” czy „eucharystyczny apartheid”. Ale jedno jest pewne: esencja tego pojęcia eucharystii czy komunii świętej jest w mig łapana przez każdego chrześcijanina bez względu na denominację i opcję. A na przykład hinduiście to by dopiero trzeba gęsto tłumaczyć (i to niekoniecznie z powodzeniem&#8230;) o co właściwie w tym wszystkim chodzi (niemal jako humorystyczny akcent ilustrujący może tu służyć scena z filmu „Gandhi”, w której pewien Hindus mówi chrześcijańskiemu duchownemu: <em>„Znam pewną chrześcijankę. <strong>Ona pije krew</strong>. Krew Chrystusa&#8230;”</em>).</p>
<p>Ta wspólnota pojęciowa zatem tworzy owo chrześcijaństwo, o które tu chodzi. Stąd też to właśnie ów system pojęć stanowi tę jedyną granicę teologiczną, za którą znajdują się inne religie. I to po tych pojęciach najłatwiej nas rozpoznać. Łatwiej niż po jakiejkolwiek konkretnej teologii.</p>
<p>To prawda, te bardzo szeroko rozciągnięte granice teologiczne nie są czymś, z czym każdy mógłby się utożsamiać. W końcu nie każdy potrafi się identyfikować dosłownie ze wszystkim, co się w nich mieści. Ale jeśli dwóch różnych chrześcijan znajdzie się wśród muzułmanów lub ateistów, to szybko się „zwąchają” i nie będzie grało dla nich roli to, że u siebie (czyli wśród chrześcijan) jeden z nich jest <em>psem</em>, a drugi <em>kotem</em> (specjalnie robię tu aluzję do pierwszej części artykułu).</p>
<p>To jest m.in. powodem, dla którego w krajach o mieszanych religiach lub krajach bardziej zsekularyzowanych mniejszą rolę ma to, do którego kościoła się należy lub jak się wierzy. Gdy przychodzi do rzeczy najważniejszych, to intuicyjnie potrafimy wyczuć co jest najważniejsze. I nieodmiennie okazuje się, że to jednak nie dogmat, eucharystyczny apartheid czy sposób rozumienia zmartwychwstania, lecz to, <em>co w naszym, praktycznym ludzkim życiu się za tymi pojęciami ukrywa</em>. Wtedy okazuje się, że wiara i możliwość rozumienia ważniejsze są niż dogmat.</p>
<p><strong>&#8230;z osobnymi komnatami</strong></p>
<p>Zrozumiałe jest, że wewnątrz Wielkiego Chrześcijaństwa poszczególni wyznawcy i całe wspólnoty i kościoły pragną nieco szczelniejszych granic i mocniejszych na nich szlabanów, bo inaczej uważają, że te granice są zbyt rozmyte. Jak rozumiem, Pan Roman Zając również pragnie takich szczelniejszych granic. Wynika to nie tylko z całego tenoru jego artykułu, ale także z przeciągnięcia przezeń argumentu nawet poza te granice teologiczne, o których wspomniałem. Pyta Pan więc, czy chrześcijaninem jest muzułmanin, buddysta czy hinduista, jeśli w taki czy inny sposób odwołuje się on do Christosa. Ja sądzę, że tu akurat tracilibyśmy niepotrzebnie czas na takie kwestie. Byłoby z pewnością <em>nie fair</em> akurat nam o tym decydować teraz, gdy owi muzułmanie, buddyści i hinduiści sami ze swej strony nie podejmują kroków, by za chrześcijan uchodzić. Tak więc ten problem mamy akurat z głowy, czyli inaczej mówiąc: <strong><em>nie ma takiego problemu <a name="retgc1" href="#gc1">(1)</a></em></strong></p>
<p>Natomiast mormoni, których wymienił Pan jednym tchem obok tych muzułmanów, buddystów i hinduistów, zdecydowanie są chrześcijanami. Oni akurat w przeciwieństwie do tych innych jak najbardziej przyznają się do chrześcijaństwa i do żadnej innej religii. Inni zresztą również nie zaliczają ich np. do islamu, judaizmu czy voodoo.</p>
<p>Fakt ogromnych różnic teologicznych pomiędzy „ortodoksami” a „heretykami” (a w niektórych zresztą wypadkach również między samymi ortodoksami) nie zmienia jednak faktu, że chodzi o tę samą wspólną tradycją religijną.</p>
<p>Wspomniał Pan hinduizm. Otóż hinduizm znany jest ze swego <strong><em>politeizmu</em></strong>. Ale jest tam również silny nurt <strong><em>monoteistyczny</em></strong>. Ba, nie brakuje tam też <strong><em>panteizmu</em></strong>. Wydawać by się mogło, że <em>monoteizm, politeizm i panteizm</em> całkowicie się nawzajem wykluczają. Jednak nikt: ani sami hinduiści ani inni (włączając chrześcijan) nie ma najmniejszych wątpliwości, że chodzi jednak o <em>hinduizm</em>. Tam też nie brak sporów i np. amerykański hinduista (krisznowiec) Chris Butler, znany także jako <em>Siddhaswarupananda Paramahamsa</em> (a na którego kiedyś się już powołałem) nie szczędzi słów krytyki innym hinduistom w swej książce <em>„Reincarnation explained”.</em></p>
<p>Podobnie jest i u nas. I co ciekawe, zawsze tak było. Pisma Nowego Testamentu całkowicie to potwierdzają i to nie tylko dlatego, że są pełne polemik, ale także dlatego, że obraz Christosa tam zawarty jest niejednoznaczny i pełen sprzeczności, których żadne oficjalne wykładnie nigdy nie potrafiły do końca pogodzić. Stąd właśnie taka wielość interpretacji. Dlatego też ustalanie <em>„za kogo uważał się sam Jezus”</em>, jak tego chce pastor Alfred Palla z USA (patrz artykuł <em>„Gnoza i gnostycy”</em>) jest po prostu niemożliwe i będzie zawsze przedmiotem sporów. Sam Jezus <em>niczego</em> nie napisał, my co najwyżej wiemy co <em>inni</em> pisali o nim i to dziesiątki i setki lat po jego śmierci. Cytując więc wypowiedzi przypisywane w ewangeliach Jezusowi, cytujemy zatem ich autorów, a nie Jezusa. Autentyczność zaś poszczególnych wypowiedzi podawana jest w wątpliwość coraz powszechniej i to doprawdy nie tylko przez teologów <em>z Jesus Seminar</em> lub przez powieściopisarzy piszących kryminały, jak Dan Brown. Jedyne co my jesteśmy w stanie zrobić, to interpretować tego Christosa.</p>
<p>Tak, chrześcijaństwo gnostyczne jest innym typem chrześcijaństwa niż na przykład ewangelikalne. <strong><em>No i co z tego?</em></strong> Tak, to prawda, że obu tych orientacji nie da się (przynajmniej pod względem teoretycznym) <em>całkowicie</em> pogodzić ze sobą (bo do pewnego stopnia jednak się da&#8230;), co zresztą podkreśliłem już wcześniej. <strong><em>No i co z tego?</em></strong> Tak, gnostycy widzieli i widzą zbawienie (soteria) głównie w nauczaniu Christosa, nie w jego śmierci fizycznej. <strong><em>No i co z tego?</em></strong></p>
<p>Świadectwa nawet bardzo się różniące pozostają jednak świadectwami. I to jak najbardziej autentycznymi. Przypomnieć warto, że jeśli „zeznania” świadków są zbyt do siebie podobne, to z reguły uważa się je za podejrzane. Dlaczego na przykład Credo „nicejsko konstantynopolitańskie” pochodzące z IV wieku n.e. miałoby stanowić dla wszystkich solidniejszą podstawę niż gnoza, która jest znacznie starsza i której nie trzeba było specjalnie „uchwalić” ani tym bardziej nikomu jej narzucać pod groźbą? Zresztą dotyczy to nie tylko jakichkolwiek gnostyków (z których wielu uznaje to credo): arianie <em>nigdy</em> go nie uznali, a do chrześcijaństwa się zaliczali i nikt temu nie przeczy.</p>
<p><strong>„Chrześcijanin chrześcijaninowi niechrześcijaninem”</strong></p>
<p>Rozmaici autorzy, choćby nie wiedzieć jak ortodoksyjni, sami przyznają (rozumiem, że czasem niechętnie), że gnostycyzm „nigdy nie opuścił chrześcijaństwa”. Nie miał powodu: jest tu u siebie i to od początku i już samo naszpikowanie Nowego Testamentu wyrażeniami i poglądami typowo gnostycznymi przesądza tu wszelki spór na korzyść takiej tezy. Dla porównania: to, co dziś nazywamy ortodoksją ma swoje dające się uchwycić początki nie wcześniej niż w około połowie II wieku n.e <a name="retgc2" href="#gc2"><strong>(2)</strong></a>. Od dwóch tysięcy lat zatem, czyli od samego zarania naszej religii gnostycyzm jest w niej dobrze zakorzeniony i nic nie jest w stanie faktu tego ani zmienić ani wymazać. Choć próbowano i zmienić i próbowano wymazać.</p>
<p>Teza o gnostykach jako „dysydentach” w naszej religii nie wytrzymuje krytyki. Gdyby istotnie nimi byli, to od samego początku nie byłoby co do tego najmniejszych wątpliwości. Oni sami ze swej strony też nie upieraliby się przy chrześcijaństwie akurat, gdy wokół było tyle innych religii wręcz „do wyboru, do koloru”. Już sam fakt, że gnostycyzm nigdy nie opuścił chrześcijaństwa oraz że wywarł (i dalej wywiera) ogromny w nim wpływ, świadczy, że nie jest on z nim sprzeczny. Gdyby istotnie był, nie byłoby problemu z wyraźnym odróżnieniem tych dwóch rzekomo tak różnych rzeczy niczym „czarnego” od „białego”, w którym to wypadku „pozbycie” się go nie powinno było nastręczać poważnych trudności. Tymczasem pomimo walki, jaką wielu „ortodoksów” toczy z nim już od stuleci, tkwi on dalej tam gdzie był i ma się znakomicie.</p>
<p>Rzekomy „konflikt” między chrześcijaństwem a gnostycyzmem de facto zatem nie istnieje. Istnieje i istniał konflikt pomiędzy teologiami. Gnostycyzm nie był i nie jest reprezentowany jedynie w ugrupowaniach „heretyckich”. Gdy tylko próbuje się wykazać istnienie tego konfliktu, za cel służy nie tyle gnoza ile literalistycznie rozumiana teologia. Stąd też istniały ostre polemiki <em>również </em>pomiędzy gnostykami „ortodoksyjnymi” a „heretyckimi”, choć jeśli jednak przyjrzeć się dokładniej, to znajdujemy zadziwiająco dużo wspólnego między nimi.</p>
<p>Współczesne zaś oceny niegdysiejszego gnostycyzmu przez wielu naszych dzisiejszych „ortodoksów” są w zawstydzający wprost sposób bazowane praktycznie wyłącznie na jego obrazie skarykaturowanym przez antycznych „łowców herezji”. Jednym ze świeższych tego przykładów jest interesująca <strong><em>poza tym</em></strong> książka jezuity Williama W. Meissnera <em>„The Cultic Origins of Christianity. The Dynamics of Religious Development” </em>(Collegeville, Minnesota, USA 2000; ISBN 0-8146-5076-7). W rozdziale <em>„Gnosticism in Christianity”</em> (s. 163-181) jedynymi tekstami, do których autor się odwołuje, są albo napastliwe wywody Ireneusza z Lyonu albo współczesnych antygnostyków. Oto typowa próbka argumentacji o. Meissnera:</p>
<p><em>„&#8230;Ireneusz napisał:</em><br />
<em>„A każdy z nich twierdzi, że owa mądrość jest tą, którą on sam odkrył, czyli produktem jego własnej imaginacji, tak więc według nich prawda może być raz u Walentyna, innym razem u Marcjona, a jeszcze kiedy indziej u Kerinthosa. Gdyż każdy z nich jest tak kompletnie zdeprawowany, że nie wstydzi się nauczać dla siebie, wypaczając regułę prawdy.” </em></p>
<p><em>Ojcowie wczesnego kościoła odpowiedzieli pełną wigoru denuncjacją i szczegółowym badaniem genezy gnostycyzmu, by zdemaskować jego błędy&#8230;.”.</em></p>
<p>I tak dalej, i tak dalej&#8230; Czyli znowu (jak nieskończoną wielość razy przedtem): dla współczesnego „ortodoksa” nie było ważne to, co gnostycy sami mieli do powiedzenia na własny temat, lecz tylko i wyłącznie to, co Ireneusz o nich sądził.</p>
<p>Wie Pan, co mnie w ekskluzywistycznej interpretacji ortodoksów najbardziej śmieszy? To, że z jednej strony próbują oni oddzielić gnostycyzm od chrześcijaństwa (oj, „daremne żale, próżny trud&#8230;”!), a jednocześnie przyznają np. że Marcjon był pierwszym, który zaczął składać kanon pism chrześcijańskich (czyżby był „innowiercą”, co to w „czynie społecznym” chciał stworzyć kanon chrześcijański&#8230; z litości, bo żaden „prawdziwy chrześcijanin” przed nim się tego nie podjął?). Nazywają tego Marcjona (zapewne <em>Markiona</em>) „chrześcijańskim gnostykiem” <a name="retgc3" href="#gc3"><strong>(3)</strong></a>. Uznają, że Ptolemeusz i Herakleon byli autorami (ok. 170 r.n.e.) pierwszych znanych komentarzy do ewangelii „Według Jana” (i znowu: „innowierców” trzeba aż było, by komentować chrześcijańskie pismo ewangeliczne, bo „ortodoksi” się spóźnili?). Uznają oni dalej za najstarszą <em>datowaną </em>chrześcijańską inskrypcję budynku kościoła tę, która pochodzi z 318 roku n.e. i jest marcjonicka (dopiero niedawno odkryto inną jeszcze chrześcijańską inskrypcję w Megiddo, o czym informowano w tym serwisie). Przyznają (bo nie sposób zaprzeczyć), że jedni z największych liderów antycznego chrześcijaństwa katolickiego (czytaj: ortodoksyjnego) Orygenes i Klemens z Aleksandrii mieli poglądy gnostyczne i szeroko się o nich rozpisywali. Możnaby tak ciągnąć i ciągnąć. Taka jest to totalna niekonsekwencja: z jednej strony twierdzą, że gnostycy to nie chrześcijanie, a z drugiej przyznają, że to jednak chrześcijanie. Czy tylko dlatego, że głupio im przyznać, że tyle w chrześcijaństwie i dla niego robili jacyś „innowiercy”? (dziwna by to była ta nasza religia: sklecana przez „obcych”&#8230;).</p>
<p>Jakby tego jeszcze nie było dość, to po uczynieniu takich ewidentnie ekskluzywistycznych uwag zarzucają ten ekskluzywizm, a nawet religijną arogancję (!)&#8230; gnostykom, czyli tym, do których zarzut taki pasuje akurat najmniej, gdy akurat do ortodoksów pasuje on bardziej i pasował już w przeszłości. <a name="retgc4" href="#gc4"><strong>(4)</strong></a></p>
<p>Doprawdy, starożytni ortodoksi byli nie mniej, lecz nawet bardziej ekskluzywistyczni od swych gnostyckich <em>vis a vis</em>. Slady tego widoczne są gołym okiem również i dziś. Nawet tu, w tym serwisie, od siedmiu miesięcy toczy się dyskusja na Forum <em>„Zbawienie poza chrześcijaństwem”</em> i niektórzy Dyskutanci całkiem poważnie prezentują tam pogląd, że zbawienie możliwe jest w zasadzie tylko w chrześcijaństwie (a za takowe uważają jedynie jego „ortodoksyjną” odmianę), poza nim zaś jedynie tam, gdzie nie zapoznano się z ewangeliami Nowego Testamentu.</p>
<p>Wykluczanie (czyli ekskluzja) odbywa się na rozmaitych poziomach: albo ze zbawienia w ogóle, albo z chrześcijaństwa, albo przynajmniej z kościoła (tu już znacznie rzadziej, choć znowu wspólnotom odmawia się niejednokrotnie miana „kościołów”), a jeśli już z niczego z powyższych, to co najmniej ze wspólnej eucharystii.</p>
<p>Gnostycyzm ze swej strony jest już raczej <em>inkluzywistyczny</em>, podobnie jak buddyzm.</p>
<p><strong>Stosunek do Nowego Testamentu</strong></p>
<p>O ile jednak gnostycyzm chrześcijański różni się poważnie od „ortodoksji”, to od razu zauważyć wypada, że chodzi o interpretacje (zarówno znaczenia i charakteru religii), a nie tyle na przykład o dokonywany wybór pism świętych. Pan Roman Zając sugeruje m.in., że ten gnostycyzm jest odrębny od pozostałego chrześcijaństwa, bo to pozostałe (np. <em>„protestantyzm, prawosławie czy katolicyzm”</em>) <em>„opiera się na Nowym Testamencie jako świadectwie o Jezusie Chrystusie”.</em></p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-2036" title="antinomians-marcion_edited" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/07/antinomians-marcion_edited1.jpg" alt="antinomians-marcion_edited" width="150" height="231" />Na jakiej właściwie podstawie wyciągać należałoby taki wniosek? A już zwłaszcza pytanie to dotyczy <em>Nowego Testamentu</em>, który został wręcz <em>zainicjowany</em> przez gnostyka (lub semi-gnostyka) Marcjona. Fakt, że gnostycy pisali całą masę innych ewangelii (ich przeciwnicy stwierdzali z przekąsem, że pisali oni <em>„jedną ewangelię każdego dnia”</em>), nie dowodzi, że wypierają się kanonicznych. To prawda, że Marcjon wybrał tylko jedną ewangelię do swego kanonu, ale w owym czasie rozmaite wspólnoty chrześcijańskie miały swoje ewangelie i niekoniecznie były to właśnie te, które później znalazły się w kanonie dzisiaj znanym. Gnostycy pisali komentarze do ewangelii i praktycznie bez przerwy powoływali się na św. Pawła (najprawdopodobniej to właśnie Marcjon był pierwszym, który przetłumaczył listy Pawła na łacinę&#8230;).</p>
<p>Pan Roman Zając wspomniał ewangelię „Według Jana”. Otóż właśnie, ze wszystkich ewangelii znanych dziś jako kanoniczne, „Kata Ioannen” była od samego początku szczególnie popularna wśród gnostyków, którzy też jako pierwsi napisali komentarze do niej. W II wieku n.e. krążył zresztą pogląd, że to „heretycki” gnostyk Kerinthos („Kerynt”) był jej autorem.</p>
<p>Doprawdy: różnica między gnostykiem a niegnostykiem nie ma wiele wspólnego z doborem ewangelii (ja sam zostałem gnostykiem nie znając jeszcze wówczas ani jednego tekstu autorstwa naszych starożytnych gnostyków, toteż mogę odpowiedzieć p. Romanowi na jego komentarz, że nie wywodzę się z tradycji niegdysiejszego gnostycyzmu, lecz dokładnie z tej samej, rzymskokatolickiej, co i on sam). Prawda jest po prostu taka, że gnostykiem można zostać przy posługiwaniu się <em>najrozmaitszymi</em> tekstami. Nie brakuje też gnostyków uznających nawet cały Stary Testament&#8230; W końcu na spotkaniach gnostycznej przecież loży masońskiej na honorowym miejscu spoczywa otwarta Biblia i nikt jeszcze nie doniósł, że składa się ona tam z innych ksiąg niż ta powszechnie znana lub też, że któreś księgi są z niej wydarte lub wycięte nożyczkami&#8230;</p>
<p><strong><img class="alignright size-full wp-image-2037" title="duccio_doubting_thomas_2" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/07/duccio_doubting_thomas_2.jpg" alt="duccio_doubting_thomas_2" width="400" height="334" />Gnoza „prawdziwa” i gnoza „fałszywa” czyli: </strong><strong><em>&#8220;Kto odnajdzie znaczenie tych słów, nie zakosztuje śmierci&#8221;</em></strong><strong> </strong>(„Ewangelia Tomasza”)<strong> </strong></p>
<p>Gnoza „prawdziwa” i „fałszywa” (w domyśle: „ortodoksyjna” i „heretycka”) różniły się i różnią tylko rodzajem mitologii. Pod względem tego, co próbują one przekazać, nie różnią się niemal niczym. Gnoza pozostaje gnozą obojętnie, czy osiągana jest wśród naszych „ortodoksów”, czy wśród „heretyków”, wśród buddystów, muzułmanów, judaistów, szintoistów i kogokolwiek jeszcze zechcielibyśmy wymienić. Nie ma przy tym znaczenia, czy ktoś uznaje Jezusa i Chrystusa za jedno i to samo, czy też rozdziela te dwa pojęcia, czy wierzy w historyczne istnienie Jezusa z Nazaretu, czy też uważa, że jest tylko Chrystus obecny w każdym człowieku. Nie ma znaczenia, czy ktoś uznaje Sofię czy nie i czy wierzy w reinkarnację (w tę ostatnią wierzą przecież i tacy, którzy się z gnostycyzmem niekoniecznie utożsamiają). Cechą wspólną tych „rozmaitych gnóz” jest to, że osiągnięcie „ich” wymaga cierpliwego rozwoju własnej osobowości, że nie wystarczy po prostu w coś uwierzyć „i już”, lecz że wiara jest nie celem, lecz dopiero początkiem drogi do celu i że na fundamencie wiary buduje się wewnętrzną wiedzę. Pod tym akurat względem gnostycy „ortodoksyjni” nie różnili się od „heretyckich” czy wręcz „pogańskich” <a name="retgc5" href="#gc5"><strong>(5)</strong></a>.</p>
<p>Możnaby gnostykom postawić zarzut elitaryzmu, jak to wyraził p. Roman Zając <a name="retgc6" href="#gc6"><strong>(6)</strong></a>. W każdym razie nie większego jednak niż w jakiejkolwiek religii. Riemer Roukema, który w swej pracy stara się zachować stanowisko niejako „pośrodku” debaty na ten temat, twierdzi, że elitaryzm ten zapewne nie był rzeczą zamierzoną przez gnostyków, lecz że tak zostali oni zrozumiani (<em>„Gnosis and Faith in Early Christianity. </em><em>An introduction to gnosticism”</em> Trinity Press International. Harrisburg, Pennsylvania USA 1999, s. 168 170; pierwsze wydanie holenderskie: <em>“Gnosis en geloof in het vroege christendom. </em><em>Een inleiding tot de gnostiek”</em>, Uitgeverij Meinema, Zoetermeer, Holandia 1998).</p>
<p>Zważmy jednak, że jeśli upierać się przy tezie o gnostycznym „elitaryzmie”, to pamiętać warto, że i sam Pomazaniec w takim razie był „elitarystą”. Nie raz i nie dwa przypisano mu przecież w ewangeliach kanonicznych wypowiedzi czy to o powołanych i wybranych czy to o szerokiej bramie i wąskiej furtce. Czegokolwiek jednak by nie powiedzieć o tym tak zwanym „elitaryzmie”, to różni się to zupełnie od <em>ekskluzywizmu</em>, z którym nie ma niczego wspólnego, ale który niejednokrotnie pojawia się jako zarzut. Tym, którzy tutaj wspominają czasem o tym ekskluzywizmie, warto w tym miejscu powiedzieć wprost, że <strong><em>czegoś takiego jak „gnostycki ekskluzywizm” po prostu ani nie ma, ani też nigdy nie było pod żadną szerokością geograficzną</em></strong>. Jeśli ktoś nie czuje się jeszcze przekonany, to proszę go o to, by zechciał on wskazać na konkretne jego przykłady. A jeśli ich nie zna, to proszę, niech wykaże nam tutaj, gdzie np. buddyzm jest „ekskluzywistyczny”. Gnostycyzm i buddyzm są jak najbardziej porównywalne, więc nie powinno być problemów z rzucaniem „pełnymi garściami” dowodów i poszlak&#8230;</p>
<p><strong><em>„Jezus roześmiał się i rzekł: Czemuż jesteście zatroskani? Czego szukacie?”</em></strong> („<em>Sophia</em> Jezusa Chrystusa”)</p>
<p>Ocena gnostycznego Christosa jako nieludzkiego, lecz eterycznego (bo się <em>nie śmieje</em>, nie smuci, nie je i nie pije) jest już zupełnie pozbawiona jakichkolwiek podstaw. Jeśli gnostycki Christos jest „eteryczny”, to oznacza to, że właściwie każdy z nas jest „eteryczny”, bo według „dualizmu” gnostycznego dusza ludzka pochodzi z innego wymiaru niż ciało <a name="retgc7" href="#gc7"><strong>(7)</strong></a>.</p>
<p>Różnica wizji „ortodoksyjnej” i gnostycznej polega na tym, że gnostyczna (tak dawniej jak i dziś) zdawała się rozróżniać Jezusa i Chrystusa jako <em>niekoniecznie</em> jedno i to samo, czyli że czynnik ludzki i boski mogły być rozpatrywane oddzielnie. Natomiast „ortodoksyjna” stworzyła wizerunek Jezusa będącego tym samym co Chrystus, człowieka będącego równocześnie Bogiem. <strong></strong>Według prof. Alvara Ellegårda, począwszy od biskupa Ignacego z Antiochii, datuje się pogląd, że należy propagować wizerunek Pomazańca jako „solidnie ludzki”, gdyż taki wizerunek byłby ludziom bardziej pomocny w uznaniu jego zmartwychwstania jako modelu dla ich własnego przetrwania po śmierci<strong> </strong>(<em>„Jesus. </em><em>One Hundred Years Before Christ. A Study In Creative Mythology”.</em> Century, London 1999). Ale tak jak dla wielu taki wizerunek jest przez to bardziej wiarygodny, tak dla innych jest on pozbawiony tej wiarygodności właśnie z powodu owej „sztywności” powiązania w nim czynnika boskiego z ludzkim. Stąd też dla wielu dzisiaj ten<strong><em> boski</em></strong> Jezus jest nieprzekonujący, zaś ten <strong><em>ludzki</em></strong> Jezus stał się&#8230; wyeteryzowany właśnie. W gnostycznej ewangelii Filipa ten Jezus całuje (i to niejednokrotnie) Marię Magdalenę. I każda sugestia, że owo całowanie oznaczać mogło cokolwiek więcej niż tylko przyjaźń, jest traktowane (i to właśnie, co ciekawsze, przez „ortodoksów”, a nie przez gnostyków) jako niemal „skandal” <a name="retgc8" href="#gc8"><strong>(8)</strong></a>. Okazuje się zatem, że ten rzekomo <em>„oderwany od rzeczywistości fantom”</em> gnostyków jest zdolny do rzeczy, których nie czyni (a nawet „nie może” czynić!) <em>Bóg-Człowiek</em> „ortodoksów” (ba, gnostycki Jezus nawet <em>tańczy</em>! &#8211; ucząc przy tym jednocześnie).</p>
<p>Dr A. Palla w swym artykule <em>„Jezus: człowiek czy Bóg?”</em> przyznał, że postawa kościoła wobec seksu była negatywna. Ale prędko dodaje, że korzenie tego tkwią w gnostycyzmie. <strong><em>Zbyt prędko</em></strong> tak stwierdził&#8230; Jeśli bowiem już, to nie tyle w gnostycyzmie, ile raczej w dualizmie, który może występować w gnostycyzmie, ale i poza nim również. Na przykład Plotyn był dualistą, ale nie gnostykiem (często gnostyków krytykował). Faktem jest, że wielu (jeśli nie większość) nieżydowskich gnostyków chrześcijańskich zdawała się być dualistami w starożytności. Jest też w związku z tym prawdopodobne, że gnostycy ci przynajmniej częściowo ponoszą odpowiedzialność za ten stan rzeczy. Natomiast stanowczo należy sprostować i uzupełnić stwierdzenie dra Palli, z którego wynikać miałaby zasada: dualizm=gnostycyzm=negatywny stosunek do płciowości. Tym bardziej, jeśli <strong><em>negatywne</em></strong> „skutki uboczne” tego dualizmu (dualizm daje poza tym także <strong><em>pozytywne</em></strong> skutki) tak chętnie przyswajane były akurat przez „ortodoksyjnych” antygnostyków. A już zwłaszcza wtedy, gdy owi „ortodoksi” wykazywać zaczynali daleko więcej negatywnego stosunku np. do kobiet w kościele niż owi gnostyczni dualiści. Owi gnostycy nie byli oczywiście nikim w rodzaju współcześnie rozumianych „feministów”, to jasne. Jednak kobiety były traktowane wśród nich w większym stopniu na równi z mężczyznami niż wśród „ortodoksów”. Niejednokrotnie bowiem owi „heretycy” byli z tego powodu przedmiotem ostrych ataków ze strony swych oponentów, co również jest jasne, gdyż dokumenty pisane przez liderów ówczesnej „ortodoksji” dowodzą tego same swoją treścią ponad wszelką wyobrażalną wątpliwość.</p>
<p>Jeśliby bezkrytycznie zgodzić się z uwagami dra Palli, to czy dowodzić by to miało, że akurat pod względem niechęci do płciowości „ortodoksi” staliby się nawet „bardziej gnostyccy od gnostyków”? Jeśli tak, to szkoda, że przerośli ich oni akurat na tym polu, a nie tam, gdzie mogło to być dla nich znacznie korzystniejsze <a name="retgc9" href="#gc9"><strong>(9)</strong></a>.</p>
<p><strong>My, doketyści&#8230;</strong></p>
<p>Cytowałem w poprzedniej części artykułu wypunktowane przez Toma Harpura rozumienie prawd wiary chrześcijańskiej. Autor ten wierzy w istnienie wewnętrznego Chrystusa w każdym człowieku. Taki „Christos” to „namaszczenie”, które oczywiście nie ma charakteru cielesnego, lecz wyłącznie duchowe. Jak uplasowałby się Tom Harpur, jeśliby został „skategoryzowany” przez naszych dzisiejszych „herezjologów”? Czy nie jako doketysta lub raczej neo-doketysta właśnie? Przeglądając jego wypunktowane deklaracje przekonujemy się jednak, że ten doketyzm nie jest wcale taki dziwaczny, śmieszny, straszny i niedorzeczny jak nasi herezjologowie chcieliby, abyśmy wierzyli, prawda? Antyczni herezjologowie mówią nam przynajmniej coś o wierzeniach antycznych doketystycznych literalistów, według których to wierzeń Chrystus miał nie mieć ciała, a jedynie sprawiać wrażenie, że je miał. To, czego nam ci herezjologowie <em>nie powiedzieli</em> (bo może sami nie wiedzieli lub nie chcieli powiedzieć) to to, czy przywódcy owych doketystów byli takimi samymi literalistami jak i ludzie prostej wiary w ich kościołach. Okazuje się, że jednak nie. Gdy tylko pada pytanie o to, czego uczyli doketyści, standardowa odpowiedź „ortodoksyjna” mówi nam o tym, że nauczali oni, że Chrystus nie miał ciała, lecz jedynie jego pozór. By to zaś podeprzeć ewidencją, wskazują na mity gnostyckie, w których to kto inny został ukrzyżowany zamiast niego. Ba, w niektórych z tych mitów Jezus, będąc krzyżowany, wręcz się śmieje!</p>
<p>Odnosi się wrażenie, że tutaj, tak jak i gdzie indziej, próbuje się wskazywać na <em>literę</em> mitu zamiast na jego <em>przesłanie <a name="retgc10" href="#gc10"><strong>(10)</strong></a>.<br />
Tymczasem doketystyczna prawda jest inna. Już pięć wieków przed narodzeniem chrześcijaństwa Eurypides (ok. 480 406 r.p.n.) w <em>„Bachantkach”</em> („Bachae”) napisał coś podobnego o bogu Dionizusie. Dionizus, którego król Pentheus kazał zakuć w łańcuchy, kpił sobie z Pentheusa tymi słowy:</em></p>
<p><em>„Tam zakpiłem sobie z niego. On myślał,<br />
</em><em>Że związywał mnie; lecz ani mnie nie trzymał, ani nawet tknął,<br />
</em><em>Głupiec”</em></p>
<p>Podobnie cierpienia Jezusa opisano w <em>„Apokalipsie Piotra”</em>, gdzie Jezus wyjaśnia Piotrowi, że żywy Jezus nie cierpi. Czemu służyły takie teksty? Czy próbie wykazania, że historyczny Jezus nie cierpiał? Nic podobnego. Uczą one po prostu, że można, uzbroiwszy się moralnie, pokonać cierpienie, gdyż będąc na nie przygotowanym, jesteśmy w stanie znieść je lepiej! Stara to prawda (i jak najbardziej sprawdzalna praktycznie!), z głoszenia której religie nie zrezygnowały w ciągu wielu tysięcy lat swego istnienia. I dziś jeszcze powtarzają ją, wszystkie one, od hinduizmu i buddyzmu aż po współczesną scjentologię, używając nawet tych samych słów, które znajdujemy też w innym jeszcze chrześcijańskim tekście gnostycznym, znanym jako <em>„Dzieje Jana”</em>:</p>
<p><strong><em>„Gdybyś wiedział jak cierpieć,<br />
</em></strong><strong><em>Byłbyś w stanie nie cierpieć.<br />
</em></strong><strong><em>Patrz poprzez cierpienie,<br />
</em></strong><strong><em>A uzyskasz brak cierpienia„</em></strong><strong> </strong></p>
<p>Dlatego też ten sam tekst mógł śmiało twierdzić:</p>
<p><em>„Słyszeliście, że cierpiałem, ale nie cierpiałem.<br />
</em><em>Byłem niecierpiącym, a jednak cierpiałem.<br />
</em><em>Przekłuty byłem ja, a jednak nie skrzywdzony.<br />
</em><em>Powieszony byłem, a jednak nie powieszony.<br />
</em><em>Krew spływała ze mnie, a jednak nie spływała.”</em><strong> </strong></p>
<p>A zatem nie chodzi tu o to, by negować cielesność Jezusa z Nazaretu. Dlatego też „Apokalipsa Piotra” tłumaczy:</p>
<p><em>“Zbawiciel rzekł do mnie: “Ten, którego widziałeś na drzewie radosnego i roześmianego, jest żywym Jezusem. Lecz ten, w którego dłonie i stopy wbijają gwoździe, jest jego cielesną częścią, będącą namiastką oddaną na pohańbienie, tą co powstała na jego podobieństwo. Lecz spójrz na niego i na mnie.”</em></p>
<p>Tekst wyraźnie mówi o <strong><em>dwóch</em></strong> osobach: boskiej oraz ludzkiej, cielesnej, będącej „na obraz i podobieństwo”, lecz niedoskonałej.</p>
<p>Mamy zatem do czynienia z opisanym już wyżej rozdziałem na ludzkiego Jezusa i boskiego Chrystusa (Jezus to „człowiek”, Chrystus to „Bóg”, co jest odpowiednikiem starożytnego podziału typu <em>daimon/eidolon</em>, gdzie <em>daimon</em> uosabia czynnik boski w człowieku, a <em>eidolon</em> jest cielesnym wizerunkiem &#8211; patrz również przypis 15 w dalszej części tekstu). Jeśli w człowieku duch ma zapanować nad materią, to oczywiście najpierw trzeba rozróżnić między tym duchem i tą materią. Mit wyraźnie to ilustrujący może okazać się bardzo pomocny. Nie zapominajmy bowiem o tym, z czym zgadzają się przecież wszyscy: że w tym wypadku istotnie chodzi tylko o <strong><em>mit</em></strong>.</p>
<p>Nawet tam, gdzie mowa o innej osobie (jak Szymonie z Cyrenajki) ukrzyżowanej zamiast Pomazańca, też mamy do czynienia jedynie z alegorią, gdyż, jak piszą T. Freke i P. Gandy, <em>„takie doktryny byłyby istotnie, zgodnie z poglądem literalistów, niesmaczne i śmieszne. Jest to jednak niezrozumienie (lub, co bardziej prawdopodobne, celowe wypaczenie!) nauczania gnostycznego. W rzeczywistości ‘iluzjonizm’ jest po prostu częścią rozumienia historii ukrzyżowania jako wprowadzającej alegorii zawierającej starożytną pogańską doktrynę daimona/eidolona.” </em>(Gandy <em>„The Jesus Mysteries. Was the ‘Original Jesus’ a Pagan God?”.</em> Thorsons, 1999, s. 148).</p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-2038" title="Doketos" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/07/Doketos.jpeg" alt="Doketos" width="150" height="189" />Oto tak na dobrą sprawę cały sens doketyzmu. Czy jest on istotnie „nieludzki”, „pozbawiony człowieczeństwa”, „odwracający się od rzeczywistości ziemskiej”? Już samo moralne przygotowanie się choćby do „patrzenia przez cierpienie dla uzyskania braku cierpienia” wymaga nie lada ćwiczeń, a tego już z pewnością nie dałoby się zakwalifikować jako „odwrócenia się” od ludzkiej rzeczywistości. Cała teza o dziwnym rzekomo charakterze doketyzmu jest w gruncie rzeczy nie lepszą „fikcją literacką” niż powieść Dana Browna <em>„Kod Leonarda da Vinci”&#8230;</em></p>
<p>Jeżeli dalej naucza się w kościołach, że doketyzm „negował” czyjąkolwiek cielesność i przedstawia się tam <em>literalistyczną</em> wersję tego, co rozumieć należy <em>alegorycznie</em>, to znaczy to jedynie, że chrześcijańska edukacja pod tym względem – przynajmniej na zasadniczym poziomie, dla t.zw. <em>szerokiego kręgu odbiorców</em> &#8211; osiągnęła <em>dno dna</em>.</p>
<p>Gnostycy byli, jak to ujmują Freke i Gandy <em>„’psychonautami’, którzy śmiało badali ostateczne granic wewnętrznej przestrzeni, poszukując początków i znaczenia życia”.</em></p>
<p>Podejrzewam, że chyba najbardziej nawet antydoketystycznie nastawieni zauważą bezsens swych własnych zarzutów, jeśli tylko spróbują doszukać się znaczenia tej „herezji”. Wtedy sami przekonaliby się dowodnie, że tak naprawdę to w ogóle nie jest żadna <em>herezja</em>&#8230; I co najważniejsze dla nich samych: aby być takimi doketystami, <strong><em>w żadnej mierze</em></strong> nie muszą rezygnować ze swych posiadanych obecnie poglądów, gdyż w rzeczywistości doketyzm nie godzi dosłownie w żaden pogląd reprezentowany w chrześcijaństwie. Czy Jezus z Nazaretu pojawił się w historii ludzkości <strong><em>tylko i wyłącznie</em></strong> w postaci cielesnej? Przypuszczam, że nie ma w tej chwili na świecie takiego chrześcijanina, któryby nie odrzucił takiego stwierdzenia z niesmakiem.</p>
<p>Nie mogę wypowiadać się w imieniu innych osób. W swoim własnym zakresie natomiast odnalazłem w doketyzmie nie jakąś dziwaczną i śmieszną bajeczkę (bo w taki sposób lubią przedstawiać to niektórzy w nadziei że w ten sposób bardziej uwiarygodnią swoją własną wersję wiary), lecz &#8211; wręcz odwrotnie &#8211; najbardziej przemyślany, najrozsądniejszy, najlogiczniejszy i <strong><em>najwięcej dający do myślenia</em></strong> wyraz wiary w całej historii religii chrześcijańskiej od wieku I naszej ery aż po czasy nam współczesne.</p>
<p><strong>Chrześcijańscy poganie i pogańscy chrześcijanie&#8230;</strong></p>
<p><strong><em>„Wiele z tego, co napisane jest w księgach pogańskich, znajduje się także w księgach Kościoła Bożego. To, co je ze sobą łączy, to słowa tryskające z serca, prawo zapisane w sercu” </em></strong>(Walentyn)</p>
<p>Analogie między chrześcijaństwem a innymi religiami były oczywiste i „ortodoksi”, tak jak i gnostycy byli tego w pełni świadomi. <em></em></p>
<p>Doprawdy, trudno byłoby dokonać rozgraniczenia między chrześcijaństwem a kultami Ozyrysa-Dionizusa czy Attisa na zasadzie „historyczności” fizycznego zmartwychwstania Jezusa i nie-fizycznego zmartwychwstania tych pozostałych postaci. Wszystkie te religie i kulty miały swoich literalistów (wierzono kiedyś w Egipcie, że Ozyrys był niegdyś człowiekiem; według innych Mitras miał naprawdę żyć przed naszą erą w Persji). Między mitologią chrześcijańską a pozostałymi mitologiami nie ma identyczności (nigdzie nie ma identyczności między religiami), ale analogie są niezaprzeczalne i to do tego stopnia, że praktycznie cała opowiedziana w ewangeliach historia Jezusa wzięta jest z religii pogańskich i to „od A do Z” <a name="retgc11" href="#gc11"><strong>(11)</strong></a>.</p>
<p>Chrześcijaństwo czerpało niezwykle obficie z wcześniejszych religii, których jest wynikiem i synkretycznym produktem. Gnostycy nie uważają za stosowne temu przeczyć na każdym kroku, lecz zamiast tego otwarcie to przyznają, nie traktując tego jako ujmy. W starożytności też w związku z tym nie uważali innych religii za swych wrogów. Zapraszali oni „pogan” niejednokrotnie do udziału w ich obrzędach, a ci z kolei rewanżowali im się tym samym. Jest to coś, do czego wielkie dzisiejsze denominacje chrześcijańskie dochodzą współcześnie, kilkanaście wieków poźniej.</p>
<p>Różnica w podejściu „ortodoksów” i gnostyków do pogaństwa była jednak taka, że o ile gnostycy uznawali istniejące dziedzictwo za rzecz pozytywną, co wpłynęło także na ich osobisty stosunek do tych innych religii oraz ich wyznawców, o tyle „ortodoksi” owo dziedzictwo potraktowali jako swego rodzaju „diabelską mimikrę przez uprzedzenie” <a name="retgc12" href="#gc12"><strong>(12)</strong></a></p>
<p>Pan Roman Zając słusznie zatem wskazał na pokrewieństwa między naszymi gnostykami i <strong><em>tak zwanymi</em></strong> „poganami”. Mniej szczęśliwie jednak określił „pogańską mentalność” jako <em>„akceptującą tylko duchowy sposób ewentualnej egzystencji”.</em> Tymczasem „poganie” nie byli jednolici i trudno byłoby ich wszystkich „wrzucać do jednego worka”. Jeśli istotnie tak było, jak pisze p. Roman, to skąd u tychże „pogan” wiara w&#8230; <strong><em>reinkarnację</em></strong> ? A przede wszystkim: skąd ona wzięła się też wśród naszych gnostyków?</p>
<p>Cytowany przez p. Romana ks. Szymik próbuje przeciwstawić wiarę chrześcijańską wierze „pogańskiej” bazującej na <em>„przekonaniach o misteryjnej witalności przyrody, na ezoterycznych (&#8230;) tezach o boskości samego życia i jego ostatecznej niezniszczalności&#8230;”</em>. Według ks. Szymika wiara chrześcijańska opiera się na <em>„Wszechmocy pochylonego nad człowiekiem i światem Boga Miłości, Stwórcy i Zbawiciela”.</em> Pięknie powiedziane. Tylko gdzie i jak pokazuje to, że ten Bóg innych religii (i „herezji”)&#8230; nie jest „pochylony nad człowiekiem i światem”? W jaki sposób miałaby temu przeczyć reinkarnacja, wiara w boskość samego życia i jego ostateczną niezniszczalność? Wszystkie te elementy równie dobrze świadczą na rzecz Boga „pochylonego nad światem” co jakikolwiek pogląd naszych „ortodoksów”. To, czego Bóg chce dla ludzi, to pokazuje zdolnością <em>każdego człowieka</em> (a nie tylko kogoś sprzed dwudziestu wieków) do duchowgo „zmartwychwstania”. To jest już „zapisane” w każdym człowieku, taki jest już charakter tego dzieła stworzenia. A do Pana Romana mam pytanie: jak można pogodzić wiarę w boskość i niezniszczalność życia z jakąkolwiek „postawą antyhistoryczną”, zarzut której kierowany jest przeciw gnostykom? <a name="retgc13" href="#gc13"><strong>(13)</strong></a></p>
<p><strong>Święty Paweł: <em>„nasz”</em> czy <em>„wasz”</em>?</strong></p>
<p>Tak, to prawda, że w NT są fragmenty polemik z niektórymi gnostykami. Ale jednak nie z gnostycyzmem w ogóle. Prawdą jest, że niektórzy teologowie i bibliści wyrażali opinię, że Paweł z Tarsu polemizował z gnostykami w swoich listach. Na przykład Rudolf Bultmann (<em>„Theology of the New Testament”</em>, New York 1951-55, t.1 s.169) twierdził był, że gdy Paweł używa gnostycznych sformułowań, to po to, by uczynić <em>„wielką polemikę”</em> gnostykom. Jednak argumenty takie są tak słabe, że inni autorzy, np. <em>Elaine Pagels</em> (na zdjęciu)<strong> </strong>nie mieli najmniejszych problemów z uporaniem się z nimi<strong> </strong>(<em>„The Gnostic Paul”.</em> Trinity Press International, 1975). Na uwagę zasługuje głównie fakt, że ci gnostycy, z którymi Paweł miał jakoby „polemizować”, nigdy jakoś nie mieli mu tych „polemik” za złe. Było akurat odwrotnie: zawsze się na Pawła powoływali, zamiast z nim polemizować, i to do tego stopnia, że dla nich to Paweł właśnie z reguły był największym autorytetem spośród wszystkich apostołów. Natomiast Marcjon uważał wręcz, że to Paweł jako jedyny właściwie zrozumiał przesłanie Christosa. Dlatego też jego pierwotny kanon chrześcijański w lwiej części składał się z pism tego apostoła. Absolutnie nic nie jest w stanie zmienić faktu, że analogie w jego pismach oraz pozostałych gnostyków są po prostu niepodważalne. Ale zresztą czym są owe pojawiające się tu i ówdzie opinie takich czy innych biblistów wobec ich własnej niezachwianej <strong><em>pewności</em></strong>, że Paweł polemizował przede wszystkim nie z gnostykami, lecz z t.zw. „judaizerami”, co to obstawali przy prawie Starego Testamentu? Paweł <em>nigdy i nigdzie</em> nie potępił gnozy, ani też z gnozą tym bardziej nie „walczył” (tak jak zresztą nigdy nie wypowiedział się np. przeciw wierze w reinkarnację). Kontrastuje to ostro z jego bezpardonowymi nieraz atakami na rozmaite „psy”, co to pragną obrzezywać itd.</p>
<p>A co do tak zwanego „Credo korynckiego”, to dlaczego powoływać się jedynie na 1Kor 15; 14, skoro ono tak naprawdę jest nieco dłuższe i dosłownie w tym samym rozdziale 15 w wersecie 50 Paweł mówi kategorycznie, <em>„że ciało i krew nie mogą posiąść królestwa Bożego, i że to, co zniszczalne, nie może mieć dziedzictwa w tym, co niezniszczalne”.</em> Paweł potwierdza zmartwychwstanie, ale nigdzie nie mówi o fizycznym „pustym grobie”. Werset 50 zaś zdaje się temu przeczyć <a name="retgc14" href="#gc14"><strong>(14)</strong></a>. Jego zaś pogląd na to jakim Synem Bożym był Christos, wynika już ze wstępu do listu do Rzymian (Rz 1;4), gdzie pisze on, cytujemy <em>dokładnie</em> i <em>według kolejności</em> tekstu greckiego, o:</p>
<p><em>„&#8230;ustanowionym synem bożym (&#8230;tou oristhentos uiou theou&#8230;) z mocą według ducha świętości (&#8230;en dynamei kata pneuma ‘agiosynes&#8230;) przez powstanie z martwych (&#8230; eks anastaseas nekron&#8230;), Jezusie Chrystusie, Panu naszym (&#8230;Iesou Christou tou kyriou ‘emon).”</em></p>
<p>Czyli, krótko i węzłowato, Jezus został <em>ustanowiony</em> synem bożym (z mocą według ducha świętości) gdy powstał z martwych, a zatem dopiero po swej śmierci cielesnej. Koniec, kropka. Nic więcej Paweł tam nie napisał <a name="retgc15" href="#gc15"><strong>(15)</strong></a>.</p>
<p>O czym zatem mówi Paweł w 1Kor 15; 14, gdy stwierdza <em>„Jeśli Chrystus nie został podniesiony </em>(„egegertai”, od: „egeiro”)<em>, daremne jest nasze nauczanie</em> („kerygma”)<em>, próżna jest także wasza wiara”</em> ?</p>
<p>No cóż, interpretacja zależy od czytającego. Dla mnie jest tu mowa o symbolicznym „powstaniu z martwych”, czyli o przebudzeniu duchowym. Tak też wielu chrześcijan interpretowało te wersety już w starożytności <a name="retgc16" href="#gc16"><strong>(16)</strong></a></p>
<p>Natomiast nie ma wątpliwości, że do Pawła odwołują się zarówno „ortodoksi” jak i „heretycy”. Zwracano już uwagę na ten fakt „nieskończoną” ilość razy. Może to wynikać z faktu, że ów autor potrafił dostosować swój styl do obu grup w łonie kościoła, na co zwraca uwagę wspomniana już Elaine Pagels <a name="retgc17" href="#gc17"><strong>(17)</strong></a>.</p>
<p><strong>Jezus Ortodoks?</strong></p>
<p>Jezus z Nazaretu był Żydem, to prawda. Ale jakim Żydem?</p>
<p>Judaizm istniejący w I wieku n.e. (a nawet wcześniej) nie był w żadnym wypadku jednolitą, sztywną „ortodoksją”, lecz konglomeratem rozmaitych idei czerpanych z żydowskiej (i nie tylko żydowskiej) historii i tradycji. Istniały w nim rozmaite „stronnictwa” (lub „sekty”, jeśli kto woli) i nie brakowało w nim doktrynalnych sporów. Byli Żydzi, którzy uznawali tylko swoje Pismo, byli też tacy, którzy oprócz Pisma uznawali także ustną tradycją jego interpretowania, byli tam swego rodzaju „konserwatyści” i „liberałowie”. Obok sztywnego Shammaia był w I w.p.n.e. słynny rabin Hillel <a name="retgc18" href="#gc18"><strong>(18)</strong></a>. Stare pisma żydowskie były przeinterpretowywane (co akurat w judaizmie nie stanowiło nowości), jak w Aleksandrii, będącej intelektualnym centrum, również dla Żydów. Działał tam Filon obficie „platonizujący” swoje interpretacje Pisma. Nie brakło esseńczyków, których niejednokrotnie łączy się „ideowo” z Janem Chrzcicielem i Jezusem z Nazaretu.</p>
<p>Istniały żywe kontakty kultury żydowskiej i innymi kulturami. Pod wpływem Babilonii wielu Żydów zajmowało się np. astrologią i niektórzy żydowscy historycy posuwali się nawet do stwierdzeń (Józef Flawiusz, Filon czy Aristobulus), że to Żydzi stworzyli tę dziedzinę (!).</p>
<p>Tradycje duchowe były czerpane od „pogan”, np. to od nich właśnie Żydzi przejęli koncept „nieśmiertelnej duszy”, którego na próżno by szukać w najstarszych pismach Starego Testamentu, a który pojawia się tam dopiero począwszy od Księgi Daniela. Kultura żydowska, a to dotyczy jak najbardziej również religii, rozwijała sią normalnie w licznych kontaktach z sąsiadami. Nie brakło żydowskich gnostyków, nie brakło interpretowania Jahwego na iście „dionizyjski” sposób. Nie tylko zresztą interpretowania, bo forma obrzędu też niejednokrotnie przypominała „pogańską”. W swych <em>„Historiach”</em> Tacyt pisze między innymi:</p>
<p><em>„Fakt, że żydowscy kapłani wykonywali swe śpiewy przy dźwiękach fletów i bębnów ukoronowani bluszczem oraz że w świątyni znaleziono złotą winorośl, przywiódł niektórych do wniosku, że wielbili oni Libera”</em> (Liber to rzymska „odmiana” boga Dionizusa).</p>
<p>W promieniu 25 km od Nazaretu, gdzie żyć miał Pomazaniec, było 12 miast i miasteczek greckich, w tym najbliższe, <em>Sephoris</em> (o ledwie kilka kilometrów) oraz największe, <em>Kaisarea Filippi</em> (Cezarea). Inne niedalekie miasto, <em>Gadara</em>, miało swego czasu szkołę filozofii „pogańskiej”. Z Gadary wywodziło się kilku znanych pisarzy i filozofów greckich, jak Meleager, Mennipus czy Filodemus. W położonym nieopodal <em>Scythopolis</em> było centrum mistycznego kultu dionizyjskiego. W <em>Betlejem</em> (tak jest: <strong><em>w tym</em></strong> Betlejem!) istniała grota oraz gaj, oba poświęcone bogu Dionizusowi, którego alegoryczna historia powtórzona została w chrześcijańskich podaniach o Chrystusie.</p>
<p>To w takim właśnie środowisku i w takim, zróżnicowanym judaizmie przyszedł na świat Jezus z Nazaretu. Ewangelie kanoniczne pokazują go jako wierzącego Żyda, ale zdecydowanie nie jako „ortodoksa” lub „zelota”: raz za razem łamie on publicznie nakazy prawa, ogłasza przestarzałość niektórych nakazów i w „liberalny” sposób traktuje on szabas, twierdząc przy tym, że to szabas jest dla ludzi, a nie odwrotnie. Jego stosunek do szeregu zwyczajów judaizmu wydaje się analogiczny do stosunku dzisiejszych chrześcijańskich „heretyków” do niektórych praktyk i tekstów, np. podważają oni publicznie niektóre punkty „Credo” nicejsko konstantynopolitańskiego, lecz póki co spokojnie je dalej recytują co niedzielę po kazaniu w czasie mszy lub nabożeństwa <a name="retgc19" href="#gc19"><strong>(19)</strong></a>.</p>
<p><strong>W wielkim skrócie, czyli jak do tego doszło&#8230;</strong></p>
<p>W początkach XX wieku Wielebny F. Lamplugh we wstępie do tłumaczenia znalezionego w 1769 roku starożytnego kodeksu pism gnostycznych znanego jako „Codex Brucianus” postawił był kwestię:</p>
<p><em>„Najnowsze badania podważają tradycyjne spojrzenie, wnioski i „fakty”. Dla niektórych już dziś i dla wielu w przyszłości palącą kwestią jest lub będzie nie to, w jaki sposób szczególnie głupia i rozpasana herezja wyrosła w kościele, lecz w jaki sposów kościół wyrósł z wielkiego ruchu gnostycznego i jak dynamiczne idee gnozy zostały skrystalizowane w dogmat?”</em></p>
<p>(<em>“The Gnosis of the Light: A Translation of the Untitled Apocalypse contained in the Codex Brucianus”.</em> London, J. M. Watkins, 1918. Cytowane za: T. Freke / P. Gandy <em>„The Jesus Mysteries. Was the ‘Original Jesus’ a Pagan God?”.</em> Thorsons, 1999, s. 109)</p>
<p>Timothy Freke i Peter Gandy, cytowani już w poprzedniej części, w innej swojej książce (<em>„Jesus and the Goddess. The Secret teachings of the original Christians”.</em> Thorsons, London 2002, s. 54-55) zdają się trafnie na to pytanie odpowiadać:</p>
<p><em><img class="alignleft size-full wp-image-2041" title="alpha_and_omega_copy" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/07/alpha_and_omega_copy1.jpg" alt="alpha_and_omega_copy" width="384" height="288" />“Religie w charakterystyczny dla siebie sposób mają swój początek w charyzmatycznych mistrzach dzielących swoje osobiste rozumienie gnozy z niewielkimi grupami duchowych entuzjastów, nauczając odwiecznej filozofii na swój własny unikalny sposób. W miarę upływu czasu liczba uczniów wzrasta aż w końcu jest ich zbyt wielu, by wszyscy oni mieli osobisty dostęp do nauczyciela. Niepraktyczne staje się kontynuowanie działalności jako rozprzestrzeniona grupa anarchicznych mistyków, stąd też ci posiadający bardziej autorytarną naturę rozpoczynają organizację. Zanim się ktokolwiek zorientuje, powstaje nowa religia. Lecz im bardziej proporcja między uczniami a mistrzem traci równowagę, tym mniejszy staje się poziom rozumienia nauczania. Subtelne nauki alegoryczne zostają zrozumiane w powierzchowny, literalny sposób. Trajektoria wykazuje nieuniknioną degenerację z prostych, ale przemyślanych nauk gnostycyzmu w płytkie, lecz często skomplikowane nauki literalizmu. Dokładnie coś takiego przydarzyło się chrześcijaństwu.”</em><em> </em></p>
<p>Tak czy inaczej, gnostycyzm jest istotnie starszy od chrześcijaństwa, tym bardziej zatem od tego, co od II wieku n.e. zaczęło być tworzone jako ortodoksja. Trudno zatem zgodzić się z twierdzeniem, że należą jej się jakieś szczególne względy „pierwszeństwa” w naszej religii.</p>
<p>Nie da się „walczyć z gnozą”, samo to pojęcie jest nielogiczne. Można walczyć z gnostykami lub gnostycyzmem, jeśli definiuje się on (lub jest definiowany) jako posiadający konkretne teorie i teologie (wtedy walczy się z tymi teoriami i teologiami). Ale „walka z gnozą” jest bez sensu. Jaka jest różnica między gnozą a gnostycyzmen <em>rozumianym jako system</em>? W przybliżeniu taka, jak między religijnością a religią. Możny strzaskać chrześcijaństwo, hinduizm, islam&#8230; Ale jaka istnieje pewność, że się taki „bojownik” pozbędzie religijności w rodzaju ludzkim?</p>
<p>Nawet gdyby zabronić gnostycyzmu, skonfiskować pisma gnostyczne i przymusowo wprowadzić wszędzie „ortodoksję”, to i tak wkrótce zacznie się w niej roić od gnostyków. Historia kościoła katolickiego, zwalczającego gnostyków przez całe stulecia, jest tego żywym i nieprzemijającym dowodem.</p>
<p><strong>Przypisy:</strong></p>
<p><a name="gc1" href="#retgc1"><strong>1.</strong></a> Przede wszystkim zgadzam się z poglądem Rahnera, że istnieją „chrześcijanie anonimowi”. Nie jest to pogląd nowy, bo już w starożytności pojawiła się owa <em>„anima naturaliter christiana”</em>. Buddyści też mają podobne określenie. Mawiają nieraz, że <em>„każdy człowiek rodzi się buddystą”</em> i tylko od niego zależy, czy sobie kiedyś ten fakt uświadomi. W tym sensie wszyscy tutaj są „anonimowymi buddystami”. Zapewne również anonimowymi hinduistami, szintoistami, sikhami oraz „wyznawcami” kilku innych jeszcze religii. Zresztą odnosi się to nie tylko do religii. Nieżyjący już były prezydent Francji Francois Mitterand, który był masonem, mawiał, że każdy, kto podaje w wątpliwość jakikolwiek dogmat, jest tym samym już <em>„masonem bez fartucha”</em> (chodzi oczywiście o fartuch noszony przez masona podczas szczególnych okazji w loży).</p>
<p>Ci jednak, którzy wyraźnie identyfikują się z jakąś konkretną religią i należą do konkretnego kościoła, do „anonimowych” chrześcijan się nie zaliczają&#8230;</p>
<p>Próby wzajemnego wykluczania siebie z własnej religii nie są jedynie naszą specjalnością.</p>
<p>Wystarczy wspomnieć Allamaha Nooruddina, jednego z najlepszych tłumaczy Koranu na język angielski. Niejednokrotnie mówi się, że był to <em>„jeden z największych erudytów Koranu w historii islamu”.</em> Tymczasem wśród jego islamskich koreligionistów nie brakuje i takich, według których to w ogóle <em>nie</em> muzułmanin! Ze swej strony podobne problemy mają Żydzi, o czym informują niejednokrotnie serwisy ekumeniczne, np. w notatce <em>“Żyd Żydowi nie-Żydem”</em> <a href="http://www.ekumenizm.pl/article.php?story=20041125084452104&amp;query=ortodoksyjni">http://www.ekumenizm.pl/article.php?story=20041125084452104&amp;query=ortodoksyjni</a></p>
<p><a name="gc2" href="#retgc2"><strong>2.</strong></a> Tymczasem gnostycy od początku traktowani byli jako część rodzącego sią ruchu chrześcijańskiego. Świadczą o tym rozmaite fakty. Na przykład wiadomo, że gnostyk Walentyn (Valentinus) kandydował (ok. roku 140 n.e.) na biskupa Rzymu. Przegrał z Piusem. Był już wówczas znany jako wielki nauczyciel gnostyczny. Nigdy nie został ekskomunikowany przez kościół rzymski, co dowodzi, że nie był on uważany wówczas tam za „dysydenta”. Próbował on godzić rozmaite nurty (przede wszystkim psychików i pneumatyków) w jednym kościele. Dopiero później drogi walentynian i „ortodoksów” zaczęły się rozchodzić. Ekskomunikowano natomiast Marcjona, czym ten chyba zbytnio się nie przejął (i to też dopiero po tym, gdy zaczął organizować swój własny kościół) najpewniej zresztą z powodu odrzucenia przezeń Starego Testamentu, czego z kolei Walentyn nie uczynił. Innym przykładem jest Bardesanes z Edessy (zwany „Bar-Daisan”). Ten niegdyś pogański gnostyk nawrócił się na chrześcijaństwo „ortodoksyjne”, ale gnostykiem pozostał do końca życia.</p>
<p>Ireneusz skarży się w <em>„Adversus haereses”,</em> że nawet za jego czasów wielu biskupów i diakonów katolickich szukało wtajemniczenia do ezoterycznych nauk gnostyków walentyńskich. Ale nie postulował on w związku z tym nawet, by tych biskupów ekskomunikowano. Polemiki „herezjologów” dają natomiast dowód rodzącego się „ortodoksyjnego” ekskluzywizmu. Ale dowodzą one też, że ten ekskluzywizm stanowił wówczas w kościele rzecz nową.</p>
<p><strong></strong><br />
Nawet później, w czasach wymierzonego w gnostyków terroru na przełomie IV i V wieku n.e. „ortodoksi” tolerowali wśród siebie gnostyków, jeśli ci tylko gotowi byli nie przeczyć publicznie oficjalnej „bazie i linii” „ortodoksyjnej”. Przykładem tego choćby słynny Synesius z Cyrenajki (365 &#8211; 414 n.e.), ewidentny gnostyk, który studiował filozofię pod kierunkiem pogańskiej filozofki Hypatii z Aleksandrii (zamordowanej w wyjątkowo sadystyczny sposób w 415 r. przez „ortodoksyjny” motłoch). Został biskupem w kościele katolickim w 410 roku n.e. O Zmartwychwstaniu pisał m.in., że to <em>“coś świętego i nie do opisania”</em> i że w odniesieniu do niego <em>„jestem daleki od podzielania opinii mas”.</em> Tolerowano go pod warunkiem, że będzie filozofował jedynie prywatnie, nie publicznie (zakaz filozofowania był już wówczas oficjalnie wprowadzony w cesarstwie), zwłaszcza, że poglądem jego było, że religia to w najlepszym wypadku popularny wyraz prawd filozoficznych dla nie-filozofów.</p>
<p><a name="gc3" href="#retgc3"><strong>3.</strong></a> I jako chrześcijanie marcjonici znani byli powszechnie również w starożytności. Przyznaje to również (choć z przysłowiowym już „płaczem i zgrzytaniem zębów”) wróg „heretyków”, Justyn Męczennik:</p>
<p><em>„I jest Marcjon, człowiek z Pontu, który jeszcze żyje i uczy swych uczniów wierzyć w innego jeszcze boga, większego niż Stwórca. I spowodował on z pomocą diabłów, że wielu we wszystkich narodach bluźni i przeczy temu, że Bóg jest stwórcą świata i twierdzi, że inna jeszcze istota, większa niż on, dokonała większych rzeczy. Wszyscy, którzy przejmują opinie od tych ludzi są, jak już powiedzieliśmy, nazywani chrześcijanami”</em> („Pierwsza Apologia”, I; 26)</p>
<p>Nie jedyny to „pomnik” wystawiony heretykom przez „ortodoksyjnego” herezjologa: nie dość, że <em>„nazywani chrześcijanami”,</em> to jeszcze podąża za nimi <em>„wielu we wszystkich narodach”</em>! (chodzi, rzecz jasna, o narody imperium). Osobliwy to portret jakichś „dysydentów”&#8230; W ogóle energia, jaką użyto kiedyś na „walkę z herezją” i liczba pism skierowanych przeciw niej, zwłaszcza przeciw gnostykom tamtego okresu, świadczy, że nie chodziło o jakieś mało znaczące sekty „odszczepieńców”, lecz o dobrze już zakorzenione wyrazy wiary w religii chrześcijańskiej. Pod tym względem diatryby „herezjologów” stanowią niezamierzony „pomnik cenniejszy niż spiż i złoto” wystawiony gnozie i gnostykom.</p>
<p><a name="gc4" href="#retgc4"><strong>4.</strong></a> By zilustrować ów ortodoksyjny ekskluzywizm, Ireneusz opowiada („Przeciw herezjom”) dwie plotki, których bohaterami są Marcjon, Polikarp, Kerinthos i apostoł Jan. W jednej z tych historyjek Marcjon, spotkawszy się z Polikarpem, pyta go <em>„czy mnie poznajesz?”.</em> Polikarp odpowiada: <em>„Tak, poznaję pierworodnego szatana!”.</em> W drugiej natomiast apostoł Jan udaje się do publicznej łaźni, a spostrzegłszy tam gnostyka Kerinthosa, wrzasnął do wszystkich obecnych, żeby czym prędzej i co sił w nogach stamtąd uciekali, gdyż jest tam <em>„Kerinthos, wróg prawdy”.</em> Sam też czym prędzej uciekł, nie biorąc nawet kąpieli. Bał się bowiem, że się łaźnia zawali, gdyż był tam taki „wróg prawdy”&#8230; („Przeciw herezjom”, III;III)</p>
<p>Przyjrzyjmy się bliżej tym dwóm plotkom: otóż w żadnej z nich, jak opowiedzianych w końcu przez ‘ortodoksa’, heretyk nie zachowuje się jak pyszałek szukający zaczepki, jak arogant lub co najmniej jak „ekskluzywista”, co to literalistyczny „plebs” ma w pogardzie. Marcjon jedynie <em>pyta</em> Polikarpa, czy ten go poznaje. Kerinthos nie czyni nawet tego, lecz występuje <em>całkowicie biernie i nie mówi nic</em>. Ciekawy kontrast stanowią u Ireneusza Polikarp oraz przedstawiony tam jako ‘ortodoks’ apostoł Jan: Polikarp jako pozbawiony manier chamowaty jegomość, a Jan wręcz jako człowiek niespełna rozumu.</p>
<p>Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której my, użytkownicy tego Serwisu, zbieramy się w jednym miejscu i czy to Pan Roman czy Wielebny Alfred, dostrzegłszy np. któregoś z tutejszych „heretyków”, podnosi krzyk, nakazując wszystkim wiać gdzie pieprz rośnie, bo jest wśród nich taki to a taki „wróg prawdy” i budynek może się zawalić&#8230;</p>
<p>Z całą pewnością nie byłaby to najlepsza reklama dla ‘ortodoksji’, ale Ireneusz taki właśnie stawia wzór, podpierając się przy tym innym jeszcze przykładem „teologii insultatywnej”, wersetami z tak zwanego „drugiego listu Jana” z Nowego Testamentu:</p>
<p><em>„Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go, albowiem kto go pozdrawia, staje się współuczestnikiem jego złych czynów” </em>(2Jn 10-11).</p>
<p>Nie ma tu znaczenia jaki to „Jan” napisał ten list, który datowany jest na II wiek n.e. (więc apostoł nie miał szans go stworzyć). Natomiast zwraca uwagę, że to, co propaguje Ireneusz, to właśnie skrajna forma <em>ekskluzywizmu</em>; forma, w ktorej czytelnik zachęcany jest wręcz do wrogości i nienawiści wobec „heretyków” i to okazywanej im publicznie. Ireneusza zdawało się nawet nie żenować i to, że w celu jej propagowania, przedstawił on swych głównych bohaterów jako osobników chamowatych i tępych.</p>
<p>Dla porównania, trudno byłoby komukolwiek znaleźć jakikolwiek bądź strzępek dzieła jakiegokolwiek spośród znaczących liderów antycznego gnostycyzmu (jak Bazylides czy Walentyn), <strong><em>choćby cytowany przez któregoś z „herezjologów”</em></strong>, któryby zachęcał do podobnych „kurtuazji” wobec ‘ortodoksów’&#8230;</p>
<p><a name="gc5" href="#retgc5"><strong>5.</strong></a> Przedstawione w długich rozdziałach „Stromateis” wywody Clemensa Alexandrinusa nie pozostawiają co do tego cienia wątpliwości. Uważał on np., że filozofia grecka oczyszcza duszę i przygotowuje ją do przyjęcia wiary, na której Prawda wznosi gmach Gnozy. Idealny gnostyk to według niego kombinacja człowieka kontemplującego <em>plus</em> filozofa <em>plus</em> naukowca, używającego rozumu do poznania tego, co daje wiara. Posuwa się on w związku z tym do stwierdzenia wartego dania pod rozwagę wielu naszym koreligionistom:</p>
<p><em>„Jeśli założymy, że ktokolwiek dałby gnostykowi wybór między znajomością Boga a wiecznym zbawieniem; i gdyby te dwie rzeczy całkowicie identyczne ze sobą mogły być rozdzielone; to bez najmniejszego wahania wybrałby on znajomość Boga uważając tę własność wiary, co z miłości wyrasta w wiedzę, za pożądaną samą w sobie”.</em> (Księga IV, rozdz. XXII).</p>
<div id="attachment_2042" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><img class="size-full wp-image-2042" title="Plutarch" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/07/Plutarch.jpg" alt="Plutarch" width="150" height="344" /><p class="wp-caption-text">Plutarch</p></div>
<p>Można w wywodach <em>Alexandrinusa</em> odnaleźć echa wcześniejszych poglądów „poganina” Plutarcha z jego dzieła „Moralia” na podobny temat. Ciekawostkę stanowią tak nawiasem m.in. czynione przez autora paralele między poszczególnymi imionami a terminologią grecką:</p>
<p><em>„Tęsknota za prawdą, szczególnie za prawdą dotyczącą Bogów, jest tęsknotą za rzeczami boskimi, odkąd nauka oraz poszukiwanie obejmują badanie rzeczy świętych i są zajęciem bardziej pobożnym niźli poświęcanie się czystości i obecność w świątyniach. Co więcej, to poszukiwanie jest szczególnie miłe mądrej i miłującej mądrość Bogini, którą czcicie, a której samo imię zdaje się wskazywać, że wiedza i zrozumienie są jej domeną. „Isis” jest w końcu greckim słowem</em> (chodzi o zbieżność z „gnosis”)<em>, tak jak jest nim imię jej wroga Typhon, który jest napuszony</em> (od „tufi” „jestem napuszony”)<em> ignorancją i kłamstwami. To on drze i niszczy święty tekst, który Bogini zbiera i składa z powrotem, by go ofiarować wtajemniczonym </em>(&#8230;)</p>
<p><em>„Zapuszczanie brody</em> (&#8230;) <em>i noszenie togi nie czyni człowieka filozofem, tak jak noszenie lnianej szaty i golenie głowy nie czyni go prawdziwym czcicielem Izydy. Prawdziwy izydowiec to ten, kto otrzymuje we właściwy rytualny sposób rzeczy pokazane oraz dokonane, a dotyczące Bogów, a następnie poszukuje prawdy i bada ją w nich poprzez użycie rozumu.”</em></p>
<p><a name="gc6" href="#retgc6"><strong>6.</strong></a> W swym dziele „Stromateis” <em>Clemens Alexandrinus</em> ma sporo do powiedzenia i na ten temat, szczególnie godne są polecenia rozdziały IX i X księgi V. Oto dwie małe próbki:</p>
<p><em>„„Gdyż wiem” &#8211; mówi apostoł &#8211; „że gdy przybędę do was, przybędę w pełni błogosławieństwa Chrystusa”; wyznaczając dar duchowy i gnostyczną wiadomość, którą, będąc obecnym, pragnie przekazać im (&#8230;) Lecz jedynie nielicznym z nich jest pokazane czym są rzeczy zawarte w tajemnicy.”</em> (V;X)</p>
<p><em>„Nie jest pożądane, by wszystkie rzeczy były odkrywane bezładnie wszystkim bez wyjątku, lub korzyści mądrości komunikowane tym, co nawet we śnie ne byli oczyszczeni w duszy (gdyż nie jest dozwolone dawanie osobom przypadkowym tego, co sprokurowane zostało z tak pracochłonnym wysiłkiem); ani też tajemnice słowa nie mogą być wyjaśnione pospólstwu.”</em> (V;IX)</p>
<p>Doprawdy, czytając <em>Alexandrinusa</em>, odnosi się nieraz wrażenie, że jego gnostycyzm był stosunkowo radykalny nawet jak na owe czasy&#8230;</p>
<p>Jest to dowód, tak nawiasem, że o fałszywości lub prawdziwości gnozy decydowała w oczach „ortodoksów” literalistyczna interpretacja tego, co się mówiło, a nie wewnętrzna tego treść. Krótko i węzłowato: można było wśród „ortodoksów” być nawet <em>ultra-gnostykiem</em>, byle tylko publicznie afirmować „ortodoksję”.</p>
<p><a name="gc7" href="#retgc7"><strong>7.</strong></a> Nawet dzisiejsi niechrześcijańscy „technologiczni gnostycy”, scjentologowie, tak to definiują: <em>„you are a spiritual being”</em> („jesteś istotą duchową”). To jedno z pierwszych i najczęściej powtarzanych stwierdzeń w ich kościele. I nie oznacza to tam np. tego, że się ma duszę, lecz że to raczej dusza posiada ciało i umysł.</p>
<p><a name="gc8" href="#retgc8"><strong>8.</strong></a> Pamiętam, że to właśnie na tym forum miałem kiedyś dłuższą dyskusję ż pewnym Dyskutantem na ten temat. Moje stwierdzenie, że Jezus <strong><em>mógł</em></strong> się był ożenić z Marią Magdaleną (nie twierdziłem, że on to zrobił, bo ewidencji brak, lecz właśnie tylko, że <strong><em>mógł</em></strong>) ów Dyskutant uznał niemal za „dowód”, że nie jestem chrześcijaninem!!! Bo w Jego opinii tak po prostu nie mogło być, gdyż Jezus nie przyszedł po to, by „spać z kobietą”. Jak zatem widać, nie ma takiego zarzutu przeciw gnostycyzmowi, którego nie dałoby się równie dobrze obrócić przeciw „ortodoksji”. No to jak to w końcu jest: który z tych „dwóch Chrystusów” jest bardziej „eteryczny” i „sterylny”: <em>nasz</em> czy <em>Wasz</em>?</p>
<p>Wielebny Alfred Palla (<em>Wielebny</em>, bo jest pastorem) zdaje się dostrzegać jedynie gnostyków ekstremistów: albo są radykalnie ascetyczni albo znów rozwiąźli (artykuł <em>„Gnoza i gnostycy”</em>) oraz że odnalezione w Nag Hammadi (r. 1945) teksty gnostyczne potwierdzają to, co o gnostykach pisali ich ortodkosyjni oponenci, których to oponentów niesłusznie w związku z tym posądzano o tendencyjność. Byłbym zatem wdzięczny gdyby wskazano nam <strong><em>które to konkretnie teksty</em></strong> z Nag Hammadi to potwierdzają, bo choć osobiście teksty te (w tłumaczeniach) czytałem, to jakoś nie mogłem w nich zlokalizować niczego, co by pasowało do takiego wizerunku owych ludzi, jaki Wielebny raczył był naszkicować w swoim artykule.</p>
<p><a name="gc9" href="#retgc9"><strong>9.</strong></a> By wesprzeć tezę o gnostycznym poglądzie, że małżeństwo i seks są „rzeczą kalającą człowieka”, A. Palla posuwa się do stwierdzenia, że gnostyczna (pochodząca zapewne z II lub III w.n.e.) „Ewangelia Filipa” określa mianem „skalanej” kobiete w małżeństwie. Nie jest to dokładne. W “Ewangelii Filipa” <em>nie ma mowy</em> o tym, że kobieta żyjąca w małżeństwie jest skalana. Mowa jest o kobietach skalanych, gdy wspomina się, że komnata małżeńska <em>„nie jest dla zwierząt, ani dla niewolników, ani dla skalanych kobiet, lecz dla wolnych mężczyzn i dziewic”. </em>Jest mowa o tym, że złe duchy, męskie i żeńskie w formie, próbują skalać samotne kobiety i samotnych mężczyzn. Jeśli małżonkowie jednak są razem, nie ważą się tego czynić. O skalaniu utwór ten mówi jeszcze w paru innych miejscach, między innymi:</p>
<p><em>„Maria jest dziewicą, której żadna siła nie skalała.”</em></p>
<p><em>“Nikt nie może wiedzieć kiedy mąż i żona mają stosunek ze sobą, poza nimi samymi. W istocie małżeństwo na świecie jest misterium dla tych, co wzięli sobie żony. Jeśli istnieje ukryta wartość małżeństwa skalanego, o ileż bardziej nieskalane małżeństwo jest misterium! Nie jest cielesne, lecz czyste. Nie należy do pożądliwości, lecz do woli. Nie należy do ciemności lub nocy, lecz do dnia i światła.”</em></p>
<p>Zaden jednak fragment „Ewangelii Filipa” ani nie stwierdza wprost, ani też nie sugeruje, że małżeństwo kogokolwiek „kala”, obojętnie już czy chodzi o mężczyznę czy kobietę. <em>„Wielkie jest misterium małżeństwa. Gdyż bez niego świat by nie istniał.”</em> – to inne jeszcze stwierdzenie z „Filipa”. Akurat aluzji do małżeństwa jest u „Filipa” sporo, trudno je przeoczyć. A. Palla przypisał „Ewangelii Filipa” coś, czego w tym dokumencie nie ma. Jeśli Czytelnicy nie posiadają w domu egzemplarza, a w internecie polskie tłumaczenia obejmują jedynie fragmenty, służę chętnie pełnym tekstem zamieszczonym gdzie indziej w wersji angielskiej <a href="http://reluctant-messenger.com/gospel-of-philip.htm">http://reluctant-messenger.com/gospel-of-philip.htm</a> .</p>
<p>Przyznam tu na marginesie, że początkowo zamierzałem napisać artykuł „Gnostyk i chrześcijanin” jako polemikę z artykułami A. Palli. Po dłuższym namyśle jednak zdecydowałem, że napiszę <em>tamten</em> tekst jako całkowicie niepolemiczny. Zamierzałem bowiem skoncentrować się na pisaniu o tym, czym chrześcijański gnostycyzm <strong><em>jest</em></strong>, a nie na polemizowaniu z tym, czym on <strong><em>nie jest</em></strong>.</p>
<p><a name="gc10" href="#retgc10"><strong>10.</strong></a> Dokładnie tak, jak się to robi w odniesieniu do doketystycznych elementów w Nowym Testamencie. Ewangelia „Według Jana” mówi w jednych fragmentach, że zmartwychwstały Chrystus był cielesny, bo <strong><em>jadł rybę</em></strong> i Tomasz mógł <strong><em>dotknąć</em></strong> jego ran. Ale w innych daje ona pełną satysfakcję doketystom: to „stuprocentowe” ciało potrafi niczym duch lub zjawa(czyli „doketos” właśnie&#8230;) <strong><em>nagle się pojawiać</em></strong> i równie nieoczekiwanie <strong><em>znikać</em></strong>, potrafi <strong><em>przechodzić przez zamknięte drzwi</em></strong> jak „biała dama” w starym zamku (wzbudzająca wśród widzących ją nie mniejszą konsternację niż Jezus w wieczerniku&#8230;), a poza tym wygląda tak dziwnie i&#8230; nierealnie, że jego najbliżsi uczniowie początkowo nie umieją go poznać&#8230;</p>
<p>Do jakiego stopnia literalistyczna była krytyka gnostycyzmu przez „ortodoksów”, niechaj świadczy pewien „argument” u Ireneusza. Skoro mianowicie Paweł opisał swoje własne doświadczenie jako wstąpienie do <strong><em>TRZECIEGO</em></strong> nieba (2Kor 12;2), to &#8211; jak pisze Ireneusz (księga II, rozdz. XXX, akapit 7) &#8211; <em>„nie może być, że ci ludzie</em> (t.j. „heretycy” przyp. MM) <em>wstępują powyżej <strong>SIÓDMEGO</strong> nieba, bo z pewnością nie przewyższają apostoła”.</em></p>
<p>A zatem tym razem NUMERY okazały się decydujące: <strong>trzecie</strong> niebo jest prawowierne, <strong>siódme</strong> heretyckie (i oszukańcze zapewne).</p>
<p><a name="gc11" href="#retgc11"><strong>11.</strong></a> Przyjrzyjmy się osobie:</p>
<ul>
<li>Jest Bogiem wcielonym, Zbawicielem i Synem Bożym</li>
<li>Ojcem jego jest Bóg, a matką śmiertelna dziewica</li>
<li>Jego narodzenie zapowiada gwiazda na wschodzie</li>
<li>Rodzi się w grocie lub stajence 25 grudnia</li>
<li>Daje on ludziom szansę ponownego narodzenia przez obmycie wodą lub zanurzenie w niej</li>
<li>Cudownie zamienia wodę w wino na weselu</li>
<li>Triumfalnie wjeżdża na osiołku do miasta, podczas gdy ludzie machają mu na powitanie gałązkami oliwnymi</li>
<li>Uzdrawia chorych, wskrzesza umarłych, wypędza demony, ucisza sztormy</li>
<li>Posiada dwunastu uczniów</li>
<li>Jest niesłusznie oskarżony i stracony w ofierze za grzechy ludzi</li>
<li>Zmartwychwstaje trzeciego dnia</li>
<li>Ofiaruje swym uczniom i wyznawcom swe ciało i krew w postaci chleba i wina</li>
</ul>
<p>Pytanie: <em>kto to taki, o kim mowa powyżej?</em> Odpowiedź: <strong><em>Ozyrys- Dionizus&#8230;</em></strong></p>
<p>Justyn Męczennik w „Pierwszej Apologii” odnotował (pod adresem „pogan”):</p>
<p><em>„A gdy my również mówimy, że Słowo, które jest pierworodnym Boga, poczęte zostało bez unii seksualnej i że On, Jezus Chrystus, nasz Nauczyciel, został ukrzyżowany i umarł, i zmartwychwstał, i wstąpił do nieba, to nie głosimy niczego innego od tego, w co i wy wierzycie odnośnie tych, których wielbicie jako synów Jowisza.”</em></p>
<p>W sumie znaleziono około 200 analogii pomiędzy naszym Pomazańcem a motywami w samej tylko religii egipskiej (por.: Gerald Massey: <em>„Ancient Egypt, The Light of the World: A Work of Reclamation and Restitution in Twelve Volumes”</em> T. 1 i 2; <em>„The Historical Jesus and the Mythical Christ”</em>; <em>The Natural Genesis”</em> ).</p>
<p><a name="gc12" href="#retgc12"><strong>12.</strong></a> W „Pierwszej Apologii” Justyn Męczennik napisał m.in.:</p>
<p><em>„Usłyszawszy proklamowanie przez proroków, że Chrystus ma przyjść i że niegodni spośród ludzi mają być karani ogniem, złe duchy wysłały wielu, by ich nazywać Synami Jowisza, mając nadzieję, że będą oni w stanie stworzyć u ludzi wrażenie, że te rzeczy, które są mówione o Chrystusie, są jedynie wspaniałymi opowieściami, jak te rzeczy, o których mówili poeci.”</em></p>
<p>Żeby zaś nadać większej wagi swoim słowom, Justyn dalej posuwa się do stwierdzenia, że Mojżesz „jest starszy od wszystkich pisarzy” (sic!).</p>
<p>Temu tonowi Justyna zawtórowali później inni, jak choćby Tertullian:</p>
<p><em>„Diabeł, którego interesem jest wypaczać prawdę, naśladuje dokładne okoliczności Bożych Sakramentów. Chrzci swoich wyznawców i obiecuje odpuszczenie grzechów ze Świętego Źródła i w ten sposób wtajemnicza ich w religię Mitrasa. Tak więc celebruje on oblaty chleba i przywodzi symbol zmartwychwstania. Uznajmy zatem zręczność diabła, który kopiuje pewne rzeczy z tych, co Boskie.”</em></p>
<p>Religia Mitrasa była również starsza od chrześcijańskiej, a zatem i tu miałoby chodzić o „mimikrę przez uprzedzenie”&#8230;</p>
<p><a name="gc13" href="#retgc13"><strong>13.</strong></a> Gdzie tkwi <em>jakakolwiek</em> prawda tych uproszczeń typu: ortodoksyjny Chrystus jest naturalny, gnostycki nierealny? To zwykła „klisza” propagandowa, pozbawiona jakichkolwiek realnych argumentów. Jeśli już zależy komuś na rozkładaniu mitologii na czynniki pierwsze (nie mam nic przeciwko temu, sam to nieraz robię&#8230;), to czemu nie sięgnąć już konsekwentnie do wszystkich mitologii? Niejednokrotnie przeczytać można pogląd (i to autorów jak najbardziej utożsamiających się z „ortodoksją”), że ewangelie kanoniczne to nie historia do dosłownego traktowania, lecz zapis wiary prymitywnego kościoła. To od razu rodzi jak najbardziej uzasadnione pytanie, że jeśli ta wiara prymitywnego kościoła niekoniecznie odzwierciedla fakty, to dlaczego ma ona w ogóle być uważana za jakąkolwiek formę ortodoksji i dlaczego inny jej rodzaj ma uchodzić za jakąkolwiek „herezję”? A już tym bardziej należałoby się bardziej szczegółowe wyjaśnienie, dlaczego ten inny rodzaj wiary miałby być „niebezpieczeństwem” oraz co to w ogóle za „niebezpieczeństwo”, o którym wspomina w swym artykule Pan Roman Zając? (”Chrześcijaństwo gnostyczne?”).</p>
<p>Czasami odnosi się wrażenie, że argumenty przeciw gnozie i gnostycyzmowi skleca się po prostu „jak popadnie”. A ostateczny wniosek formułuje się zawsze taki właśnie, jaki najwygodniej w danej chwili wyciągnąć: jeśli chodzi gnostykom o duchowego Chrystusa (lub w ogóle jeśli podkreślają oni duchowość), to się nazywa, że to odwracanie się od rzeczywistości ziemskiej przez dualistów (to jak bym Pana słyszał&#8230;) i że taki Chrystus to <em>„fantom oderwany od rzeczywistości”</em> (tu się z kolei kłania Wielebny dr Palla&#8230;). Gdy znowu gnostycy mówią, że ten Jezus był bardzo ludzki i mógł <strong><em>nie</em></strong> być aseksualny, to znowuż następuje oburzenie na tych, co to „bezczelnie” „pomniejszają” i „ośmieszają” Syna Bożego. W jednym i w drugim wypadku podciąga się to pod „apostazję”, „niechrześcijaństwo”, jakąś tam „postawę antyhistoryczną”, „nieuznawanie rzeczywistości ziemskiej” i podobne „kategorie”, które jeśli już o czymkolwiek w ogóle świadczą, to właśnie o niczym innym jak o <strong><em>ekskluzywizmie</em></strong>, który niejednokrotnie próbuje się nam przypisać, choć nie ma on do nas zastosowania..</p>
<p>Cytowany przez p. Romana Zająca ks. Szymik też nie „wyłamuje się” z tego schematu. W obu cytowanych fragmentach robi dokładnie to, co opisałem powyżej, przecząc sobie samemu: w pierwszym ma za złe, że ktoś celebruje „boskość samego życia”; w drugim żaś oskarża o chęć zamienienia chrześcijaństwa w „spirytualistyczną sektę” nienawistną wobec&#8230; <em>realizmu życia</em> (sic!). Drogi Księże! Albo jedno albo drugie: nie możemy przecież <strong><em>nienawidzić realizmu życia</em></strong> i jednocześnie <strong><em>celebrować jego boskości</em></strong>!!!</p>
<p>Panie Romanie: Pan sam wie, jakimi to „argumentami” szermują nieraz „ortodoksi”. Jak zauważyła, zresztą słusznie, Zoe Oldenbourg (<em>„Massacre at Montségur.</em> <em>A History of the Albigensian Crusade”.</em> Phoenix Press, London 2000) niekiedy wręcz ludzie sami niewiele mający wspólnego z “herezją” dostrzegają ewidentną przesadę w zarzutach kierowanych pod jej adresem. Nie trzeba daleko szukać: <em>Encyklopedia Katolicka</em> nadal szerzy wprost żenujące wymysły na temat choćby właśnie katarów, cytuję:</p>
<p><em>&#8220;Jednakże najgorszym niebezpieczenżństwem było to, że triumf zasad heretyckich oznaczał wymarcie rodzaju ludzkiego. To wyniszczenie było bezpośrednią konsekwencją doktryny katarskiej, według której każdy stosunek między płciami powinien być unikany oraz że samobójstwo, lub Endura, w niektórych okolicznościach było nie tylko legalne, ale zalecane&#8221;.</em></p>
<p>I dalej:</p>
<p><em>„Gdyby kataryzm stał się dominujący lub pozwolonoby mu tylko na istnienie na równych warunkach, jego wpływ nie mógłby nie okazać się zgubny”.</em></p>
<p><em>„Wymarcie rodzaju ludzkiego&#8230;”.</em> Tu już trudno byłoby powiedzieć, że winowajca „nie wie, co mówi i czyni”. Jeden rzut oka na jakikolwiek kraj buddyzmu, opartego na podobnej podstawie, co kataryzm, wystarczyłby, by się przekonać jak tam „ludzkość wymiera” i jak „zgubny wpływ” wywiera na nią buddyzm&#8230; Powyższe cytaty naprawdę się znajdują w Encyklopedii Katolickiej. Warte są one istotnie przeczytania i <em>dobrego zapamiętania&#8230;</em></p>
<p>(patrz: <a href="http://www.newadvent.org/cathen/03435a.htm">http://www.newadvent.org/cathen/03435a.htm</a> )</p>
<p>Kto propaguje „obrzydzenie płciowością”, o którym pisze cytowany przez Pana Zająca Ks. Szymik? Zdaje się, że i on pomylił adresy posuwając się do tego zarzutu. Praktyki pokutne? A czyż nie znamy ich z historii katolickich zakonów? Katarscy perfekci mogli żyć w celibacie (jak nasi duchowni i zakonnicy), mogli nosić czarne szaty (jak nasi księża i mnisi), mogli być wegetarianami (jak mnisi buddyjscy), ale nikt nie potrafi wskazać, by praktykowane było przez nich samobatożenie rzemieniami, kijami lub też &#8211; jak w wypadku „św” Dominika &#8211; <strong><em>żelaznymi łańcuchami</em></strong>&#8230; Do niektórych praktyk pokutnych otwarcie zachęcano jeszcze w XX wieku, ale wśród zachęcających do tych praktyk trudno byłoby znaleźć gnostyka nie tylko już „ze świecą”, ale nawet z całym kandelabrem pełnym takich „świec”&#8230; Czytając nieraz nawet współczesne diatryby przeciw wszelkim heretykom, odnosi się wręcz wrażenie, że błędy i pomyłki „ortodoksji” również próbuje się „przy okazji” zrzucić na barki heretyckie&#8230;</p>
<p>Niczym australijski bumerang powraca zatem stale jedno i to samo pytanie: to <strong><em>kto</em></strong> właściwie odrzucał rzeczywistość ziemską?</p>
<p>Oczywiście, że najrozsądniejszą odpowiedzią na nie byłoby: <strong><em>niektórzy spośród „heretyków” i niektórzy spośród „ortodoksów”</em></strong><em>.</em> Nie ma żadnej „żelaznej” reguły będącej „programowo” związaną z którąkolwiek ze stron debaty.</p>
<p>Ksiądz Szymik twierdzi dalej, że gnoza <em>„chce uczynić z chrześcijaństwa spirytualistyczną sektę”</em>. Przede wszystkim nie „sektę”, skoro gnostycy na ogół nie nawołują do poszatkowania kościołów na mniejsze wspólnoty i na ogół &#8211; jeszcze raz to podkreślmy &#8211; pozostają w swoich macierzystych kościołach, nie zmieniając denominacyjnej przynależności niczym „rękawiczek”. No, ale jeśli już, to już: odpowiedzmy tu na moment podobną „monetą”: w jaką zatem <em>„sektę”</em> pragną przemienić je niektórzy „ortodoksi” (bo uznajmy tu bezstronnie i <em>optymistycznie</em>, że nie wszyscy), zwłaszcza ci, którzy chcieliby zbudować <strong><em>jedną</em></strong> instytucję, <strong><em>jedną</em></strong> dogmatykę, <strong><em>jedną</em></strong> hierarchię, <strong><em>jeden</em></strong> zbiór regulacji i to wszystko razem oddać pod <strong><em>jedno</em></strong> przywództwo <strong><em>jednego</em></strong> (nieomylnego&#8230;) duchownego?</p>
<p>W pewnej mierze na to pytanie zdaje się odpowiadać, również cytowany przez Pana Zająca, o. Jacek Salij. Pisząc o rodzącej się „ortodoksji” wczesnego chrześcijaństwa, zauważa on:</p>
<p><em>„ta nowa regulacja życia wiary nie obyła się bez utraty pewnej „wolności twórczej” na rzecz Instytucji zatroskanej o swą samoobronę”.</em></p>
<p>Idąc dalej tym samym torem dochodzimy do wniosku, że takie zjednoczenie „nie obyłoby się” bez&#8230; <strong><em>dalszej</em></strong> utraty owej wolności. Możnaby pójść jeszcze dalej, pytając jaki zatem „produkt finalny” uzyskalibyśmy u kresu tego procesu „utraty na rzecz Instytucji”?</p>
<p><a name="gc14" href="#retgc14"><strong>14.</strong></a> Oczywiście, że tego faktu nie odkryto niedawno. Był znany i wtedy zarówno „heretykom” jak i „ortodoksom”. Ireneusz zdawał się być sfrustrowany tym, że werset ten jest ciągle przywoływany: <em>„wszyscy heretycy zawsze przywołują ten werset”</em> narzekał w księdze V, rozdz. IX swego dzieła „Przeciw herezjom”.</p>
<p>Ale też zwraca uwagę jego bardzo długa odpowiedź. Praktycznie rzecz biorąc nie odparł on twierdzeń heretyków, lecz wdał się w długą dywagację, w której jedynymi konkretami były następujące stwierdzenia:</p>
<div id="attachment_2043" class="wp-caption alignleft" style="width: 266px"><img class="size-full wp-image-2043" title="Ireneusz" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/07/Ireneusz.jpg" alt="Ireneusz" width="256" height="320" /><p class="wp-caption-text">Ireneusz</p></div>
<p>„ci zatem, ilu by ich nie było, co nie mają tego, co zachowuje nas i formuje do życia wiecznego</p>
<p>(chodzi o Ducha przyp. MM)<em> pozostaną i będą zwani jedynie ciałem i krwią”.</em> Czyli innymi słowy, jeśli nie mają w sobie Ducha Bożego, to nie odziedziczą Królestwa Niebieskiego. I dalej:</p>
<p><em>„Ciało zatem opuszczone przez Ducha Bożego jest martwe, nie mające życia i nie może posiąść Królestwa Bożego: jest jak irracjonalna krew, jak woda wylana na ziemię. I dlatego mówi on </em>(t.j. Paweł w 1Kor 15; 48 przyp. MM)<em> „jak jest ziemski, tak i oni są ziemscy”. Lecz gdzie jest Duch Ojca, tam jest żywy człowiek; tak jest racjonalna krew zachowana przez Boga na pomszczenie tych, co ją przelali; tak jest ciało posiadane przez Ducha, zapominające istotnie co doń należy i adoptujące cechy Ducha, stające się dostosowanym do Słowa Bożego.”</em></p>
<p>Przez bite cztery akapity (czyli przez cały rozdział) „wałkował” ten temat w sposób istotnie ocierający się o mistycyzm i gnostyczny ezoteryzm i trudno byłoby wyobrazić sobie gnostyka, który nie byłby kontent z takiej polemiki&#8230;</p>
<p>Zamiarem Ireneusza było oczywiście „zbicie herezji”, tymczasem jednak to, co osiągnął (wyjąwszy niepotrzebne dłużyzny) to coś podobnego do tego, co kilkanaście wieków poźniej Swedenborg zrobił w odniesieniu do transmigracji dusz: znalazł mianowicie wykładnię mogącą zadowolić obie strony debaty, dowodząc (rozumiem, że wbrew intencjom), że oba stanowiska, choć różne, niekoniecznie są aż tak sprzeczne, jak na to wyglądają. Pod tym względem wywód Ireneusza możnaby nawet uznać za genialny&#8230;</p>
<p><a name="gc15" href="#retgc15"><strong>15.</strong></a> Alfred Palla w artykule <em>„Jezus: człowiek czy Bóg?”</em> próbował wykazać boskość osoby Jozuego z Nazaretu m.in. cytując Pawła z jego listów do Kolosan i Filipian (Kol 2;9 i Flp 2;6), gdzie użyto słów „theotes” (lub „theotetos”) i „morphe” odnoszących się do „natury boskiej”, „boskości” czy „bóstwa” oraz do „postaci” (boskiej).</p>
<p>Gdyby istotnie Paweł uważał Pomazańca za Boga, to czy nie wyraziłby tego po swojemu czyli wprost, bez „owijania w bawełnę”, używając w tym celu po prostu słowa <em>„theos”</em> (czyli dosłownie „bóg”), żeby już nie było żadnej wątpliwości, zamiast kluczyć gdzieś po meandrach niejasnej „natury boskiej” w rodzaju „<em>theotes”, „theotetos” czy „theiotes”</em>, które to pojęcia różnie w związku z tym mogą być interpretowane? Cytowany przez nas <em>Rz 1;4</em> wyjaśnia dokładnie, bez zbędnych niuansów i wieloznacznych słów, w prostym języku, za kogo Paweł uważał Jezusa.</p>
<p>Powoływanie się na t.zw. „List do Tytusa” (Tyt 2;11 14) oraz na t.zw. „Drugi List Piotra” (2P 1;1) jest o tyle wątpliwe, jeśli się istotnie przypisuje ich autorstwo apostołom. Obydwa one należą do tak zwanej „pseudoepigrafii” i datowane są na II wiek n.e., więc oczywiście żaden z apostołów nie miał szansy nawet tych listów przed śmiercią ujrzeć, a co dopiero ich napisać.</p>
<p>Przypatrzmy się sprawie na chłodno, z „olimpijskim spokojem”. Dzisiejszy podział na wierzących w boskość osoby Pomazańca, przebiegający mniej więcej wzdłuż linii „ortodoksi” &#8211; „gnostycy” nie powinien nas mylić, jeśli chodzi nam o czasy wczesnego chrześcijaństwa. Mentalność <strong><em>ówczesnych</em></strong> ludzi była istotnie taka, że jak najbardziej dopuszczała wiarą w boski charakter takiej czy innej wybitnej postaci. Pod tym względem podział na „ortodoksów” i gnostyków niewiele nam powie.</p>
<p>Czy nie uważano władców Rzymu za „Boskich Cezarów”? Czy faraonowie egipscy nie byli „Synami Ozyrysa”? Czy nie istniały religie, <strong><em>bardzo zbliżone charakterem i wierzeniami do chrześcijaństwa</em>?</strong> <strong><em>Czy nie wielbiono w nich rozmaitych bogów &#8211; ludzi?</em></strong> Właśnie <strong><em>bliskie pokrewieństwo chrześcijaństwa i „pogańskich” religii misteryjnych typu dionizyjskiego wręcz nakazuje poważne potraktowanie odniesień naszych „ortodoksów” do historyczności ich wiary w boskość Jezusa</em></strong>. Spoglądając na historię bez niepotrzebnego zacietrzewienia (z którejkolwiek strony!) uznać wypada, że wiara w boskość Jozuego z Nazaretu ma zatem swoje głębokie <strong><em>historyczne</em></strong> (bo nie twierdzę, że akurat <em>logiczne</em>&#8230;) uzasadnienie. O Jezusie jako bogu mówią również gnostyczne pisma z Nag Hammadi, na przykład w jednym z nich, znanym jako „List Piotra do Filipa”, czytamy m.in. pytanie: <em>“Czy zatem zgodziłbyś się przybyć zgodnie z nakazem naszego Boga, Jezusa?”</em> Z kolei inne pismo („Nauki Sylwanusa”) nakazuje: <em>„Wiedz kim jest Chrystus i pozyskaj go jako przyjaciela, gdyż jest to wierny przyjaciel. Jest on również Bogiem i Nauczycielem”.</em></p>
<p>Nie zapominajmy też o jeszcze jednym aspekcie, który najczęściej umyka naszej uwadze, gdy ten temat jest poruszany. Gdy dziś mowa o tym, że „Jezus to Bóg”, to wydźwięk tego stwierdzenia jest dziś dość jednoznaczny. W uszach ludzi antyku takie stwierdzenie mogło jednak brzmieć niejednoznacznie. Pamiętajmy, że były to czasy, gdy wierzono w rozmaitych bogów i że stopień „boskości” tychże też bywał różny. „Boscy Cezarowie” byli na ogół włączani „w poczet bogów” dopiero po swojej śmierci (byli co prawda tacy wśród nich, co za życia już uważali się za bogów &#8211; jak <em>Kaligula</em>, który jednak już wówczas uważany był za szaleńca). Poszczególni bogowie bywali głównie synami/córkami innych bogów. I do wszystkich nich odnosił się ten sam termin „theos”.</p>
<p>Nie brakowało w mitologiach również półbogów, będących dziećmi bogów i ludzi.</p>
<p>Dostrzegano jednocześnie czynnik boski także w samych ludziach: człowiek miał więc dwie natury: boską, zwaną z grecka „daimon” (które to pojęcie potem „opluskwiono” i dziś jest synonimem „demona”, „złego ducha” itd) oraz cielesny „wizerunek” („eidolon”, z którego znów wywodzi się „idol”, czyli po polsku „bałwan”; „eidololatreia” to zatem „bałwochwalstwo”). „Daimon” to nie dokładnie to samo słowo co „theos” (choć używano terminu „daimon” także w znaczeniu „boga” lub „bóstwa”), ale dziwne, jak sie to może wydawać dzisiaj, wówczas i „theos” mógł, rzadko co prawda, znaleźć odniesienie i do ludzi. Ślad tego odnajdujemy również w Nowym Testamencie. W „Ewangelii Jana” (10;34-36) Jezus, odpowiadając na gniewne oskarżenia „uczonych w piśmie” o czynienie z siebie boga, gdy jest jedynie człowiekiem, tłumaczy, biorąc za podstawę Psalm 82 (werset 6), że Jahwe nazwał bogami również ludzi (<em>„Ego eipa, theoi este”</em>):</p>
<p><em>„Skoro ono </em>(t.j. Prawo)<em> nazywa bogami</em> (theous)<em> tych, do których przyszło słowo boże, a nie można odrzucić Pisma, to jakże o tym, którego ojciec konsekrował</em> („‘egiasen”)<em> i posłał na świat, mówicie „bluźnisz”, bo powiedziałem ‘jestem synem boga’ </em>(„uios tou theou”)<em>?”</em></p>
<p>Zapytawszy ich w ten sposób, musiał jednak, jak podaje dalej „Ewangelia Jana”, salwować się ucieczką, gdyż i takie postawienie sprawy rozwścieczyło jego oponentów.</p>
<p>Widać zatem, że w Jn 10; 34-36 w stosunku do śmiertelników użyto słowa mocniejszego i bardziej jednoznacznego niż to, co pisał u siebie o Jezusie Paweł. Jeśli zaś relacja z Jn 10 odpowiada prawdzie, to oznacza to, że Pomazaniec, który niejednokrotnie w tej gnostycyzującej ewangelii czyni aluzje do swych własnych związków z boskością, miał najwyraźniej takie usposobienie, że wybitne jednostki ludzkie (a do takowych zaliczał również siebie) potrafił on tytułować w niecodzienny sposób i to do takiego stopnia, że wobec nich gotów był użyć jednożnacznego sformułowania, którego nigdy jednak nie ważył się odnieść do samego siebie.</p>
<p>Pisma Nowego Testamentu oraz inne dzieła wczesnego chrześcijaństwa potwierdzają tezę, że pierwsi chrześcijanie byli dość „mieszanym towarzystwem” o rozmaitych poglądach, często toczącym wewnętrzne polemiki. W boskość Jozuego mogło zatem wierzyć wielu spośród nich, zapewne bardziej nawet spośród tych, którzy uformowani byli klimatem religii „pogańskich” niż żydowskiej. Bo choć nie brakowało wśród „pogan” monoteistów, to jednak było wśród nich także wielu politeistów uważających za rzecz całkiem naturalną, że poszczególni ludzie mogli okazać się bogami. Jest mało prawdopodobne, że akurat Paweł przejął taki pogląd. W żadnym ze swoich listów niczego podobnego nie napisał. Podobnie żydowscy ebionici już w I wieku n.e. nie uważali Jozuego za Boga i również później nie zmienili zdania.</p>
<p>W księdze „Dziejów”, której powstanie datuje się różnie, od końca I w.n.e. do II w.n.e., opisana jest historia proto-męczennika Szczepana (Dz 6;5 &#8211; 7;60). Nawet jednak po tylu latach, jakie upłynęły od jego śmierci (pod „auspicjami”&#8230; Pawła właśnie), tekst przypisanej Szczepanowi mowy (Dz 7;2 &#8211; 7;53) nie nazywa Jozuego „Bogiem”, a jedynie określa go mianem „Sprawiedliwego” (<em>„dikaios”,</em> Dz 7;52). Ba, w greckim tekście nie pojawia się tam nawet owo niejasne <em>„theotes”&#8230; </em></p>
<p>Św. Polikarp ze Smyrny (dzisiejszy Izmir w Turcji) w napisanym przez siebie liście do Filipian też nie nazywa Jezusa Bogiem choć list ten datowany jest na ok. 135 r.n.e., czyli na II wiek. Polikarp miał też, według tradycji kościoła, być uczniem apostoła Jana (a także innego jeszcze – również według tradycji &#8211; ucznia Jana, biskupa Ignacego z Antiochii).</p>
<p>Oczywiście, że jeśli z drugiej strony w rozmaitych, „ortodoksyjnych” i „heretyckich” dziełach w pierwszych wiekach n.e. jacyś chrześcijanie nazywali Jozuego „Bogiem” lub pisali „pseudoepigrafię” z podobnymi sformułowaniami (przypisując autorstwo apostołom dla nadania wagi swoim tekstom), to oznacza to, że <em>najpóźniej</em> w II wieku n.e. byli już tacy, którzy w boskość Jezusa istotnie wierzyli (piszę <em>„najpóźniej”,</em> bo jedynymi pismami w NT, co do których nie ma żadnych wątpliwości, że powstały istotnie w I w.n.e., są <em>autentyczne</em> listy św. Pawła). A jeśli pisali o tym <em>najpóźniej</em> w II wieku, to jest całkiem prawdopodobne, że wierzyli już nawet w I wieku. W końcu <em>najpierw</em> się w coś wierzy, a <em>dopiero potem</em> można o tym pisać.</p>
<p>I wystarczyłoby, gdyby „ortodoksi” powołali się właśnie na takie, <strong><em>bezsporne</em></strong> fakty i tło historyczne, by wykazać innym swoje „historyczne racje” swej własnej wiary w boskość Jezusa z Nazaretu. Byłoby to o wiele bardziej dla nas wiarygodne niż próba (jak ta podjęta przez A. Pallę) <strong><em>jednoznacznego</em></strong> przypisywania apostołowi Pawłowi <strong><em>jednoznacznych</em></strong> poglądów w tej mierze, których sam apostoł <strong><em>nigdy i nigdzie</em></strong> nie sformułował.</p>
<p>Na marginesie warto dodać, że zgadzamy się w pełni ze stwierdzeniem dra Palli („Jezus: człowiek czy Bóg?”), że <em>„każdy, kto przeczyta Nowy Testament, przekona się, że chrześcijaństwo nie było ruchem żałożonym przez kogoś uważanego za zwykłego śmiertelnika&#8230;”.</em> Za <strong><em>zwykłego</em></strong> śmiertelnika z całą pewnością nie. Za <strong><em>niezwykłego</em></strong> śmiertelnika. Żadna wielka religia nie została nigdy założona przez <em>zwykłego</em> śmiertelnika, lecz przez <em>niezwykłego</em>, czyli wybijającego się ponad przeciętność i ponad sobie współczesnych.</p>
<p><a name="gc16" href="#retgc16"><strong>16.</strong></a> Elaine Pagels podaje ciekawą rekonstrukcję walentyniańskiej egzegezy całego fragmentu 1Kor 15; 13 19:</p>
<p><em>„Gdyż „jeśli nie ma zmartwychwstania”, czyli jeśli psychicy nigdy nie mogą osiągnąć „poznania prawdy”, to Paweł uważa, że cała jego działalność nauczania psychików tej kerygmy oraz ich wiara w nią pozostaną próżne. W takim wypadku, jeśli psychicy, którzy są „martwi”, nie mogą zostać „podniesieni”, to ci co „zasnęli” (15;18) poszli na zatracenie.”<br />
</em>(„The Gnostic Paul”, s. 82).</p>
<p>Dziś zamiast <em>„poszedł na zatracenie”</em> powiedzielibyśmy: <em>zmarnował</em> swe zycie ten, co się w porę nie „przebudził”&#8230;</p>
<p><a name="gc17" href="#retgc17"><strong>17.</strong></a> W Liście do Rzymian czytamy:</p>
<p><em>„Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi.”</em> (Rz 1; 26-28)</p>
<p>Elaine Pagels prezentuje rekonstrukcję podwójnego znaczenia powyższych wersetów w ujęciu wczesnych gnostyków, m.in. Teodota i Herakleona:</p>
<p><em>„Co ten fragment może oznaczać? Odczytywane literalnie, znaczenie jest całkiem proste: wypaczony przez człowieka stosunek do Boga przyniósł „przeciwne naturze” stosunki międzyludzkie, przede wszystkim homoseksualizm. Psychiczny czytelnik zatem, widząc jedynie ten aspekt, może odczytać stąd użyteczne ostrzeżenie moralne (&#8230;)”</em></p>
<p>Znaczenie pneumatyczne (t.j. duchowe) jest natomiast bardzo ciekawą alegorią, pasującą jak ulał do tematu dyskutowanego w tych artykułach: „kobiety” i „mężczyźni” to alegoria owych „psychikoi” i „pneumatikoi” w kościele chrześcijańskim. Porzuciwszy naturalne stosunki, „psychikoi” grupują się jedynie w swoim własnym gronie, „pneumatikoi” również.</p>
<p>Według egzegezy walentynian, pisze E. Pagels, Paweł <em>„dostosowując się do różnych charakterów obu tych grup, głosi ewangelię „na każdy z tych dwóch sposobów” (&#8230;) Kieruje on literalne znaczenie do psychików (&#8230;) lecz adresuje on znaczenie symboliczne do tych, co jak on sam, są pneumatyczni.” </em>(„The Gnostic Paul. Gnostic Exegesis of the Pauline Letters”. Fortress Press, Philadelphia, USA 1975, s. 17-19).</p>
<p>Na uwagę zasługuje tu teza o Pawle umiejącym zwracać się do obu stron jednocześnie. Jeśli zważyć, że obie te grupy z jednakową mocą odwołują się do listów Pawła, to ponad już osiemnaście wieków historii nie przestaje przyznawać wciąż na nowo racji naszym wczesnym gnostycznym egzegetom.</p>
<p><a name="gc18" href="#retgc18"><strong>18.</strong></a> Istnieje powtarzana niejednokrotnie anegdota o tych dwóch rabinach: Shammai był bardzo sztywny i był tym, co moznaby dziś uznać za stojącego na straży „litery prawa”. Legendarny Hillel natomiast zainteresowany był raczej „duchem prawa” niż jego „literą”. Ci dwaj otrzymali kiedyś propozycję od pewnego wesołka (zapewne Greka), by wytłumaczyli mu całą Torę w tak bardzo krótkim czasie, że zdoła on ustać na jednej nodze, a jeśli tak się stanie, to on się nawróci na religię Żydów. Shammai się skrzywił i propozycję zdecydowanie odrzucił. Hillel natomiast był mądrzejszy i wyzwanie przyjął, wyjaśniając Grekowi jak następuje:</p>
<p><em>„Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe &#8211; oto najważniejsza treść Tory. Reszta to jedynie komentarze do niej. Idź i naucz się ich”.</em></p>
<p><a name="gc19" href="#retgc19"><strong>19.</strong></a> Możnaby zapytać po co właściwie recytować „Credo”, jeśli się nie wierzy bodaj w jego część? Jest parę przyczyn:</p>
<p>Każdy z takich „heretyków” wyrósł jednak w tradycji kościoła oficjalnie wyznającego je. Innej przecież tradycji na ogół nie miał sobie dostępnej. Ludzie niczym przysłowiowe „skorupki” nasiąkają za młodu tradycją i później, jeśli nawet nie do końca ją akceptują, nie wyrażają też jednak na ogół wobec niej otwartego sprzeciwu. Albo obojętnieją, albo uczą się „godzić się” nawet z tymi elementami, które już dłużej nie są dla nich przekonujące. Recytują więc „Credo”, bo „wszyscy to robią”. Poza tym innego „Credo” nie znają&#8230;</p>
<p>Ci zaś, którzy nie obojętnieją, ale stają się „heretykami” i są w pełni tego świadomi, nie będą przecież podczas mszy protestować, ani domagać się zmiany tekstu z 381 roku. Msza nie temu przecież służy&#8230;</p>
<p>Osobiście <strong><em>nie</em></strong> jestem zwolennikiem zmian w tekście. Takie zmiany mogłyby mnie może nawet usatysfakcjonować, ale dla dobra kościoła nie należy tego robić. Gnostycy by się nie obrazili, ale co z pozostałymi? Wielu oburza się z mniej ważnych powodów (jak choćby język mszy&#8230;). Tymczasem nawet najbardziej zróżnicowane wewnętrznie wspólnoty religijne potrzebują, bodaj od czasu do czasu, wyznawania <strong><em>razem</em></strong> pewnych podstawowych w ich rozumieniu prawd stanowiących o tym, że są one istotnie <strong><em>wspólnotami</em></strong>.</p>
<p>Poza tym nawet, jeśli jakieś fragmenty są nieprzekonujące, nie oznacza to jeszcze, że są złe. A pierwszą powinnością jest &#8211; w religii tak jak w medycynie &#8211; nie szkodzić.</p>
<p>A zatem:</p>
<p>- <em>„Wierzę w jednego Boga, stworzyciela&#8230;”</em>. Jak najbardziej.</p>
<p>- Każdy jest w jakimś sensie <em>„jednorodzonym”</em> synem/córką Boga, po cóż zatem sprzeciwiać się, gdy publicznie mówi się to o Jezusie z Nazaretu?</p>
<p>- Niektórzy „heretycy” kwestionują słynne <em>„filioque”</em> w tym „Credo”. Osobiście nie kwestionuję. Skoro i tak chodzi dla mnie o rodzaj alegorii, to czy ten Duch pochodzi jedynie od Ojca, albo czy Syn też ma w tym swój udział, to doprawdy nie stanowi dla mnie „sprawy życia i śmierci”.</p>
<p>- <em>„W jeden święty powszechny i apostolski kościół”</em> (<em>„unam sanctam, catholicam et apostolicam ecclesiam”</em>) osobiście wierzę, więc do tego fragmentu też nie mogę zgłaszać „sprzeciwu”.</p>
<p>- Że „Credo” mówi, że Jezus narodził się z dziewicy? Cóż, każda kobieta jest dziewicą do pewnego momentu swego życia&#8230; Każdy też wewnętrzny <em>Christos</em> „rodzi się” w dziewiczości (niewinności) nowo narodzonego istnienia ludzkiego. Więc całkowicie zgadzam się z tym cytatem.</p>
<p>- Że <em>„zmartwychwstał trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo”?</em> Nie on pierwszy w historii alegorii religijnych. I nie według jednego Pisma, lecz rozmaitych pism. Od czasów co najmniej egipskiego Ozyrysa świat ma jakiegoś ponadhistorycznego zmartwychwstającego Christosa (w egipskim KRST czytanego jako „Karast” lub „Krist”). Ta tradycja ma wiele tysięcy lat i nie widać, by cokolwiek złego światu uczyniła. Jestem „za”!</p>
<p>- Warto przy okazji zwrócić uwagę, że Credo nicejsko-konstantynopolitańskie <strong><em>nie mówi</em></strong>, że Jezus zbawia przez swoją śmierć. Mówi jedynie, że umarł <em>„również za nas”</em>, a to niekoniecznie to samo i otwarte jest dla wielu interpretacji, które tu w <em>Credo</em> również wyrażane mogą być równocześnie, <strong><em>razem</em></strong> i bez obrazy. Dla naszego zbawienia natomiast <em>„zstąpił z nieba”</em>, z czym jest pełna zgoda. Ten fragment mógłby równie dobrze napisać Walentyn, Bazylides czy Marcjon&#8230;</p>
<p>- Że <em>„przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych”</em>? Ależ jak najbardziej! Nasz pogląd w tej sprawie mógłby wręcz uchodzić za bardziej jeszcze radykalny: nie tylko <em>przyjdzie sądzić</em>, ale praktycznie nigdy ludzkości nie opuszczał i sąd dokonuje się bez przerwy, niemal na naszych oczach (<em>„kto ma oczy, niechaj widzi&#8230;”</em>).</p>
<p>- Trudno byłoby znaleźć jakiegokolwiek chrześcijanina, który nie wierzyłby przynajmniej w część treści „Credo”.</p>
<p>- A we <em>„wskrzeszenie umarłych i życie wieczne w przyszłym świecie”</em> wierzy nie tylko każdy chrześcijanin, ale i każdy wierzący człowiek, obojętnie do jakiej religii się przyznaje. Zatem tu tym bardziej nie ma problemu&#8230;<br />
<em>Amen</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/07/15/gnostyk-i-chrzescijanin-czesc-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gnostyk i chrześcijanin &#8211; część 1</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/07/13/gnostyk-i-chrzescijanin-czesc-1/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/07/13/gnostyk-i-chrzescijanin-czesc-1/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Jul 2009 14:25:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Angelus Silesius]]></category>
		<category><![CDATA[Chrześcijańscy gnostycy]]></category>
		<category><![CDATA[Ebionici]]></category>
		<category><![CDATA[Ecclesia Gnostica]]></category>
		<category><![CDATA[Gnostycyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Gnostyk]]></category>
		<category><![CDATA[Gnoza]]></category>
		<category><![CDATA[Klemens Aleksandryjski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://monio.info/?p=137</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst nie stawia sobie za cel usystematyzowania wiedzy o chronologii historycznego gnostycyzmu ani też sklasyfikowania współczesnych trendów gnostycznych. Jego jedynym celem jest przybliżenie, w prostych słowach, tego czym jest chrześcijański gnostycyzm dzisiaj i skąd się on wziął. Nie brak tu również motywów osobistych, jako że poniższy tekst został zainspirowany prostym pytaniem, zadanym kiedyś autorowi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="alignleft size-full wp-image-142" title="Copy (5) of Copy of Copy of Copy of Monio Logo" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/copy-5-of-copy-of-copy-of-copy-of-monio-logo2.jpg" alt="Copy (5) of Copy of Copy of Copy of Monio Logo" width="154" height="221" />Poniższy tekst nie stawia sobie za cel usystematyzowania wiedzy o chronologii historycznego gnostycyzmu ani też sklasyfikowania współczesnych trendów gnostycznych. Jego jedynym celem jest przybliżenie, w prostych słowach, tego czym jest chrześcijański gnostycyzm dzisiaj i skąd się on wziął. Nie brak tu również motywów osobistych, jako że poniższy tekst został zainspirowany prostym pytaniem, zadanym kiedyś autorowi przez sympatyczną Użytkowniczkę serwisu kosciol.pl : „</strong><strong><em>na jakiej podstawie uważasz, że jesteś chrześcijaninem?” </em></strong> <strong>Żywię nadzieję, że poniższe słowa również i tę kwestię wyjaśniają.</strong><strong>Dedykuję ten tekst wszystkim będącym &#8220;na bakier&#8221; ze swymi denominacjami</strong></p>
<p> </p>
<p> </p>
<p align="center"><strong> </strong><strong><em>“Kto posiada wiedzę o prawdzie, jest wolny, lecz człowiek wolny nie grzeszy, gdyż ‘kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu’” </em></strong><em>(Jn 8;34)<strong>”</strong></em><strong> („Ewangelia Filipa”)</strong></p>
<p>Historycznie rzecz biorąc, gnostycy chrześcijańscy działali zarówno w kościele „ortodoksyjnym”, czyli katolickim jak i poza nim. Gnostykami „heretyckimi” byli m.in. Bazylides, Kerinthos, Karpokrates, Justyn Gnostyk, Ptolemeusz czy Herakleon. Do gnostyków zaś katolickich zaliczali się m.in. Walentyn, Klemens z Aleksandrii <a name="retfn1" href="#fn1"><strong>(1)</strong></a> , Orygenes czy Evagrius z Pontu. Istniał cały szereg różnic między nimi, których wyliczenie i opisanie mogłoby stanowić materiał na osobny artykuł. Jednak wszyscy oni mieli ze sobą wspólny pogląd, że Boga można poznać poprzez osiągnięcie swego rodzaju „wiedzy”, „znajomości” lub „wglądu”, które to pojęcia zawarte są w greckim słowie <strong><em>gnosis</em></strong>. <strong></strong>Ażeby starać się zrozumieć o co w gnostycyzmie chodzi, bez wchodzenia przy tym w długie i zawiłe definicje, spójrzmy na słynne zdanie z Mickiewicza:</p>
<p> </p>
<p><em>„<strong>Czucie</strong> i <strong>wiara</strong> silniej mówią do mnie niźli mędrca <strong>szkiełko i oko</strong>”</em></p>
<p>Z owych wybitych tłustym drukiem elementów, gnostycyzm kładzie nacisk na <em>czucie</em>, nie na <em>wiarę</em> czy <em>szkiełko i oko</em>. Przy czym chodzi tu o czucie w sensie wyczuwania, pojmowania i rozumienia. Każdy gnostyk mógłby się zatem oburącz podpisać pod słowami znanej pieśni kościelnej <em>“Kto Ciebie, Boże, raz <strong>pojąć</strong> może, ten nic nie pragnie ni szuka&#8230;”.</em></p>
<p>Gnostycyzm zawsze zdawał się znajdować pomiędzy religijnymi ortodoksjami a tym, co dzisiaj stanowiłoby przedmiot zainteresowania psychologii. Wkraczał on też zawsze w domeny obu tych swoich “sąsiadów”.</p>
<p>Gnostycy zarówno chrześcijańscy jak i pozachrześcijańscy mieli już od czasów antyku tendencję do klasyfikowania ludzi na cztery kategorie w zależności od ich świadomości duchowej. Najniższym stopniem świadomości był <strong><em>hylikos</em></strong> (od hyle = materia) oznaczający osobę o zupełnie nierozbudzonym życiu duchowym (tożsamość fizyczna)  dalej następował <strong><em>psychikos</em></strong> (psyche = dusza) identyfikujący się z własną osobowością, własną duszą (tożsamość psychologiczna). <strong><em>Pneumatikos</em></strong> (pneuma = tchnienie, duch) to osoba identyfikująca się z wyższą osobowością duchową (tożsamość duchowa). <strong><em>Gnostikos</em></strong> natomiast znamionować miał osobę porzucającą dotychczas wymienione rodzaje osobowości, a za to identyfikującą się mistycznie z Chrystusem (tożsamość mistyczna). Ślad takiego podziału widzimy na przykład w 1Kor 2;14-16, gdzie Paweł porównuje podejście <em>psychikosa</em> i <em>pneumatikosa</em> do spraw duchowych, podkreślając, że wyższe sprawy duchowe są zupełnie niezrozumiałe dla <em>psychikosa</em> (<em>“psychikos de anthropos”</em>), który nie jest w stanie ich pojąć. Natomiast <em>pneumatikos</em> nie tylko potrafi wszystko poznać i rozsądzić, ale sam pozostaje nie do osądzenia przez innych. Kończy zaś Paweł mocnym stwierdzeniem, że <em>“posiadamy umysł Chrystusa”</em> <a name="retfn2" href="#fn2"><strong>(2)</strong></a> , a trudno byłoby znaleźć gnostyka, któryby się z takim postawieniem sprawy nie zgodził.  </p>
<p>Częstokroć owe cztery stany świadomości symbolizowane były przez poszczególne żywioły, odpowiednio:  ziemię, wodę, powietrze i ogień. Odnajdujemy ślady tego również w Nowym Testamencie, gdzie przy omawianiu chrztu wymienia się wodę, powietrze (ducha, tchnienie) i ogień:</p>
<p><em>„Ja was chrzczę <strong>wodą</strong> dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie <strong>Tchnieniem</strong> </em>(pneuma)<em> Świętym i <strong>ogniem</strong>. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.”</em></p>
<p>(Mt. 3;11-12).</p>
<p>Jezus zarzuca nauczycielom prawa, że zabrali klucz do wiedzy („<em>kleida des <strong>gnoseos</strong>”</em>), do której w związku z tym nie weszli, a jedynie przeszkodzili tym, co chcieli wejść (Lk 11;52). Naucza przy pomocy przypowieści, czyli krótkich alegoryzujących opowiadań, których treść nie ma być brana dosłownie, gdyż słowa w nich zawarte mają inne w istocie znaczenie niż zazwyczaj. Sens owych przypowieści miał zostać odczytany przez samych słuchaczy. I nie zawsze bywał rozumiany, jak o tym świadczą stwierdzenia w ewangeliach. Nawet apostołowie nie rozumieli wszystkich przypowieści, gdyż Pomazaniec musiał im je później specjalnie objaśniać (jak np. w LK 8;11-15). Mówił on też swym uczniom, że <em>“Wam dano <strong>poznać</strong> tajemnice królestwa Bożego</em> (<em>„<strong>gnosai</strong> ta mysteria tes basileias tou Theou”</em>)<em>, innym zaś w przypowieściach, aby patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli” </em>(Lk 8;10 i Mt 13;11).</p>
<p>Oczywiście, w Nowym Testamencie mamy też rzadkie co prawda krytyczne głosy na temat wiedzy, jak na przykład w 1Kor 8; 1-13, ale tam chodzi akurat o wiedzę o pokarmach składanych w ofierze bożkom<a name="retfn3" href="#fn3"><strong>(3)</strong></a> . Innym przykładem jest 1Tym 6 20, czyli końcowy fragment listu, którego pawłowe autorstwo jest już dzisiaj bardziej niż podawane w wątpliwość. Jego autor z II wieku n.e., ktokolwiek nim był, pisze o <em>„argumentach rzekomej wiedzy”</em> (<em>“antitheseis tes pseudonomou gnoseos”</em>), co od razu może sugerować, że autorowi temu znana jest również wiedza <em>nierzekoma</em>&#8230;</p>
<p>Istotnie, bowiem termin <em>“gnosis”</em> w odniesieniu do wiedzy o Bogu i jego Królestwie pojawia się, i to w pozytywnym sensie, bardzo często w Nowym Testamencie. Wystarczy przejrzeć jego tekst (zwłaszcza ten grecki), by się o tym dowodnie przekonać. <a name="retfn4" href="#fn4"><strong>(4)</strong></a></p>
<p>Jeśli powiedzieć, że gnostyk jest jako człowiek wolny chrześcijaninem z wyboru, to oczywiście mało takie ujęcie wyjaśnia. Każdy bowiem chrześcijanin (dorosły na tyle, by podejmować decyzje za siebie) jest chrześcijaninem z wyboru. Ale podczas gdy dla ortodoksa obok sumienia liczą się jeszcze dogmaty oraz to, co nazywają oni “prawdami wiary”, dla gnostyka dogmaty nie istnieją, a prawdy wolą poszukiwać niż przyjmować jako objawione. Są oni zatem chrześcijanami <em>tylko</em> z wyboru sumienia.</p>
<p><strong><em>„Jedna jest rzeka Prawdy mająca dopływy z każdej strony”<br />
</em></strong>(Klemens z Aleksandrii)</p>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-148" title="Klemens z Aleksandrii" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/klemens-z-aleksandrii.jpg" alt="Klemens z Aleksandrii" width="152" height="195" />Ponieważ gnostycyzm występować może w rozmaitych religiach (są gnostycy żydowscy czy islamscy, cały buddyzm opiera się na zasadach analogicznych do gnostycyzmu, istnieją też inne wyznania, które wręcz nazywają siebie gnostykami, jak <em>mandajczycy</em>, od aramejskiego słowa <em>„manda”,</em> które ma znaczenie identyczne z greckim <em>„gnosis”</em>; praktycznie nie ma religii bez gnozy), a gnostycyzm może także występować, ze względu na swój charakter, poza istniejącymi zinstytucjonalizowanymi systemami religijnymi, wobec tego określenie ‘gnostyk’ samo w sobie nie wyjaśnia religijnej przynależności danej osoby. Jeśli już, to raczej <em>sposób rozumienia</em> religii. Stąd też zarówno osoby indywidualne, jak i całe gnostyckie wspólnoty religijne muszą definiować swoją przynależność religijną, nawet jeśli to prawda, że nazwa “kościół gnostyczny” kojarzy się obecnie głównie z tradycja chrześcijańską. Spróbujmy pokazać to tutaj na przykładzie kościoła znanego pod nazwą <em>Ecclesia Gnostica</em>, a działającego na terytorium USA i Norwegii. Oto cytat z jego katechizmu w postaci pytań i odpowiedzi:</p>
<p><em>„130. Jaką religię reprezentuje Kościół Gnostyczny?</em></p>
<p><em>Kościół Gnostyczny reprezentuje religię chrześcijańską (choć prawdą również jest, że reprezentuje on także wieczną religię gnostyczną, która zawsze istniała na ziemi).</em></p>
<p><em>131. Czy nie jest to oznaką limitacji lub sekciarskiego ekskluzywizmu?</em></p>
<p><em>Nie. Można respektować i studiować wiele religii, lecz efektywnie praktykować tylko jedną.</em></p>
<p><em>132. Czy Kościół Gnostyczny jest chrześcijańskim w tym samym sensie, w jakim inne kościoły nazywają siebie chrześcijańskimi?</em></p>
<p><em>Nie. Kościół Gnostyczny jest chrześcijańskim z własnej definicji, bazowanej na gnozie.</em></p>
<p><em>133. Czy pozostawia to Kościół Gnostyczny poza wspólnotą (ekumene) Powszechnego Chrześcijaństwa?</em></p>
<p><em>Nie, ponieważ kryteria chrześcijaństwa uznawane przez chrześcijan różnią się poważnie między sobą. Odmiany wprowadzone przez gnostyków są jednymi wśród wielu.”</em></p>
<p>Jeśli kościół gnostyczny jako wspólnota jest chrześcijański <em>“z własnej definicji bazowanej na gnozie”</em>, to w jaki sposób definiuje siebie jako chrześcijanina indywidualny gnostyk?  Widząc w rozmaitych religiach jedynie <em>różne tradycje</em> usiłujące wyrazić się w <em>rozmaitych językach symboli i podań</em>, wybiera on tę, z którą potrafi się najlepiej identyfikować. Jego samodefinicja mogłaby brzmieć na przykład tak, że  <em>jest przekonany, że chrześcijaństwo w sposób najwierniejszy i najbardziej (dla niego) przejrzysty głosi gnostyczne przesłanie Boga, który tkwi w każdym człowieku i którego można stopniowo poznawać poprzez poznawanie samego siebie.</em></p>
<p>Bądźmy jednak realistyczni: większość gnostyków stała się gnostykami wiele lat po tym, gdy byli już chrześcijanami. W takim wypadku definicja mogłaby przypominać wyjaśnienie dlaczego ktoś uważa się np. za <em>luteranina</em>, a nie po prostu za <em>chrześcijanina</em>. Nie chcę wymyślać odpowiedzi za luteranów, dlatego zacytuję tu autentyczną wypowiedź luterańską:</p>
<p><em>“Jestem luteraninem, ponieważ jestem przekonany, że kościół luterański, kościół historycznych wyznań wiary  (Apostołów, Nicejskiego i Atanazjańskiego) oraz Konfesji Augsburskiej i innych wyznań tworzących Księgę Konkordii, w sposób najwierniejszy i najbardziej przejrzysty głosi Ewangelię Chrystusa zgodnie z jej objawieniem w Piśmie Swiętym.”</em>  (Dr Edward Kettner, wykładowca teologii systematycznej w <em>Concordia Lutheran Seminary</em> w Edmonton, Kanada)</p>
<p>W przypadku gnostyka definicja zatem wyglądałaby &#8211; jeśli użyć słów dra Kettnera &#8211;  mniej więcej tak: <em>jestem gnostykiem, bo jestem przekonany, że gnostycyzm w sposób najwierniejszy i najbardziej przejrzysty głosi historyczne przesłanie Chrystusa z Ewangelii.</em></p>
<p>Krótko mówiąc: czym dla chrześcijanina-luteranina jest luteranizm, tym dla chrześcijanina-gnostyka jest gnostycyzm. Dla luteranina owymi elementami odzwierciedlającymi Chrystusa są wyznania wiary (jak znane z tradycji), Księga Konkordii itd, dla gnostyka tym elementem jest gnoza.</p>
<p>Jeżeli jednak mowa o <em>wyborze</em> religii, to nie sposób pominąć jeszcze innego czynnika o ogromnym znaczeniu, z którego wagi każdy zdaje sobie w gruncie rzeczy doskonale sprawę, ale którego istnienie jest niejednokrotnie celowo (jakby wstydliwie) pomijane przez definiujących siebie religionistów. Tym czynnikiem jest oczywiście to, co możnaby nazwać kwestią dziedzictwa i chrześcijanin stający się gnostykiem też nie stanowi tu żadnego wyjątku. Obojętnie bowiem co by kto powiedział na temat tego, jakiego dokonał wyboru, faktem pozostaje, że religię na ogół przyjmuje się taką, jaka jest obecna w regionie, w którym się żyje (stąd też chrześcijanin jeśli dokonuje konwersji, to najczęściej jest to konwersja do innego wyznania chrześcijańskiego lub też stopniowo zmienia swoje poglądy nawet bez zmiany denominacji). Wystarczyłoby jednak, aby znane nam osoby pochodziły <em>z innych stron</em>, by teraz, zgodnie ze swym znanym nam temperamentem, głosiły one poglądy zgoła odmienne od reprezentowanych tutaj <a name="retfn5" href="#fn5"><strong>(5)</strong></a>.</p>
<p><strong>Jak psy z kotami&#8230;</strong></p>
<p>W kościele chrześcijańskim ortodoksi pełnią rolę <em>psów</em>, gnostycy  <em>kotów</em>.  <em>Psy</em> charaktaryzują się wiernością postanowieniom swych przełożonych w kościele, dogmatom i tradycji. Uważają one, że wiara ustanowiona przez wczesny kościół ortodoksyjny jest prawdziwą wiarą apostolską i że to ta wiara w ostateczności przynosi zbawienie. <em>Koty</em> natomiast same decydują czemu i komu pozostać wiernymi i same definiują kim są w sensie religijnym. Nie cofają się przed wycieczkami na obszary innych religii i niejednokrotnie korzystaja również z ich tradycji. Na tym tle między grupami obu tych <em>„gatunków zwierząt”</em> dochodzi do częstych kontrowersji i wzajemnych oskarżeń. <em>Psy</em> zarzucaja <em>kotom</em>, że traktują one kościół i religię niczym <em>kawiarnię</em>, do której wchodzi się i z której się wychodzi wedle własnego uznania, że w wybiórczy sposób traktują tradycję i nauczanie kościoła, z których wybierają to, co im wygodne oraz że w ogóle robią jedynie to, co chcą.  <em>Koty</em> rewanżują się <em>psom</em> zarzutami o braku zdolności dokonywania własnych wyborów, braku samodzielności w myśleniu, o swego rodzaju umysłowym niewolnictwie charakterystycznym dla osób o umysłach kontrolowanych przez innych i o braku wyobraźni nakazującym im traktowanie alegorii w sposob literalny. I jeśli przyjrzeć się i przysłuchać tej wymianie <em>warczenia i prychania, ujadania, miauczenia, gryzienia i drapania</em>, to obydwie strony mają po części rację. <em>Silne instytucje kościelne</em> z systemem wyłaniania przywództwa są bowiem głównie dziełem <em>psów</em>, które  posiadają większą skłonność do działania w <em>sforze</em>, niż <em>koty</em>, którym bliższy jest <em>indywidualizm będący motorem postępu. </em></p>
<p>Obie grupy stanowią bardzo różne formy chrześcijaństwa, które w związku z tym trudno byłoby całkowicie pogodzić ze sobą. Najprawdopodobniej jest to <em>w ogóle</em> niemożliwe. W większym zresztą stopniu z powodu <em>psów</em>, nie potrafiących pogodzić się w swoich wspólnotach z akceptacją interpretacji oraz rozumienia najbardziej fundamentalnych dla nich prawd religijnych tak drastycznie nieraz odmiennych od ich własnych. Jest to całkowicie zrozumiałe i należy to uszanować. Tym bardziej, że <em>kotom</em> wcale na takim jednoczeniu na siłę nie zależy. One wręcz zdają się  radować istniejącą różnorodnością, która daje im większe możliwości wyboru. Same nie zakładają zbyt wielu kościołów, a ich zdecydowana większość należy do istniejących wielkich denominacji, których członkostwo rzadko zmieniaja, a jeśli już to robią, to na ogół wtedy, gdy atmosfera wokół nich staje się „gęsta”, to znaczy gdy wyczuwają wokół siebie ewidentny brak akceptacji w dotychczasowym otoczeniu z powodu ich poglądów. Niejednokrotnie ortodoksi w ogóle odmawiają im miana chrześcijan z powodu ich niedogmatycznego podejścia do religii. Tym też się nie przejmują zbytnio, dla nich bowiem własny wybór jest ważniejszy niż werbalne uznanie przez ortodoksów. Nie zamierzają też zabiegać o przyzwolenie tych ostatnich na nazywanie siebie chrześcijanami, tym bardziej, że ortodoksi ich również o taką zgodę w odniesieniu do siebie nie pytają. A ponieważ ludzie o orientacji gnostycznej nazywają siebie chrześcijanami już od blisko dwóch tysięcy lat, więc nie widzą oni powodu, by akurat nagle teraz przestać.</p>
<p>I tak ta z pozoru dziwna (acz w gruncie rzeczy naturalna) sytuacja trwa bez żadnego widomego znaku na zmianę: jedni i drudzy przyznają się do tej samej religii, jedni i drudzy z własnego punktu widzenia, jedni nie uznają tych drugich, a ci drudzy się tym kompletnie nie przejmują i jeszcze na ogół należą wraz z tymi pierwszymi do tych samych kościołów.</p>
<p><strong>Własną drogą &#8211; czyli “<em>anima naturaliter christiana et gnostica”</em></strong></p>
<p>Powyżej podaliśmy dwie z możliwych samodefinicji chrześcijańskiego gnostyka. W moim własnym przypadku właśnie ta druga samodefinicja jest prawdziwa, definicja kogoś, kto stał się gnostykiem wiele lat po zostaniu chrześcijaninem. Wyrosłem w katolicyzmie od dziecka i byłem typowym przedstawicielem tego nurtu: ochrzczony w KRK, bo rodzice też byli, potem komunia, bierzmowanie… (choć mam też krewnych w kościele augsburskim). Czytanie Biblii – niemal żadne (to zresztą typowe). Prawdziwe przebudzenie nastąpiło dopiero parę lat temu i miało ono katolicko-ortodoksyjny charakter. Jednak od samego jego początku owa katolicka ortodoksja znaczona była podejściem gnostycznym (z czego zrazu nie zdawałem sobie sprawy). Było to coś, co ortodoks przyjąłby chyba z niedowierzaniem: silne nawrócenie katolicko-ortodoksyjnego typu, głoszące przy tym, że kosciół rzymskokatolicki to jedyny prawdziwy kościół, a jednocześnie odnajdywanie w tym coraz czystszych i oczywistych cech gnostycznych. W tym czasie (dzięki wspólnym znajomym) zacząłem bywać w miejscowym kościele baptystów (początkowo zdecydowanie odrzucałem możliwość uczestnictwa w ich eucharystii&#8230;). To u baptystów uczęszczałem na t.zw. “Alfę”, a potem byłem członkiem ich <em>„Bible-study groups”</em> (1999-2003). W dyskusjach z nimi niejednokrotnie się handryczyłem i spierałem i to bardziej niż w tych serwisach ekumenicznych <a name="retfn6" href="#fn6"><strong>(6)</strong></a> . Ale w tym samym czasie na zawsze już odrzuciłem możliwość uważania części pism Starego Testamentu za cokolwiek bodaj zbliżonego do „kanonicznego”. Barbaria ziejąca z tych pism była już dla mnie tak skrajnie rażąca, że uznałem je za nie mające z chrześcijaństwem absolutnie niczego wspólnego. I dziś też sądzę, że jest już zupełnie nie do pomyślenia, bym je kiedykolwiek jeszcze był w stanie akceptować. Faktem jest co prawda, że nie ma takiej historii, której nie dałoby się pozytywnie alegoryzować (np. eksterminację całego plemienia jako „eksterminację własnych grzechów”), jednak znam lepsze „obrazy” nadające się do alegoryzacji niż popełniany przez Hebrajczyków „shoah” na innych ludach czy mojżeszowe przyzwolenie na masowy gwałt na dziewczynkach&#8230; <a name="retfn7" href="#fn7"><strong>(7)</strong></a><strong></strong></p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-150" title="orfeosBakkikos-orfeyrazpana" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/orfeosbakkikos-orfeyrazpana.jpg" alt="orfeosBakkikos-orfeyrazpana" width="150" height="230" />Natomiast doceniać zacząłem dużą część dziedzictwa, które chrześcijaństwo zawdzięcza nie tylko religii żydowskiej, ale i innym, t.zw. ‘pogańskim’ starszym braciom w wierze. Odnosi się to zresztą również (a nawet przede wszystkim) do tradycji naszych “rodziców w wierze”, czyli Egipcjan, którzy swojego „Jezusa” mieli całe tysiąclecia wcześniej w postaci Horusa/Ozyrysa, zwanego czasem „Iusu” (co ma znaczenie identyczne z żydowskim „Jeszua”). Dotyczy to również alegorycznych historii z pokrewnych w charakterze innych religii i kultów, jak choćby ta, której bohaterem jest przedstawiony obok na antycznym amulecie Orfeusz-Bachus (<em>Orfeos-Bakkikos</em>). <strong></strong>Teraz spoglądam na historie ewangeliczne nie jako na treść samą w sobie, lecz jako na <em>naczynie</em>, w którym <em>treść należy odnaleźć</em> („kto odnajdzie treść tych powiedzeń, nie zazna śmierci”&#8230; &#8211; jak zaznaczono we wstępie do „Ewangelii Tomasza”). Uważam, że moje obecne pojmowanie religii ma w sobie więcej głębi niż kiedykolwiek przedtem.</p>
<p> </p>
<p>Cały ten powyżej jedynie naszkicowany proces dał mi większe rozumienie rozmaitych tradycji, ale <em>ugruntował</em> moje miejsce w chrześcijaństwie. I to ugruntował do tego stopnia, że mogę śmiało wkraczać również w praktyki innych religii bez tej często i niesłusznie obecnej wśród wielu naszych koreligionistów (zwłaszcza tych co bardziej ortodoksyjnych) obawy przed nimi lub wręcz przed swoistą utratą tożsamości&#8230; Dał mi on także sposobność &#8211; właśnie poprzez ścisłe związanie elementów tradycyjnej ortodoksji z gnostycyzmem &#8211; zrozumienia, że te tak <strong><em>różne </em></strong>od siebie elementy bynajmniej nie są ze sobą <strong><em>sprzeczne</em></strong>. Właśnie tak: <strong><em>rożne</em></strong>, lecz niekoniecznie <strong><em>sprzeczne</em></strong>. Dlatego to uważam &#8211; tak jak napisałem to w stopce swego konta tutaj &#8211; <em>całe chrześcijaństwo za jeden kościół powszechny</em>. I byłbym też w stanie zgodzić się z Klemensem z Aleksandrii, że gnoza jest jak najbardziej możliwa w kościele katolickim. <a name="retfn8" href="#fn8"><strong>(8)</strong></a></p>
<p><strong><em>„To jest Chrystus, który jest w sercu Ojca;<br />
</em></strong><strong><em>Posłany został ze świętym zadaniem<br />
</em></strong><strong><em>Zbawienia i oświecenia tych w niewiedzy”<br />
</em></strong>(„Ewangelia Prawdy”)</p>
<p>Nieco wyżej odwołaliśmy się do całkiem gnostycznie brzmiących wypowiedzi ludzi antyku, którzy za gnostyków bynajmniej nie uchodzą. Moglibyśmy równie dobrze zrobić to z wypowiedziami osób nam znanych. Pewien Użytkownik jednego z internetowych serwisów ekumenicznych zamieścił był w stopce swego konta następującą uwagę:</p>
<p><em>„Swoją wiarę staram się budować na Biblii i <strong>osobistym doświadczeniu Boga</strong>, a nie na dogmatach i naukach Kościoła”</em></p>
<p>Inny zaś Użytkownik w polemice z niżej podpisanym stwierdził między innymi:</p>
<p><em>„Ja po prostu <strong>WIEM</strong>, <strong>gdzie jest Prawda</strong>, a jest ona w Słowie Bożym, bo drogą z Jezusem idę od dawna” </em>(podkreślenia tłustym drukiem w obu wypadkach są moje).</p>
<p>Obaj ci Użytkownicy nie tylko nie uważają siebie za gnostyków, ale &#8211; o ile mogłem się zorientować &#8211; do gnostycyzmu mają stosunek, łagodnie mówiąc, ‘chłodny’.</p>
<p>Tymczasem mogę ich obu z tego miejsca zapewnić, że wielu gnostyków byłoby w stanie podpisać się &#8211; i to <em>oburącz </em>- pod cytowanymi powyżej oświadczeniami.</p>
<p>Czy z tego wniosek, że zdaniem niżej podpisanego owi ‘ortodoksi’ <em>„są gnostykami, ale o tym nie wiedzą”</em>? Nie, jestem jak najdalszy od opowiadania tu „serbskich dowcipów” <a name="retfn9" href="#fn9"><strong>(9)</strong></a> na ich temat. Nie, zdecydowanie nie mam takich zapędów. Ale spróbujmy na moment wyobrazić sobie odcinek (jak w geometrii) z dwoma bardzo wyraźnie zaznaczonymi końcami: z jednej strony końcem tym jest skrajna ‘ortodoksja’ (właśnie z dogmatami, oficjalnymi naukami kościoła itd), z drugiej zaś równie skrajny gnostycyzm. Rzecz w tym, że takich stuprocentowych ortodoksów i gnostyków byłoby trudno spotkać. A my wszyscy znajdujemy się w rozmaitych punktach, spośród nieskończonej ich liczby, na tym odcinku. O tym, czy ktoś jest ortodoksem lub gnostykiem, decyduje więc proporcja wymieszania w jego świadomości obu tych komponentów. Co oznaczać może (i jest to całkiem realne), że ktoś nazywający siebie ortodoksem może posiadać więcej gnozy niż ktoś podający się za gnostyka. I na odwrót: niejeden gnostyk ma w sobie więcej z ortodoksa, niżby to sobie w najśmielszych wyobrażeniach uświadamiał.</p>
<p><strong><em>„Choćby Chrystus i tysiąckroć w Betlejem był zrodzony<br />
</em></strong><strong><em>Lecz nie w tobie samym, toś w duszy swej zgubiony.<br />
</em></strong><strong><em>W krzyż na Golgocie daremnieś jest wpatrzony<br />
</em></strong><strong><em>Jeśli on w samym tobie nie jest znów wzniesiony„<br />
</em></strong>Silesius (Johannes Scheffler) <em>“Cherubinischer Wandersmann”</em></p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-166" title="Silesius" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/silesius1.jpg" alt="Silesius" width="295" height="400" />Trudno byłoby chyba znaleźć chrześcijanina, któryby nie zgodził się z powyższym wnioskeim Silesiusa. Zgodzi się z nim z jednej strony skrajny fundamentalista baptystyczny czy zielonoświątkowy, a z drugiej jakikolwiek gnostyk. Dla tych spośród nas, którzy traktują Jozuego z Nazaretu jako naszego „Buddę”, <strong>Chrystus</strong> jest określeniem nie tylko wyjątkowego znaczenia osoby Jezusa jako nauczyciela, który za swoje nauczanie i moralną bezkompromisowość zapłacił w końcu życiem, lecz także obecnością Boga w każdym człowieku. Tą obecnością, która ma się w nim obudzić („zmartwychwstać”), w ten sposoób czyniąc zadość temu, o czym Jezus rozmawiał z Nikodemem (Jn 3;1-21).</p>
<p>Jeśli nawet tysiąckrotne urodziny Jezusa nie przyczynią człowiekowi zbawienia bez jego własnego w tym udziału, to tym bardziej nie uczyni tego to jedno narodzenie. A skoro zbawia Chrystus <em>w tobie samym</em>, to logicznym wydaje się dla wielu gnostyków, że w takim wypadku nawet tego jednego <em>fizycznego</em> narodzenia mogłoby nie być&#8230; Tak, Czytelnik być może odgadł już o czym mowa:  są tacy wśród gnostyków, którzy nie wierzą w istnienie historycznego <strong><em>Jezusa</em></strong> (dla nich Jezus z Nazaretu nie jest postacią historyczną , lecz jedynie mityczną, jak Mitras czy Ozyrys), uważają oni jednak, że istnieje wieczny <strong><em>Chrystus</em></strong>, ów Logos, który stał się ciałem&#8230; w każdym człowieku. I to właśnie <em>ten</em> Logos został posłany przez Boga, by jako zbawiciel (Soter) <a name="retfn10" href="#fn10"><strong>(10)</strong></a> dopomóc w naszym przebudzeniu i w ten sposób uwolnić nas od duchowej śmierci.</p>
<p>Dwóch takich właśnie gnostyków napisało niedawno w swojej książce:</p>
<p><em>„Jest to istotnie „największa historia kiedykolwiek opowiedziana”, historia tworzona przez tysiące lat (&#8230;) Pogański filozof Sallustius pisał o micie boga- człowieka Attisa:</em></p>
<p><em>‘Historia Attisa reprezentuje wieczny proces kosmiczny, a nie pojedyncze zdarzenie w przeszłości. Ponieważ historia ta jest blisko związana z uporządkowaniem wszechświata, odtwarzamy ją rytualnie, by przywrócic porządek w nas samych. My, tak jak Attis, upadliśmy z nieba; umieramy mistycznie wraz z nim i rodzimy się ponownie jako dzieci.’</em></p>
<p><em>To samo jest prawdą w micie Jezusa. Nie jest on pojedynczym zdarzeniem w przeszłości, lecz wskazuje na bezustanną możliwość duchowego odrodzenia, tu i teraz. Wciąż może on objawić tajemnicę, którą Paweł nazwał „Chrystusem w tobie’.”</em> <a name="retfn11" href="#fn11"><strong>(11)</strong></a><br />
Dlaczego zatem w ogóle gnostycyzm kojarzony jest z herezją, a nawet (co jeszcze dziwniejsze&#8230;) uważany jest przez wielu za sprzeczny z chrześcijaństwem?</p>
<p>Odpowiedzi należy oczywiście szukać w historii. W antyku używano często słów <em>„gnoza”</em> (gnosis) czy <em>„gnostyk”</em> (gnostikos), natomiast nie istniało określenie <em>„gnostycyzm”,</em> będące całkowicie wytworem naszych czasów. A ponieważ przylgnęło ono w literaturze „ortodoksyjnej” (w heretyckiej zresztą też&#8230;) głównie do gnozy we wspólnotach „heretyckich”, więc w ten sposób, świadomie lub nie, „ortodoksi” <em>‘wylali dziecko razem z kąpielą’</em>, zamykając oczy na fakt, że wśród nich samych gnoza często wcale nie jest pośledniejsza od tej „heretyckiej”.</p>
<p>Efektem tego zabiegu jest popularne kojarzenie gnostycyzmu nie tylko (a nawet <em>nie tyle</em>) z gnozą, ile wręcz w ogóle z poglądami odmiennymi lub po prostu opozycyjnymi wobec oficjalnej ortodoksji literalistycznego typu, nawet jeżeli te odmienne poglądy są w swej istocie tak literalistyczne jak literalistyczny biblikalizm ewangelikalnych fundamentalistów. Trudno byłoby bowiem z pełnym przekonaniem zaliczyć do gnozy literalistyczne rozumienie ‘kart astrologicznych’, ślepą wiarę w horoskopy lub pełne śmiesznych nieraz przesądów niektóre wierzenia i praktyki chińskiej <em>‘Feng Shui’</em>.</p>
<p><strong><em>“Świetliste Słowo, co przychodzi od Gnozy, jest synem Boga”<br />
</em></strong>(Hermes Trismegistus, <em>„Poimandrēs”</em>)</p>
<p>Wielu dzisiejszych gnostyków ma tendencję do historycyzowania i odrzucania mitologii. Wydaje się to nieraz tym bardziej zaskakujące, że z drugiej jednak strony gnostycy zawsze tworzyli całą masę mitów. Jak to więc jest? </p>
<p>Z jednej strony mamy gnostyków zgrupowanych na przykład w <em>Jesus Seminar</em>, z których poglądami zdaje się w dużej mierze zgadzac emerytowany obecnie biskup anglikański John Shelby Spong, a którzy na ogromną wręcz skalę demitologizują Biblię. Z drugiej strony inny były duchowny anglikański oraz profesor greki i Nowego Testamentu na Uniwersytecie w Toronto, a obecnie kolumnista w <em>„Toronto Star”</em>, Tom Harpur, uważa, że racjonalizowanie na przykład Nowego Testamentu jest akurat tą rzeczą, której potrzebujemy najmniej. Że wręcz należy nie tyle <strong><em>de</em></strong>-mitologizować świadectwa biblijne, ile je wręcz <strong><em>re</em></strong>-mitologizować. Mity pism świętych stanowią  bowiem, jak to ujmuje, jedynie próbę przekazania osobie ludzkiej wiedzy ezoterycznej, czyli wewnętrznej wiedzy o jej prawdziwej osobowości, a nie jakiejkolwiek wiedzy historycznej o przedstawianych zdarzeniach i osobach występujących w opisywanym dramacie. Owe postacie to jedynie aktorzy w sztuce rozgrywającej się w każdym człowieku; elementy, za pomocą których przedstawia się czytelnikowi prawdę zupełnie inną od opisywanej, niczym w przypowieściach z Ewangelii. <a name="retfn12" href="#fn12"><strong>(12)</strong></a><br />
Być może ta różnica jest wynikiem faktu, że Spong wierzy w historyczne istnienie osoby Jozuego z Nazaretu, podczas gdy Harpur nie wierzy. Osoba historyczna podlega badaniom empirycznym. Jeśli zatem przypisywane są jej jakieś stwierdzenia i czyny, to naturalnym jest prowadzenie badań mających doprowadzić do wyjaśnienia które z tych słów i czynów są prawdziwe, które prawdopodobne i które nieprawdziwe. Jeśli jednak osoba jest całkowicie mityczna, to nie ma sensu wykłócać się o historyczność tego, czym się zajmowała. Można wtedy spokojnie dopatrywać się w prezentowanych mitach prawdy uniwersalnej odnoszącej się do każdego człowieka.</p>
<p>Wielu znajduje się jednak pomiędzy Spongem a Harpurem: wierzą całkowicie w to, że Jozue Pomazaniec prezentowany w Ewangeliach bazowany jest na jak najbardziej autentycznej postaci historycznej. Uważają też, że tejże historycznej postaci przypisano cały szereg mitów będących w obiegu od setek, a nawet tysięcy lat przed jej narodzeniem. Możliwe fakty z życia tej osoby wymieszane zostały z mitami w jednym teologicznym wizerunku. Dla takich osób wizerunek ten nie jest wiarygodny i rozpada się wzdłuż linii podziału na mity oraz możliwe fakty <a name="retfn13" href="#fn13"><strong>(13)</strong></a> . To jakby dwie różne postacie, które niewiele mają ze sobą wspólnego. Taka mitologia (obojętnie czy chodzi o chrystologię, mariologię czy cokolwiek innego) nie trzyma się ich w ogóle. Piszę te słowa w swoim własnym imieniu, choć zdaję sobie sprawę, że nie jestem w takim spojrzeniu odosobniony. Dlatego też jestem w stanie akceptowac poszczególne mity jedynie w odosobnieniu od postaci, którym teologia je przyporządkowała.</p>
<p>Czytamy na przykład w Biblii (i to niejednokrotnie), że prawym jest tylko Bóg. Tym niemniej widzimy tam również i to nawet jeszcze częściej słowo <em>“prawy”</em> odnoszone do rozmaitych osób ludzkich. Bardzo podobnie jest dla mnie z określeniem <em>„Chrystus”.</em> Jezus z Nazaretu jest <em>Christos</em> (namaszczony), ale jednocześnie wspomina się tam o Chrystusie jako o będącym <em>w nas</em>, co oznacza, że również każdy człowiek ma w sobie owo namaszczenie.</p>
<p>Krótko mówiąc: na jak długo starcza t.zw. „prostej wiary”, tak długo nie ma problemu: Pismo Święte jest autorytetem, nieomylnym Słowem Bożym. Gdy jednak dowiadujemy się rzeczy wykraczających poza prostą wiarę, wtedy w coraz większym stopniu stawać musimy na własnych nogach, a „autorytet w sprawach wiary” okazuje się w stopniu wprost proporcjonalnym coraz bardziej <em>narzędziem</em>. Jednym z przykładów ludzi, którzy porzucili wiarę chrześcijańską z takiego właśnie powodu jest <em>Charles Templeton</em>, jeden z inicjatorów <em>„Krucjat dla Chrystusa”</em> w USA (<em>„Crusades for Christ”</em>) i jeden z głównych niegdyś współpracowników słynnego pastora Billy Grahama. Powody swego odejścia, będące skutkiem ewangelikalnego literalizmu, wyłożył on wprost w swej książce pod wymownym tytułem „Pożegnanie z Bogiem” <a name="retfn14" href="#fn14"><strong>(14)</strong></a>.</p>
<p>Są zasadniczo trzy możliwości w podobnych przypadkach: albo dokonywana jest konwersja na inną wiarę, albo wiara jest tracona na dobre, albo też miejsce prostej wiary zajmuje gnoza.</p>
<p>Kim jest jednak Jozue z Nazaretu dla chrześcijańskiego gnostyka i to takiego, dla którego nie jest on jedynie mitem?  Jako człowiek, ten <em>historyczny</em> Jezus jest tym, czym dla buddysty jest Budda. Jaki był ten nasz Budda?</p>
<p>W roku 160 n.e. biskup Melito z Sardis udał się był do Judei, gdzie natknął się na Ebionitów jako na jedynych żyjących tam chrześcijan. Ebionici byli gnostykami, o czym zaświadcza nam ortodoks Ireneusz z Lyonu. Zaś w IV wieku n.e. Euzebiusz próbował wyjaśnić ich fenomen jako wynik apostazji. Nie wyjaśnił jednak ani dlaczego ani też kiedy Ebionici mieli stać się apostatami. Nie wyjaśnia tego również Ireneusz ani sam Melito <a name="retfn15" href="#fn15"><strong>(15)</strong></a>. Wyjaśnieniem najbardziej logicznym wydaje się zatem, że jeśli w połowie II w.n.e. judejscy chrześcijanie byli gnostykami, to zapewne dlatego, że byli nimi oni od samego początku. To zaś możnaby wyjaśnić jedynie tym, że i sam Pomazaniec też był żydowskim gnostykiem, o czym i niżej podpisany przekonany jest w stu procentach.</p>
<p>Jakim był Chrystus, tego jednak nikt nie jest w stanie wykazać ponad wszelką wątpliwość. Ewangeliczne zaś świadectwa rozmaicie mogą być rozumiane.</p>
<p>Kim był on dla gnostyków, pięknie i treściwie wyjaśnia gnostyczny biskup Stephan Hoeller (Tau Stephanus I):</p>
<p><em><img class="alignright size-full wp-image-151" title="Chi Ro" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/chi-ro.jpg" alt="Chi Ro" width="174" height="176" />„Gnostyczny Jezus Chrystus jest doprawdy kimś znacznie więcej niż synem cieśli z Nazaretu. Pod pewnymi względami jest on również kimś więcej niż precyzyjnie zdefiniowany i opisany Syn Boży teologów. Jeśli gnostyczny Jezus jawi się niektórym jako paradoks i enigma, to dlatego, że gnostyczna percepcja Jezusa ma swój początek w doświadczeniu gnozy. Gnostycy widzieli Jezusa oczami wizjonerów. Był dla nich transcendentną istotą, przybyszem z innego wymiaru lub sfery, który chwilowo znalazł się na ziemi. By poznać takiego Jezusa, należało otrzymać gnozę. Wtedy jego słowa, czyny, samo jego jestestwo zostałoby objawione i całkowicie zrozumiane. Dziś, po pełnych dwóch tysiącach tal historii chrześcijańskiej, wielka enigma wciąż nas woła i wzywa do zrozumienia go umysłem i percepcją gnozy.” </em><a name="retfn16" href="#fn16"><strong>(16)</strong></a> <strong></strong></p>
<p>Podsumowując punkt widzenia gnostycyzmu chrześcijańskiego na główne cechy i zadania religii, Tom Harpur wypunktował je w następujący sposób:</p>
<p> 1. Christos to imię nadane wcielonej obecności Boga w człowieku.</p>
<p> 2. Christos, choć znany pod wieloma imionami, jest obecny w całej ludzkości. Stanowi jej wspólną własność duchową, jednak nie wszyscy chrześcijanie i niechrześcijanie spostrzegają i uznają jego obecność w swoim życiu.</p>
<p> 3. Aby wyzwolić potencjalną moc Christosa w sobie, każdy musi poznać swoją własną naturę duchową oraz moc.</p>
<p> 4. Doktryny, wyznania wiary, dogmaty, ryty i rytuały miały i mają tendencję do zastępowania wrodzonej esencji duchowej, mogą one jednak wciąż być stosowane jako pomoc w sławieniu obecności Chrystusa w nas.</p>
<p> 5. Ewangelie są w rzeczywistości dramatami o Christosie, z Jezusem występującym w roli jako postać dramatu. Jezus jest symboliczną personifikacją Christosa.</p>
<p> <img class="alignleft size-full wp-image-160" title="Christos" src="http://monio2.files.wordpress.com/2009/07/christos1.jpg" alt="Christos" width="259" height="191" />6. Narodziny, śmierć i zmartwychwstanie są subiektywnymi wydarzeniami Chrystusa w nas, które każdy z nas przeżywa. Chrystus rodzi się w stajence naszych serc; Chrystus w nas oddaje swoje życie za nas w taki sam sposób, w jaki nasienie musi obumrzeć, aby wzrosnąć. Zmartwychwstanie to nasze wyniesienie do nowego życia z grobu naszej ziemskiej cielesności, a w ostateczności, jak mówi Credo, jesteśmy ponownie narodzeni do <em>„życia wiecznego w przyszłym świecie” </em>(„vitam venturi saeculi”).</p>
<p> 7. To za naszym przyzwoleniem Christos zostaje rozbudzony, by uduchowić naszą naturę. Nie stajemy się Bogiem, lecz każdy z nas jest częścią Boga z boskim potencjałem.</p>
<p> 8. Religie powinny dawać sposobność ludziom do zaangażowania ich życia nie dla osobowego, historycznego <em>Jezusa</em> w (przypadku chrześcijaństwa) , lecz wiecznego <em>Chrystusa</em>, w jakikolwiek sposób jego boska obecność byłaby rozumiana. <a name="retfn17" href="#fn17"><strong>(17)</strong></a><br />
Starożytni niejednokrotnie uczyli: “Poznaj siebie” (<em>„Gnothe seautou”</em>). Wątpić należy, by <em>jakikolwiek</em> chrześcijanin zanegował starą gnostyczną zasadę wyrażoną przez Hermesa Trismegistusa:</p>
<p><strong><em>„Co powinieneś poznać, jest „tym” w tobie, co widzi i słyszy, a pochodzi od Bożego Słowa” </em></strong>(<em>„Poimandrēs”</em>)<strong><em></em></strong></p>
<p><strong>Michał Monikowski</strong></p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;">Przypisy</span></strong></p>
<p><a name="fn1" href="#retfn1"><strong>1.</strong></a> Klemens rozróżnia wyraźnie pomiędzy gnozą a wiarą, przy czym gnoza ma być udoskonaleniem wiary. Uważa on, że Pismo Święte powinno być często odczytywane alegorycznie, a nie literalistycznie.. Według niego Jezus przekazał wiedzę apostołom w ustnej tradycji gnostycznej. Klemens otwarcie nazywa zaawansowanych w gnozie chrześcijan ‘gnostykami’, pokreślając przy tym, że gnozę można uzyskać w kościele katolickim. Poglądy swoje w tej mierze ujawnił między innymi w swoim dziele <em>„Stromateis”</em> (dosłownie: <em>„Dywany” </em>lub <em>&#8220;Kobierce&#8221;</em>).  Stwierdził on tam między innymi, że <em>„tylko gnostyk jest naprawdę pobożny”</em> oraz że <em>„prawdziwym chrześcijaninem jest gnostyk”.</em></p>
<p><a name="fn2" href="#retfn2"><strong>2.</strong></a> Z tłumaczeniem owych <em>psychikos</em> i <em>pneumatikos</em> (werset 14 i 15) zazwyczaj są problemy. W „Tysiąclatce”  <em>psychikos</em> figuruje jako <em>„człowiek zmysłowy”</em>, <em>pneumatikos</em> już znacznie lepiej i poprawnie jako <em>„człowiek duchowy”</em>. Podobnie u Lutra (1545) odpowiednio <em>„Der natürliche Mensch”</em> oraz <em>„Der Geistliche”</em>. W angielskim tłumaczeniu znanym jako <em>New American Standard Bible</em> (NASB) odpowiednio <em>„a natural man”</em> oraz <em>„spiritual”</em>. Nie lepiej jest w tłumaczeniu czeskim <em>„tělesný člověk”</em> (człowiek <em>cielesny</em>, czyli raczej coś, co pasowałoby do kategorii <em>hylikos,</em> nawet nie  jako <em>psychikos</em>&#8230;) oraz <em>„duchovní člověk”</em>. Z europejskich wydań najlepiej ten fragment przetłumaczony został w Biblii rosyjskiej, gdzie całkiem poprawnie czytamy <em>„duszewnyj”</em> i <em>„duchownyj”</em>. Natomiast na ogół nie ma większych problemów z wersetem 16, gdzie owo <em>„emeis de noun Christou echomen”</em> („posiadamy umysł Chrystusa”) jest tłumaczony nienajgorzej lub poprawnie. Tym bardziej zastanawia kompletny błąd w „Tysiąclatce”, gdzie przetłumaczono owo wyrażenie jako <em>„</em><em>My właśnie znamy <strong>zamysł</strong> Chrystusowy.”</em>(!) „Nous” to zdecydowanie „umysł”, nie „zamysł”. „Zamysł” to po grecku „ennoia”</p>
<p><a name="fn3" href="#retfn3"><strong>3.</strong></a> Powołując się na ten fragment Nowego testamentu, Ireneusz z Lyonu w swojej polemice zawartej w <em>„Contra Haeresiam”</em> (księga II, rozdział XVI) również uznaje istnienie wiedzy o Bogu:</p>
<p><em>„I dlatego Paweł woła &#8220;wiedza wbija w pychę, miłość zaś buduje” </em>(p. 1Kor 8;1 &#8211; przyp. MM)<em> nie dlatego, że zamierzał zgromić prawdziwą znajomość Boga, bo w takim wypadku siebie samego by oskarżył; lecz dlatego, że niektórzy, nadęci pretensją wiedzy, odchodzą od miłości bożej i wyobrażają sobie, że są doskonali&#8230;”</em></p>
<p><a name="fn4" href="#retfn4"><strong>4.</strong></a> Właściwie możnaby nawet ograniczyć przedmiot naszych dociekań do samego tylko Nowego Testamentu, by wykazać, że wczesne chrześcijaństwo operowało tym pojęciem bardzo często w odniesieniu do Boga i to od czasów swego zarania. O bardziej szczegółowej historii chrześcijańskiego gnostycyzmu napiszemy tu innym razem  &#8211; wraz z wyliczeniem <strong><em>wszystkich</em></strong> nowotestamentowych instancji odwoływynia się do gnozy (wraz z ich greckimi cytatami i <em>dosłownymi</em> tłumaczeniami).</p>
<p><a name="fn5" href="#retfn5"><strong>5.</strong></a> Zabawmy się przez moment w próbę odtworzenia tego, co mogłyby one myśleć i pisać, gdyby istotnie urodziły się gdzie indziej:</p>
<p>Na przykład nasz Mateusz, gdyby był prawosławnym Grekiem (<em>Mathaios Markos</em>) lub Rosjaninem (<em>Matwiej Markow</em>), a nie Polakiem-katolikiem, to pewnie utrzymywałby, że nie było schizmy <em>wschodniej</em> lecz <em>zachodnia</em>, bo to Rzym odłączył sie od prawdziwego kościoła. Gdyby zaś był muzułmaninem w Iraku, to też zapewne nie byłby sunnitą, lecz bardziej prawowiernym szyitą i dlatego też zamiast zerkać w stronę lefebrystów czyniłby ukłony w stronę <em>Hesbollahu</em> czy <em>Hamasu</em>.</p>
<p>Nasz Drogi „Tomo”, gdyby żył np. w Iranie (<em>Tomoullah Terziani</em>), to zamiast redagować stronę chrześcijańską, byłby redaktorem strony szyickiej i na jej łamach wyrzucałby nawróconemu dopiero co z sunnizmu na szyizm teologowi (<em>Roub Ali Opallah</em>), że ten zbytnio zachwyca się liberalizującym teologiem szyickim o nazwisku <em>Hannis Kungiani</em>. Uważałby, że ktoś, kto zgadza się z Kungianim <em>„nie może być szyitą”</em> oraz że w ogóle takie zachwyty nad teologią kungiańską <em>„muszą budzić zaniepokojenie”.</em></p>
<p>Z kolei pochodzący z Cejlonu (Sri Lanka) hinduista „Dario” (<em>Brunesh Dariapalan</em>), studiujący na uniwersytetach w sąsiednich Indiach (np. w Delhi i Bombaju) redagowałby stronę hinduistyczną, promującą jedność wśród rozmaitych gałęzi hinduizmu. Napisałby tam zatem serię 7 lub 8 artykułów pod wspólnym tytułem <em>“Wspolnota medytacyjna jest możliwa”</em> (o <em>eucharystycznej</em> by nie pisał , bo tam tego nie ma).</p>
<p>Zażartowawszy w ten sposób z Sz. Kolegów, nie pragnę siebie samego wyłączać z tego dowcipu (choć zapewne wypadnie to niezbyt ciekawie):</p>
<p>Gdybym był judaistą, należałbym do synagogi liberalnej (raczej nie konserwatywnej, a już absolutnie w żadnym wypadku do ortodoksyjnej) i otwarcie gwizdałbym na pejsy i brody. O obrzezaniu też nie miałbym wiele dobrego do powiedzenia (choć może nie aż tak ostro jak to robie obecnie, bo sam osobiście byłbym o tych ileś gramów lżejszy&#8230;).  Gdybym zaś należał do irańskich szyitów, to już dawno bym się im pewnie naraził, w wyniku czego wylądowałbym u bahajczyków, mandejczyków lub zoroastrian (w którym to wypadku o islamie pisałbym bardziej zajadle niż teraz &#8211; choć pewnie na emigracji &#8211; a o chrześcijaństwie być może w ogóle nie).</p>
<p><a name="fn6" href="#retfn6"><strong>6.</strong></a>  Kiedyś na przykład nazwałem tam Lutra <em>„fałszerzem”</em> (bo wprowadził on jedno słowo do Rz 3;28). A raz się tak zagalopowałem, że zapowiedziałem im wręcz, że ich ponawracam na katolicyzm i uroczyście wprowadzę ich do katolickiej katedry, przedstawiając ich całą grupę naszemu arcybiskupowi (!).</p>
<p><a name="fn7" href="#retfn7"><strong>7.</strong></a> Odrzucanie części lub nawet niejednokrotnie całości Starego Testamentu ma w chrześcijańskim gostycyzmie długą tradycje. Poniżej prezentujemy krótkie wyjaśnienie tego stanowiska przez gnostycznego biskupa Stephana Hoellera:</p>
<p><em>„Przede wszystkim gnostycy, wraz z niektórymi innymi wczesnymi chrześcijanami, spoglądali na Boga Starego Testamentu z zażenowaniem. Członkowie intelektualnych eszelonów wczesnego chrześcijaństwa byli ludźmi pewnego duchowego wyrafinowania. Tym, którzy zaznajomieni byli z nauczaniem Platona, Filona, Plotyna i podobnych do nich nauczycieli trudno było wiązać się z Bogiem wyrażającym mściwość, gniew, zazdrość, plemienną ksenofobię i zacięcia dyktatorskie. O ileż bardziej odpowiadającym szlachetnej folozofii gnostycyzmu był łaskawy i szlachetny charakter Jezusa i jego nauk. Gnostycy mogli zatem wyciągnąć logiczne wnioski z tego kontrastu i nadać Bogu Starego Testamentu status demiurga, pośledniejszej postaci kosmicznej.”</em> </p>
<p>I dalej:</p>
<p><em>„Transcendentny Bóg, minimalnie zaangażowany w stworzenie i rządzenie światem, był wiarygodnym w oczach wielu ludzi żyjących w otoczeniu greko-egipsko-rzymskim w pierwszych stuleciach ery chrześcijańskiej. Wysoce osobowy i aż do bólu skażony Bóg Starego testamentu stracił wiarygodność nawet wśród wielu Zydów, jak tego dowodzi przykład filozofa Filona z Aleksandrii. Ten uczony człowiek, acz pobożny Zyd, użył swych talentów dla wybielenia konceptu Boga Izraela przez nasycanie go ideami platońskimi. (&#8230;) Zajmując jeszcze radykalniejsze stanowisko, interpretatorzy, których słowa zawarte są w pismach z Nag Hammadi, uważali, że Bóg, który zachowuje się jak to opisano w księdze Genezy i innych księgach Starego Testamentu, musi być symulantem i uzurpatorem niewartym wielbienia ani posłuszeństwa.” </em> (Stephan A. Hoeller. „<em>Gnosticism. New Light on the Ancient Tradition of Inner Knowing”.</em> Quest Books, Theosophical Publishing House; Wheaton, Illinois, USA 2002, s. 32 -33)</p>
<p>To, co starożytni gnostycy wyjaśniali mitami o różnych bogach (lub o jednym bogu i co najmniej jednym demiurgu lub wręcz szatanie), dziś wielu (włączając niżej podpisanego) tłumaczy różnicą w koncepcji Boga przez różnych autorów. Autorzy Biblii przedstawili taką koncepcję Boga, na jaką stać było ich umysły. Pod tym względem Biblia z całą pewnością nie kłamie w żadnej swojej księdze, w żadnym rozdziale i w żadnym wersecie.</p>
<p><a name="fn8" href="#retfn8"><strong>8.</strong></a> Choć naturalnie nikt jej (przynajmniej otwarcie) w kościele katolickim nie naucza. Być gnostykiem w kościele katolickim (jak również w jakiejkolwiek innej wielkiej denominacji) oznacza bycie samoukiem lub korzystanie z dorobku kościołów gnostycznych albo wręcz innych religii, bo na własny kościół pod tym względem w ogóle nie ma co liczyć. Niejednokrotnie jednakże pojawia się w tych kościołach nauczanie gnostyczne (wiele kazań ma taki charakter, nawet u baptystów) jednak nie jest ono tam publicznie nazywane „gnostycznym”.<strong></strong></p>
<p><a name="fn9" href="#retfn9"><strong>9.</strong></a>  Określenie <em>„serbski dowcip”</em> biorę z dowcipu, jaki Serbowie opowiadają nieraz o Chorwatach: <em>„Chorwaci to też Serbowie, tylko o tym nie wiedzą”.</em> Gwoli ścisłości: Serbowie i Chorwaci są istotnie bardzo sobie pokrewni. Używają co prawda innych alfabetów i ich przynależność kościelna też jest inna, ale językiem mówią tak na dobrą sprawę takim samym lub prawie takim samym. Czyli trochę jak chrześcijanie rozmaitych orientacji: ‘językiem’ (religijnym) mówimy też podobnym (jeśli nie tym samym)&#8230; i tak było już od wczesnych wieków.  Przykładem mogą służyć opisy mitów heretyckich przez Ireneusza z Lyonu (<em>„Contra Haeresiam”</em>). Ireneusz zawarł greckie imiona postaci z owych mitologii. Jednak wystarczy przejrzeć słownik grecki, by sę przekonać, że te „imiona” nie są tak na dobrą sprawę żadnymi imionami, lecz dość powszechnie stosowanymi pojęciami. Na przykład „Sige” to „cisza”; „Aletheia” to „prawda”; „Nous” – umysł; „Ennoia” &#8211; zamysł, myśl, intencja, cel; „Zoe” to życie, bycie żywym, również: autor życia, środek osiągania życia (również życia wiecznego jak w Jn 5;39); „Bythos” to z kolei: dno, głębia, najniższy poziom, a „Monogenes” to <em>jedyny syn</em> (jak w Lk 7;12), <em>jedyna córka</em> (jak w Lk 8;41), <em>jedyne dziecko</em> (Lk 9;38) lub <em>„jednorodzony”,</em> jak w najbardziej znanych wersetach z „Ewangelii Jana” (Jn 1;14, 1;18, 3;16 i 3;18).<br />
Przykłady możnaby mnożyć całymi tuzinami.</p>
<p><a name="fn10" href="#retfn10"><strong>10.</strong></a> <em>“Soter”</em> od gr. <em>„soteria”</em> = ratunek, zachowanie (czegoś lub kogoś), zbawienie (zarówno wieczne jak i duchowe). <em>Soter</em> to zatem ktoś, kto zachowuje lub zbawia.</p>
<p>W Nowym Testamencie użyte zostały dwa greckie słowa, które tłumaczone są jako zbawienie: wspomniana już <em>soteria</em> oraz <em>lytrosis</em>, przy czym to drugie jest mocniejszym określeniem sugerującym, że chodzi o wybawienie od niebezpieczeństwa, niejednokrotnie wręcz za okup (gr. <em>lytron</em>). <em>Lytrotes</em> to zatem ktoś, kto ratuje za jakąś cenę, podczas gdy <em>soter</em> może równie dobrze dać komuś zbawienie duchowe, a nawet po prostu przywrócić czyjąś duchową równowagę. W tradycji chrześcijańskiej Chrystus określany był jednak głównie jako <em>soter</em>, nie jako <em>lytrotes</em>. Przykładem jest ów sławny skrót ICHTYS, dosłownie oznaczający rybę, lecz w rozwinięciu mówiący <strong><em>I</em></strong><em>esous <strong>Ch</strong>ristos <strong>T</strong>heou <strong>Y</strong>ios <strong>S</strong>oter  </em>(Jezus Chrystus Syn Boży Zbawiciel).<em>   </em></p>
<p><a name="fn11" href="#retfn11"><strong>11.</strong></a> Tim Freke &amp; Peter Gandy. <em>„The Jesus Mysteries</em>. <em>Was the original Jesus a Pagan God?”</em> Thorsons. Glasgow 2000, s. 309-310</p>
<p><a name="fn12" href="#retfn12"><strong>12.</strong></a> <em> „Główną wadą całego podejścia Jesus Seminar jest to, że tak jak fundamentaliści, tak i badacze z Jesus Seminar  reprezentują fałszywy pogląd, że ostatecznie mają do czynienia z historią (&#8230;) Jednak mit traktowany jako historia nieodmiennie się rozpada.”</em> (Tom Harpur. <em>“The Pagan Christ. Is blind faith killing Christianity?”</em> Allen&amp;Unwin, Sydney 2005, s. 138-139)</p>
<p><a name="fn13" href="#retfn13"><strong>13.</strong></a> To dlatego właśnie mity przyporządkowane poszczególnym postaciom biblijnym nabierają dla mnie sensu jedynie, jeśli spoglądam na nie w szerszym kontekście, w oderwaniu od tych postaci. Wtedy bowiem są one opowieściami, których prawdziwego znaczenia można poszukiwać niczym znaczenia przypowieści ewangelicznych.  Gorzej jednak, gdy teologia wkracza w prywatne życie opisywanych przez siebie osób próbując naginać je do swoich potrzeb. Tak się dzieje, gdy teologia „nakazuje” Marii, matce Jozuego, pozostawanie dziewica aż do końca zycia, a potem twierdzi, że ta konkretna osoba była za swego ziemskiego życia bezgrzeszna. Nie inaczej to wygląda w przypadku Jezusa, gdy to właśnie teologia próbuje, dla swoich własnych celów, „decydować”, czy krewni tego człowieka byli jego fizycznymi <em>braćmi</em> czy też, w najlepszym wypadku, <em>kuzynami</em>. Dla osoby o moim usposobieniu tego już zdecydowanie za wiele i do jakich reakcji prowadzi, to pokazuje mój artykuł <em>„Maria, córka Izydy”.</em><strong></strong></p>
<p><a name="fn14" href="#retfn14"><strong>14.</strong></a> Charles Templeton. <em>„Farewell to God. My Reasons for Rejecting the Christian Faith”.</em>  McClelland/Stewart, Toronto, Canada 1996</p>
<p><a name="fn15" href="#retfn15"><strong>15.</strong></a>  Specjaliści mówią niejednokrotnie o dwóch rozmaitych sektach ebionitów: pierwszej założonej przez judejskich Zydów w I w.n.e. oraz drugiej, działającej w II wieku, jednak przyznają, że ta druga powstała z pierwszej. Ireneusz z Lyonu utożsamiał poglądy tej pierwszej z Kerinthosem i Karpokratesem. Kerinthos miał być mniej więcej rówieśnikiem apostoła Jana. Co ciekawe, ewangelia, którą my nazywamy „Według Jana”  („Kata Ioannen”), była w II wieku przypisywana nieraz Kerinthosowi właśnie. Współcześni historycy zaliczają zarówno Kerinthosa jak i Karpokratesa do gnostyków. Ebionici charakteryzowali się m.in. tym, że nie uznawali Jezusa za Boga, uważali Jahwego za tego Boga, o którym uczył Chrystus  (w odróżnieniu np. od marcjonitów) i zachowywali żydowskie nakazy prawne (również obrzezanie), choć nie próbowali ich narzucać innym.</p>
<p><a name="fn16" href="#retfn16"><strong>16.</strong></a>  Stephan A. Hoeller. „<em>Gnosticism. </em><em>New Light on the Ancient Tradition of Inner Knowing”.</em> s. 68-69</p>
<p><a name="fn17" href="#retfn17"><strong>17.</strong></a> Tom Harpur. <em>“The Pagan Christ. Is blind faith killing Christianity?”</em> s. 24-25</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/07/13/gnostyk-i-chrzescijanin-czesc-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

