<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>monio</title>
	<atom:link href="http://www.monio.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.monio.info</link>
	<description>...komentuję to, co mnie interesuje</description>
	<lastBuildDate>Fri, 05 Mar 2010 04:23:27 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.3</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Hitler: przemówienie z Platterhof 26.05.1944</title>
		<link>http://www.monio.info/2010/02/28/hitler-przemowienie-z-platterhof-26-05-1944/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2010/02/28/hitler-przemowienie-z-platterhof-26-05-1944/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Feb 2010 14:56:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[2 Weltkrieg]]></category>
		<category><![CDATA[Adolf Hitler]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Hitler]]></category>
		<category><![CDATA[II Wojna Światowa]]></category>
		<category><![CDATA[NSDAP]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[World War 2]]></category>
		<category><![CDATA[hitleryzm]]></category>
		<category><![CDATA[narodowy socjalizm]]></category>
		<category><![CDATA[nazizm]]></category>
		<category><![CDATA[przemowienie Hitlera]]></category>
		<category><![CDATA[Przemowienie z Platterhof]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=2160</guid>
		<description><![CDATA[Poniżej zamieszczony jest pełny tekst przemówienia Hitlera do oficerów i generałów, wygłoszonego w Platterhof 26 maja 1944 roku. Jest to najprawdopodobniej pierwsza opublikowana polska pełna wersja tego tekstu.
W roku 1944 koleje II Wojny Światowej były odwrócone: Niemcy znajdowały się w defensywie i Adolf Hitler niewątpliwie uważał za rzecz stosowną udzielenie najwyższym dowódcom wojskowym III Rzeszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/untitledbmp.jpg?t=1267371461"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/untitledbmp.jpg?t=1267371461" alt="" width="204" height="258" /></a>Poniżej zamieszczony jest pełny tekst przemówienia Hitlera do oficerów i generałów, wygłoszonego w Platterhof 26 maja 1944 roku. Jest to najprawdopodobniej pierwsza opublikowana polska pełna wersja tego tekstu.<br />
W roku 1944 koleje II Wojny Światowej były odwrócone: Niemcy znajdowały się w defensywie i Adolf Hitler niewątpliwie uważał za rzecz stosowną udzielenie najwyższym dowódcom wojskowym III Rzeszy odpowiedzi z uzasadnieniem i obroną swojej dotychczasowej polityki. Przemówienie z 26 maja stanowi zatem rodzaj rekapitulacji całej dotychczasowej drogi życiowej Hitlera oraz głównych wytycznych NSDAP. Stanowi ono skrót najważniejszych elementów oraz celów, jakie postawił przed stworzonym przez siebie ruchem politycznym.<br />
W przemówieniu tym odnajdziemy zatem wizję celów III Rzeszy i NSDAP. To jakby „krótka historia nazizmu” opowiedziana słowami samego Hitlera i z jego własnego punktu widzenia. Jeżeli ktoś jest zainteresowany historią narodowego socjalizmu <em>niemieckiego</em> (bo istniał też narodowy socjalizm czeski i inny – niekoniecznie mający wiele wspólnego z nazizmem niemieckim), to nie musi od razu sięgać po „Mein Kampf” liczącą sobie w oryginale 781 stron tekstu – wystarczy sięgnąć tutaj, do tego przemówienia. Nie stanowi ono, rzecz jasna „historii II Wojny”, zwłaszcza że Hitlerowi nie o to tu chodziło.<br />
Ponieważ tekst przemówienia jest jednak dość długi, został on tutaj podzielony na segmenty ze śródtytułami dodanymi przeze mnie. Lista śródtytułów została umieszczona od razu na początku, by dopomóc Czytelnikowi w posługiwaniu się tekstem. Angielska wersja tekstu przemówienia, w tłumaczeniu Veroniki Clark i Wilfa Heinka, wraz z szeregiem innych dodatkowych dokumentów, jest <a href="http://www.amazon.com/Hitlers-Most-Significant-Speech-Platterhof/dp/1934703990/ref=sr_1_1?ie=UTF8&amp;s=books&amp;qid=1267614309&amp;sr=8-1-spell" target="_blank">osiągalna do nabycia </a>w amazon.com .<br />
W związku z panującym tu i ówdzie przewrażliwieniem, wyjaśniam z góry, że poniższy tekst znajduje się tu jako materiał historyczny dla osób zainteresowanych historią, tak jak ja sam. A oświadczam to dlatego, że ostatnio w Stuttgarcie toczyło się – i to całkiem poważnie – śledztwo w sprawie ulepienia <a href="http://nasza-klasa.pl/profile/3657693/gallery/album/2/352" target="_blank">tego oto bałwanka</a>&#8230;</p>
<p> </p>
<p><a name="retAHwst" href="#AHwst"><strong>Wstęp</strong></a><br />
<a name="retAHkor" href="#AHkor"><strong>Korpus oficerski w czasach chaosu</strong></a><br />
<a name="retAHkorint" href="#AHkorint"><strong>Korpus oficerski państwa zintegrowanego</strong></a><br />
<a name="retAHit" href="#AHit"><strong>Wkroczenie Hitlera na drogę polityczną</strong></a><br />
<a name="retAHpoc" href="#AHpoc"><strong>Początek drogi</strong></a><br />
<a name="retAHnat" href="#AHnat"><strong>Światopogląd a natura</strong></a><br />
<a name="retAHnatży" href="#AHnatży"><strong>Natura niszczy jednostki niezdolne do życia</strong></a><br />
<a name="retAHtwa" href="#AHtwa"><strong>Twarde prawa natury w programie politycznym</strong></a><br />
<a name="retAHnar" href="#AHnar"><strong>Naród i rasa</strong></a><br />
<a name="retAHupo" href="#AHupo"><strong>Upośledzenie talentu politycznego w społeczeństwie kapitalistycznym – selekcja ekonomiczna</strong></a><br />
<a name="retAHdob" href="#AHdob"><strong>Dobór kadry według zdolności &#8211; zapobieganie kontrrewolucji</strong></a><br />
<a name="retAHedu" href="#AHedu"><strong>Edukacja narodowa &#8211; kształtowanie przywództwa</strong></a><br />
<a name="retAHspo" href="#AHspo"><strong>Społeczeństwo bezklasowe</strong></a><br />
<a name="retAHłą" href="#AHłą"><strong>Łączenie dwóch idealizmów</strong></a><br />
<a name="retAHprz" href="#AHprz"><strong>Przezwyciężanie państwa klasowego. Usunięcie Żydów</strong></a><br />
<a name="retAHroz" href="#AHroz"><strong>Rozrachunek z przeszłością – tradycja a współczesność</strong></a><br />
<a name="retAH3r" href="#AH3r"><strong>Cel istnienia Trzeciej Rzeszy</strong></a><br />
<a name="retAHnsdap" href="#AHnsdap"><strong>Cel istnienia NSDAP</strong></a><br />
<a name="retAHrew" href="#AHrew"><strong>Rewolucja nie dobiegła jeszcze końca</strong></a><br />
<a name="retAHtra" href="#AHtra"><strong>Transformacja światopoglądu. Jednolita edukacja polityczna</strong></a></p>
<p><em> </em><strong><span style="text-decoration: underline;">Przemówienie Adolfa Hitlera do oficerów i generałów w Platterhof, 26 maja 1944</span></strong></p>
<p> </p>
<p><a name="AHwst" href="#retAHwst"><strong>Wstęp</strong></a><br />
 </p>
<p> Panowie, nawet jeżeli pewien jestem, że było to dyskutowane już wcześniej, tym niemniej pragnąłbym wskazać na powód drogi, którą obrałem.</p>
<p>   W narodzie niemieckim nastąpił ogromny przełom. Zapewne nie był on zauważalny dla Niemców, gdyż to oni przeszli przez to wewnętrzne doświadczenie; został on jednak zauważony przez cudzoziemców, którzy byli w stanie dostrzec rezultaty tego przełomu.</p>
<p>   Ponieważ przełom ten nie nastąpił z prędkością błysakwicy jak w roku 1918, lecz raczej pojawiał się powoli niczym w ewolucji (tekst nieczytelny), przewrót ten  pozostał w dużym stopniu niedostrzeżony (przez ludzi), którzy, z powodu swego zawodu czy pracy, stawali się go świadomi dopiero stopniowo.</p>
<p><a name="AHkor" href="#retAHkor"><strong>Korpus oficerski w czasach chaosu</strong></a><br />
   Korpus oficerski jest jak najbardziej częścią tej grupy. Ten korpus oficerski, który wyłonił się pomiędzy monarchią a Trzecią Rzeszą, nie był w stanie troszczyć się tym przełomem. Od korpusu oficerskiego wymagano, by pozostał apolityczny. Ten termin „apolityczny” zawiera w sobie atrakcyjną jakość; (to jest) tak długo jak długo kraj w istocie znajdował się w stanie politycznego chaosu. Kiedy 19 partii rywalizuje ze sobą i nie jest jasne która z nich posiada większość w państwie – czyli gdy legislatura rządzi na zasadzie od przypadku do przypadku – to jest zrozumiałe, że takiemu bałaganowi politycznemu nie wolno mieć wpływu na korpus oficerski ani na siły zbrojne. Siły zbrojne nie mogą popierać takiej czy innej partii, gdyż rezultatem byłoby wewnętrzne zamieszanie: jedni faworyzowaliby partię A, inni B, C, D – niekiedy mieliśmy aż do 46 partii.</p>
<p>   Stąd też jest dla mnie jasne, że w owym czasie siły zbrojne nie miały innego wyboru niż pozostawanie politycznie neutralnymi. Tym, co zamierzam powiedzieć, jest, że siły zbrojne były, nawet w owym czasie – gdy przywództwo polityczne było już w stanie zamętu – głęboko monarchistyczne; państwo niemieckie było wciaż monarchią. Byłoby wówczas niemożliwością nawet <em>wyobrazić</em> sobie oficera, który nie byłby monarchistą; zostałby on zdymisjonowany, ponieważ, mimo wszystko, miał możliwość walczyć jedynie za to, co uchodziło wówczas za rzeczywistość polityczną. Rzesza Niemiecka była monarchią, która stanowiła rzeczywistość polityczną.</p>
<p>   Później, aby położyć kres temu dysonansowi, Konstytucja przewidywała, że przysięga sił zbrojnych miała być składana na Konstytucję. Jednak Konstytucja to jedynie kompilacja regulacji. Nie była ona rezultatem zwycięstwa, czyli reprezentantem programu jakiejś jednej partii; zamiast tego Konstytucja weimarska napisana została, by zagwarantować egzystencję państwa o wielu partiach.</p>
<p>   Dlatego też było możliwe dla oficera złożenie przysięgi na tę tak zwaną Konstytucję jako – teoretycznie – jednostce apolitycznej. Jednak nawet wtedy nie odzwierciedlało to rzeczywistości! Byłoby niemożliwością związanie kogokolwiek przysięgą w takich warunkach. W czasie, gdy byłego żołnierza zastępował inny członek społeczności poprzez zaciąg, było rzeczą całkowicie naturalną, że przynosił on ze sobą do koszar codzienne wpływy polityczne, którym był poddany. Ponieważ nie można się spodziewać, że że dana osoba nagle pozbędzie się tego wszystkiego z chwilą, gdy zostanie częścią sił zbrojnych – człowiek, który od dziesiątego lub dwunastego roku życia wyrasta świadom pewnej politycznej atmosfery i który od piętnastego czy szesnastego roku szkolił się zawodowo, a gdy ukończył osiemnaście lat, stawał się członkiem związków lub politycznie aktywnym; że porzuci wszystkie swoje poglądy polityczne, gdy zostanie żołnierzem. To zapewne było możliwe w państwie zmilitaryzowanym (<em>Milizstaat</em>) z bardzo krótkim okresem służby. Było jednak pomyłką sądzenie, że człowiek mógł się wyprzeć wszyskich swoich przekonań politycznych bodaj na rok. Okazało sę to niemożliwe. Nieuchronnie prowadziło to do konfliktów między oficerem, który złożył przysięgę na Konstytucję – i który de facto utożsamiał tę Konstytucję z państwem, któremu służył – a jego ludźmi, posiadającymi swoje własne wyraźne poglądy polityczne. Musiało to prowadzić do rozbieżności pomiędzy zdolnością oficera do wpływania na żołnierzy a wolą żołnierzy pod jego rozkazami do podlegania jego wpływowi.</p>
<p>   Zaciąg ujawnił ten problem tak wyraźnie, jak stało się to w roku 1914. Wtedy, chociaż państwo było oficjalnie monarchią, praktyczne aspekty reprezentacji państwa znajdowały się już w rękach rozmaitych partii. Faktem jest, że oficerowie byli niejako z konieczności wciągnięci do tych rozmaitych kół politycznych już przed wybuchem wojny w 1914 roku. Mamy tego drastyczne i tragiczne przykłady z tamtego czasu. Oficerowie wpadali w kryzys, którego nie byli w stanie przezwyciężyć.<br />
   Oficer nie mógł sam radzić sobie z tego rodzaju problemem – to jest rzeczą jasną: stawał się sam ofiarą, gdy próbował go rozwiązać. Dlaczego jest to takie istotne? No cóż, jeśli państwo życzy sobie reprezentować się jako pewną strukturę, której oficer jest zobowiązany składać przysięgę – na przykład jako monarchię albo republikę – jednak ta struktura już jest zdezintegrowana, to oficer wepchnięty zostaje w tragiczną dla siebie sytuację; taką, w której pozostaje związany z bytem, który sam w sobie nie jest już zjednoczony. Oficer jest więc zmuszany do tworzenia tej brakującej i koniecznej jedności, co jest dla niego niemożliwością ze względu na inne jego obowiązki.</p>
<p>   Oficer w rezultacie staje się coraz mniej aktywny politycznie; skoncentruje się na swych tak zwanych „zadaniach konstytucyjnych”. Innymi słowy: będzie miał coraz mniejszy wpływ na ludzi pozostających pod jego rozkazami. To może w normalnych warunkach w zupełności wystarczać. Jednak w okolicznościach, w których poddany jest on bardzo poważnym próbom, jego podręcznik szkoleniowy, na którym polegać będzie jako na ostatniej desce, nie będzie już wystarczał. Już sam ten aspekt okaże się szkodliwy dla jego nastawienia.</p>
<p>   Problem ten kształtował się nie inaczej w Republice Weimarskiej. W żadnym wypadku nie należy tego uważać za dowód, że ten problem musi istnieć; lecz raczej za potwierdzenie, że taki stan rzeczy, w jakim my Niemcy znaleźliśmy się, był i pozostanie zawsze nie do utrzymania. Jest on i pozostanie nie do utrzymania, ponieważ stan taki pozwala na to, by państwo, niezależnie od jego formy, było atakowane przez własnych obywateli; pozwala on na podminowanie państwa, ponieważ 3, 10, 20, 30 lub 40 partii rywalizuje ze sobą: nie po to, by rozwiązać codzienne problemy, lecz by sprzeczać się o problemy stwarzane przez <em>takie konkretne państwo</em> – w którym ktoś proklamuje „jestem republikaninem”; inny „jestem monarchistą”; jeszcze inny „jestem bolszewikiem”; albo „jestem komunistą”. A jeszcze inny (tekst nieczytelny): „jestem anarchistą”, i tak dalej. W ten sposób sam naród niszczy ten fundament, na którym wspiera się dane państwo, czyli jego bazę. Jest po prostu niemożliwym, by państwo istniało przez jakąkolwiek długość czasu, jeśli jest ono już wewnętrznie złamane i zdekomponowane. Odnosi się to zarówno do monarchii jak i republiki. I to jest powodem, dla którego niegdysiejsza nonarchia niemiecka nie była w stanie oprzeć się temu (rewolucyjnemu) procesowi, tak jak i Republika (Weimarska), która uległa rozkładowi z tych samych powodów.<br />
   Oficer nie potrafi przezwyciężać tych problemów; <em>oczywiście</em>, ponieważ nie jest on w stanie zejść ze swego piedestału oficerskiego. Zawsze będzie odczuwał osobistą odpowiedzialność za określoną formę państwa. Jeśli jednak ta forma państwa nie jest już dłużej akceptowana przez ludzi pod jego nadzorem, to staje on twarzą w twarz z tłumem, który nie jest pewien tego, co powinno stanowić podstawę jego działalności jako oficera.</p>
<p><a name="AHkorint" href="#retAHkorint"><strong>Korpus oficerski państwa zintegrowanego</strong></a><br />
<a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/HitleratManeuversinAustria1939.jpg?"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/HitleratManeuversinAustria1939.jpg?" alt="" width="400" height="239" /></a>Rzecz jasna, jeśli ten problem zostaje rozwiązany w rozsądny sposób, to stanowiłoby to, niech mi wolno będzie rzec, najbardziej błogosławione rozwiązanie dla danego oficera. Jeśli cele państwa i partii są całkowicie zgodne; jeśli państwo nie istnieje w formie będącej albo negowaną przez popolację tego państwa albo odrzuconą, to wtedy oficer znajduje się w sytuacji najlepszej do pomyślenia, gdyż może on ostatecznie określić swą pozycję. Gdy zatem przysięga lojalność takiemu państwu, to przysięga ją wszystkiemu temu, co stanowi to państwo: temu, co je <em>dźwiga</em>; co je <em>uosabia</em>; on sam identyfikuje się z nim <em>duchwo</em>, i dzięki temu jest <em>gotów</em> mu służyć.<br />
   Coś takiego ma miejsce obecnie. Można się oczywiście spodziewać, że ruch o takich rozmiarach (t.j. narodowy socjalizm) nie będzie akceptowany lub uznany przez każdą osobę: istotnie, jest to tym bardziej prawdą, jeśli jest ona zobowiązana swoim zawodem do akceptacji pewnego poglądu. Jednak, panowie generałowie i oficerowie, ta kwestia została rozstrzygnięta; (co najmniej) została zdecydowana w kilku państwach narodowych. Została ona rozstrzygnięta przez ideę państwa faszystowskiego, choć jeszcze nie w decydującym stopniu. Wy wszyscy byliście w stanie doświadczyć konsekwencji wynikających z rewolucji: państwo faszystowskie z jednej strony, szeregi gorliwych komunistów z drugiej; i po trzecie rojalistyczny decor jako przykrywka dla tych, co znaleźli się pomiędzy walczącymi siłami, nie wiedząc dokładnie gdzie ich miejsce; i w końcu perspektywa dezintegracji państwa.</p>
<p>   W bolszewickiej Rosji zostało to zdecydowane; w tamtym państwie istnieje jasna sytuacja. Oficerowie są konsekwentni w swej proklamacji odnośnie państwa i jego ideologii, a ich stosunki ze społeczeństwem są widoczne.</p>
<p>   W Niemczech natomiast proces ten został zakłócony z powodu wojny; możecie być też pewni, że ta droga, którą obieramy obecnie, nigdy nie zostałaby obrana, gdyby nie wojna.<br />
Zamiast niej byłaby konsekwentna i rozważna edukacja ofierów i żołnierzy przed włączeniem ich do sił zbrojnych. Odbywałoby się to w sposób stopniowy, który byłbym w stanie zaakceptować; by tak rzec, bez tłuczenia porcelany, stopniowo osiągając cel, lecz nie unikając definiowania go.</p>
<p>   Nie mamy innej alternatywy niż próbować i czynić wszystko, co można, by to nadrobić. Powodem obrania takiej drogi jest, moim zdaniem, sformułowanie i dyskutowanie zagadnień nie nadających się do propagandy dla ludzi, ponieważ, powiedzmy, odnosi się ona do problemów w rodzaju „dlatego” oraz „dlaczego”, nie będących troską ludzi. W propagandzie przeznaczonej dla ludzi mogę nakreślić drogę, którą obieram, bez konieczności wyjaśniania dlaczego jestem zmuszony ją obrać – nie wolno mi tego powiedzieć. Jest jednakże rzeczą kluczową, by całe kierownictwo, łącznie oczywiście z korpusem oficerskim, było świadome tych problemów. Gdy idzie o kierownictwo polityczne, było zawsze jednym z moich głównych celów, by rozumiało ono cele na tyle, aby obecnie w polityce cały ruch w Rzeszy reagował jednolicie. Jeśli jakieś wydarzenie polityczne ma miejsce w jakimkolwiek czasie, wytyczne z mojej strony nie powinny być już konieczne, aby spowodować jednolitą reakcję całości kierownictwa politycznego; ponieważ byłoby ono jednolicie edukowane i reagowałoby – tak jak dobry korpus oficerski reaguje w kwestiach wojskowo-technicznych – w politycznie jednolity sposób. To samo dotyczy Niemiec północnych, południowych, wschodnich czy zachodnich, tak samo jak Niemców za granicą.</p>
<p>   Jest to naszym zadaniem, by komunikować to korpusowi oficerskiemu i jego kierownictwu; odnieść się do rzeczy, których nie można poruszać publicznie; ilustrować jakie cele istnieją obecnie i jakie będą (w przyszłości). Nabiera to szczególnej wagi obecnie, w czasie, w którym stawiamy czoła ogromnym trudnościom – trudnościom, od których nie uciekam. Czasem niektórzy z moich oficerów zapewne nie rozumieją jak mogę akceptować te trudności i próby (o których mówię w tej chwili). Czynię tak, gdyż jestem przekonany, że w końcu naszej walki odniesiemy sukces.<br />
   To przekonanie prowadziło mnie we wszystkich moich przedsięwzięciach (<em>Reisen</em>); nigdy mnie nie opuściło i zaraz pokrótce dokonam rewizyty tych przedsięwzięć, gdyż może to pomóc wyjaśnić dlaczego jestem twardszy niż inni i dlaczego moje przekonanie jest niewzruszone.<br />
   Tak musi być! Gdyż, Panowie, gdybym nie miał tego przekonania, nie stałbym teraz tu przed wami i was by tu nie było i cały lud niemiecki nie byłby tym czym jest.</p>
<p><a name="AHit" href="#retAHit"><strong>Wkroczenie Hitlera na drogę polityczną</strong></a></p>
<p>  <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Hitlerchildren.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Hitlerchildren.jpg" alt="" width="340" height="375" /></a> Jeśli spojrzeć na sytuację powierzchownie, to nic jej nie uzasadnia. Moja decyzja zostania politykiem w 1918 roku zmieniła całe moje życie. Zadawano pytanie, i powinienem się do niego otwarcie ustosunkować, Panowie, dlaczego jest obecnie głową Rzeszy Niemieckiej ktoś, kto w Wojnie Światowej dosłużył się jedynie stopnia kaprala. Wierzcie mi, Panowie, nigdy nie zamierzałem odgrywać roli w armii. Wszystko, czego pragnąłem w życiu (fragment nieczytelny, być może coś w rodzaju: „nakreślić na nowo i zbudować nowe państwo niemieckie”)&#8230; lecz jestem przekonany, że gdyby Niemcy odniosły zwycięstwo (w I Wojnie), stałbym się jednym z najlepiej znanych budowniczych w historii Niemiec.<br />
   Studiowałem z determinacją, ponieważ dla mnie życie jest absolutną expresją, a nie czymś, co wymaga wyjaśnienia. Nie można patrzeć na życie jedynie jak na ciekawe wydarzenia, stąd też studiowałem rozmaite zagadnienia. Moja młodość była odmienna od pozostałych. Gdy inni spędzali czas tańcząc lub ciesząc się, ja studiowałem i studiowałem i musiałem również zarabiać na życie. Mogę szczerze stwierdzić, że miałem jeden tylko nietypowy dzień zanim zgłosiłem się ochotniczo do armii w wieku 25 lat, kiedy mogłem cieszyć się czasem wolnym, poza sobotnimi popołudniami. Nic tylko czytałem – na wszelkie możliwe tematy – nie tylko o architekturze, ale i o estetyce itd. Również o  naukach, gospodarce narodowej (tak jak ta dziedzina rozumiana była wówczas), o polityce – opisałem to w „Mein Kampf” – oraz, nie wiem dlaczego, o wszelkich aspektach wojskowości. Wszystko to było dodatkiem do moich przygotowań do zostania budowniczym, obejmujących wiele przedmiotów (fragment nieczytelny) i technik. Tak wiąc sporo czytałem, lecz nigdy nie miałem ambicji zostania kimkolwiek innym. Gdyby tamta wojna, Wielka Wojna, zakończyła się niemieckim zwycięstwem, odnotowalibyście moje nazwisko jedynie jako wielkiego budowniczego, ale nigdy jako polityka, a już z pewnością nie jako człowieka pragnącego pozycji państwowej. I tylko w tych straszliwych dniach, dniach katastrofy, decyzja przybrała kształt we mnie, i to zdecydowanie stawało się przemożnym w ciągu roku 1918. Moja determinacja bazowana była na przekonaniu, że Niemcy nie podźwigną się już więcej o ile nie nastąpi fundamentalna zmiana w kierownictwie narodu niemieckiego; w organizacji niemieckiego społeczeństwa; a przede wszystkim że należało podjąć wysiłek oczyszczenia naszego narodu; wysiłek utrzymania czystego społeczeństwa. Podjęcie tej decyzji nie przyszło mi łatwo! Byłem tak zafascynowany swym wybranym przedmiotem, studiami architektury, że podjęcie tej decyzji przyszło mi z wielkim trudem. Podczas wojny niektórzy nosili Biblie w plecakach, inni jeszcze coś innego; ale ja czytałem Schopenhauera. Byłem częściowo filozofem, a częściowo budowniczym i to były zagadnienia, którymi się zajmowałem.<br />
   Lecz nagle musiałem uczynić krok ku innemu życiu, życiu znanemu mi; to znaczy życiu które <em>ja</em> znałem, jak niewielu <em>mogło</em> je znać, odkąd miałem ten przywilej, jak mogą to dziś powiedzieć, życia w różnorodności układów społecznych. Wychowałem się w rodzinie mieszczańskiej, bardzo przyzwoitej rodzinie: mój ojciec był pracownikiem administracji państwowej. Z powodu śmierci ojca, obojga rodziców, byłem zmuszony sam zarabiać na życie. Zostałem robotnikiem i doświadczyłem wiele. Ale ja również studiowałem, bo miałem jeden cel, a było nim stanie się znanym niemieckim budowniczym, by kontynuować dzieło Schinkela i Sempera. To był mój cel. I osiągnąłbym ten cel, bez wątpienia, pod warunkiem, że miałbym szansę go osiągnąć.</p>
<p>   Wszystko to, całą tę drogę, zawsze miałem przed oczyma. Na drodze ku mojemu celowi doświadczyłem wszystkiego, zapewne bardziej nawet niż jakikolwiek inny Niemiec. Byłem dobrze wyedukowany, stałem jednak na uboczu z proletariuszami. Pracowałem jako robotnik budowlany i poznałem ich! Zaznajomiłem się z problemami społecznymi jak mało kto; nie tymi problemami społecznymi, jak widzianymi z perspektywy Partii, lecz podstawowymi, rzeczywistymi problemami społecznymi. Obserwowałem przeciętnych ludzi z perspektywy ich wychowania: sposób ich bycia, życia, biedy i niepewności. Jednak zostałem też oświecony co do ich wartości: ich determinacji i ich potencjału do zenergizowania. Wszystko to zaobserwowałem: po raz drugi jako żołnierz.<br />
   Gdy wojna zakończyła się w tak tragiczny sposób, musiałem pożegnać się z moją wielką pasją i zdecydowałem zamiast tego, że zajmę się reorganizacją nowychNiemiec; stworzeniem nowej substancji narodu. Gdy mówię „substancja narodu”, to różni się ona od tego, jak ją rozumieją politycy burżuazyjni. Tam, gdzie ja widziałem <em>naród</em> oraz <em>substancję wewnątrz niego</em>, polityk burżuazyjny widział jedynie <em>państwo</em>. Wówczas postrzegałem państwo jako pewną <em>formalność</em>, nawet jako coś represywnego. Zdałem sobie wówczas sprawę, że to, co generalnie uważamy za „państwo” jest właściwie ujarzmianiem instynktu samozachowawczego jednostek ludzkich; stąd też jest niemożliwością uczynienie czegokolwiek z „państwem” samym w sobie – a już tym bardziej próby zreorganizowania go. Zamiast tego musimy zrozumieć, że substancja narodu jest tą rzeczą, która jest fundamentalna (dla państwa) i że to ta substancja narodu musi zostać zreorganizowana.</p>
<p><a name="AHpoc" href="#retAHpoc"><strong>Początek drogi</strong></a></p>
<p>   <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/hitler4.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/hitler4.jpg" alt="" width="296" height="349" /></a>To jest ten problem, z którym się zmagałem i wyjaśnia to dlaczego rozpocząłem tę walkę; lecz teraz, Panowie, zapewne zapytacie jakie były moje szanse na sukces? I tutaj mogę stwierdzić jednoznacznie: tego dnia, kiedy po raz pierwszy stałem przed frontem swych zwolenników – tego dnia, gdy zakończyłem deliberacje, zdefiniowałem koncept (narodowego socjalizmu) i przedstawiłem im moje myśli – tego właśnie dnia byłem przekonany, że stanę się w przyszłości liderem narodu niemieckiego; nigdy nawet przez sekundę nie wątpiłem, że pewnego dnia zostanę przywódcą cełego narodu niemieckiego.<br />
   Nikt, kto się do mnie zbliżył w latach 1920, 1921 i 1922 nie słyszał ode mnie czegokolwiek innego niż to: nadejdzie czas i godzina, gdy ta flaga, którą tutaj podnoszę, stanie się flagą państwa niemieckiego, a podstawowe zasady, które przedłożyłem staną się fundamentalnymi zasadami państwa niemieckiego! Takie były w owym czasie prognozy człowieka, który nie posiadał niczego innego niż jego własne wewnętrzne przekonanie &#8211; niczego innego. Moje nazwisko nie było znane, ani też nie miałem żadnego kapitału. Nie miałem prasy, protekcji, niczego; wszystim, co miałem, byli przeciwnicy, którzy uważali mnie albo za chorego umysłowo, głupca lub przestępcę. Komuniści i lewicowi radykałowie nazywali mnie kryminalistą; burżuazja nazywała mnie szaleńcem; i był to sposób, w jaki mnie traktowano osobiście.<br />
   Na przekór temu, byłem przekonany, że w końcu to ja odniosę zwycięstwo. Wielu zwolenników dołączyło do mnie wtedy, niektórzy z nich siedzą tu dzisiaj wśród was, a pewnego dnia przybył <em>Marszałek Rzeszy</em>; jednak w ostatecznym rozrachunku byłem przekonany, że nasz początek prawdopodobnie przyniesie sukces, gdyż po prostu musiał.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/naziposter_1920large.jpg?t=1267404418"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/naziposter_1920large.jpg?t=1267404418" alt="" width="330" height="247" /></a>   Jeśli o tym mówię, Panowie, to aby uczynić wobec was rzeczą jasną, że człowiek taki jak ja, wybierający drogę, do której ma pełne zaufanie, nigdy nie może zostać odstręczony przez niepowodzenia, jakich obecnie doświadczamy. Te niepowodzenia nigdy mnie nie zniechęcą. Jedyne trudności, jakie mam, to trudności wewnętrzne. Przeciwnicy nigdy nie mogą mnie zedrzeć, nigdy! Przez całe życie musiałem bezustannie płynąć pod prąd i często byłem spychany, nieraz bardzo szybko. Ale mimo wszystko w końcu odniosłem sukces. Dlaczego? Ze względu na moje przekonanie, że z czasem słuszna – czyli zasadniczo słuszna zasada broniona fanatycznie i z witalnością musi odnieść sukces. I muszę w tym miejscu podkreślić, że cenię sobie determinację, to jest: prawdziwą determinację, o wiele bardziej niż tę tak zwaną „inteligencję” czy „geniusz”; determinację, by dążyć do czegoś, co zostało uznane za słuszne, i nigdy nie skapitulować, choćby nie wiadomo co.  Gdy podjąłem mą decyzję w roku 1918 i zacząłem rozglądać się za tym jak zacząć, na nowo zacząłem czytać. Zacząłem czytać na nowo literaturę marksistowską, włączając „Kapitał” Karola Marksa, by przywieść na powrót do mej pamięci wszystkie złudzenia tam zawarte. Zacząłem również formować ideologię dla nowego ruchu.</p>
<p><a name="AHnat" href="#retAHnat"><strong>Światopogląd a natura</strong></a></p>
<p>   Słowo „światopogląd” (Weltanschauung) było promulgowane przez wielu; istniało już także i wtedy i panował nawet pogląd, że jego znaczenie  nie ulegnie zmianie. Lecz pozwólcie, bym krótko powiedział wam, co światopogląd oznacza. W mojej opinii definicja ta jest ważna, gdyż, jak wspomniałem, słowo to jest używane przez wielu i w końcu staje się pozbawione znaczenia. Swiatopogląd nie jest niczym więcej niż wglądem we wszystkie problemy naszego istnienia, tak jak się one prezentują obecnie, bazowany na zasadach naukowych. To znaczy: oceniam problemy życia jako będące tym, za co naukowcy je uważają. Czy będzie to słuszne na wieczność, jest w tej chwili nieistotne. Był taki okres, kiedy człowiek rozwinął się do tego stopnia, że zdał sobie sprawę, że światła na niebie się poruszają i był świadkiem tego, że przez cały ten czas on sam pozostawał w tym samym miejscu; że jego ziemia się nie poruszała; że ziemia, którą już Grecy uznali za okrągłą, pozostawała w bezruchu, a zatem musiała być centrum wszechświata.</p>
<p>   Ten system ptolemejski stanowił światopogląd. Był niesłuszny, jednak stanowił ogromny krok naprzód w stosunku do pustogłowych obserwacji na przykład jakiegoś plemienia murzyńskiego. A pewnego dnia, lub raczej w ciągu wieków, nowy, lepszy, naukowy system myślenia został rozwinięty, który zburzył ptolemejski system Arystotelesa i zastąpił go nową percepcją Kopernika. Otwarł się cały nowy świat.</p>
<p>    Ten świat nie jest centrum, jedynie planetą okrążającą Słońce. Jednak i ten punkt widzenia został od tamtego czasu zrewidowany; wiemy obecnie, że samo Słońce też nie pozostaje w bezruchu, lecz jest częścią systemu Drogi Mlecznej, który niczym gigantyczna mgła przesuwa się w pewnym kierunku – jak to zostało obecnie ustalone.</p>
<p>   Ergo, percepcja naukowa ulega zmianie. Stąd też należy mieć wzgląd na najnowsze odkrycia naukowe, adaptować je i spoglądać na życie z jego korzystniejszego punktu widzenia. Pozostawia to otwartą możliwość odkrycia czegoś, co już zostało odkryte w przeszłości, lecz zostało następnie utracone w ciągu następnych wieków, gdyż zaniedbano instynkt – ale również z powodu mieszania ras – i zostaje to coś na nowo odkryte i jego słuszność zostaje potwierdzona metodami naukowymi.</p>
<p>    Swiatopogląd jest zatem przeglądem wszystkiego tego, co się zdarzyło, bazowanym na ostatnim rozwoju naukowym. To zaś prowadzi do następującego wniosku: jeśli zaakceptowałem jakiś pogląd jako będący słusznym, to nie tylko jest moim obowiązkiem uświadomienie innych obywateli państwa, ale wyeliminowanie innych poglądów! Może to brzmieć nietolerancyjnie, ale, Panowie Oficerowie, całość życia jest kontynuacją nietolerancji. Uczy tego natura. Natura jest nietolerancyjna wobec wszystkiego tego, co jest niesłuszne; wobec tego wszystkiego, co jest słabe – głównie wobec słabości. Natura eliminuje wszystko to, co słabe, począwszy od prymitywnych form życia. Suka odepchnie słabego szczeniaka próbującego ssać. Dlaczego? Nie wiemy, ale pozwoli mu ona umrzeć. Wierzymy, że jest to okrutne, jednak w rzeczywistości jest to słuszne.</p>
<p>   Wiara w to, że poglądy polityczne muszą być tolerancyjne, jest szaleństwem. Tolerancja może jedynie być rozumiana jako oznaka niepewności. W momencie, gdy staję się pewien, że rowiązałem problem i rozwinąłem określony pogląd, staje się nie tylko moim prawem, ale i obowiązkiem wyeliminowanie wszystkich innych poglądów.</p>
<p>  Załóżmy, że znajduję się w sytuacji oficera. Gdy stwierdzam powyższe jako polityk, to stwierdzam coś, co musi naturalnie stać się podstawą dla wszelkich działań podjętych przez oficera; gdyż oficer może wykorzystać wszystko, za wyjątkiem tolerancyjnego punktu widzenia. To, co przez to rozumiem, to fakt, że gdy oficer staje wobec jakiegoś problemu, zadania czy konieczności; to nie tylko ma on prawo odnieść się do tej konieczności, ale i obowiązek eliminacji wszystkiego, co staje na drodze osiągnięcia jej. Każdy oficer zetknie się z tą kwestią na drodze swego kierownictwa.</p>
<p><a name="AHnatży" href="#retAHnatży"><strong>Natura niszczy jednostki niezdolne do życia</strong></a></p>
<p>   Niech mi wolno będzie podać wam przykład: już wyeliminowaliśmy jeden z waszych problemów, gdyż mamy wielu, którzy mówią, że „należą do takiej i takiej sekty, a ta sekta zabrania nam zabijać”. Zostaniemy żołnierzami, ale odmówimy zabijania. Był to problem, z którym oficer musiał się zmagać. Bazując na swojej wiedzy, zdawał sobie sprawę, że życie jest wieczną walką i że miał przygotować tych, co zostali mu powierzeni, do tej walki. Ale oto natyka się na kogoś, kto, bazując na zaszczytnej zasadzie, mówi mu: nie będę zabijał, będę robił co innego. Więc oficer musi to z nim <em>dyskutować</em>.</p>
<p>  W taki sposób zostało stworzone najbardziej tchórzliwe rozwiązanie. Wówczas mawiano, że człowiek odmawiający walki był bezużyteczny, toteż w ogóle go nie rekrutowaliśmy; nawet nie istniał. Innymi słowy: kapitulowaliśmy przed zagadnieniem, aby w ogóle uniknąć zaadresowania go.</p>
<p>   Dzisiaj państwo zatroszczyło się o to; państwo nie zna tego rodzaju względu. Istotnie, jest ono przekonane, że życie jest zmaganiem i walką; wieczną walką; jest to zasada, którą każdy oficer musi oczywiście zaakceptować jako swoją własną: gdyż nie mógł być oficerem nigdy bez akceptacji jej. Człowiek niechętny walce jest niezdolny do życia i musi zostać wyeliminowany. Tym niemniej, nawet jeśli trzymani są z dala ci, co z ideologicznych względów nie chcą się podporządkować, oficer wciąż jeszcze może znaleźć się w takiej sytuacji. To znaczy, może się zdarzyć, że tchórz zacznie zatruwać innych swoim tchórzostwem i oficer stanie twarzą w twarz z tą kwestią. Można sympatyzować; można nawet zrozumieć, że nie jadł już tak długo; że jest wyczerpany; że nie spał przez długi czas itd. Jednak bez względu na to, taki oficer musi znaleźć sposób na złamanie takiej jednostki, jeśli to konieczne, w interesie walczących sił, które mogą być kompanią lub batalionem, aby zapobiec upadkowi całego narodu. Jest to szczególnie ważne w waszej profesji jako oficerów, gdzie zrozumienie musi być zaangażowane nie tylko w wasz obowiązek szkolenia, lae także, jeśli to konieczne, w destrukcję tych, którzy opierają się szkoleniu. Natura jest nietolerancyjna. Natura jest najbardziej nietolerancyjna, jeśli użyć słowa „tolerancyjny” w jego ludzkim znaczeniu. Niszczy ona wszystko, co niezdolene do życia. Niszczy ona niechcących lub niezdolnych do obrony; i my ludzie jesteśmy jedynie drobinką kurzu w Naturze; człowiek to jedynie mała bakteria lub bakcyl na planecie takiej jak ta. Jeśli usiłuje on postępować wbrew tym prawom, to nie zmieni tych praw, lecz po prostu doprowadzi do końca swoją własną egzystencję.</p>
<p><a name="AHtwa" href="#retAHtwa"><strong>Twarde prawa natury w pogramie politycznym</strong></a></p>
<p>   Włączyłem te zasady do polityki niemieckiej, co nie jest niczym nowym, odkąd komunizm uczynił to już dawno temu. Lecz chrześcijaństwo również podporządkowało się tym zasadom. Muszę to podkreślić, Panowie: nie jest to zasadą nie-chrześcijańską, co ja reprezentuję. Chrześcijaństwo zniszczyło tych, którzy nie wierzyli w to , w co mieli; tyle tylko, że nie tak szybko i nie w tak prosty sposób – my używamy pocisków, gdy oni używali ognia; palili swoich wrogów. Było zatem to pryncypium już wówczas akceptowane.</p>
<p>   Zdałem sobie sprawę, że próbując budować nowe, silne państwo niemieckie, należy zapewnić te zasady nie tylko od wewnątrz, &#8211; nie wystarczy bowiem jedynie używać tych zasad, by edukować innych – trzeba być również zdecydowanym eliminować oponujących te poglądy lub niechętnych do zaakceptowania ich; jeśli chcieć, by stało się to częścią owego etosu.</p>
<p> <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/NSDAP.jpg?t=1267365424"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/NSDAP.jpg?t=1267365424" alt="" width="311" height="410" /></a>  Zacząłem wcielać ten etos  eksperymentalnie wewnątrz naszego własnego ruchu. To dlatego nasz ruch był oceniany jako nietolerancyjny. Ale na skutek zastosowania tego przeze mnie nasz ruch, po niecałych 15 latach, okazał się zwycięskim; to jest, <em>ponieważ</em> podporządkował się prawom naturalnym, chociaż powstał w najbardziej niekorzystnych warunkach, jakie sobie można było wyobrazić. Na czele tego ruchu był przywódca (<em>Fűhrer</em>) – nieznany, biedny, bez prasy do swej dyspozycji; bez ludzi wielkich nazwisk, by go lansować; bez jakichkolwiek sympatii itd. Ale mimo wszystko ten ruch okazał się zwycięskim: to dowód, że to podstawowe przekonanie było słuszne oraz że wdrożenie tego przekonania było słuszne.</p>
<p>   Byłem przekonany, że po wielkiej katastrofie nie można było wyeliminować przyczyn tego podstawowego prawa Natury poprzez dodanie nowej partii do grona pozostałych albo przez nadanie jakiejś partii burżuazyjnej wizerunku walczącej; dlatego też powziąłem moją decyzję. Później bywałem często pytany: dlaczego nie wstąpiłeś do jednej z tych partii? Panowie, kiedy batalion jest sam w sobie totalną klęską, stał się totalnie bezużyteczny, to nie ma sensu usiłowanie odbudowy takiej grupy. Zamiast tego najlepiej ją rozwiązać i zbudować nową jednostkę. Byłem przekonany, że zasadniczo zwolennicy oraz przywództwo posiadać winny tę samą świadomość i tego samego ducha.</p>
<p>   Często spotykałem się z pytaniem: dlaczego nie wstąpiłeś do jednej z innych partii? Były one, tak jak i ty, również przeciwne marksizmowi i w nich mógłbyś wykorzystać swoje talenty! Tak, mógłbym użyć swych talentów, lecz żadne z ich kierownictw nie stanowiło idealnego pokrewieństwa ze mną. Trzeba było je dopiero zbudować. Potrzebowałem instrumentu reagującego na to, co zostanie mu nakazane; musiałby on być szczególnie zgrany ze stylem myślenia kierownictwa. Proszę mi wierzyć: nie można było spodziewać się czegokolwiek po tym starym „państwie partii”.</p>
<p>  W istocie, owa katastrofa nie była jedynie zapaścią militarną; była to zapaść całej struktury społecznej (<em>Volkskőrper</em>): zapaść wewnętrzna, która miała oczywiście również swój wpływ na front. Gdy armie ulegają zniszczeniu w następstwie skutków walki zbrojnej – to znaczy wskutek użycia ciężkiej broni przez nieprzyjaciela – jest wciąż możliwe naprawienie szkody poprzez silny front wewnętrzny. To jednak nie miało miejsca w naszym wypadku. Nie mogliśmy polegać na żadnej z partii w rozwiązaniu tego problemu, poprzez jedynie wprowadzenie do nich poprawek. De facto należało uformować całe nowe społeczeństwo, organizując naród od nowa, aby stawić czoła „walce aż do upadłego”.</p>
<p>   Należało też, równocześnie, odpowiedzieć na pytanie, czy załamanie z 1918 roku stanowiło koniec narodu niemieckiego – co było poglądem wielu – czy nie było ono, co z kolei było moim przekonaniem, początkiem nowego wcielenia (<em>Volkskőrper</em>)? Generalnie rzecz ujmując, czy załamanie nie następuje po to, by zlikwidować, w taki czy inny sposób, stan będący nie do utrzymania na dłuższą metę? Tutaj muszę wypowiedzieć się nieco na temat przyczyn tego stanu rzeczy, gdyż leżą one głębiej niż się to powszechnie wydaje, ale i dlatego, że są to problemy nie nadające się do dyskutowania przed masami.</p>
<p><a name="AHnar" href="#retAHnar"><strong>Naród i rasa</strong></a></p>
<p> <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Rassen.jpg?t=1267366497"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Rassen.jpg?t=1267366497" alt="" width="291" height="389" /></a>  Posiadamy własny naród, którego nie można zdefiniować jako rasy i jest to obecnie oczywiste dla milionów. Jednakże, Panowie, gdy rozpocząłem swą edukację (polityczną) dwadzieścia pięć lat temu, nie było to tak oczywiste; wtedy zawsze mówiono mi w kołach pozbawionych praw obywatelskich: tak, naród i rasa to jedno i to samo! Nie – naród i rasa to nie jedno i to samo. Rasa to składnik krwi, nukleus krwi, a naród jest bardzo często złożony nie z jednej rasy, lecz z dwóch, trzech, czterech albo pięciu rozmitych zawiązków rasowych. Tak czy inaczej nie jest możliwe ani nawet wskazane demontowanie takiego zjednoczonego ciała narodu, choć w trakcie rozwoju zdarzeń politycznych takie rozwiązanie może się pojawić. <a name="retAH1" href="#AH1">(1)</a></p>
<p>   Gdy spojrzeć na naród niemiecki z czysto biologicznego punktu widzenia, to zobaczymy społeczność o wspólnym języku, zjednoczoną drogą okrężną poprzez wspólny twór państwowy, jest to jednak naród – i to jest chyba czynnik najistotniejszy – posiadający różnorodne pochodzenie rasowe: zawiązku rasy nordyckiej,  niektórych zawiązków śródziemnomorskich, nawet trzon rasy europejskiej, prehistorycznej rasy, której nie jesteśmy w stanie dokładnie zdefiniować, ale która istnieje i istniała już w czasach greckich; Heloci ze Sparty pochodzili od tej rasy. I ten trzon rasowy istnieje również i u nas.</p>
<p>   Widzimy w naszym narodzie istnienie różnorodnych zawiązków rasowych. Te zawiązki rasowe zawierają w sobie szczegóły odnoszące się do specjalnych zdolności tego narodu, odkąd te zdolności nie są pierwotnymi zdolnościami samego narodu niemieckiego, lecz raczej uzdolnieniami rasowymi. To, że naród niemiecki posiada w sobie szereg zawiązków rasowych, odzwierciedlone jest, w ostateczności, w bogactwie ich uzdolnień, gdyż wszystkie te zawiązki niosą w sobie pewne dyspozycje: czynnik nordycki jest bardziej przysposobiony do chłodnej pogody; jest uzdolniony matematycznie; jest wyjątkowy odnośnie czynnika organizacyjnego – czyli czynnika państwotwórczego na świecie aż do naszych czasów. Dodatkowo inne zawiązki rasowe zawierają w sobie dyspozycję bardzo artystyczną, z czysto optycznym talentem: zdolnością do obserwacji i opisu; a są też czynniki rasowe z bardzo silnym talentem muzycznym oraz czynniki rasowe o wyjątkowym talencie komercyjnym. Najsilniejszym z tych czynników posiadających talent komercyjny, lecz którym brakowało kreatywności, jest żydostwo; jedyną różnicą jest to, że gdyby żydostwo pozostało wśród nas przez dłuższy czas, to nie wyrosłoby jako czynnik rasowy wewnątrz narodu niemieckiego, lecz doprowadziłoby do kompletnego rozkładu narodu niemieckiego, krok po kroku.</p>
<p>   Posiadamy obecnie kombinację tych czynników rasowych wewnątrz naszego narodu. Jest jednak rzeczą kluczową, z powodu wielości uzdolnień w narodzie niemieckim, że zachęcę te rasowe czynniki, odpowiedzialne za te zdolności, do ukazania się; innymi słowy: muszę się postarać o to, że talenty poszczególnych czynników rasowych stopniowo ujawnią się w całym narodzie niemieckim.</p>
<p>   Cóż, Panowie, nie nastąpi to od prostego zapytania „kto ma talent?”. Raczej ów cud ujawnia się, gdy wezwanie otrzymuje odpowiedź. Inaczej mówiąc: jeśli uderzę pewien klawisz pianina, odpowiadająca mu struna odpowie zgodnie ze sposobem, w jaki pianino jest zaprojektowane – a gdy poszukuję pewnego talentu i mam swobodę wyboru, odezwą się ci ludzie, którzy zgodnie ze swoją naturą, z talentem tkwiącym w ich rasie, są najlepsi.</p>
<p>   Jest to kluczowe dla kierownictwa narodu, ponieważ, jak się zdaje, jedynie nordycki komponent rasowy posiada autentyczną wartość (odnośnie talentu organizacyjnego). W całym procesie selekcji będzie to zawsze obraz ukazujący się w ostatecznym rozrachunku. Nie należy jednak zakładać, że taki był to obraz od początku, gdyż natura pokazuje nam, że w skrzyżowaniu dwojga rodziców o rónorakich talentach i zdolnościach, talenty i zdolności nie zawsze przechodzą z ojca na syna i z matki na córkę, lecz przeciwnie: następoje skrzyżowanie, tak więc, jeśli nordycki mężczyzna żeni się, na przykład, ze wschodnią kobietą, to dziecko niekoniecznie będzie nordyckim mężczyzną, lecz kompletnie wschodnim. Na przykład w każdym skrzyżowaniu łatwo może się zdarzyć, że talent organizacyjny ustępuje miejsca innemu talentowi.</p>
<p><a name="AHupo" href="#retAHupo"><strong>Upośledzenie talentu politycznego w społeczeństwie kapitalistycznym &#8211; selekcja ekonomiczna</strong></a></p>
<p>  Jeżeli posiadamy społeczeństwo zorganizowane na bazie czysto kapitalistycznego rozwoju, który nie ma niczego wspólnego z nordyckim talentem kierowniczym, to wykształci ono najwyższą klasę i będzie rzeczą możliwą, że będzie ona składać się nie z elementów nordyckich, lecz z rasowych elementów mających silne skłonności do bycia prowadzonymi. To stanowiło tragedię starej Rzeszy Niemieckiej.</p>
<p>  Każdy może doświadczyć rzeczy następującej i ja sam widywałem to często: na każdej budowie drogi, gdzie należało się zatrzymać, mogłem widzieć przed sobą dwa samochody: w jednym jakiś bogaty saksoński przemysłowiec; w drugim jakaś inny osoba z wyraźnym nienordyckim wyglądem – widocznym natychmiast, na pierwszy rzut oka. A robotnicy drogowi – załóżmy, że jest to gdzieś w północno-zachodnich Niemczech – mają fantastyczny wygląd i naturalnie wyrażają absolutną pogardę dla pasażerów wspomnianych pojazdów, kompletną pogardę! – Ci robotnicy drogowi bardziej nadawali się do przywództwa niż ci dwaj w samochodach.</p>
<p>   Jeśli spojrzę na to z perspektywy politycznej – to znaczy jeżeli spoglądam na to z czysto materialistycznego punktu widzenia, zapewne z punktu widzenia farmaceuty lub producenta powrozów, albo z punktu widzenia muzyka, poety czy malarza, to efektem jest zupełnie inny obraz; wtedy oczywiście oni reprezentują liderów.</p>
<p>   W normalnym życiu tak to następowało. Nikt w normalnych okolicznościach nie był zmuszony, by zostać farmaceutą, albo zmuszony, by pracować w ekonomii; zamiast tego życie prowadziło pewnych ludzi ku temu, by pracowali w tych profesjach, gdyż się do nich nadawali. Jednak gdy przychodziło do życia politycznego, sprawy miały się inaczej, gdyż ci, co zgromadzili bogactwo – drogą procedur ekonomicznych – byli <em>jedynymi</em>, którzy mogli sobie pozwolić na posłanie dzieci na studia uniwersyteckie. Dziecko było oceniane przez pryzmat swych rodziców. To dzielone dziedzictwo (między rodzicem a dzieckiem) było czysto komercyjnej natury; jednak dziecko wciąż rzekomo należało do „wyższych sfer” i dlatego też przejmowało kierownicze role w polityce.</p>
<p>   Mieliśmy wówczas te partie składające się z członków burżuazji. Jednak termin „burżuazja”  nie był pojęciem rasowym per se, lecz głównie ekonomicznym. Faktem jest: że burżuazja, w swej większości, zakorzeniona była w tych elementach (które dopiero co wspomniałem) i istniało niebezpieczeństwo, że powoli, poprzez proces edukacji – który sam w sobie zamieniony został w rodzaj sztuki i faktycznie bardziej  formą programowania politycznego niż edukacją – wynosiła ona jedną swoją generację po drugiej, w ten sposób umożliwiając sobie wysyłanie swoich reprezentantów do wszystkich segmentów niemieckiego społeczeństwa, łącznie z korpusem oficerskim; i w ten sposób cały system został zalany elementami nie nadającymi się do wypełniania swoich zadań. I zawodziły one, nawet prz minimalnym nacisku. Ten ekonomiczny proces selekcji stworzył w rezultacie patriotów z parasolami, kompletnych z ich kapeluszami, którzy mieli stawić czoła niebezpiecznej masie ludzkiej.</p>
<p><a name="AHdob" href="#retAHdob"><strong>Dobór kadry według zdolności &#8211; zapobieganie kontrrewolucji</strong></a></p>
<p>   Ludzie mówili mi: „Wiesz, tego nie da się rozwiązać siłą, to trzeba rozwiązać inteligentnie”; ci ludzie nie posiadający inteligencji, niezdolni do rozwiązania czegokolwiek, skapitulowaliby na każdy wrzask. Zapominali jednak, że było wystarczająco naszych ludzi gotowych do konfrontacji z tym motłochem &#8211; który łączył w sobie, z tego co wiem, motywy polityczne i kryminalne &#8211;  i pozbyć się go. Byłem w stanie w ciągu jedynie kilka lat, oczyścić ulice z tych ludzi, lecz jedynie dlatego, ponieważ wyselekcjonowałem swoich liderów według odmiennej metody, mówiąc: „przywództwo w tej partii nie jest bazowane na bogactwie ani na pozycji społecznej rodziców, lecz na zdolnościach, bez względu na rodzaj wychowania i te zdolności będą dalej systematycznie wspierane”.</p>
<p>   Z tym systematycznym podejściem, Panowie Generałowie i Oficerowie, kontynuowałem usuwanie z ciała narodu wszystkich tych elementów, które mogły, w jakimkolwiek moomencie, stać się bazą dla kontrrewolucji. Dlatego też uczyniłem swym obowiązkiem od samego początku wyszukiwanie tych, którzy posiadali talent przywódczy; wyodrębnienie ich natychmiast; uczynienie ich częścią przywództwa państwa; wyeliminowanie elementów Spartakusa (czyli komunistów ze Związku Spartakusa – przyp. MM), gdyż byli oni uważani za liderów nie z uwagi na ich zdolności – tak, tych rozczarowanych geniuszów, którzy pewnego dnia mogliby podekscytować masy; gdyż masy wiedzą, kto jest zdolny do przewodzenia, a kto nie. Każdy uczniak to wie. Weźmy klasę pełną zdrowych 10-latków i spróbujmy zainstalować w niej niekompetentnego nauczyciela. Te młode łobuzy zdadzą sobie sprawę z jego niekompetencji prędzej niż on sam. Ale dajmy im nauczyciela kompetentnego, a zobaczycie kolejne prawo natury w akcji; że ci chłopcy, co tak zatruwali życie temu innemu nauczycielowi i którzy, można powiedzieć, męczyli go i dręczyli – nie tylko podążą za tym nowym nauczycielem, ale dadzą nawet zań życie.</p>
<p>   W ciągu całego życia można tego doświadczyć, szczególnie w siłach zbrojnych, gdzie jeden dowódca jest adorowany, podczas gdy inny nie będzie w stanie zaprowadzić dyscypliny. Dlaczego tak się  dzieje? Ponieważ (fragment nieczytelny) będą wiedzieli, że ta osoba nie jest ich dowódcą? Odrzucają go instynktownie. Jeśli szwadron jest poniżej standardu, to nie jest to wina tych ludzi, lecz dowódcy, który zawiódł; i tak jest w każdym wypadku.</p>
<p>   Jest zatem absolutnie konieczne, by na czele umieścić tych, którzy potrafią kierować, gdy kreuje się społeczeństwo. Dzięki temu, Panowie, jakikolwiek warunek późniejszej rewolucji zostaje wyeliminowany. I uczyniłem to poprzez ogromny proces budowy: najpierw samego ruchu, a potem całej Rzeszy. Dlatego nie powinniście patrzeć na mój program z punktu widzenia intelektualnego lidera partii burżuazyjnej.</p>
<p>   Często bywałem pytany: „Dlaczego wprowadzasz te radykalne elementy do programu?”. „Bo potrzebuję tych radykałów!”  Mówią mi: „Jeśli wyeliminujesz ten punkt, to natychmiast wstąpię”.  Odpowiadam: „Ten punkt jest tutaj, aby zapewnić, że nie zostaniesz członkiem, bo cię nie potrzebuję!”.</p>
<p align="center"><em>(żywa owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;">   Odrzuciłem wielu, bo ich nie chciałem. Obserwowałem ich styl życia. Uczyniłem wstąpienie do partii niemożliwymdla wielu, bo wiedziałem dokładnie, czego się po nich spodziewać; stąd też nigdy nie przeniknęli do pozycji kierowniczych. Nigdy niczego się nie zyskuje na wprowadzaniu do przywództwa słabych elementów; wręcz przeciwnie, nadchodzi moment, kiedy się tego żałuje. Oczywiście ma się także trudności i z tą drugą stroną; doświadczałem tego przez całe życie. Moje siwe włosy  są wynikiem wewnętrznych zmagań. Jakież kłopoty miałem ze swymi ludźmi! Wszyscy oni byli szorstcy. Gdy tylko trzech się zebrało i jeden na moment wyszedł, to pozostali dwaj natychmiast zaczynali walczyć ze sobą i tak to trwa po dziś dzień. Są to trudności jakżeż podobne do tych w siłach zbrojnych, i tak dalej – nic, tylko kłopoty: wielu szorstkich ludzi i tak dalej. Ale wy wiecie, że preferuję ludzi potrafiących podburzać, gdy panuje spokój, lecz gdy sytuacja staje się poważna, to wiem, że moi ludzie staną niczym bloki granitu. I dzisiaj każdy musi przyznać, że przywództwo tego ruchu różni się od niegdysiejszego przywództwa państwa. Tylko sobie wyobraźcie! – stare kierownictwo burżuazyjne w miejscu obecnego w czasie wielkich niedostatków dla własnego kraju, takim jak obecny; przeżylibyście szok swego życia: gdyż jeśliby to miało miejsce, to widzielibyście powtórkę Wielkiej Wojny na skalę o wiele większą. A czymże były znoje Wielkiej Wojny w porównaniu do obecnych? W naszym wypadku mamy w mieście takim jak Hamburg dwa razy większą liczbę ofiar (w ciągu zaledwie nocy) niż podczas cały miesiąc Wielkiej Wojny po stronie Niemiec, więc jeśli niemal 100% ludzi tego miasta wróciło do pracy w ciągu ledwie kilku dni – nawet kobiety wróciły do miasta – i to w całkowitym porządku, to jest to dowodem, że tworzenie naszego przywództwa stanowiło sukces.</p>
<p align="center"><em>(energiczny konsensus)</em></p>
<p style="text-align: left;"> Naturalnie, nie było to pięknym obrazkiem na początku, przyznaję to. Na początku mieliśmy kłopoty za kłopotami i aż do czasu, gdy udało się wszyskich pogodzić i zdyscyplinować, można było osiwieć. Ale zawsze byłem przekonany, że pewnego dnia zostanie to wynagrodzone; to znaczy, że każdy zorientuje się, że wyselekcjonowani liderzy są tymi właściwymi, gdyż zostali wyszkoleni w filozofii partyjnej. Istotnie, było to fundamentalne; kluczowe. Bo jeśli mówimy dziś o społeczeństwie narodowym, to musimy uznać, że mogło ono zostać zbudowane i zachowane jedynie pod zdolnym przywództwem.</p>
<p><a name="AHedu" href="#retAHedu"><strong>Edukacja narodowa &#8211; kształtowanie przywództwa</strong></a></p>
<p>   W chwili obecnej w zamkach odbywają się najprzeróżniejsze seminaria, wiele z nich prowadzonych przez oficerów Zakonu Niemieckiego (<em>Deutscher Orden</em>), nie dlatego, że są najlepsi, lecz ponieważ dają im wgląd w to, jak zaczęliśmy  edukować naszą młodzież. Panowie, oczywiście to nie jest jeszcze gotowy produkt. Nie zapominajcie: w 1933 doszliśmy do władzy; w 1939 zaczęła się wojna; minęło jedynie sześć lat. Podczas wojny postęp jest powolny. Jednak nie może być żadnej wątpliwości: jeśli kto zechce spojrzeć na nasz naród po pięćdziesięciu latach pokoju, to trzeba będzie skonkludować, że nasz naród jest całkowicie zorganizowany pod przywództwem politycznym reprezentującym to, co naród ma najlepszego do zaoferowania. Nie ma co do tego żadnej wątpliwości.</p>
<p align="center"><em>(owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;"> Trzeba powiedzieć, Panowie, że mamy pośród nas nie tylko wybór utalentowanych mówców, ale i nieustraszonych przywódców. Nie wybieramy młodych ludzi jedynie dlatego, że są utalentowani intelektualnie, jak niegdyś. Był to czas, gdy wielu utalentowanych młodych ludzi sadzano w kącie. Nauczyciele stosowali metodę posyłania do kąta jako formę zemsty, gdy utalentowany uczeń ich konfrontował.</p>
<p>   Panowie, nie jest to po prostu kwestia edukacji naukowej, ale także metoda spoglądania na charaktery chłopców – ich postawy, twardość, zalety przywódcze, ich tak zwaną zdolność bycia „prowodyrem”, z których wszystkie rozwijają się wcześnie. Wszystko to trzeba brać pod uwagę obok ich zalet intelektualnych. Patrząc na młodzieńca, czasem trzeba przyznać, że jest utalentowany; rzeczywiście preferuje on, przynajmniej momentalnie, boksować się lub robić podobne rzeczy, gdyż najlepsze oceny uzyskuje z wychowania fizycznego; po prostu nie jest dobry z innych przedmiotów.</p>
<p>   Wcześniej, niespełna trzydzieści lat temu, gdy ktoś dostał zły stopień, to był skończony, wyrzucony. Dzisiaj idziemy na kompromis. Co się tyczy artyzmu, idziemy obecnie tak daleko, że wysyłamy utalentowanego młodzieńca do szkoły artystycznej. Jeśli staje się jasne, że ten chłopak nie jest dobry w matematyce i że nie ma talentu językowego, albo że przedmioty naukowe są dla niego zamkniętą księgą i że tak już pozostanie, ale że jest utalentowanym artystą – to zostanie muzykiem. Reszta edukacji zostaje i tak później w życiu zapomniana. Zapominamy dziewięć dziesiątych spośród tego, czego na codzień nie potrzebujemy. Jedynie ta wiedza nabyta, która jest potrzebna, pozostanie z nami.</p>
<p> <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/holy_sepulchre.jpg?t=1267404082"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/holy_sepulchre.jpg?t=1267404082" alt="" width="504" height="338" /></a>  Dlatego selekcjonujemy utalentowane jednostki bez względu na ich pozycję społeczną i pochodzenie; i wierzcie mi, eliminujemy w ten sposób większość trosk społecznych bazując na dwóch faktach. Po pierwsze tworzymy wspólnotę, której przywództwo pochodzi z ludu, czyli zna troski zwykłych ludzi. Poprzez nieustanne uzupełnianie od dołu do góry, czynię to, co zawsze czynił  Kościół Katolicki, który drogą celibatu – księża nie mogą mieć dzieci – zawsze zmuszony był do znajdowania nowych księży spośród ludu. <a name="retAH2" href="#AH2">(2)</a> To dlatego mamy księży pochodzących z rodzin biurokratów niskiego szczebla, drobnego biznesu, jak też spośród niegdysiejszych chłopców z roli i tak dalej. To stanowi o sile tego tak zwanego kościoła wojującego. I ja selekcjonuję również tak jak oni – nie poprzez celibat, gdyż go nie potrzebuję <em>(słychać wyrazy uznania i wesołości wśród słuchaczy)</em> – generację spośród narodu. Cała populacja jest przesiewana i to tworzy, w miarę upływu czasu, przywództwo narodu, zaznajomione z codziennymi problemami życia; ich doświadczenie uzyskiwane jest w ich młodości poprzez bycie z krewnymi, rodzicami etc.</p>
<p>   Jednak oni sami wyrastają ponad pozostałych; przyjrzyjcie się moim Gauleiterom, którzy są wyjątkowo praktyczni, wiedzą o co chodzi i są zdolni do rozwiązywania powszechnych problemów dzięki swemu zdrowemu rozsądkowi. Gauleiterzy i inni urzędnicy otrafią to czynić niemal z zawiązanymi oczyma, bo sami tego doświadczyli. Jestem w stanie rozwiązywać kwestie społeczne, gdyż wprowadzam szeroką gamę elementów społecznych.</p>
<p><a name="AHspo" href="#retAHspo"><strong>Społeczeństwo bezklasowe</strong></a></p>
<p>   A po drugie jestem w stanie rozwiązywać problemy poprzez wprowadzanie do kierownictwa najlepszych i najenergiczniejszych ludzi, w ten sposób uniemożliwiając wszelką próbę kontrrewolucji, lecz przede wszystkim po to, aby zademonstrować, że to <em>jest</em> społeczeństwo bezklasowe. Wierzcie mi, gdy mówię, że ideały są generalnie ważniejsze niż tak zwane „realia”, i jest to szczególnie prawda w odniesieniu do nas, Niemców. Nie zapominajcie, my Niemcy jesteśmy tak zatroskani o ideały, że prowadziliśmy Wojnę Trzydziestoletnią o to jedynie, by rozstrzygnąć czy Komunia Święta winna być przyjmowana pod jedną postacią czy pod dwiema, oraz z powodu innych ważnych rzeczy. (sarkazm)</p>
<p>  Dlatego jest ważne dla tego narodu przekonanie, że przywództwo składa się z przedstawicieli całego społeczeństwa, a jest to ważne szczególnie dla kobiet i matek. Ponieważ jest rzeczą specjalną dla matki, by zdawać sobie sprawę, że dziecko, które nosi, może naprawdę osiągnąć „Bóg wie co” w tym państwie. I jeśli dziś patrzymy obiektywnie na pozytywne osiągnięcia, nie te polityczne na początku, które w każdym wypadku były przeważnie okropne – jeśli uczciwie wziąć te osiągnięcia pod uwagę – te, które formują cały naród, jak aspekty kulturalne i naukowe, zdobycze socjalne narodu, osiągnięcia intelektualne i inne; i jeśli potrafimy dostrzec, że wszystkie one są produktami indywidualnych jednostek ludzkich; i jeśli mogliby oni wsszyscy pojawić się przed maszymi oczyma, wtedy wszyscy ci nieznani wynalazcy, badacze, naukowcy, inżynierowie, technicy i chemicy etc mogli powstać, tak jak wielcy artyści, muzycy naszego narodu i Bóg wie kto jeszcze, komu winniśmy dziękować (za osiągnięcie wyżyn kulturowych) i komu winniśmy wdzięczność za fakt, że jesteśmy w stanie mówić językiem – zaiste, że z dumą możemy twierdzić, że jesteśmy Niemcami – moglibyśmy nagle zobaczyć, niczym w czarach, matkę stojącą obok każdego z nich. I ujrzelibyśmy czym te matki naprawdę były; jakimi biednymi małymi istotami – żonami wieśniaków. Żonami robotników, żonami drobnych artystów etc.</p>
<p>  <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/MuterUndKind.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/MuterUndKind.jpg" alt="" width="313" height="435" /></a> A jakie znaczenie mają synowie tych matek? Jest coś ogromnie considerate w narodzie, który, zdawszy sobie sprawę, że nawet jeśli są różnice w zdolnościach i w konsekwencji także w zakresie osiągnięć (i tak już zawsze będzie), staje się przekonany, że jeśli znajdzie się utalentowane dziecko, <em>gdziekolwiek</em> się ono znajdzie, należy się o nie zatroszczyć za wszelką cenę i pomóc mu zamiast stwarzać sztuczne przeszkody na jego drodze z powodu jego urodzenia (czyli: pochodzenia – przyp MM); (w przeciwieństwie do Niemiec z przeszłości) państwo dopomaga uzdolnionemu dziecku pokonać przeszkody (finansowe i klasowe).</p>
<p align="center"><em>(burzliwa owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;">    Eliminuje to ostatnie resztki marksistowskiej teorii klasowej. I, Panowie, jest to to przekonanie – przeważające wśród szerokich mas Niemców – za które my, czyli my wszyscy możemy być wdzięczni: umożliwia ono starym niemieckim robotnikom iść do pracy w fabrykach, czego część z nich odmawiała w 1917 roku. Jeżeli pracują dzisiaj, to dlatego, że są przekonani, że walczą dla swojego kraju; jest to <em>ich</em> państwo, nawet jeśli są jedynie zwykłymi robotnikami. Ale wiedzą oni, że w <em>tym</em> państwie cieszą się prawami obywateli elity – posiadają totalną równość, która daje im ogromną władzę – i są przekonani, że <em>to</em> państwo, jeśli dane mu będzie rozwijać się, zadba o ich dzieci i że każdy traktowany będzie zgodnie ze swymi zdolnościami.</p>
<p>   I uczyniłem to – z pewnością mogę to powiedzieć &#8211; nie raniąc nikogo. Bo można to również osiągnąć przez niszczenie wszystkiego najpierw, jak to zrobili bolszewicy i przez zabijanie i tak dalej – <em>a ja tego nie zrobiłem</em>. A ponieważ wierzę w proces selekcji, który sprawdził się już w przeszłości, to wiem, że przywództwo dnia dzisiejszego jest produktem procesu selekcji z przeszłości. A ponieważ wierzę <em>również</em> w dziedzictwo, to widzimy tutaj kontynuację linii dziedzicznej. Dlatego nie chciałem niszczyć tego starego dobra, lecz wychować coś innego. Chciałem zachować je i wymieszać z tym nowym w miarę upływu czasu.</p>
<p>   Ze nie jest to łatwe, można iść o zakład. Byłoby dla mnie znacznie łatwiejsze pozbycie się wszystkich starych elementów, jak to zrobiono w bolszewizmie, by je wykorzenić i zacząć coś zupełnie nowego. W takim wypadku to porównanie nie byłoby dzisiaj ewidentne. Muszę tu zaznaczyć, że wojna przynosi pewien swój ogromny efekt edukacyjny. Nigdy nie zostałbym narodowym socjalistą, gdyby nie Wielka Wojna. Lecz wojna miała, obok wszyskiego innego, co się zdarzyło, przemożny efekt edukacyjny. Byli tacy, co mawiali: „wiesz, narodowy socjalizm jest w porządku, ale jeśli sobie wyobrażam, że któregoś dnia będę uhonorowany, gdy będę siedział obok któregoś z tych proletariuszy, to musisz zrozumieć, według wszelkich reguł stosowności – jakże mógłbym? Przecież ja jestem <em>kimś </em>(część nieczytelna). Oczywiście ja też jestem zatroskany o mój naród, jako że my wszyscy dążymy do tego, by być zjednoczoną gromadą braci (wydaje się to brać ze Szwajcarii), ale w każdym razie trochę dystansu – dystansu, proszę pana! Tak, wszystko winno mieć swoje granice; nie powinniśmy wylewać dziecka razem z kąpielą!”.<br />
- Druga strona mówiła w zasadzie to samo: „<em>Co?</em> My mamy siedzieć razem z tymi grubymi rybami, tymi <em>kapitalistami</em>? Nie ma mowy, niech ci się nawet nie śni! Mamy swoją świadomość klasową, jesteśmy proletariuszami!”.  Tak więc mieliśmy świadomych klasowo z jednej strony, a z drugiej tych zatroskanych o ich pozycję społeczną i ten rodzaj uprzedzeń był nieraz twardszy niż betonowy wał, który obecnie budujemy (chodzi o <em>Wał Atlantycki</em> – przyp.).</p>
<p align="center"><em>(wyrazy wesołości i uznania)</em></p>
<p style="text-align: left;"><em> </em>   Jednak mimo to udało nam się przełamać te uprzedzenia i bez względu na retorykę obu stron zbudować partię – choć z wieloma niepowodzeniami. I to właśnie dlatego, Panowie, jestem odporny na kryzys. Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie nawet niepowodzeń, które znosiłem w życiu! To, czego doświadczamy obecnie w niepowodzeniach militarnych, służy jedynie obnażeniu błędów, jakie popełniliśmy poprzednio, co może jedynie pomóc nam ulepszyć naszą organizację następnym razem. Jest to jednak nieistotne w porównaniu do trudności, jakie miałem, gdy usiłowałem zbudować partię.</p>
<p> <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Sturm.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Sturm.jpg" alt="" width="329" height="454" /></a> Nigdy nie mówcie, „ale to było nieważne”. Panowie, ta partia była moim życiem i została zbudowana na przeświadczeniu, że los Niemiec zawisł na włosku, tak jak obecnie w tej wojnie; i gdybyśmy nie byli zdolni zorganizować się wtedy, to pewnego dnia fala bolszewicka zalałaby Europę. W to, że państwo polskie mogłoby temu zapobiec, albo jakiekolwiek inne państwo, nie wierzy już nikt, szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę to, czegośmy się zdołali dowiedzieć <a name="retAH3" href="#AH3">(3)</a>. I moja bitwa 1933 roku była częścią tej walki, z odniesieniem do pytania: „być albo nie być”.</p>
<p>   Byłem przekonany w tamtym czasie, że wszystkie te niepowodzenia należało przezwyciężyć, gdyż historia uczy nas, że każdemu przedsięwzięciu towrzyszyły niepowodzenia i należy ten fakt zaakceptować. Wymieńcie bodaj jedno wielkie wydarzenie historyczne, które nie byłoby okupione niepowodzeniami. Niemożliwe.</p>
<p>  Każde państwo musiało pokonywać kryzys na swej drodze. Możecie być pewni, że nie było ani jednego wielkiego człowieka, który nie musiał przezwyciężać kryzysu; ani jednego. Wielcy, sympatyczni ludzie w niemieckiej historii to ci, którzy musieli pokonać największe kryzysy i którzy musieli o to walczyć. Weźmy na przykład, z nowszych czasów Marcina Lutra lub tym bardziej Fryderyka Wielkiego czy choćby Ryszarda Wagnera – wszyscy oni w kompletnie różnych dziedzinach, jako że wybrałem trzech z rozmaitych dziedzin – wszyscy trzej byli ludźmi, którzy (fragment nieczytelny) zwalczali wielkie trudności i osiągnęli cel dzięki swemu uporowi i wytrwałości.</p>
<p><a name="AHłą" href="#retAHłą"><strong>Łączenie dwóch idealizmów</strong></a></p>
<p>   Był jednak jeszcze jeden problem, który należało rozwiązać, jeśli Niemcy miały się odrodzić. Nie była to po prostu sprawa porządku społecznego. Nie, najważniejszą sprawą było spróbować i zmobilizować te elementy intelektualne, już obecne, które już w przeszłości okazały się siłą wiodącą potrafiącą pomyślnie pchnąć ludzi do dania z siebie wszystkiego. Istniały dwa główne punkty widzenia: z jednej strony ideał nacjonalistyczny, maskowany i rozmaicie definiowany, lecz jednak siła, która tym niemniej była zdolna do mobilizowania w roku 1918 setek tysięcy ochotników gotowych do walki i ryzyka utraty życia we <em>Freikorps</em> – a nie można spodziewać się większej formy idealizmu od zwykłego człowieka niż tej, w której gotów jest on stracić życie dla wyższego celu, jeśli to konieczne.</p>
<p>   Lecz idealiści stali również po drugiej stronie barykady: komuniści, którzy wierzyli, że walczą o wyższy ideał komunistyczny. Tak więc mieliśmy dwa fenomeny zwalczające się nawzajem. Z jednej strony był nacjonalista, bardzo biedny diabeł, również krańcowo biedny oficer; z drugiej zaś strony był komunista lub spartakusowiec, członek USPD itd –również biedne diabły. Te segmenty społeczeństwa kapitalistycznego, które były usatysfakcjonowane systemem, nie walczyły; oczywiście nie trzeba dodawać, że dotyczyło to również liderów żydowskich i marksistów.</p>
<p>   Było zatem jasne od samego początku, że nowy ruch, który można było nazwać w inny sposób, musiał wziąć pod uwagę te dwa elementy rewolucyjne. Nie można było powiedzieć: „nie uznajemy ich istnienia i odrzucamy je”; nie, musieliśmy uznać, że stanowią one siły same w sobie.</p>
<p>   Wtedy definicje tych dwóch konceptów były diametralnie przeciwstawne. Jeden z nich stał po prawej, drugi po lewej stronie barykady. Ja osobiście stałem na samej barykadzie i naturalną koleją rzeczy ostrzeliwany byłem przez obie strony. Usiłowałem zdefiniować dla nich nowy koncept z mottem, że ostatecznie nacjonalizm i socjalizm są tym samym pod pewnymi względami; że umieszczając je w centrum, nie promowałem jakiegoś specjalnego konceptu klasy lub pozycji społecznej jako trzeciego oponenta, lecz raczej próbowałem zgrupować wszystkich tych ludzi w centrum tego, co było i jest pożądane. Socjalizm nie był w takim wypadku, tak jak i nacjonalizm, niczym więcej niż walką za cały naród jako jedną wspólnotę.</p>
<p>   Byłem wówczas atakowany zarówno przez lewicę jak i prawicę. Lewica deklarowała, że było niemożliwym połączyć się z nacjonalizmem, bo „nacjonalizm” reprezentował burżuazję, z drugiej zaś strony burżuazja odrzucała socjalizm, bo był on uważany za koncepcję marksistowską, t.j. za koncepcję internacjonalistyczną.</p>
<p>   Tym niemniej jedna rzecz była teraz jasna: „rasa” (Volk) i „naród” (Volk) nie są jednym i tym samym. Mogłem sobie wyobrazić naród z nieliczną klasą wyższą i podążającą za nią totalnie zabiedzoną masą publiczną: zrujnowaną, zawszoną i brudną, ale wyszkoloną w ślepym posłuszeństwie. Taki wizerunek nie przynosił mi jednak satysfakcji; był dla mnie ohydny. Tym, w co ja wierzyłem jako ideał wart realizacji, był naród, który jako całość był obrazem zdrowia. Gdyż na dłuższą metę nie byłbym w stanie reprezentować interesów państwa posiadającego ciało inne niż zdrowe: gdyż inne <em>ciało</em> pewnego dnia uległoby dezintegracji, najpóźniej wtedy, gdy pojawiłby się katalizator mogący zjednoczyć i zmobilizować tę masę lewicową, a byłoby nim obce ciało judaizmu.</p>
<p>   Dlatego też musiałem przedstawić nowy, popularny koncept, a mogłem to zrobić jedynie poprzez wyobrażenie przyszłego społeczeństwa jako społeczeństwa idealnego, w którym przeciętna osoba cieszy się w praktyce najwyższym poziomem edukacji, kultury i standardów życiowych. I gdy uznało się to za ideał, to wierzcie mi, gdy mówię, że jest to tak satysfakcjonujące staranie się o naród, jak dla dowódcy kompanii staranie się o swych żołnierzy; on również zaczyna uważać swych ludzi za sens swej egzystencji. Nie ma niczego takiego w  nich, co nie stanowiłoby przedmiotu jego zatroskania; nigdy nie ma niczego takiego, czego potrzebują, a o czym on by nie wiedział; widzi w nich przedłużenie siebie samego. Troszczy się o każdego z nich itd, a im bardziej jego ludzie są usatysfakcjonowani, tym bardziej usatysfakcjonowany jest on sam i wysoko to sobie ceni. Oto czym to jest dla kogoś, kto przewodzi narodowi.</p>
<p><a name="AHprz" href="#retAHprz"><strong>Przezwyciężanie państwa klasowego. Usunięcie Żydów</strong></a></p>
<p>   Dlatego też uczyniłem celem mego ruchu przezwyciężenie starego państwa klasowego. – Teraz, muszę przyznać, w pewnym sensie było to łatwe. Wśród nas Niemców, mieliśmy ogółem około 800,000 Żydów: w Ostmark (Austria) ponad milion, a razem z Sudetenland znacznie ponad milion. Byli oni wśród naszego narodu obcym obiektem, który systematycznie brał się za zajmowanie wszyskich kluczowych pozycji, a gdy to było osiągnięte, następni z tej samej obcej grupy udawali się ich śladem. Niektórzy nigdy nie zrozumieli dlaczego postępowałem tak brutalnie w tej kwestii; to jest ludzie, którzy winni mi za to dziękować, nie rozumieli. Gdybym tego nie uczynił w moim wysiłku zbudowania zjednoczonego społeczeństwa, musiałbym przearanżować pozycje zajmowane przez starszych, tych, co byli na swych posadach ze względu na swoje zdolności lub przez czyjąś protekcję.</p>
<p>   Usunąłem Żydów z tych pozycji; usunąłem ich bezwzględnie. I tutaj też postąpiłem tak jak postępuje natura – nie brutalnie lecz rozsądnie – by zachować najlepszych, i w ten sposób uczynić osiągalnymi setki tysięcy posad. W ten sposób nie tylko zapobiegłem prezentowaniu siebie przez „narodowy intelekt” jako proletariacki, lecz byłem w stanie przesunąć powoli dziesiątki tysięcy zdolnych dzieci narodu na te posady. Uwolniłem nieprzeliczone liczby studentów (?), którzy hodowali torf, i zaoferowałem im posady. Ale umożliwiłem także setkom tysięcy robotników i dzieciom rolników przygotowanie się do tych posad, które były uprzednio zapełnione Żydami – obcym ciałem.</p>
<p align="center"><em>(żywa owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;"><em> </em>   Miało swoją inną jeszcze dobrą stronę, Panowie, ponieważ usunęło ów katalizator z szerokich mas, o którym już była mowa. Poprzez usunięcie Żydów wyeliminowałem wszelką możliwość stworzenia rdzenia rewolucyjnego. Mówiono mi: z całą pewnością, ale czy nie można było tego zrobić w prostszy sposób, a jeśli nie prostszy, gdyby wszystko inne stało się bardziej skomplikowane, to w bardziej ludzki? Panowie oficerowie, toczymy walkę na śmierć i życie. Gdyby nasi wrogowie i oponenci odnieśli sukces, naród niemiecki zostałby wyeliminowany. Bolszewizm powyrzynałby milionz, miliony i miliony naszej inteligencji. A czego by się nie dało zabić strzałem w potylicę, zostałoby wywiezione gdzie indziej.  Dzieci przedstawicieli wyższych sfer zostałyby zlikwidowane. Całe to bestialstwo zostało zorganizowane przez Żydów. Bomby zapalające, tak jak i inne bomby, spadają na nasze miasta, nawet jeśli nasi nieprzyjaciele wiedzą, że jedynymi, których one zabijają, są kobiety i dzieci. Zwykłe pociągi pasażerskie są ostrzeliwane, tak jak i rolnicy na polach. W ciągu jednej nocy w Hamburgu straciliśmy ponad 40,000 kobiet i dzieci. Zostali spaleni. Nie spodziewajcie się po mnie niczego innego niż faktu, że będę reprezentował nasze interesy narodowe w sposób najbardziej efektywny i przynoszący największą korzyść naszemu narodowi niemieckiemu.</p>
<p align="center"><em>(długotrwała żywa owacja)</em></p>
<p align="center"><em> </em>   Tutaj, tak jak i w innych sytuacjach, humanitaryzm stanowiłby największe okrucieństwo wobec własnego narodu. Gdyż, jeśli i tak będę znienawidzony przez Żydów, to nie chciałbym przepasować korzyści, jakie daje ta nienawiść.</p>
<p>  <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Reichstag.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Reichstag.jpg" alt="" width="320" height="222" /></a> Naszą korzyścią jest to, że mamy teraz dobrze zorganizowane społeczeństwo i żadni outsiderzy nie mogą nas pouczać. Porównajcie to z sytuacją innych państw. Byliśmy świadkami tego, co się dzieje, gdy państwo obiera pójście w przeciwnym kierunku, tak jak Węgry. Całe państwo ulega rozkładowi i korozji. Żydzi są wszędzie, aż po najwyższe pozycje. Żydzi za Żydami, całe państwo stanowi jedną sieć szpiegów i agentów, którzy pozostawali nieaktywni, gdyż obawiali się, że jeśli będą działać, to my się wmieszamy – jednak wyczekiwali na swój czas. Interweniowałem tam również i ten problem też został rozwiązany, jednak muszę powiedzieć: Żydzi uczynili swoim celem eliminację ludów niemieckich (t.j. Niemców w krajach całej Europy).</p>
<p>   <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/massgraves.jpg?t=1267364299"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/massgraves.jpg?t=1267364299" alt="" width="300" height="368" /></a>Wyjaśniłem Reichstagowi 1 września 1939 roku, zaznaczając, że jeśli ktokolwiek wierzył, że naród niemiecki zostanie wyeliminowany poprzez wojnę, to się mylił; że jeśli żydostwo popróbuje tego, to wtedy Żydzi, a nie Niemcy, zostaną wyeliminowani.</p>
<p align="center"><em>(żywa owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;"><em> </em>   W ten sposób prawdopodobnie uczyniliśmy największy krok ku porządkowi wewnętrznemu. Wszystko potem znalazło się na swoim miejscu. I w tym miejscu pragnąłbym powrócić do początku moich rozważań i terminu „etos” (Weltanaschauung). Zaznaczyłem, że nie jest to niczym więcej niż poglądem na świat, odzwierciedlającym najnowsze percepcje naukowe, które są najrozsądniejszymi percepcjami. Do każdego problemu podchodziłem w ten sposób. Oto w jaki sposób uporaliśmy się z problemami ekonomicznymi. Panowie, my rozwiązaliśmy problemy ekonomiczne, o których tak zwani eksperci mówili, że nie mogą zostać rozwiązane. Rozwiązaliśmy problemy kulturowe. Oto, co nam mówili: <em>„Co, chcecie usunąć Żydów? Ha-ha! Postępując w ten sposób, usuniecie wszystkie pieniądze; nie będziecie mieli więcej pieniędzy!”</em> Jak gdyby to Żydzi byli elementem tworzącym pieniądze! Pieniądze mają sens jedynie, jeśli stoi za nimi namacalna wartość państwa. A ta wartość nie została stworzona przez Żydów, lecz przez ludzi, którzy albo wymyślali cenne rzeczy albo je tworzyli. Żydzi wcisnęli się pomiędzy wynalazcę, producenta i konsumenta. W przypadku Żydów mamy do czynienia z regulatorem, który stanowi przeszkodę. Usunąłem ten regulator, który regulował przepływ poprzez zamykanie lub otwieranie, zależnie od sposobności.</p>
<p>   W młodości często odwiedzałem Deutsches Museum w Monachium – w owym czasie pierwsze wielkie muzeum techniki,ó. Byłem niezmiernie zainteresowany ekspozycją; a będąc tam, usiłowałem ustalić, co spośród wszystkiego, co wynalezione zostało przez ludzkość, zostało wynalezione przez Żydów? Żydów, którzy dominują nad wszystkim: całą gospodarką, naszym przemysłem, zdominowali wszystko! Ale co wynaleźli? Gdzie są żydowscy wynalazcy? Nie dało się znaleźć żadnego, nawet jednego!</p>
<p>   To samo pytanie można postawić odnośnie życia kulturalnego. Mówiono mi: „jeśli usuniesz Żydów, to równie dobrze możesz pozamykać wszystkie teatry!”. Ale kto w istocie stworzył naszą kulturę? Żydzi? Kim są nasi najwięksi poeci (fragment neczytelny, prawdopodobnie <em>filozofowie i kompozytorzy</em>) – czy to byli Żydzi? Jak było to możliwe, że Żydzi postrzegani byli jako twórcy dzieł tworzonych przez największych Niemców, po prostu dlatego, że rozpowszechniali wiedzę o największych Niemcach?</p>
<p>   Ten eksperyment dowiódł, że miałem rację. Usunąłem Żydów. Niemieckie teatry są bardziej popularne niż kiedykolwiek. Niemiecki przemysł filmowy kwitnie. Niemiecka literatura, niemiecka prasa: czytana jak nigdy przedtem. Teatr? – o wiele lepszy!</p>
<p>   Brak moralności został wyeliminowany w nieliczonych miejscach, a nie staliśmy się fałszywie pruderyjni. Gdyż i w tej dziedzinie wystarczyło, że trzymaliśmy się mocno jednej zasady, którą było przetrwanie naszej rasy; zachowanie naszego własnego rodzaju. Wszystko, co pomaga w zachowaniu tej zasady, jest słuszne, a wszystko to, co jest dla niej szkodliwe, jest niesłuszne.</p>
<p align="center"><em>(żywa owacja)</em></p>
<p><a name="AHroz" href="#retAHroz"><strong>Rozrachunek z przeszłością &#8211; tradycja a współczesność</strong></a></p>
<p>   Stosownie do tego, podjęliśmy rewolucyjne kroki w niektórych obszarach i zdaję sobie sprawę, że nie będą one zrozumiane, choćby nie wiadomo co, głównie przez tych, którzy nie śledzili naszego ruchu z naukowego punktu widzenia, lub też byli niezdolni, by to uczynić. Również my często kolidujemy ze starymi percepcjami, starymi konceptami moralnymi i tak dalej. Jednak często zapominamy, że te koncepty moralne są jedynie nieuczciwymi konceptami, które, na przykład, nawet nie istnieją u każdego ludu, gdyż każdy lud postrzega je inaczej. Czegóż nie musialiśmy eliminować!</p>
<p style="text-align: left;">   Jednak, Panowie, w procesie konstrukcji nowego wielkiego społeczeństwa, albo w procesie organizowania wspólnoty ludowej na wielką skalę, zawsze trzeba pozbywać się starych tradycji, zawsze!</p>
<p>   Pozwólcie, że powrócę do aspektu wojskowego. Formacja państwa Prus – zaczynam od rdzenia naszej Rzeszy – był w końcu procesem stopniowej eliminacji licznych tradycji innych małych państw. A to zawsze jest bolesne. Formacja Rzeszy Niemieckiej – począwszy od Związku Północno-Niemieckiego – a później samej Rzeszy Niemieckiej – była, po raz kolejny, atakiem na liczne stare tradycje. Wierzcie mi, oczywiście nie było łatwym dla Bawarczyka zrzeczenie się własnej historii albo zrzeczenie się wydarzeń ściśle związanych z historią Bawarii.. Dodatkowo proces ten nie był wcale łatwiejszy dla Hanowerczyków; nie był łatwiejszy dla Saksończyków; nie był łatwiejszy dla Wűrttemberczyków; nie był łatwiejszy dla Austriaków: również Austria była wielkim krajem swego czasu. W pewnym momencie tych 9 milionów Austriaków rządziło 56 milionami ludzi różnych ras. Rezygnacja z własnej niepodległości jest zawsze trudna. Ale gdzież byśmy byli, gdyby to zjednoczone państwo niemieckie nie zostało stworzone?</p>
<p>   Tym niemniej zawsze podkreślałem rzecz następującą: nie jest to dokonywane z pogardy lub lekceważenia dla osiągnięć innych jednostek ludzkich. Gdy będzie zbudowana w Berlinie hala wojskowa, <em>wszyscy</em> wielcy niemieccy dowódcy z naszej historii zostaną w niej unieśmiertelnieni; postaram się o to, by wszyscy oni zostali upamiętnieni, bez względu na to gdzie walczyli w swoim życiu. Będzie tam Fryderyk Wielki, jak również jego generałowie; ale też z drugiej strony Daun, Laudon, historyczni wrogowie Niemców z przeszłości, o ile byli godnymi przeciwnikami, zostaną tam wystawieni jako brać. Zjednoczyliśmy w naszej Rzeszy wszystkie tradycje różnych państw niemieckich z przeszłości, jak również wszystkich poszczególnych plemion, co jest rzeczą godną dumy.</p>
<p>   W <em>Reichshalle</em> w Berlinie znajdziecie pomniki wszystkich bohaterów niemieckich, tych z przeszłości i teraźniejszości i zostaną oni tam złożeni na spoczynek razem, jako bracia, bez względu na to do jakiego plemienia należeli; o ile tylko są oni godni bycia pamiętanymi przez wszystkich Niemców, pamięć o tych ludziach zostanie przedłużona. Oznacza to, że w tym państwie równoczesna pamięć całej wielopostaciowości naszej niemieckiej historii będzie utrzymana i jest to konieczne. Wiele z togo, co jest szkodliwe dla jednostki, zostanie wyeliminowane i jest to konieczne.</p>
<p><a name="AH3r" href="#retAH3r"><strong>Cel istnienia Trzeciej Rzeszy</strong></a></p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 290px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Hermann.jpg?t=1267367348"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Hermann.jpg?t=1267367348" alt="Hermann der Cherusker - pogromca Rzymian w Lesie Teutoburskim" width="280" height="422" /></a><p class="wp-caption-text">Hermann der Cherusker - pogromca Rzymian w Lesie Teutoburskim</p></div>
<p>   Panowie, oto dlaczego nigdy nie uważałem roku 1933 za pierwszy rok niemieckiej historii. Wówczas wielu pytało mnie: „dlaczego nie mówisz Rok Nr 1, Rok Nr 2?”. To by pasowało do Anglików z ich megalomanią! Gdy ktoś zapytał mnie: „Który rok uważasz ża pierwszy w niemieckiej historii?” – Odpowiedziałem mu: „szczerze, nie wiem, najpóźniej była to bitwa w Lesie Teutoburskim, ale być może nawet wcześniej, po niektórych bitwach Teutonów i Cimbri. Dlaczego nie? Wszystko to jest historia Niemiec. Gdy dziś patrzę na niemiecką historię jako część wielkiego obrazu, uważając dzisiejsze państwo niemieckie jako produkt końcowy aspiracji niemieckiej działalności militarnej i politycznej, to mam prawo do jednoczenia wszystkiego tego, co zostało osiągnięte przez Niemców w przeszłości. Tak więc niech któryś z tych śmiesznych Brytyjczyków przyjdzie i skonfrontuje się z nami! Mogą kolportować swoje śmiechu warte opowieści o królach angielskich, gdy ja za to wymienię naszych cesarzy. Mogę powiedzieć Brytyjczykom, że w czasie, gdy Anglia składała się z jednej śmiesznej wyspy, niemieccy cesarze przejeżdżali tysiące kilometrów, reprezentując Rzeszę Niemiecką.</p>
<p align="center"><em>(żywa owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;"><em> </em>  Czym była Anglia wtedy? Małą, śmieszną enklawą zaludnioną przez Teutonów, niczym więcej.</p>
<p>    Niemiecka historia nie zaczęła się z nami, ale zostanie ukończona przez nas. Ta tak zwana Trzecia Rzesza ukończy to, do czego aspirowała Pierwsza Rzesza, a której aspiracje zostały przeoczone przez Drugą Rzeszę; ale cel Pierwszej Rzeszy zostanie ostatecznie wypełniony przez tę, Trzecią Rzeszę. Oto, do czego dąży to państwo. Wszystkie ogromne organizacje, założone wraz z partią jako modelem, służą temu celowi jedynie, uformowane z zaczynu, ciała naszego narodu.</p>
<p><a name="AHnsdap" href="#retAHnsdap"><strong>Cel istnienia NSDAP</strong></a></p>
<p>   <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/PrzewodziPartia.jpg?t=1267365800"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/PrzewodziPartia.jpg?t=1267365800" alt="" width="290" height="408" /></a>I w tym miejscu muszę wspomnieć sprzeciw, jaki często słyszymy. Mówi się nam: „Z pewnością wszystko to miało miejsce, ale dlaczego wciąż utrzymujecie partię jako małe ciało wewnątrz niemieckiego ciała narodu?”. No cóż, jak już wspomniałem wcześniej, całość narodu nie nadaje się do przewodzenia. W przeszłości nasza partia sformowana została spośród tych, którzy gotowi byli walczyć w naszych zmaganiach. Odkąd nie jestem w stanie stworzyć więcej komunistów do zwalczania przez naszą partię, wobec tego partia kontynuuje walkę posługując się innymi metodami. Jesteście świadkami, że nasza niemiecka młodzież jest uczona dzielności i gotowości do wszelkiej akcji. Dzieje się tak dlatego, gdyż byłoby szaleństwem zakładać, że jedynie dowódca organizacji militarnej winien być odważny, gdy tymczasem nie ma potrzeby odwagi w organizacjach politycznych. Panowie, w ostatecznym rozrachunku to organizacje polityczne administrowały wszystkim tym, co zostało osiągnięte poprzez akcję wojskową w minionych stuleciach. Jeśli były tchórzliwe w swej administracji, to utracone zostało wszystko to, co uzyskano orężnie.</p>
<p>   Dlatego też nie mogą być nigdy wystarczająco odważne. Wręcz przeciwnie: odwaga ma najważniejsze znaczenie; odwaga cywilna jest rzeczą rzadką i winna ona być kultywowana. Aby partia przyszłości mogła składać się z najlepszych i najodważniejszych, musimy wyselekcjonować odpowiednich rekrutów z dzisiejszej młodzieży. Ona będzie zatem solidnym przywództwem. Wojskowi mniej niż ktokolwiek inny powinni mieć do tego zastrzeżenia. To tak, jakby spojrzeć na to w ten sposób: uczymy wszystkich Niemców miłowania kraju i bycia gotowym do obrony go; po co zatem potrzebujemy organizacji militarnej? Nie potrzebujemy jej! Już wpoiliśmy koncept odpowiedzialności militarnej wszystkim Niemcom; wiedzą oni, że muszą walczyć. – Tak, Panowie, organizacja militarna jest jedynie szkołą, w której naucza się posługiwania się bronią. Jeśli usuniemy tę szkołę, wtedy szkolenie teoretyczne stanie się bezużyteczne i wtedy ruch stanie się jedną całością z narodem, szkołą i przywództwem (wszystkie staną się „spokrewnionymi towarzyszami życia”), jak próbowałem zademonstrować Wam w skondensowanej formie w ciągu kilku minut. Chciałbym zaznaczyć, że gdybym miał naszkicować całość rewolucji w szczegółach – którą to rewolucję postrzegam jako rewolucję zdrowego rozsądku w przeciwieństwie do rewolucji szaleństwa – to zajęłoby to naturalnie wiele, wiele godzin. Dwadzieścia albo i trzydzieści wykładów stałoby się koniecznością, gdyż dotyka ona niemal wszystkich problemów życiowych. Musiałbym przyjąć nowe podejście w wielu kwestiach, gdyż pod ciężarem starych tradycji itd, pod zbiorem starych domowych rupieci pokrytych kurzem sprawy zatracają swoją klarowność.</p>
<p><a name="AHrew" href="#retAHrew"><strong>Rewolucja nie dobiegła jeszcze końca</strong></a></p>
<p>   Zebraliśmy wszystko i włączyliśmy jak planowaliśmy, usiłowaliśmy ulepszyć i ta praca postępuje nadal. Nie jesteśmy u końca tej rewolucji, lecz jedynie w pierwszym jej roku. Objaśnienie wszystkiego w szczegółach zajęłoby „całą wieczność”, co jest niemożliwe.</p>
<p>   W zakończeniu chciałbym dać Wam do zrozumienia, że jest to ogromne wydarzenie i że jedynie w tym kontekście można pojąć olbrzymią zmianę, jaka dokonała się w narodzie niemieckim oraz jego gotowość do zaakceptowania jednego przywódcy i do zniesienia całego znoju, jakim obciążony jest naród niemiecki obecnie. A historia pokazała, że ruch taki jak nasz, jest w stanie zdziałać cuda. Gdy francuskie armie rewolucyjne zebrały się, by bronić swych ideałów rewolucyjnych, które w końcu zainspirowały miliony swymi galijskimi frazami, można było zaobserwować rozpad „gwardii”, częściowo dlatego, ponieważ rewolucja posuwała się naprzód i zaczęła ją niszczyć od wewnątrz, ale i dlatego, że posiadała wyższość intelektualną.</p>
<p>   Prusy ostatecznie załamały się w latach 1805/06 i to wtedy słowo „ojczyzna” (Vaterland) zaczęło się pojawiać, niebezpieczny termin w erze dynastycznej destrukcji, ponieważ reprezentował on pojęcie wielkiego państwa niemieckiego. Ci, którzy to pojęcie reprezentowali, byli, kilka lat później, skazywani na śmierć lub więzieni – jednak to pojęcie było tak potężne, że ci żołnierze, którzy zostali przez nie porwani, nawet jeśli byli produktem nienajlepszego szkolenia wojskowego, a zatem pod tym względem przeciętni, byli jednak zupełnie innymi bojownikami. Niech mi wolno będzie powiedzieć, że wiele spośród idei Scharnhorsta i niezrealizowanych wtedy, mogło jedynie powoli i systematycznie zostać zrealizowanymi w naszych siłach zbrojnych dnia dzisiejszego.</p>
<p>  <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ecclestones-heroes.jpg?t=1267364008"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ecclestones-heroes.jpg?t=1267364008" alt="" width="214" height="301" /></a> Dlatego też i w tym zakresie nie wypełniamy jedynie czegoś, co ktoś wyśnił, lecz to, co wypełniamy obecnie, stanowi intelektualny dorobek całych pokoleń. Jedyne, co robię, to nadanie (spójnego) kształtu tym percepcjom, by uformować je w polityczną i militarną rzeczywistość, jeśli tak życzycie sobie to określić. Oto moje zadanie.</p>
<p>   Mamy obecnie dwa inne przykłady: Rosja. Kto by przypuszczał, że carska Rosja postępowałaby tak jak Rosja bolszewicka dzisiaj? Jakąż różnicę stanowiła ideologia! I nie myślcie, że tego nie przewidywałem. Kilka dni przed początkiem obecnej wojny miałem rozmowę z Marszałkiem Rzeszy, Gőringiem, i powiedziałem mu wtedy: Gőring, to będzie nasza najtwardsza walka, o wiele! Marszałek Rzeszy zapytał: „Dlaczego pan sądzi, że tak będzie, Mein Fűhrer?”.  Ponieważ, odpowiedziałem, tutaj po raz pierwszy mamy oponenta reprezentującego światopogląd (Weltanschauung), ideologicznie fanatycznego przeciwnika.</p>
<p><a name="AHtra" href="#retAHtra"><strong>Transformacja światopoglądu. Jednolita edukacja polityczna</strong></a></p>
<p>   <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/hj.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/hj.jpg" alt="" width="300" height="430" /></a>Jednak Niemcy są również dowodem na to, czego może dokonać transformacja światopoglądu; z jednej strony są tycy, którzy nie są świadkami tej transformacji, i oni dostarczają nam ewidencji na to, co mogłoby się stać, gdyby ta transformacja  nie nastąpiła, tak więc muszę na zakończenie powiedzieć: oficerowie muszą odgrywać decydującą rolę w transformacji etosu. Chciałbym powiedzieć, że musi to być ich deklaracja wiary, gdyż są oni po raz pierwszy w naszej najnowszej historii w sytuacji niespodziewanej; mam na myśli to, że wszyscy reprezentujący państwo – to jest etos państwa – oraz urzędnicy państwowi, są zjednoczeni. Dodam jeszcze jedną myśl, tę mianowicie, że będę służył, by utrzymać to państwo, jako coś, co przez całe pokolenia przedtem było niemożliwością. Mogę jeszcze powiedzieć: nie jestem sam w swoich poglądach, jako że jedna grupa wiekowa za drugą, wyrosłe w tej linii nauczania, darzy mnie zaufaniem, i jedyne, co muszę czynić, to kontynuować tę edukację. Jeśli będę ją kontynuował, to będę posiadał narzędzie w ręku, które znam, wiedząc, że każdy członek mego narodu dzierży broń w ręku i pójdzie za mną tak jak niegdyś szedł za przywódcami politycznymi przedtem i jak za nimi zawsze będzie postępował. Żołnierze i oficerowie są zatem w pożądania godnej sytuacji, by kontynuować tę edukację, którą w tym państwie rozpoczęta została w dzieciństwie, gdyż małe dzieci zaczynają swą edukację w przedszkolu. Potem będą należeć do skautów i ich edukacja będzie kontynuowana. Ze skautów pójdą dalej do Hitlerjugend, potem do pracy w przemyśle i ich edukacja kontynuowana będzie tam. Podczas nauki rzemiosła będą otrzymywać tę samą jednolitą edukację. Ci młodzi ludzie po osiągnięciu 18 roku życia staną się członkami partii i znowu będą otrzymywali to samo wykształcenie. Część z nich wstąpi do SA – wciąż takie samo wykształcenie – lub do SS i otrzyma tego wykształcenia więcej. Potem włączą się do siły roboczej i będą uzyskiwali takie samo wykształcenie. <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/wehrmacht_the_formidable.jpg?"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/wehrmacht_the_formidable.jpg?" alt="" width="467" height="314" /></a>Potem armia: tutaj także edukacja musi być kontynuowana i kiedy zwolnieni zostaną po dwóch latach, zostaną natychmiast skierowani do ruchu politycznego i znowu otrzymywać będą dalej tę samą edukację. Będzie istniała jednolita edukacja od dzieciństwa aż po późny wiek. Wierzcie mi, ogół narodu tak wykształcony jest nie do zdarcia; rok 1918 nigdy się więcej nie powtórzy. Zawsze można polegać na narodzie edukowanym w taki sposób, bez względu na to jak złe są grzmoty i burze. Do jednej rzeczy nie wolno dopuścić: do przerwania tej edukacji i jest to obowiązkiem całego niemieckiego korpusu oficerskiego, by poświęcić się temu wspaniałemu zadaniu z fanatyzmem, aby odegrać rolę w tej zunifikowanej edukacji i poszerzać ją.</p>
<p>   Oni sami będą się uczyć podczas tego procesu i pozostaną poinformowani o naukowych percepcjach tak, że nie tylko będą trwać przy powierzonej im młodzieży, lecz zapewnią, że gdy oni sami przejdą dalej do innych zadań, strumień młodej krwi niemieckiej popłynie tym samym kanałem aż do późnej starości i pozostanie wolnym od wątpliwości i wszelkich wahań.</p>
<p>   To, co my wszyscy czynimy w tej mierze, stanowi wielką służbę narodowi niemieckiemu, ponieważ, wierzcie mi, masy chcą, by nimi kierowano. Tak jak lubią swego dowódcę kompanii i cieszą się, że mają kogoś, kto wie, jak dowodzić, kogoś zdolnego do unikania problemów (fragment nieczytelny) w grupach po 80, 100, 150 ludzi, tak i naród niemiecki szczęśliwy będzie, gdy będzie prowadzony przez zjednoczone przywództwo i w ten sposób chroniony przed wszelkim niepowodzeniami.</p>
<p align="center"><em>(żywa owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;"><em> </em>   Wierzcie mi, ludzie nie potrafią o tym zadecydować sami. Często byłem pytany: „dobrze, a dlaczego nie pozwolić ludziom decydować w tej kwestii?”. Zawsze podejmowałem decyzje, a następnie pytałem ludzi: zgadzacie się z tą decyzją? Jednak nigdy nie spodziewałem się, by ludzie podjęli decyzję. Jeśli przywództwo nie potrafi znaleźć w sobie odwagi, by podejmować decyzje, to czy mogę spodziewać się, że zwykli ludzie z mego narodu ją podejmą? Jeśli myśliciele nie potrafią osiągnąć zgody, to ktoś musi podjąć decyzję. I to jest właśnie to, co jest tak piękne w zawodzie oficera: jest rzeczą w oczywisty sposób niemożliwą, by kompania decydowała, lub batalion, lub nawet mój podwładny oficer, jaką decyzję podjąć.</p>
<p>   <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/gp0001.jpg?t=1267364403"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/gp0001.jpg?t=1267364403" alt="" width="253" height="360" /></a>Ale jakaś musi zostać podjęta i jeśli ma ona zostać podjęta w sytuacji krytycznej, to oficer może być dumny z jej podjęcia; gdy zaakceptował odpowiedzialność, nie jest ważne, że zdaje sobie sprawę z tego, że może się mylić.</p>
<p align="center"><em>(owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;">    Lepiej się mylić niż pozwolić masom na przekonanie, że to one rządzą, że decyzja należy do nich; byłoby to równoznaczne z deklaracją porzucenia przywództwa, deklaracja tchórzostwa. To nigdy nie może się zdarzyć.</p>
<p>   Dlatego jestem przekonany – jest to moje głębokie przekonanie – że ta konkretna wojna wzmocni ideę narodowego socjalizmu w siłach zbrojnych oraz że, gdy wygramy tę wojnę, to stanie się tak dzięki temu nowemu kształceniu narodu i dzięki nowym niemieckim siłom zbrojnym; oraz że dlatego musimy podążać za jednym tylko celem: by wzmocnić ogół narodu; uczynić go twardym aż w końcu stanie się nie do zniszczenia, by wypełnić przeznaczoną dla niego rolę w Europie.</p>
<p>   Nie może być wątpliwości co do jednego: albo przegramy tę wojnę – a to stanowiłoby koniec naszego narodu <a name="retAH4" href="#AH4">(4)</a> – albo wyjdziemy z niej zwycięsko – <em>i tak się stanie!</em> I to będzie początek naszego panowania nad Europą.</p>
<p style="text-align: center;"> <em>(długotrwała burzliwa owacja)</em></p>
<p style="text-align: left;"><em><br />
<strong>PRZYPISY</strong></em></p>
<p><a name="AH1" href="#retAH1"><strong>1.</strong></a> W tym miejscu Hitler odchodzi od prezentowanego w “Mein Kampf” spojrzenia na naród, rasę i rolę państwa w kwestii rasowej. W „Mein Kampf” jednoznacznie zaprezentowany został ten pierwotny pogląd w tomie 2 (“Ruch narodowo-socjalistyczny”), a konkretnie w rozdziale 2 “Państwo”, który w całości można przeczytać <a href="http://radioislam.org/historia/hitler/mkampf/ger/2-02.htm" target="_blank">w wersji niemieckiej</a> oraz w <a href="http://www.hitler.org/writings/Mein_Kampf/mkv2ch02.html" target="_blank">wersji angielskiej </a>.</p>
<p><a name="AH2" href="#retAH2"><strong>2.</strong></a> Zestawienie z kościołem katolickim oraz istniejącym w nim celibatem księży znajduje się także w &#8220;Mein Kampf&#8221;. Poniżej prezentowany jest pełny fragment z tamtej książki, w celu zademonstrowania pełnego kontekstu:</p>
<p>„Istnieje jeszcze inny powód, dla którego państwo winno przygotować się do takiej sytuacji. Nasza klasa intelektualna, szczególnie w Niemczech, jest tak zamknięta w sobie i tak skamieniała, że brakuje jej kontaktu z klasami poniżej niej. Dwie nieszczęsne konsekwencje z tego wynikają: po pierwsze klasa intelektualna ani nie rozumie szarokiech mas ani nie sympatyzuje z nimi. Jest od nich odcięta od nich tak długo, że nie jest w stanie posiadać jakichkolwiek związków psychologicznych z nimi, które pozwoliłyby jej zrozumieć je. Została odseparowana od ludu. Po drugie klasie intelektualnej brakuje niezbędnej siły woli; gdyż ta zdolność jest zawsze słabsza w wyrobionych sferach, żyjących w odosobnieniu, niż w prymitywnych masach ludu.</p>
<p>Bóg nie poskąpił nam, Niemcom, bogatej kultury naukowej, lecz zawsze bardzo brakowało nam siły woli i zdolności podejmowania decyzji. Na przykład, im bardziej „intelektualni” byli nasi mężowie stanu, tym bardziej brakowało im w większości praktycznych osiągnięć. Nasze przygotowanie polityczne i wyposażenie techniczne dla wojny światowej były wadliwe, z pewnością nie dlatego, że umysły rządzące narodem były zbyt mało wykształcone, lecz dlatego, że ludzie kierujący naszymi sprawami publicznymi byli zbyt wykształceni, wypełnieni aż do przelewu wiedzy i inteligencji, jednak bez jakiegokolwiek zdrowego instynktu i po prostu bez energii lub bodaj ducha śmiałości.</p>
<p>Stanowiło tragedię naszego narodu, że musiał on walczyć o swą egzystencję pod rządami kanclerza, który był filozofującym słabeuszem. Gdybyśmy zamiast Bethmanna Hollwega mieli twardego reprezentanta narodu jako naszego przywódcę, to wtedy krew naszych szeregowych grenadierów nie zostałaby przelana nadaremnie. Przesadnie intelektualny materiał, jakim byli nasi przywódcy, okazał się najlepszym sojusznikiem tych łajdaków, którzy dokonali rewolucji listopadowej. Poprzez powściąganie w nędzny sposób powierzonego jej dobra narodu, zamiast je w pełni i całkowicie reprezentować, ta inteligencja jedynie stworzyła przesłankę dla sukcesu innych.</p>
<p>Kościół Katolicki stanowi tu pouczający przykład. Celibat duchownych zmusza Kościół do rekrutowania swych księży nie spośród swych własnych sfer, lecz progresywnie spośród mas ludu. Jednak niewielu dostrzega znaczenie celibatu w tym kontekście. Tymczasem właśnie w nim leży przyczyna niewyczerpanego wigoru charakteryzującego tę starożytną instytucję. Gdyż poprzez nieustanne rekrutowanie w ten właśnie sposób dygnitarzy eklezjalnych z niższych klas ludu, Kościół jest nie tylko w stanie utrzymać kontakt instynktywnego zrozumienia mas populacji, ale i zapewnić sobie możliwość stałego czerpania z owego zapasu energii, która jest osiągalna w tej formie jedynie wśród mas ludowych. Stąd bierze się zadziwiająca młodzieńczość tego gigantycznego organizmu, jego mentalna elastyczność i żelazna siła woli.”</p>
<p>Adolf Hitler, <em>“Mein Kampf”,</em> tom 2:<em> “Ruch Narodowo-Socjalistyczny”,</em> rozdział 2: <em>“Państwo”</em></p>
<p><a name="AH3" href="#retAH3"><strong>3.</strong></a> Hitler niewątpliwie nawiązuje tu do Bitwy Warszawskiej 1920 roku, kiedy to istotnie udało się powstrzymać pochód &#8220;do światowego pożaru rewolucji&#8221;, który miał prowadzić &#8220;po trupie białej Polski&#8221;. Hitler, podobnie jak wielu, uważał, że &#8220;Cud nad Wisłą&#8221; nie powtórzyłby się już po raz drugi, gdyby Sowieci zaatakowali powtórnie. A stwierdzenie o tym, &#8220;czego zdołaliśmy się dowiedzieć&#8221; może odnosić się zarówno do przekonania się, w 1939 roku, o niesamowitej słabości militarnej Polski, jak i do zaskakujących wiadomości odnośnie masowej produkcji wojskowej ZSRR. Oto dwa fragmenty wypowiedzi odnoszące się do obu tych kwestii:</p>
<p>19 września 1939 roku w Gdańsku Hitler wygłosił przemówienie, już w pewnym sensie podsumowujące Kampanię Wrześniową. O wartości bojowej Wojska Polskiego wyraził się on wówczas następująco:</p>
<p><em>„Pragniemy w tym momencie oddać pełną sprawiedliwość żołnierzowi polskiemu. Polak w wielu miejscach walczył dzielnie. Jego niższy szczebel dowodzenia czynił rozpaczliwe wysiłki. Dowodzenie średniego szczebla było mało inteligentne. Jego naczelne dowództwo było złe poniżej wszelkiej krytyki. Jego organizacja była </em>polska<em>.”</em></p>
<p>To ostatnie słowo zostało użyte w ewidentnie pogardliwym sensie i skwitowane zostało przez słuchaczy salwą śmiechu&#8230;</p>
<p>4 czerwca 1942 roku Hitler przebywał z wizytą w Helsinkach. Okazji dostarczyły 75 urodziny prezydenta Finlandii, marszałka Carla Gustava Mannerheima. Oto wyjątek rozmowy obydwu liderów, odnoszący się do zbrojeń radzieckich:</p>
<p>Hitler: <em>„Absolutnie, to jest&#8230;posiadali największe zbrojenia, jakie można sobie było wyobrazić. Cóż, gdyby ktoś mi powiedział, że jakiś kraj (&#8230;) mógł wystartować z trzydziestoma pięcioma tysiącami czołgów, to powiedziałbym mu: ‘Oszalałeś!’”<br />
</em>Mannerheim: <em>„Trzydzieści pięć?”<br />
</em>Hitler: <em>„Trzydzieści pięć tysięcy czołgów”<br />
</em>Głos z tyłu: <em>„Trzydzieści pięć tysięcy, tak!”</em></p>
<p><a name="AH4" href="#retAH4"><strong>4.</strong></a> Ta teza &#8211; albo będąca rzeczywistym przekonaniem, albo jedynie tezą propagandową, bardzo przypomina często powtarzany i dzisiaj w Polsce pogląd &#8211; znowu: albo będący rzeczywistym czyimś przekonaniem, albo tezą propagandową &#8211; według którego &#8220;gdyby Hitler wygrał wojnę, to by nas wszystkich wymordował&#8221;&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2010/02/28/hitler-przemowienie-z-platterhof-26-05-1944/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cele II Wojny</title>
		<link>http://www.monio.info/2010/01/23/cele-ii-wojny/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2010/01/23/cele-ii-wojny/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 23 Jan 2010 08:49:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[2 Weltkrieg]]></category>
		<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[II Wojna Światowa]]></category>
		<category><![CDATA[World War 2]]></category>
		<category><![CDATA[Banks and world wars]]></category>
		<category><![CDATA[Eric D. Butler]]></category>
		<category><![CDATA[II Wojna Światowa; World War 2; 2 Weltkrieg]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=2109</guid>
		<description><![CDATA[Poniżej prezentowany jest artykuł dotyczący celów II Wojny Światowej, zatytułowany „Rzeczywiste cele II Wojny Światowej. Demaskacja międzynarodowej finansjery” autorstwa niezależnego, prawicowego australijskiego aktywisty politycznego i dziennikarza Erica D. Butlera (1916-2006). Artykuł opublikowany został w latach II Wojny, ostatnie wymienione w nim dokumety i materiały prasowe pochodzą z początku wojny. Autor dokonuje pobieżnego przeglądu wydarzeń prowadzących [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">Poniżej prezentowany jest artykuł dotyczący celów II Wojny Światowej, zatytułowany <em><strong>„Rzeczywiste cele II Wojny Światowej. Demaskacja międzynarodowej finansjery”</strong></em> autorstwa niezależnego, prawicowego australijskiego aktywisty politycznego i dziennikarza <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Eric_Butler" target="_blank">Erica D. Butlera </a>(1916-<a href="http://www.australiafirst.net/2006/news200606ericbutler.htm" target="_blank">2006</a>). Artykuł opublikowany został w latach II Wojny, ostatnie wymienione w nim dokumety i materiały prasowe pochodzą z początku wojny. Autor dokonuje pobieżnego przeglądu wydarzeń prowadzących do wojny i zestawia je w tekście, na zasadzie analogii, z faktami świadczącymi, jego zdaniem, o odpowiedzialności wielkich banków światowych za wybuch i rezultaty I Wojny Światowej (1914-18). Można teraz, z perspektywy lat, uśmiechać się na niektóre zawarte w tekście artykułu określenia, np o „bolszewizacji Wielkiej Brytanii” czy „bolszewizacji Ameryki” – dokładnie tak jak nieraz przychodzi nam się uśmiechać (no, może czasami zżymać&#8230;) gdy dzisiaj słyszymy np o każdym krytyku Żydów i Izraela jako o „antysemicie” lub też o każdej partii nacjonalistycznej jako o „neonazistowskiej”&#8230; Gdy zupełnie niedawno broszurka z tym artykułem, w całości swojej zeskanowana i prezentowana poniżej, wpadła mi w ręce, starałem się, rzecz jasna, dowiedzieć czegoś o autorze. Był on, jak się okazuje, swego czasu dość znanym dziennikarzem politycznym w Australii, niezależnym i kontrowersyjnym. Kontrowersyjność tę podkreśla i uwydatnia jego notka biograficzna zamieszczona w „Wikipedii”, do której link znajduje się powyżej. Praktycznie niewiele jest na zdominowanym przez „establishment” medialny i polityczny Australii informacji o tym działaczu, założycielu ALOR (Australian League Of Rights). Tak, zaraza zwana „poprawnością polityczną” istnieje także w Australii. Do tego stopnia masowe media są zdominowane przez nieliczne korporacje, że tak na dobrą sprawę swoboda wypowiedzi w telewizji czy wielkonakładowej prasie jest znacznie mniejsza niż obecnie w Polsce (o czym miałem okazję przekonać się wielokrotnie oglądając programy telewizji australijskiej oraz &#8211; podczas kolejnych pobytów w Polsce- w telewizji polskiej. Wiadomości australijskich dzienników telewizyjnych, obojętnie czy chodzi o kanał ABC, SBS, „7”, „9” albo „10” różnią się między sobą jedynie&#8230; twarzami spikerów je odczytujących oraz wystrojem studia, w którym siedzą&#8230; Same wiadomości natomiast robią wrażenie takie, jakby były selekcjonowane i cenzurowane w jednym pokoju cenzorskim&#8230; W każdym razie – wracając już do artykułu &#8211; nawet jeśli to prawda, że na temat roli międzynarodowej finansjery w wojnach światowych (oraz regionalnych) napisano od czasu II Wojny Światowej dokładniejsze i obszerniejsze opracowania, warto wiedzieć, że już w latach wcześniejszych nie brakowało ludzi idących „pod prąd” i potrafiących doszukiwać się przyczyn wielkich konfliktów nie tylko na utartej ścieżce przypisywania całej winy jedynie politykom – i to politykom niektórych tylko państw&#8230;</p>
<p style="text-align: center;">Zapraszam zatem do lektury tej ciekawostki sprzed kilkudziesięciu lat:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/1-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/1-2.jpg" alt="" width="675" height="1024" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2-1.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2-1.jpg" alt="" width="667" height="1024" /></a></p>
<p style="text-align: center;"> <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/3-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/3-2.jpg" alt="" width="692" height="1024" /></a></p>
<p style="text-align: center;"> <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/4-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/4-2.jpg" alt="" width="648" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/5-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/5-2.jpg" alt="" width="686" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/6-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/6-2.jpg" alt="" width="672" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/7-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/7-2.jpg" alt="" width="689" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/8-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/8-2.jpg" alt="" width="658" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/9-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/9-2.jpg" alt="" width="686" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/10-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/10-2.jpg" alt="" width="683" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/11-2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/11-2.jpg" alt="" width="700" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/12-1.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/12-1.jpg" alt="" width="687" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/13-1.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/13-1.jpg" alt="" width="688" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/14.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/14.jpg" alt="" width="686" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/15.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/15.jpg" alt="" width="694" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/16.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/16.jpg" alt="" width="683" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/17.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/17.jpg" alt="" width="702" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/18.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/18.jpg" alt="" width="691" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/19.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/19.jpg" alt="" width="681" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/20.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/20.jpg" alt="" width="703" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/21.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/21.jpg" alt="" width="703" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/22.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/22.jpg" alt="" width="691" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/23.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/23.jpg" alt="" width="685" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/24.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/24.jpg" alt="" width="696" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/25.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/25.jpg" alt="" width="699" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/26.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/26.jpg" alt="" width="675" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/27.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/27.jpg" alt="" width="693" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/28.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/28.jpg" alt="" width="691" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/29.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/29.jpg" alt="" width="698" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/30.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/30.jpg" alt="" width="695" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/31.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/31.jpg" alt="" width="693" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/32.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/32.jpg" alt="" width="691" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/33.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/33.jpg" alt="" width="700" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/34.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/34.jpg" alt="" width="698" height="1024" /></a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/35.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/35.jpg" alt="" width="669" height="1024" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2010/01/23/cele-ii-wojny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inglourious Basterds</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/12/29/inglourious-basterds/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/12/29/inglourious-basterds/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Dec 2009 03:15:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Antideutsche Filme]]></category>
		<category><![CDATA[infamous movies]]></category>
		<category><![CDATA[Inglourious Basterds]]></category>
		<category><![CDATA[Quentin Tarantino]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1984</guid>
		<description><![CDATA[So let us say a few words about that silly movie „Inglourious Basterds”.
Actually, as a matter of fact in the film there are only two scenes worth of film with class. The first, from which the whole saga begins and the scene in a tavern, now known as the &#8220;scene of playing cards.&#8221; All the [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 296px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/TheTriumphantBeast.jpg"><img class="  " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/TheTriumphantBeast.jpg" alt="Hans der Sieger (Hans The Victor)" width="286" height="215" /></a><p class="wp-caption-text">Hans der Sieger (Hans The Victor)</p></div>
<p>So let us say a few words about that silly movie „Inglourious Basterds”.</p>
<p>Actually, as a matter of fact in the film there are only two scenes worth of film with class. The first, from which the whole saga begins and the scene in a tavern, now known as the &#8220;scene of playing cards.&#8221; All the rest is actually junk, which probably is not worth to be written about, but since this movie, as classified under the genre &#8220;action&#8221;, is to give us some entertainment, so let us entertain ourselves (at its expense though…).</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/derewigejude.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/derewigejude.jpg" alt="" width="227" height="320" /></a>And so the first scene shows us a family of French farmers, Christians (we see the cross on the wall), who hide a Jewish family of five people, named Dreyfus. The SS are coming, led by SS-Standartenfűhrer Hans Landa (played by Christoph Waltz). The scene, at least to some extent, reflects the atmosphere of &#8220;hunting for Jews&#8221; by the meticulous Nazis, as well as the atmosphere of blackmail against persons hiding such fugitives. We assume that the scene is deliberately dramatized and overdone, but such is the character of the movie-industry (for example  it is extremely unlikely that the Germans, having found Jews hiding in someone’s house, shot them straight away with machine-guns in that house while the hosts looked on…). There is one jarring in this scene: a monologue by the SS-Mann comparing Jews to rats (by way of a kind similar to that in the German film <a href="http://video-stats.video.google.com/videoplay?docid=-5849499994484879153&amp;ei=1eIxS_uJOZr8qAO14q3NDg&amp;q=Der+Ewige+Jude&amp;view=3">&#8220;Der ewige Jude&#8221;</a>), but in such a way as to show these &#8220;rats&#8221; as living in a hostile environment because people are quite wrongly prejudiced against them. In this gentle way the old myth is reinvigorated that if there were hostilities between the Jews and the nations among whom they lived for centuries, it was <strong>only and exclusively</strong> the fault of the latter, who themselves have really not known why they could not tolerate Jews. The  Jews themselves however are <strong>always only victims</strong> of <strong>someone else&#8217;s</strong> collective guilt &#8230;</p>
<p>But let us move on:</p>
<p>Hiding under the floor, the Jews are shot from above, through the floorboards, and about 18-19 years old Shossanna Dreyfus escapes (of course after Landa intentionally abandons to shoot her&#8230;). This is the starting point for all future action, and actually for a number of actions throughout the film. Shossanna, after having fled to Paris, will take her mass- revenge on the Nazi. Landa will continue to be the &#8220;soul&#8221; of action and the best actor of this movie, outclassing others, including Brad Pitt. Lieutenant Aldo Raine (that is Brad Pitt) is simultaneously mobilizing a group of 8 American Jews for a special task in France.</p>
<p>And here is where the whole problem with this film, which became literally a gutter-trash, compared to which the &#8220;Leper&#8221; by Mniszkówna grows almost to a novel worthy of Nobel Prize in Literature &#8230;</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Kupatrupw.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Kupatrupw.jpg" alt="" width="292" height="432" /></a>Aldo Raine (Brad Pitt) says to his team that their only job is to kill the Nazis. &#8220;We will be cruel to the Germans&#8221; – he declares. No, not just to the Nazis, as it turns out, but to&#8221;everyone in the Nazi uniform&#8221; as such &#8220;do not have humanity in themselves.&#8221; This noble task is to be performed by &#8220;disemboweling and dismembering&#8221; (all quotes verbatim from the movie). Aldo Raine does not stop there. He issues an order to each of the eight to bring him &#8220;one hundred Nazi scalps&#8221; and adds that he will scrupulously require those scalps.</p>
<p>And so, in the second sequence, the film tells us what all the action will be. It was at that time the scriptwriter depreciated and botched the whole scenario. He botched it so completely, that even the excellent acting by Christoph Waltz was not able to turn the trash into a masterpiece. The fact we have to admit here is, that the scenario helped Waltz as Standartenfűhrer Landa. Landa is, as a matter of fact, the only colorful and complex character throughout the film. The rest of the roles have been treated very schematically, almost &#8220;copied&#8221; from other, equally dismal roles from cinema’s earlier years.</p>
<p>The action, therefore, goes two ways: Shossanna Dreyfus, the young Jewish woman who survived the execution, now manages her own cinema in Paris (<strong><em>inherited</em></strong>, how else, the easiest way for the scriptwriter, after all ..), hiding from the Nazis as a native Frenchwoman, and plans her vengeance (by the way: how many movies have we watched already, where the hero “inherits” something at a convenient time, so that the action could go forth?).</p>
<p>At the same time, on the &#8220;parallel track&#8221; the Nazis are being dealt with in a concrete way, performed by Aldo Raine&#8217;ai his infamous eight. These nine Jews in France, scare Hitler almost to death in Berlin. We “learn&#8221; that Hitler was so childishly superstitious, that he actually identified one of these Jews as the mythical Golem. Explanation here: The Golem (גולם) in the Jewish mythology, is a character made of crude matter, and can become dangerous. According to one legend, in Prague in the time of Rudolf II (sixteenth century) there was persecution of Jews. So Rabbi Loew created  Golem out of clay on the bank of The Vltava river, blowing life into it through rituals and recitations in Hebrew.<br />
Golem was killing the goyim, and to the extent that the frightened emperor begged the rabbi to annihilate Golem. This he did in exchange for a promise to leave the Jews alone. More about Golem here <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Golem">http://en.wikipedia.org/wiki/Golem</a></p>
<p>So Hitler is raging during a meeting with his generals, while at the same time posing for a huge portrait (when did Hitler pose for a portrait during a military conference, eh?) He requires a proof that the terror-spreading Jew in France is not a Golem, so that he can be killed along with his companions. He announces hysterically (and is cinematography of this kind at all familiar with any other Hitler than hysterical?) that he will hang them on the Eiffel Tower, and then throw them to the sewer for rats to eat them (that is also authentic &#8220;sample&#8221; of the scenario -  true genius, is it not?).</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 440px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/WyrazDumy.jpg"><img class="  " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/WyrazDumy.jpg" alt="Proud of their achievement: Roth and Pitt after cutting a swastika on a POWs forehead" width="430" height="286" /></a><p class="wp-caption-text">Proud of their achievement: Roth and Pitt after cutting a swastika on a POW&#39;s forehead</p></div>
<p>Meanwhile, the &#8220;inglorious bastards&#8221; slay and scalp Germans at will. They get joint and strenghened at some point by another &#8220;bastard&#8221;, a certain Hugo Stiglitz, who alone slaughtered 13 Gestapo-officers. And that &#8220;Golem&#8221; is a Jew named Danny Donowitz, known as the &#8220;Bear Jew&#8221; (actor Eli Roth), whom we see in an almost clinical fury of bashing  German prisoners of war to death with a baseball-bat. In this he specializes. Aldo Raine on his part likes to cut swastikas on their foreheads with a huge knife. Then the scene of scalping continues to follow.</p>
<p>Conversations are also worthy of such a &#8220;work of art&#8221;. For example, Aldo wants a prisoner, a certain sergeant Rachtmann, to tell him where the German positions are, &#8220;If you ever want to eat your sauerkraut-sandwich again” (novelty cuisine a la Hollywood &#8230;) and &#8220;So you remove your Wiener-Schnitzel-licking-finger and show on the map what I want to know &#8220;, because otherwise he will be bashed to death with a baseball bat, as it finally happens. It seems to be such a sort of Jewish war-humor, that&#8217;s what it is &#8230;</p>
<p>Shossanna Dreyfus, now the owner of a cinema in Paris, meets a Wehrmacht-soldier named <em>Frederick</em> Zoller there (should probably be <em>Friedrich</em> Zoller). He, of course, instantly has a crush on her – how could a German war-hero resist charms of a German-hating Jewess? Zoller is indeed “ein Held”, because he alone as a sniper shot more than 200 American soldiers. For this reason Joseph Goebbels personally supervises the production of a movie based on Zoller’s exploits, giving it a title “Nation’s Pride” (could one not think of a better title in Hollywood?). And because Zoller is keen on Shossanna, so Goebbels is persuaded to hold the premiere of the movie (which of course is meant to be a political “major event” for the German film industry and for the III Reich)  in her cinema. In this way Goebbels falls into a trap… And with him Adolf Hitler, “the fatty Hermann” and almost the entire OKW that is the entire high command of the German armed forces… They all are going to fall victims of vengeance by a young Jewish woman.  She is being helped by the “bastards”, who pretend to be Italian filmemakers. And by one British film-critic, drafted into a special military unit and sent to Paris by Churchill himself…<span id="_marker"> </span></p>
<p>And so both „threads” of the movie: the one of Shossanna’s and Brad Pitt’s and his bastards, are intertwined into one “rope”. The formal “pleating” of those two threads took place during the scene of “playing cards” which was already mentioned at the beginning and which took place in a tavern 27 kilometers from Paris.  The German actress von Hammersmark, that “Mata Hari”, serves as a “contact” for the bastards and for that British critic turned special-task-officer. Some complications arise: a few drunken German soldiers in the tavern are celebrating a birth of a child to one of them. And as if it was not enough, an SS-Mann appears suddenly after the British agent’s German pronunciation rises suspicions in him. The rising tension reaches its zenith, when the SS-Mann, the Brit and Hugo Stiglitz (the one who slew those 13 Gestapo-men) point their guns at… each other’s testicles… Everything ends in a total shooting which killed almost everyone (including the barman) with the exception of Aldo-Pitt and von Hammersmark.</p>
<p>To sum up: one „mash” (or „peas with cabbage” as a Polish idiom would have it), an unimaginable scribblery, one can laugh indeed (at the „creators” and producers of this trash… as well as at actors who agreed to appear in it – well, perhaps with the exception of Waltz because he presented himself relatively well against the background of the whole mediocrity of script and acting…). But in regards to Waltz or rather the Standartenfűhrer Landa played by him: that clever guy nosed out the whole conspiracy, arrested the participants and strangled von Hammersmark (that is that “Mata Hari” working for the British) with his own hands. Landa arranged the whole affair so, that he left two of the bastards still sitting in the cinema with their explosives tied to their legs (from whom did the Hollywood folk learn this sort of “method”: from Osama bin Laden?). He had lieutenant Aldo Raine and yet another “bastard” seated at a desk, at which he himself also took a seat. The clever SS-Mann, knowing (it was already after the Allied landing in Normandy) that the war was coming to an end and that the end of the III Reich was near, decided to play vabanque:</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 394px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/lLandaTheMan.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/lLandaTheMan.jpg" alt="So, how is it going to be?" width="384" height="254" /></a><p class="wp-caption-text">So, how is it going to be?</p></div>
<p>he placed a phone on the desk. And announced that it would be sufficient for him just to make a call and the whole „Action ‘Cinema’” would get jeopardized as he would get the two remaining „basterds” arrested. But… if Raine gets him in touch with the American high command and if they guarantee his safety, then he will allow the execution of the III Reich’s bosses in the cinema and will offer his own “conditional surrender”. Conditional, because in exchange he wanted US citizenship and a property on one of US islands. Additionally he demanded a handsome pay, a Congressional Medal of Honor for his merits in a swift ending of the war and thereby saving countless lives. The scheme succeeded and an agreement was made.</p>
<p>Therefore Shossanna’s revenge (after she was already shot by Friedrich) succeeds. The generals, admirals and with them almost the entire OKW, Hitler, Goebbels, Bormann, not expecting anything, roar with laughter over each “Yank” shot dead by Zoller in the movie shown to them. Ovations and applause seem to have no end. Particularly Hitler’s insane laughter erupts every now and again, as if he was watching Laurel and Hardy… And it was in their mirth that the spectators were completely surprised by Shossanna’s revenge, brought into effect by her Negro lover… With the whole cinema on fire, the Nazis are killed both by fire and bullets (when Donowitz-Roth, along with his buddy shoot at them,<br />
disfiguring  Hitler’s face), and from the screen, from a pre-recorded film, Shossanna’s face looks at them while her voice chases them: “My name is Shossanna Dreyfus. And this is the face of Jewish vengeance” (we request a prize for the “creators” of the movie – award for the “Total Trash of the Year”. Or perhaps The Golden Palm or Oscar straight away?).</p>
<p> But it’s not over yet. We still have to know how the saga of the „bastards” and Hans Lande ends. According to the agreement Landa has with the US military command is such, that he has to take his captives to the American front line. There he has to voluntarily become their prisoner together with his driver. Alas, the bastards kill this second German as soon as they get their weapons back from Landa. They also scalp the dead man immediately. And Landa himself  gets a swastika cut on his forehead by Raine, who considers this particular swastika to be his greatest masterpiece. And so the movie ends.</p>
<p>Actually, the entire movie is such a bottomless kitsch in which one really does not even know why the whole thing was given its title “Inglorious basterds”. After all, there were more heroes than these nine (and at one point ten) men. Maybe it was simply that their exploits were to be particularly stressed? Or perhaps all the other plots were invented simply as a background on which to show a few Jews slaughtering, shooting and scalping Germans and having their brains bashed out with a baseball bat?</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 450px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ApfelStrudel.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ApfelStrudel.jpg" alt="Standartenfűhrer’s Triumph" width="440" height="293" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Standartenfűhrer’s Triumph&quot;</p></div>
<p>Anyway, quite unexpectedly, the highest praise for a role in the movie went neither to Brad Pitt for his „sauerkraut-sandwich” nor to Eli Roth for his “sporty” treatment of Rachtmann’s skull as a baseball, but to Christoph Waltz as Hans Landa. And since his role is by far the most interesting one, I even intended to give my commentary here the title “Standartenfűhrer’s Triumph”. That triumph was a bit dimmed by that cutting of swastika on his forehead in the last scene, but it must be admitted, that for such a bandit, the penalty he got, was ridiculously small… And in addition he had to receive one of the highest US medals, a huge retirement payout and a large real estate property in America. It looks even like a kind of a “conquest”, does it not? Coupled with Waltz’s acting (one critic even wrote: <em>&#8220;Waltz delivers the best supporting performance of the year, playing a bad dude in ways that make you want to love him</em>&#8220;), outclassing, without any exception, all his colleagues including Brad Pitt, it gives a rather unexpected result as for a movie of which one can safely say that it is a work of Jewish production… This actor had already received a number of awards for his role in the movie…</p>
<p>Therefore one can laugh indeed. Also at critics who, as if on command, are now singing praises of this kitschy mixture of graphomania and glorification of violence. Of course one can also damn it as emphatically as possible – also for the same graphomania and glorification of violence… Who crows with delight over the “Basterds” today? Well, these are often the same people who barely 5 years ago were almost choking with indignation over “The Passion of the Christ” by Mel Gibson… And what exactly was it that made them so indignant then? Well, <em>the excess of violence</em>… Known to us is even at least one Catholic journalist who then called that movie a “Gospel according to the Marquis de Sade”… (how will he call the “Basterds” today, eh?). However at least it can be said about the “Passion” that Gibson wanted to re-create the execution by crucifixion. And he did so on the basis of historical descriptions of such executions and on the basis of archeological findings, supporting the use of various tools. Some of the critics argued that the main message of the death of Christ was either blurred or even completely lost by the show of bloody scenes. Others argued that it was not lost at all, or even that it was emphatically stressed. Which is a completely normal difference of opinion.</p>
<p>Well, and what is the „main message” of the „Inglourious Basterds”? Maybe something like: “be an anti-Semite an you will get your brains bashed out with a baseball bat”? Or perhaps there is no message at all, one simply wanted to create a kind of entertainment mixed with a dose of horror?</p>
<p>So why actually is Quentin Tarantino’s movie receiving all the praise from critics, who often behave as if someone gave them a wink to start recitations? Neither the script deserves it nor montage of film, scenography, nor acting (except for Waltz of course). The music is not bad, but alone it would not justify all those dithyrambs. Who knows whether those critics who express themselves with such devotion about Tarantino’s work, do not resemble those Nazi fat cats from the movie who, in the cinema in Paris, were loudly voicing their admiration for the movie “Stolz der Nation” just shortly before their own final disaster. There might be some more “bastards” sired by cinematography of a particular sort and a „disaster” will come to the critics themselves after it will become clear to everyone which sort of bungles they praise. Loss of prestige after such shameful behaviour will be a real disaster for them – let us hope then that it is going to be as swift and unexpected as that one in the movie, that gives rise to their loud admiration.</p>
<p>In terms of presentation of violence, this movie is below the level of many other films, even the famous <a href="http://video-stats.video.google.com/videoplay?docid=-5744815176653048238&amp;ei=keExS9qTPKLwqAP_2onLDg&amp;q=Jud+Suss&amp;view=3#docid=8931518243516311729">&#8220;Jud Suss&#8221;</a> , that is that particular Nazi production, which at one time was given huge publicity, and which is still  considered among many to be a particularly infamous movie… In that Nazi movie there is, as a matter of fact, only on scene of violence comparable to those in “Inglourious Basterds”. This is the final scene in which the Jew <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Joseph_S%C3%BC%C3%9F_Oppenheimer">Oppenheimer</a> is publicly hanged. But the hanging is shown from a distance, not in a close-up. Therefore all details of a close-up, like bulging eyes or tongue pushed outside by a rope tightening on the neck, are missing. There is simply nothing of those things so characteristic for the scenes in the “Basterds” or even in many other contemporary movies. In this way it is not just a difference between particular movies like the “Basterds” or “Jud Sűss” (both of which are infamous for this writer), but a difference between whole generations within cinematography. In the past the film industry was not so intoxicated with violence and its presentation as it is today. Currently there is a kind of exhilaration by violence. Hence there are movies, no longer even based on the recognized literature, like Lion Feuchtwanger’s novel “Jud Sűss”, but on graphomanic scribbling, full of violence and it’s glorification, just as if the authors assumed that the more there is face-bashing, slitting of throats, shooting and smashing skulls, the better the movie…<br />
____________________________</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Zoller.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Zoller.jpg" alt="" width="250" height="353" /></a>In the „Basterds” there is also another, fictional, movie featured, and namely the German movie that was supposed to become that “event” with its premiere in Shossanna’s cinema. In that fictional movie the scene was also supposed to be covered with corpses, through Friedrich Zoller’s actions and Dr Goebbels’ invention. This was the “Nation’s Pride” or “Stolz der Nation”. The German title is then seen on a poster. There is no error in that title. But in the Third Reich, instead the term “nation” one would most likely use “Volk” as it is German, while “nation” comes from Latin. One has to know that the Third Reich was one of the few countries in modern history, which successfully forced many foreign-language words out of use. So if such a movie was made, it would probably have the title “Stolz des Volkes”. But it of course did not exist, hence Hitler could not convulse with laughter in the cinema. In general, the German film-industry was not geared to show too much killing. The Nazis could kill in reality, but the image of war in movies was relatively mild in this regard when it came to films showing WW2. The relatively most violent German movie from that period, watched by this writer, was <a href="http://www.imdb.com/title/tt0033702/">&#8220;Heimkehr&#8221;</a> (“Return” or “Home-Coming”) made in 1941 (directed by Gustav Ucicky), in which these brutal scenes were the scenes of brutal persecution of the German minority in Poland by Polish authorities. But these scenes are anyway very mild compared to what our contemporary cinematography has sometimes to “offer”. There are some rare killings shown in another movie <a href="http://www.imdb.com/title/tt0159801/">&#8220;U-Boote westwärts!&#8221;</a>  (“U-Boats westwards!”) (also from 1941), in which even admiral Dőnitz appeared personally as a “guest star” in the final scene…</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/FriedrichDerGrosse.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/FriedrichDerGrosse.jpg" alt="" width="186" height="288" /></a>More of the dead can be seen in those movies which relate to the military conflicts of past eras, such as <a href="http://video.google.com/videoplay?docid=-4667178087129718785&amp;ei=5ikyS4HvOYmaqAOe4ZjYDg&amp;q=der+gro%C3%9Fe+k%C3%B6nig">&#8220;Der Groβe Kőnig&#8221;</a> (“The Great King”) from the year 1942, on the Seven Years War and the Prussian king Frederick The Great (shown at the beginning is the battle lost by Frederick at Kunersdorf) or <a href="http://video.google.com/videoplay?docid=-4014496749646250441&amp;ei=eS0yS72SMKWKqQPb0aXnDg&amp;q=Kolberg+&amp;view=3">&#8220;Kolberg&#8221;</a> (a color movie made in 1944, premiere on 30 January 1945) on the defense of the city of Kolberg (Polish: “Kołobrzeg”) in Pomerania against Napoleon’s army in 1807.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Kolberg2.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Kolberg2.jpg" alt="" width="272" height="363" /></a>Of course, quite apart from the different nature of all the above mentioned movies, “Inglourious Basterds” could not really be even compared to “The Great Kong” or “Kolberg” as it is such a wretched trash…<br />
Small-scale errors were also not avoided. For example the error occurs whenever the word “Kino” (“cinema”) is used by the German characters. True, there is such a word in German. In the Third Reich however purely German terms “Lichtspiel” and sometimes “Lichtspieltheater” were preferred…</p>
<p>Another error is made in the scene, where the actress Hammersmark calls Hans Landa a “colonel” (“Oberst”), when everyone in Nazi Germany knew that in the SS this rank was known as „Standartenfűhrer” (could the German co-producers not inform the Jewish Hollywooders accordingly?). That “colonel” drags behind Landa throughout the movie, God knows why…</p>
<p>And how are the well-known Nazi characters presented? „Hitler” is not at all similar to himself, just the hair combed to the left and a mustache, that’s all. So much for any “similarity”. And his face was purposely made to look more demonic than it really was. “Goebbels” looks in the movie like… almost anyone you want, except for Goebbels…<br />
Even “der dicke Hermann” or Marshall “Hermann Gőring” appears (without saying anything however). It was only very rightly so that when he was shown, an inscription with his name and an arrow pointing at him appeared as well. Otherwise one would not guess that it was supposed to be him… Reviews mention even “Bormann” in the movie, but we were unable to locate anyone with Bormann’s appearance there… We also caught a glimpse of characters, who, if their physiognomies were chosen better, could be “Runstedt” and „Dőnitz” (or perhaps it was not “Runstedt” but “Keitel”?). In this massive collection of the top Nazi figures in Shossanna’s cinema the lack of one of them is almost striking: “Heinrich Himmler”. And so “Bormann” was (apparently) there and “Himmler” was not? It is especially surprising that it was Himmler who was the most ominous figure in the III Reich in regards to Jews. How was it then possible to forget about him and not to smash his bespectacled face with a hail of bullets as well? (oh, those “shortcomings”!).</p>
<p>In total, the movie gives an embarassing impression of a „comic” book with weak content, but with a dose of killing. What to think about such “works”?</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 434px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Plakatbkartw.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Plakatbkartw.jpg" alt="from a blood-stained baseball bat hangs a white, crumpled and blood-stained military cap of a West Point graduate..." width="424" height="620" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;from a blood-stained baseball bat hangs a white, crumpled and blood-stained military cap of a West Point graduate...&quot;</p></div>
<p>Let us try to imagine the American historical relations with their own Natives (the “Indians”). Let us assume for a moment that a movie is made, let us call it “Apache Basterds” (with an “Indian” director and screenplay, “Indian” actors and so on) depicting actions by nine Native volunteers, who with knives and baseball bats sow terror among the American police, sheriffs, FBI and US Army. Imagine a poster advertising the movie, similar to the posters of “Inglourious Basterds”: from a blood-stained baseball bat hangs a white, crumpled and blood-stained military cap of a West Point graduate… Film critics (especially those with “Indian” roots) are running mad with delight and rapture and write profusely about the director’s “triumphant return” and then go on praising the screenplay and actors&#8217; performance. The movie is nominated to various awards and even in <strong>New</strong><strong> York</strong> a “bombastic” premiere (similar to the premiere of Tarantino’s movie in <strong>Berlin</strong>) is organized, attended by aces of the American and international cultural “cream”.<br />
Are we able to imagine a movie “Basterds of Palestine” featuring a group of Palestinian militants treating various Mossad officers and soldiers of the Israeli army in a “Roth-like” and “Pitt-like” fashion (also with those knives and baseball bats…) or at least cutting David Stars on their foreheads? Or at least an “Arabic Brad Pitt” saying with “humor” to a scared Israeli <em>„so that you take out your kosher-food-licking-finger and show on the map what I want to know”. </em>What would film critics say to all of this?<br />
As for me personally, Tarantino’s movie gave me the idea of an entirely new scenario <a href="http://www.monio.info/2009/12/06/drei-kameraden-im-einsatz-english/">&#8220;Drei Kameraden im Einsatz&#8221;</a>. After all, why not to go further (without however all that deviated inclination to get inebriated with killings…).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/12/29/inglourious-basterds/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bękarty wojny</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/12/23/bekarty-wojny/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/12/23/bekarty-wojny/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Dec 2009 03:44:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Bękarty wojny]]></category>
		<category><![CDATA[Inglourious Basterds]]></category>
		<category><![CDATA[Quentin Tarantino]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1968</guid>
		<description><![CDATA[Powiedzmy więc parę słów o tym idiotycznym filmie „Bękarty wojny”. Tytuł angielski „Inglourious Basterds” znaczy co prawda dosłownie „Niesławne bękarty” (co byłoby chyba nawet lepszym spointowaniem tego, co im „tfurcy” filmu zalecili wyczyniać na ekranie), no ale nie narzekajmy zbytnio na ten szczegół tytułowy, bo po pierwsze znamy gorsze tłumaczenia tytułów, a po drugie temu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignleft" style="width: 296px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/TheTriumphantBeast.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/TheTriumphantBeast.jpg" alt="" width="286" height="215" /></a><p class="wp-caption-text">Hans der Sieger</p></div>
<p>Powiedzmy więc parę słów o tym idiotycznym filmie „Bękarty wojny”. Tytuł angielski „Inglourious Basterds” znaczy co prawda dosłownie „Niesławne bękarty” (co byłoby chyba nawet lepszym spointowaniem tego, co im „tfurcy” filmu zalecili wyczyniać na ekranie), no ale nie narzekajmy zbytnio na ten szczegół tytułowy, bo po pierwsze znamy gorsze tłumaczenia tytułów, a po drugie temu „dziełu” zarzucić da się znacznie więcej&#8230;</p>
<p>Właściwie tak na dobrą sprawę w filmie są jedynie dwie sceny godne filmu z (jako taką) klasą. Ta pierwsza, od której cała saga się rozpoczyna oraz scena w tawernie, znana już jako „scena gry w karty”. Cała reszta to właściwie szmelc, o którym pewnie nie warto byłoby czegokolwiek pisać, no ale skoro film, jako zaklasyfikowany do gatunku „action” ma nam dawać pewną rozrywkę, to zabawmy się i my (co prawda  <strong><em>jego kosztem</em></strong>).</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/derewigejude.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/derewigejude.jpg" alt="" width="227" height="320" /></a>Ta pierwsza scena zatem pokazuje nam rodzinę francuskich farmerów, chrześcijan (widzimy krzyż na ścianie), którzy ukrywają pięć osób żydowskiej rodziny Dreyfus. Nadjeżdżają SS-Manni pod wodzą Standartenfűhrera Hansa Landy (granego przez Christopha Waltza). Ta scena przynajmniej oddaje do pewnego stopnia atmosferę „polowania na Zydów” przez skrupulatnych hitlerowców, atmosferę szantażu wobec osób ukrywających takich uciekinierów. Możemy założyć, że scena jest celowo udramatyzowana i &#8220;przedobrzona&#8221;, ale to już taka cecha kina (na przykład jest wyjątkowo mało prawdopodobne, by Niemcy, znalazłszy Żydów ukrywających się w czyimś domu, rozstrzelali ich natychmiast w tymże domu na oczach gospodarzy&#8230;).  Jest jeden zgrzyt w tej scenie: poprzez monolog SS-Manna porównuje się Zydów do szczurów (niejako na zasadzie podobnej do tej w niemieckim filmie  <a href="http://video-stats.video.google.com/videoplay?docid=-5849499994484879153&amp;ei=1eIxS_uJOZr8qAO14q3NDg&amp;q=Der+Ewige+Jude&amp;view=3">&#8220;Der ewige Jude&#8221;</a>  ), ale w taki sposób, by pokazać te „szczury” jako żyjące we wrogim otoczeniu, bowiem ludzie zupełnie bezpodstawnie są do nich uprzedzeni. W ten delikatny sposób ożywiono stary mit, że jeśli dochodziło do wrogości między Zydami a nacjami, wśród których żyli przez stulecia, to działo się tak <strong>tylko i wyłącznie </strong>z winy tych ostatnich, które same tak na dobrą sprawę nie wiedzą, czemu nie cierpią Zydów. Sami zaś Zydzi to <strong>zawsze jedynie</strong> ofiary <strong>czyjejś</strong> zbiorowej winy&#8230;</p>
<p>Idźmy jednak dalej:</p>
<p>Ukrywający się pod podłogą Zydzi są rozstrzeliwani z góry, poprzez deski podłogi i mniej więcej 18-19 letnia Shossanna Dreyfus ucieka (zresztą po tym, jak Landa celowo rezygnuje ze strzelania do niej&#8230;). To jest punkt wyjścia dla całej dalszej akcji, a właściwie dla szeregu akcji całego filmu. Shossanna bowiem, uciekłszy do Paryża, w parę lat później dokona swej zemsty masowej na nazistach. Landa będzie dalej „duszą” akcji i najlepszym aktorem filmu, deklasującycm pozostałych, łącznie z Bradem Pittem. A jednocześnie porucznik Aldo Raine (czyli Brad Pitt właśnie) mobilizuje grupę 8 Zydów amerykańskich do specjalnych zadań na terenie Francji.</p>
<p>I tu właśnie zaczyna się cały problem z tym filmem, który stał się dosłownie rynsztokową szmirą, przy której „Trędowata” Mniszkównej wyrasta na niemal powieść godną Literackiej Nagrody Nobla&#8230;</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Kupatrupw.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Kupatrupw.jpg" alt="" width="270" height="400" /></a>Aldo Raine (Brad Pitt) mówi swemu zespołowi, że jedynym zadaniem jego będzie zabijanie nazistów. „Będziemy okrutni wobec Niemców” – oświadcza. Nie, nie po prostu nazistów, jak się okazuje, ale „każdego w mundurze nazistowskim”, gdyż tacy „nie mają w sobie człowieczeństwa”. A szczytne to zadanie ma być wykonywane przez „rozpruwanie i rozrąbywanie” (to wszystko dosłowne cytaty z filmu). Aldo Raine nie poprzestaje na tym. Wydaje rozkaz, by każdy z tej ósemki dostarczył mu „stu nazistowskich skalpów” i dodaje, że będzie skrupulatnie wymagał owych skalpów.</p>
<p>I tak to już w drugiej sekwencji filmu dowiadujemy się o czym będzie cała akcja. To właśnie w tym momencie autor scenariusza zdeprecjonował i „położył” całość. Położył tak, że nawet znakomite aktorstwo Christopha Waltza nie było w stanie już ze szmiry uczynić dzieła. Fakt, trzeba przyznać, że scenariusz pomógł Waltzowi w roli Standartenfűhrera Landy: Landa to na dobrą sprawę jedyna barwna i skomplikowana postać całego filmu. Cała reszta ról potraktowana została wyjątkowo schematycznie, niemalże „odkalkowana” z innych, równie nieciekawych postaci z kinematografii lat wcześniejszych.</p>
<p>Akcja idzie zatem dwutorowo: Shossanna Dreyfus, ocalała z egzekucji młoda Zydówka, obecnie prowadząca w Paryżu własne (<strong><em>odziedziczone</em></strong>, a jakże, tak przecież najprościej dla scenarzysty..) kino, ukrywa się przed nazistami jako rdzenna Francuzka i planuje swoją zemstę (tak nawiasem: ile to już filmów oglądaliśmy, w których bohater coś w dogodnym momencie „dziedziczy”, by akcja mogła być poprowadzona dalej?).</p>
<p>Jednocześnie „drugim torem” posuwa się już konkretna rozprawa z nazistami, w wykonaniu Aldo Raine’a i jego niesławnej ósemki. Ta dziewiątka Zydów we Francji doprowadza rządzącego w Berlinie Hitlera niemal do oszalenia ze strachu. „Dowiadujemy” się mianowicie, że Hitler był tak dziecinnie przesądny, że utożsamił jednaego z owych Zydów z mitycznym Golemem. Tu wyjaśnienie: <strong>Golem</strong>  (גולם) to w żydowskiej mitologii postać powstała z martwej materii, mogąca stać się niebezpieczną. Według jednej z legend, w Pradze za czasów Rudolfa II (XVI w.) miały miejsce prześladowania Zydów. Rabin Loew wykreował więc Golema z gliny nad Wełtawą, tchnąc w niego życie poprzez rytuały i recytacje hebrajskie. Golem zabijał gojów i to do tego stopnia, że wystraszony cesarz błagać miał rabina o unicestwienie Golema. Ten uczynił to w zamian za obietnicę pozostawienia Zydów w spokoju. Więcej na temat Golema tutaj <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Golem">http://en.wikipedia.org/wiki/Golem</a></p>
<p>A więc Hitler, szalejąc podczas narady z generałami z jednoczesnym pozowaniem do ogromnego portretu (kiedy to Hitler pozował do portretu podczas narady wojskowej, hę?) żąda dowodu na to, że ten siejący postrach Zyd we Francji nie jest Golemem i że można go zabić, wraz z jego towarzyszami. Zapowiada histerycznie (czy kinematografia tego rodzaju w ogóle zna innego Hitlera niż histeryczny?), że wtedy powywiesza ich na Wieży Eiffla, a następnie wrzuci do kanalizacji szczurom na pożarcie (to też autentyczna „próbka” scenariusza – prawda, że genialna?).</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 440px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/WyrazDumy.jpg"><img class="  " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/WyrazDumy.jpg" alt="Duma z osiągnięcia: Roth i Pitt po wycięciu swastyki na czole jeńca..." width="430" height="286" /></a><p class="wp-caption-text">Duma z osiągnięcia: Roth i Pitt po wycięciu swastyki na czole jeńca...</p></div>
<p>Tymczasem „Niesławne bękarty” zarzynają i skalpują Niemców w najlepsze. Zasileni są w pewnym momencie jeszcze jednym „bękartem”, niejakim Hugo Stiglitzem, co to w pojedynkę zaszlachtował 13 gestapowców. A ów „Golem” to Zyd nazwiskiem Danny Donowitz, zwany „Zydem Niedźwiedziem” (aktor Eli Roth), którego widzimy w niemal klinicznej akcji zatłukiwania na śmierć jeńców niemieckich przy pomocy kija do gry w baseball. W tym się on specjalizuje. Sam Aldo Raine lubi im natomiast wycinać na czole swastyki potężnym nożem. Potem dalej następują wspomniane już sceny skalpowania.<br />
Dialogi też godne takiego „dzieła” jak to. Na przykład Aldo nakazuje jeńcowi, sierżantowi Rachtmannowi, wskazanie pozycji niemieckich: „jeśli chcesz jeszcze kiedykolwiek jeść swój sandwicz z kapustą kiszoną” (nowum kulinarne a’la Hollywood&#8230;) oraz „więc wyjmij ten twój wiener-schnitzel-licking-finger i pokaż na mapie to, co chcę wiedzieć”, bo inaczej zostanie zatłuczony kijem baseballowym, co też następuje. To najwyraźniej taka odmiana żydowskiego humoru wojennego, ot co&#8230;</p>
<p>W Paryżu Shossanna Dreyfus, obecnie właścicielka kina, poznaje pewnego szeregowca Wehrmachtu nazwiskiem  <em>Frederick</em> Zoller (miało być zapewne <em>Friedrich</em> Zoller). Ten oczywiście natychmiast czuje „miętę” do Shossanny – jakżeby niemecki gieroj wojenny mógł się oprzeć wdziękom nienawidzącej go Zydówki? Ten Zoller to istotnie „ein Held”, bo w pojedynkę jako snajper powystrzelał ponad 200 żołnierzy amerykańskich. Z tego powodu Joseph Goebbels osobiście nadzoruje nakręcanie filmu fabularnego o wyczynach Zollera, nadając mu tytuł „Duma Narodu” (lepszego tytułu w Hollywood nie potrafioino już wymyśleć?). A ponieważ Zollerowi podoba się Zydówka Shossanna, więc Goebbels daje się namówić, by premierę tego filmu, który ma oczywiście być „wielkim wydarzeniem” filmowym i politycznym dla III Rzeszy, przenieść do kina Shossanny. W ten sposób Goebbels wchodzi w pułapkę&#8230; A wraz znim także Adolf Hitler, „gruby Hermann” i niemal całe OKW, czyli całe naczelne dowództwo sił zbrojnych&#8230; Wszyscy oni mają stać się ofiarami jednej młodej Zydówki, której na pomoc nadchodzą „bękarty” udające włoskich filmowców. I jeden brytyjski krytyk filmowy, ktory zmobilizowany został do jednostki specjalnej i wysłany do Paryża przez samego Churchilla&#8230;</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 400px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/GrawKarty.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/GrawKarty.jpg" alt="Gra w karty w tawernie" width="390" height="262" /></a><p class="wp-caption-text">Gra w karty w tawernie</p></div>
<p>Oba wątki filmu: wątek Shossanny oraz bękartów Brada Pitta, zostają ze sobą w tym celu splecione w jeden „powróz”, a formalne splecenie nastąpiło właśnie podczas wspomnianej na wstępie sceny „gry w karty” w tawernie dwadzieścia kilka kilometrów od Paryża. Aktorka von Hammersmark, ta „Mata Hari” tego filmu, jest „kontaktem” dla bękartów i owego brytyjskiego krytyka zwerbowanego do zadań specjalnych. Wynikają pewne komplikacje: w tawernie paru podpitych niemieckich Soldaten świętuje narodziny synka jednego z nich. Dodatkowo pewien SS-Mann pojawił się ze swoimi podejrzeniami, gdy mu podpadła niemiecka wymowa brytyjskiego agenta. Podbijane stopniowo napięcie sceny sięga swego zenitu, gdy SS-Mann, Brytyjczyk i Hugo Stiglitz (ten od szlachtowania 13 gestapowców) kierują sobie wzajemnie swoje rewolwery w&#8230; jądra&#8230; Napięcie rozwiązane zostaje totalną strzelaniną, w której giną niemal wszyscy (łącznie z barmanem), za wyjątkiem Aldo – Pitta i Hammersmarkowej.</p>
<p>W sumie: jeden „groch z kapustą”, grafomański jak „sto pieronów”, można istotnie się pośmiać (z „tfurców” i producentów tej chały&#8230; oraz z aktorów, którzy zgodzili się w niej wystąpić – no, chyba z wyjątkiem Waltza, bo on jeszcze jakoś się tam zaprezentował na tle tej aktorskiej i scenariuszowej miernoty&#8230;). Ale właśnie a propos Waltza, a raczej granego przezeń Standartenfűhrera Landy: ten spryciarz jednak wywąchał cały spisek i poaresztował uczestników, aktorkę Hammersmark zaś (pracującą dla wywiadu brytyjskiego, czyli taką niemiecką „Matę Hari”)  zadusił na śmierć. Shossanna i Friedrich Zoller się wzajemnie zastrzelili w sali projekcyjnej, obok projektorów. Landa zaaranżował całą sprawę tak, by dwóch „bękartów” pozostawić jednak w sali kinowej z ich ładunkami wybuchowymi przywiązynymi do nóg (od kogo się hollywoodczycy nauczyli takiego „settingu”: od Osamy Bin Ladena?). Porucznika Aldo Raine’a i jeszcze innego „bękarta” usadził przy biurku, przy którym też zasiadł. Sprytny SS-Mann, wiedząc (było już po lądowaniu Aliantów w Normandii), że wojna zbliża się do końca i koniec III Reichu bliski, postanowił zagrać vabanque:</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 394px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/lLandaTheMan.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/lLandaTheMan.jpg" alt="No więc jak będzie?" width="384" height="254" /></a><p class="wp-caption-text">No więc jak będzie?</p></div>
<p>na biurku ustawił telefon. Zapowiedział, że wystarczy, aby zatelefonował, a cała „akcja Kino” spali na panewce, bo każe aresztować tych dwóch pozostałych „bękartów”. Ale&#8230; jeżeli Raine skontaktuje go ze swymi dowódcami, a ci zagwarantują mu bezpieczeństwo, to on pozwoli na dokończenie w kinie likwidacji szefów III Rzeszy i zaoferuje swoją „warunkową kapitulację”. Warunkową, bo chciał obywatelstwa USA i posiadłości na jednej z amerykańskich wysp. Dodatkowo chciał sutego wynagrodzenia, medalu kongresowego za zasługi w rychłym zakończeniu II Wojny i uratowaniu w ten sposób niezliczonych istnień ludzkich. Wybieg się udał i porozumienie zostało zawarte.</p>
<p>Dlatego też zemsta Shossanny (już po jej zastrzelniu przez Friedricha) się udaje. Niespodziewający się niczego generałowie, admirałowie niemieccy, wraz z nimi całe OKW, Hitler, Bormann i Goebbels pokładają się ze śmiechu nad każdym pokazanym na ekranie celnym strzałem Zollera, kładącego trupem jednego „jankesa” za drugim. Owacje i brawa zdają się nie mieć końca. Szczególnie Hitler wybucha wariackim śmiechem raz po raz, jakby oglądał Flipa i Flapa&#8230; I oto w tej swojej wesołości widzowie zaskoczeni zostali przez zemstę Shossanny, doprowadzonej do skutku przez jej murzyńskiego kochanka&#8230; Całe kino płonie, hitlerowcy giną od ognia i kul (gdy Donowitz – Roth wraz z kumplem do nich strzelają, rozwalając twarz Hitlera kulami), a z ekranu patrzy na nich twarz Shossanny z nagranego przez nią filmiku i ściga ich jej głos: „Nazywam się Shossanna Dreyfus. Oto twarz żydowskiej zemsty” (wnosimy o nagrodę dla „tfurcuf” tego filmu. Nagrodę za „Najbardziej Totalny Kicz Roku”. A może by tak od razu „Złotą Palmę” i „Oskara”?).</p>
<p>Ale to jeszcze nie koniec. No bo musimy wiedzieć jak skończy się saga pozostałych przy życiu bękartów i Hansa Landego. Porozumienie, które Landa ma z dowództwem USA jest takie, że ma on dowieźć swoich jeńców do amerykańskiej linii frontu. Tam sam ma się dobrowolnie stać ich jeńcem i jego kierowca i podwładny również. Aliści, tego drugiego Niemca „bękarty” zabijają zaraz po zwróceniu im broni przez Landę. Dokonują także oskalpowania go. Sam zaś Landa otrzymuje od nich&#8230; wycięcie nożem swystyki na swoim czole&#8230; I tę swastykę Aldo Raine uznaje za swoje największe arcydzieło&#8230; tym się kończy film.<br />
Właściwie kiczowatość całego obrazu jest tak denna, że na dobrą sprawę nie wiadomo, czemu całości tych wypocin nadano tytuł „Inglourious Basterds”&#8230; Przecież bohaterów było tam więcej niż tylko tych dziewięciu (a w pewnym momencie dziesięciu) mężczyzn. Może chodziło po prostu o to, by ich wyczyny szczególnie podkreślić? A może całą akcję filmu wymyślono po prostu jako tło do pokazania paru Zydów zarzynających, rozstrzeliwujących i skalpujących Niemców oraz wyrąbujących im mózgi kijem do baseballa?</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 395px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ApfelStrudel.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ApfelStrudel.jpg" alt="Triumf Standartenfűhrera" width="385" height="256" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Triumf Standartenfűhrera&quot;</p></div>
<p>Tak czy owak, dość niespodziewanie najwięcej pochwał za swą rolę w filmie dostaje jednak nie Brad Pitt za ten „sandwicz z kapustą kiszoną” ani Eli Roth za „sportowe” zabawienie się czaszką Rachtmanna niczym piłką baseballową, lecz Christoph Waltz jako Hans Landa. A że i sama rola jest zdecydowanie w filmie najciekawsza, to zamierzałem nawet niniejszemu komentarzowi nadać tytuł „Triumf Standartenfűhrera”. Trochę był ten „triumf”przyćmiony tą wyciętą mu na czole swastyką w ostatniej scenie, ale przyznać trzeba, ża jak na takiego bandytę, to karę dostał śmiesznie małą&#8230; A na dodatek dostać miał jedno z najwyższych odznaczeń amerykańskich, ogromną emeryturę i sporą posiadłość w USA. To wygląda wręcz na swego rodzaju „podbój”, nieprawdaż?<br />
W połączeniu zaś z aktorstwem Waltza (jeden z krytyków napisał nawet: <em>&#8220;Waltz jest odtwórcą najlepszej roli drugoplanowej roku, grając złego człowieka w sposób sprawiający, że chce się go lubić</em>&#8220;), deklasującego na planie wszystkich bez wyjątku kolegów, w tym samego Brada Pitta, daje to dość nieoczekiwany wynik jak na „dzieło”, o którym można całkiem spokojnie powiedzieć, że jest produkcji żydowskiej&#8230; Aktor ten dostał już za tę swoją rolę szereg nagród&#8230;</p>
<p>Jest się zatem z czego pośmiać. Również z krytyków, tak teraz, niemalże jak na komendę, piejących z zachwytu nad tą kiczowatą mieszaniną grafomanii i gloryfikacji przemocy. Ale i skląć ten film się da równie dobitnie – za tę samą mieszaninę grafomanii i przemocy&#8230; Kto pieje dziś z zachwytu nad „Bękartami”? Otóż bardzo często ci sami krytycy, którzy ledwie 5 lat temu niemal krztusili się z oburzenia nad „Pasją Chrystusa” Mela Gibsona&#8230; A co ich tak oburzało w owej „Pasji”? Ano, <em>nadmiar przemocy</em>&#8230; Znany nam jest nawet co najmniej jeden katolicki dziennikarz, który wtedy nazwał tamten film „Ewangelią według markiza de Sade”&#8230;(jak nazwie on dziś „Bękarty wojny”?). Jednak przynajmniej w odniesieniu do „Pasji” można było powiedzieć, że Gibsonowi chodziło o odtworzenie egzekucji poprzez krzyżowanie. I uczynił to na podstawie historycznych opisów takich egzekucji oraz na podstawie znalezisk archeologicznych potwierdzających używanie poszczególnych narzędzi. Część krytyków twierdziła, że główne przesłanie śmierci Pomazańca zostało przez pokazanie krwawych scen zamazane lub wręcz utracone. Inni zaś twierdzili, że nie zostało utracone, a nawet, że zostało dobitniej podkreślone. Co jest zupełnie normalną różnicą zdań.</p>
<p>No dobrze, a jakie jest „główne przesłanie” filmu „Bękarty wojny”? Może coś w rodzaju: „bądź antysemitą, a rozwalimy ci czachę kijem baseballowym!”? A może żadnego przesłania nie ma, po prostu chodzi o rodzaj rozrywki mieszanej z dawką grozy?</p>
<p>Za co więc właściwie film Quentina Tarantino zbiera całą „ulewę” pochwał od krytyki, która po dużej części zachowuje się istotnie tak, jakby jej ktoś dał „cynk” do wzniosłych recytacji? Przecież ani scenariusz nie zasługuje na nic podobnego, ani montaż filmowy, ani scenografia. Ani gra aktorska (poza Waltzem, rzecz jasna). No, muzyka jest w sumie nienajgorsza, ale to akurat samo w sobie nie uzasadniałoby tych dytyramb. Kto wie, czy aby ci krytycy, z takim niemal &#8220;nabożeństwem&#8221; wypowiadający się o ostatnim &#8220;płodzie&#8221; Tarantina, nie przypominają aby tych skarykaturowanych notabli hitlerowskich wyjących z zachwytu nad filmem &#8220;Stolz der Nation&#8221; w owym kinie paryskim na krótko przed katastrofą? Jeszcze ileś tam podobnych &#8220;bękartów&#8221; spłodzi kino pewnego autoramentu, a &#8220;katastrofa&#8221; nie ominie owych krytyków również, gdy już powszechną wiedzą się stanie jakie knoty oni wychwalają. Utrata twarzy po takich bezeceństwach też będzie katastrofą. Dla nich samych &#8211; miejmy nadzieję, że równie prędką i niespodziewaną jak ta kinowa, która budzi ich głośne zachwyty.</p>
<p>Pod względem prezentacji przemocy film ten plasuje się znacznie poniżej innych filmów, nawet niesławnego filmu  <a href="http://video-stats.video.google.com/videoplay?docid=-5744815176653048238&amp;ei=keExS9qTPKLwqAP_2onLDg&amp;q=Jud+Suss&amp;view=3#docid=8931518243516311729">&#8220;Jud Suss&#8221;</a> , czyli tego obrazu filmografii nazistowskiej, któremu swego czasu nadano ogromny rozgłos i który uchodzi wciąż u wielu za szczególnie niesławny film&#8230; W tym filmie hitlerowskim jest tak na dobrą sprawę tylko jedna scena przemocy porównywalna z tymi „bachanaliami”, które rozgrywają się na planie „Bąkartów wojny”: jest to scena końcowa, w której ów Zyd, <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Joseph_S%C3%BC%C3%9F_Oppenheimer">Oppenheimer</a>, zostaje publicznie powieszony. Ale to powieszenie pokazane jest z daleka, nie w zbliżeniu. Nie ma więc szczegółów charakterystycznych dla zbliżeń: nie ma wytrzeszczu oczu, nie ma języka wypychanego z gardła przez zaciskającą się na szyi pętlę. Nie ma zatem tego wszystkiego, co tak charakteryzuje niektóre sceny „Bękartów” czy też w ogóle wielu innych filmów współczesnych. To już jest różnica nie tylko między poszczególnymi filmami (które dla piszącego są <strong>oba</strong> filmami niesławnymi), ale wręcz jest to różnica między całymi pokoleniami kinematografii. Kiedyś kino nie upajało się tak przemocą i jej prezentacją jak obecnie. Obecnie panuje coś w rodzaju zachłystywania się przemocą. Stąd biorą się filmy, które nawet nie są już bazowane na uznanej literaturze, choćby takiej jak powieść Liona Feuchtwangera „Jud Sűss”, lecz na grafomańskich wypocinach, pełnych przemocy i jej gloryfikacji, zupełnie tak, jakby autorzy wyszli z założenia, że im więcej jest na ekranie walenia po pyskach, podrzynania gardeł, rozstrzeliwania i rozwalania czaszek, tym lepszy jest film&#8230;<br />
___________________________</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 260px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Zoller.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Zoller.jpg" alt="Stolz des Volkes" width="250" height="353" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Stolz des Volkes&quot;</p></div>
<p>W „Bękartach” zademonstrowano również inny, fikcyjny film. Ten niemiecki film, co miał być owym „wydarzeniem” z premierą w kinie Shossanny. W filmie tym również trup miał się ścielić gęsto za sprawą Friedricha Zollera i doktora Goebbelsa. Była to owa „Duma Narodu” czyli „Stolz der Nation”. Ten niemecki tytuł potem widać w reklamie. Niby błędu tu nie ma. Ale w III Rzeszy pewnie zamiast „Nation” użytoby słowa „Volk”, bo jest słowem niemieckim, podczas gdy „Nation” pochodzi z łaciny. Trzeba bowiem wiedzieć, że III Rzesza była jednym z niewielu państw w historii nowożytnej, gdzie w dużej mierze z powodzeniem wyparto słowa obcojęzyczne. Więc, gdyby taki film powstał, to miałby pewnie tytuł „Stolz des Volkes”. Filmu takiego jednak nie było, więc Hitler nie mógłby się tak wariacko w kinie śmiać. W ogóle niemieckie kino owego czasu nie było nastawione na pokazywanie zbyt wiele zabijania. Hitlerowcy mogli, i owszem, zabijać w rzeczywistości, ale ich kino wojenne było stosunkowo łagodne pod tym względem, gdy chodziło o filmy pokazujące II Wojnę. Stosunkowo najbardziej brutalnym filmem fabularnym z owego okresu III Rzeszy, oglądanym przez piszącego te słowa, jest film <a href="http://de.wikipedia.org/wiki/Heimkehr_(1941)">&#8220;Heimkehr&#8221;</a>  („Powrót”) z roku 1941 (reżyseria: Gustav Ucicky), w którym te brutalne sceny to sceny prześladowania mniejszości niemieckiej w Polsce przez polskie władze. Ale i te sceny są bardzo łagodne w porównaniu do tego, co oferuje nieraz współczesna nam kinematografia. Zabici pojawiają się też rzadko w tych fabularnych filmach wojennych, które pokazują działania wojenne, jak  „<a href="http://de.wikipedia.org/wiki/U-Boote_westw%C3%A4rts">U-Boote westwärts</a>!” (też z 1941 roku), w którym „gościnnie” zagrał w epizodzie końcowym nawet admirał Dőnitz&#8230;</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/FriedrichDerGrosse.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/FriedrichDerGrosse.jpg" alt="" width="175" height="270" /></a>Więcej już widać poległych w tych filmach fabularnych, które odnoszą się do konfliktów militarnych przeszłych epok, jak <a href="http://video.google.com/videoplay?docid=-4667178087129718785&amp;ei=5ikyS4HvOYmaqAOe4ZjYDg&amp;q=der+gro%C3%9Fe+k%C3%B6nig">&#8220;Der Groβe Kőnig&#8221;</a> („Wielki Król”) z 1942 roku, o Wojnie Siedmioletniej i Fryderyku Wielkim (już na początku pokazana jest bitwa przegrana przez Fryderyka pod Kunersdorf) albo w pochodzącym z roku 1944 (premiera 30 stycznia 1945) kolorowym filmie <a href="http://video.google.com/videoplay?docid=-4014496749646250441&amp;ei=eS0yS72SMKWKqQPb0aXnDg&amp;q=Kolberg+&amp;view=3">&#8220;Kolberg&#8221;</a> („Kołobrzeg”) o obronie Kołobrzegu przed wojskami napoleońskimi w roku 1807. </p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Kolberg2.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Kolberg2.jpg" alt="" width="265" height="353" /></a>Oczywiście, pomijając już różny charakter filmów, obok „Wielkiego Króla” czy „Kołobrzegu” owe „Bękarty wojny” nie mogłyby, pod względem wartości scenariusza, nawet stanąć, taką nędzną są szmirą&#8230;<br />
Nie ustrzeżono się też błędów mniejszego kalibru.<br />
Na przykład błąd pojawia się ilekroć używane jest słowo „kino” przez niemieckie postacie filmu. To słowo w niemieckim też istnieje, to prawda. W III Rzeszy jednak preferowano czysto niemieckie słowo „Lichtspiel”, czasami też „Lichtspieltheater”&#8230;</p>
<p>Byka dopuszczono się w scenie, gdy aktorka von Hammersmark tytułuje Hansa Landę „pułkownikiem” („Oberst”), gdy każdy w Niemczech hitlerowskich wiedział, że w SS ta ranga znana była jako „Standartenfűhrer” (czyżby niemieccy ko-producenci filmu nie mogli poinformować żydowskich hollywoodczyków?). Ten „pułkownik” wlecze się zresztą za Landą przez cały film, diabli wiedzą czemu&#8230;</p>
<p>A jak prezentują się znane postacie hitlerowskie w tym filmie? „Hitler” w ogóle nie jest do siebie podobny, tylko czesane na lewo włosy oraz wąsik na to wskazują, a twarz mu zrobiono celowo chyba bardziej demoniczną niż była. „Goebbels” w filmie wygląda praktycznie na&#8230; niemal każdego, kogo chcemy, tylko nie na Goebbelsa&#8230;<br />
W filmie pojawia się (co prawda nic nie mówi) nawet „der dicke Hermann” czyli marszałek „Hermann Gőring”. Bardzo słusznie, że w momencie jego pokazania na ekranie pojawia się napis z jego nazwiskiem i strzałką go pokazującą, bo istotnie moglibyśmy się nie domyśleć, że to ma być on&#8230; Z recenzji wynika też, że ma tam być i Martin Bormann, ale nie byliśmy w stanie zlokalizować w filmie nikogo o jego wyglądzie&#8230; Na sali kinowej mignęły nam za to postacie, które, gdyby lepiej dobrano fizjonomie, mogły być „Runstedtem” oraz „Dőnitzem” (a może zamiast „Runstedta” był to „Keitel”?). W tym zmasowanym zbieraniu co ważniejszych postaci wierchuszki III Rzeszy w jednym kinie aż zaskakuje brak jednego z czołowych asów tej wierchuszki: „Heinricha Himmlera”. To „Bormann” był (podobno), a „Himmler” to co, „płotka”? Zwłaszcza, że to Himmler był najbardziej złowrogą postacią dla Zydów, jakże można było o nim tak niespodziewanie zapomnieć i nie rozwalić mu brylatej twarzy gradem kul? (ach, te niedoróbki!).</p>
<p>W sumie obraz tego filmu to obraz żenującego „komiksu” o słabej treści, ale za to z dawką zabijania. Co sądzić o takich „dziełach”?</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 349px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Plakatbkartw.jpg"><img class="   " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Plakatbkartw.jpg" alt="...na zakrwawionym kiju do palanta zmiętoszona i pokrwawiona rogatywka..." width="339" height="496" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;...na zakrwawionym kiju do palanta zmiętoszona i pokrwawiona rogatywka...&quot;</p></div>
<p>Spróbujmy sobie wyobrazić nasze własne, polskie, stosunki w historii z Ukrainą. Załóżmy na moment, że na Ukrainie powstaje film „Bękarty Galicji” o dziewięciu ochotnikach, co to nożami i kijami do gry w palanta sieją postrach polskiej policji, rządu i wojska na Kresach. Wyobraźmy sobie plakat reklamowy takiego filmu, podobny w charakterze do plakatów „Inglourious Basterds”: na zakrwawionym kiju do palanta wisi zmiętoszona i pokrwawiona rogatywka&#8230; A ukraińska krytyka szaleje z zachwytów i pisze o „triumfalnym powrocie” reżysera filmu, rozpływa się nad akcją i grą aktorską. Film otrzymuje nagrody filmowe i nawet w <strong>Warszawie</strong> odbywa się bombastyczna premiera z udziałem „tuzów” polskiej i międzynarodowej „śmietanki” kulturalnej (podobna do tej, jaką zorganizowano filmowi Tarantina w<strong> Berlinie</strong>&#8230;).<br />
Potrafimy sobie wyobrazić film „Bękarty Palestyny” o grupie bojowników, traktujących „po Pittowsku” i „po Rothowsku” oficerów Mossadu i armii izraelskiej (też z tymi nożami i kijami do gry&#8230;), albo wycinających im Gwiazdę Dawida na czołach? Lub co najmniej &#8220;arabskiego Brada Pitta&#8221; z &#8220;humorem&#8221; mówiącego wystraszonemu Izraelczykowi <em>„więc wyjmij ten twój kosher-food-licking-finger i pokaż na mapie to, co chcę wiedzieć”.<br />
</em>Co by powiedziała „krytyka”? Co do mnie osobiście, to film Tarantina nasunął mi pomysł zupełnie nowego scenariusza, <a href="http://www.monio.info/2009/11/28/drei-kameraden-im-einsatz/">&#8220;Drei Kameraden im Einsatz&#8221;</a>. W końcu, jak już sobie pozwalać, to idźmy dalej (choć nie z taką dewiacyjną skłonnością do upajania się zabójstwami&#8230;).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/12/23/bekarty-wojny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drei Kameraden im Einsatz (Deutsch)</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/12/13/drei-kameraden-im-einsatz-deutsch/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/12/13/drei-kameraden-im-einsatz-deutsch/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Dec 2009 14:00:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Antideutsche Filme]]></category>
		<category><![CDATA[Deutsche Helden]]></category>
		<category><![CDATA[Deutsche Sieger]]></category>
		<category><![CDATA[Drei Kameraden]]></category>
		<category><![CDATA[Kriegskomödien]]></category>
		<category><![CDATA[War comedy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1934</guid>
		<description><![CDATA[English Version
Wersja polska
Kriegskomödien scheinen in einer tiefen Krise zu sein. Die Film -„Schöpfer“ überschwemmen das Weltkino mit je mehr degenerierten „Werken“, die zwar atmen keinen „Humor“ mehr aber je mehr perversen Gewalt wie im Fall von einem der neuesten, den „talmudischen“ Film „Inglourious Basterds“. Wenn dies angenommen wird, „Unterhaltung“ zu sein, dann ist es am [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.monio.info/2009/12/06/drei-kameraden-im-einsatz-english/" target="_blank">English Version</a><br />
<a href="http://www.monio.info/2009/11/28/drei-kameraden-im-einsatz/" target="_blank">Wersja polska</a></p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DreiKameradenimEinsatz.jpg?"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DreiKameradenimEinsatz.jpg?" alt="" width="209" height="288" /></a>Kriegskomödien scheinen in einer tiefen Krise zu sein. Die Film -„Schöpfer“ überschwemmen das Weltkino mit je mehr degenerierten „Werken“, die zwar atmen keinen „Humor“ mehr aber je mehr perversen Gewalt wie im Fall von einem der neuesten, den „talmudischen“ Film „Inglourious Basterds“. Wenn dies angenommen wird, „Unterhaltung“ zu sein, dann ist es am wahrscheinlichsten für Menschen mit außergewöhnlich perversen Vorlieben und einer sadistischen Abweichung&#8230; </p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/inglourious_basterds-poster2.jpg?"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/inglourious_basterds-poster2.jpg?" alt="" width="182" height="265" /></a>Es hat verschiedene Kinoschöpfungen entweder direkt um den Zweiten Weltkrieg oder auf einem Nachkriegsthema gegeben, das sich auch auf den Krieg bezieht. Es gab einige  Leistungen darunter, sogar wirkliche Leistungen, wie „Die Große Flucht“ (“The Great Escape”), ihre Zahl ist jedoch verhältnismäßig niedrig. Aber die  meisten sind im gleichen, oder ähnlichen, Genre-muster gemacht worden. Die Briten haben sogar einen Film gemacht, „Der Eine, Der Weggekommen Ist“ (“The One that got away”, 1957), um einen deutschen Kampfpiloten, Franz von Werra, der in seiner  Flucht von britischer Gefangenschaft gelungen ist. Es war jedoch der einzige Film seiner Art. Im Ganzen sind Filme vom Genre zunehmend langweilig.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg?"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg?" alt="" width="184" height="300" /></a>Um manche kranke Instinkte der Zuschauer aufzuregen, sind einige ganz überraschende Ungeheuerlichkeiten erfunden worden. Erinnern Sie sich an den Film „Rückkehr nach Salem“ (“A Return to Salem’s Lot”, 1987) geleiteten durch Larry Cohen? Die Handlung ist in eine scheinbar unschuldige, ruhige Stadt gesetzt, wo jeder scheint freundlich zu sein. Nur später wird es klar, dass die Einwohner von… <strong>Vampiren</strong> terrorisiert werden. Nicht nur durch irgendeine Vampiren – aber durch <strong>Nazistische Verbrecher</strong> (wie sonst? &#8230;). Daher werden die Hauptcharaktere der Handlung von einem jüdischen Nazi-Jäger unterstützt, der ausdrücklich für diesen Zweck ankommt. Der gipfelnde Punkt des Films ist eine Szene des Kampfes gegen die Vampiren in der Nacht. Gemäß gemeinsamer Mythologie schlafen Vampiren  vernünftig tagesüber in ihren Särgen, da sie im Tageslicht nicht überleben können. Särge sind daher unerlässlich zu ihnen. Aber, während des Kampfes explodiert ein Feuer und jene Särge Feuer fangen.  Der aufgeschrockene Vampiren-leiter (oder sollen wir gar sagen: der Vampiren<em>fűhrer</em>…) versucht seine ungewöhnliche Herde mit einem Schrei zu sammeln: „ die Särge retten!” Vergeblich! Der jüdische Agent und unsere Helden gewinnen und von hier an das Glűck wird die Teilnahme des Städtchens&#8230; </p>
<p>Wenn Filmemacher haben keine neue Idee für ihre Krieg-Nazistisch-Horrorfilme, dann vielleicht, nachdem ein Muster ausgeschöpft war, mit dem sie ihre Filme machen, könnten sie ein anderes  versuchen. Ein Muster, das unberührt und in einem reinen Zustand ist: Deutsche Helden in Uniformen, die ihren Feinden von der „Großen Koalition“ eine gute Dresche geben. Vielleicht einige SS-Männer oder Wehrmacht-Soldaten, lässt uns sagen: “Drei Kameraden”. Sie würden nicht aber ganze Eimer des Blutes vergieβen, noch würden sie irgendjemanden in einer satanischen Art für unser „Vergnügen“ erschlagen. Nein, sie würden lieber auf der komischen Seite bleiben.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ImEinsatz.jpg?t=1260711733"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ImEinsatz.jpg?t=1260711733" alt="" width="512" height="341" /></a>Stellen Sie sich drei SS-Männer oder Wehrmachtsoldaten vor. Ihre Namen sind <strong>Fritz, Max und Rolf</strong>.  Alle drei sind Raufbolde, mangelnd nie einer guten Stimmung, um immer wieder mit vielen Witzen einen Sturm des Gelächters vom Publikum herzustellen. Ihre Witze sind ziemlich scharf. Sie sind im Grunde anständige Burschen, ein Bit „derb aber herzlich“. Sie summen sogar ein ziemlich populäres deutsches Lied von der Epoche, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=zOZ-h0p1r8A&amp;feature=related" target="_blank">„Ade Polenland“</a> , das bald nach dem Feldzug in Polen komponiert wurde (die erste Aufnahme im November 1939) mit der polnischen volkstümlichen Melodik, und sogar mit dem polnischen Wort  “piwo” (d.h. “Bier ”) sowie mit dem weiblichen polnischen Vornamen “ Janka ”.</p>
<p>Einer von dem Trio ist aus Bayern, ein anderer aus Schlesien und der dritte aus  Friesenland. Anfänglich sind sie zusammen an der Front. Später sind sie einzelne Aufgaben gegeben. Eine ganze Serie von Filmen könnte um sie gemacht werden, genauso wie mit dem „Monty Python“ oder „The Pink Panther“, oder wie die polnische Serie „Vier Panzerjäger und ein Hund“.</p>
<p>Weil an der Front &#8211; oder eigentlich hinter feindlichen Linien (ob Sowjet oder Amerikanischen) sie machen aus Generäle, Oberste oder blitzsaubere Majore des Feindes Trottel (wie in der polnischen Komödie „Wo ist der General?“). Sie tun den Sowjets oder den Amerikanern, was die „Vier Panzerjäger “ oder „Das Schmutzige Dutzend“ den Deutschen getan haben – nur mit mehr Heiterkeit, wie der polnische Schauspieler Wojciech Siemion getan hat. Sie überlisten ganze Regimente und Kompanien, wälzen Generäle und Marschälle (z.B. Eisenhower und Montgomery, vielleicht Schukov auch…) in Schlamm und Jauche, schließen sie in Feldklosetten, binden sie nackt zu den Rückseiten von Kühen und treiben dann die Kühe in Jauchengruben ein… Die drei halten ein ganzes Bataillon der sowjetischen Garde an einem Fluss auf, um es später zu einer Panikflucht zu zwingen.</p>
<p>Ein könnte sogar beibehalten, dass so ein Film „auf wirklichen Ereignissen“ basiert ist, da es wäre möglich, wirkliche und komische Unfälle von der Front mit Fiktion zu kombinieren. Zum Beispiel während des Krieges ein gewisser Oberschlesier wurde tatsächlich den Ritterkreuz an der Ostfront bekommen, weil er und ein paar Kameraden, die zusammen einen wichtigen Posten verteidigten, einen Fortschritt von sowjetischen Truppen aufgehalten hatten, die dann zurückgezogen hatten. Weil sie haben viel Lärm gemacht (teilweise sicher auch aus Angst), die Sowjets haben  sie verwechselt für einen Feind viel stärkeren in Zahlen und haben sich zurückgezogen. Später dieser Oberschlesier wurde einen „Urlaub“ von der Front gegeben und in seinem Heimatort hat seine Geschichte in gebrochenem Deutsch erzählt. Als er die deutsche Sprache nicht ganz flieβend beherrscht hatte, hat er einige polnischen Wörter unter dem Deutsch eingefügt. <em>“Und dann haben wir eine <strong>wyrwa</strong> gemacht…”</em> – lautete beispielweise ein Satz in seiner Erzählung.</p>
<p>Ja, das ist gerade eine Rolle für unseren Rolf. Rolf könnte, lass uns sagen, aus Kőnigshűtte oder Ruda sein. Seine zwei Kameraden Fritz und Max. könnten ihre eigenen groben Bemerkungen &#8211; jeder in seiner eigener Mundart, selbstverständlich &#8211; in Bezug auf Rolfs Zungen Mischung machen. So viel der erste Film.</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 445px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ChurchillRoosieGang.jpg?"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ChurchillRoosieGang.jpg?" alt="Churchill und Roosevelt als Gangsters" width="435" height="314" /></a><p class="wp-caption-text">Churchill und Roosevelt als Gangsters</p></div>
<p>Im zweiten Film könnte Fritz, Max und Rolf, durch den SS-Gruppenfűhrer Sepp Dietrich zum Beispiel, direkt zu den Herzen von feindlichen Großmächten geschickt werden: Fritz aus Landshut in Bayern nach Washington DC, Max aus Friesenland nach London, und unser Oberschlesier Rolf nach Moskau. Durch ihre Abenteuer dort würden sie ihre Zuschauer und Liebhaber unvergessliche Eindrücke geben. T-Shirts mit ihren Bildnissen würden sogleich Bestseller werden &#8211; besonders in Deutschland, selbstverständlich.</p>
<p>Also  Fritz wűrde Schwierigkeiten in Washington machen, wohin er würde bewegt auf einem der kürzlich entdeckten japanischen U-Booten, die die Erde anderthalbmal auf einem Auftanken umsegeln konnten. Dort würde er aus Bernard Baruch, Henry Morgenthau und Cordell Hull Trottel machen und würde die etwas korpulenten Gesäße von einigen der führenden Bankiers treten. Und er würde den Rollstuhl-gefesselten Präsidenten Roosevelt in der Art behandeln, in welcher Steve Martin als Inspektor Clouseau in „The Pink Panther“ seinen ehrgeizigen Bett-gefesselten Vorgesetzten, Dreyfus, miβhandelte. Dreyfus wurde komisch in seinem Bett misshandelt, das durch die Krankenhauskorridore gerollt hat, das Treppenhaus hinunter und wurde in der Seine gelandt. In Washington DC gibt es keine  Seine. Aber es gibt den Potomac, der auch genug Wasser für Roosevelt hat, in geplanscht zu werden – viel zu Fritzes und des deutschen Publikums Vergnügen (ja, vielleicht nicht nur des deutschen Publikums, da die amerikanischen Indianer oder die Schwarzen könnte ihre Seiten mit Gelächter auch spalten – und die Nahöstlichen Araber sogar mehr, man kann wetten…).</p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 665px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Churchillinflight.jpg?t=1260712147"><img class="  " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Churchillinflight.jpg?t=1260712147" alt="Churchill in die Flucht geschlagen. Eine Indische Karikatur aus dem 2 Weltkrieg" width="655" height="435" /></a><p class="wp-caption-text">Churchill in die Flucht geschlagen. Eine Indische Karikatur aus dem 2 Weltkrieg</p></div>
<p>Max aus Friesenland würde auf einem U-BOOT nach England bewegt werden wo er würde rutschen ins Parlament und zu Chartwell, dem Wohnsitz unseres beliebten Alliierten, Sir Winston Churchill. Seine Knebel mit den die Bowler tragenden englischen Lords können leicht vorgestellt werden – hier der deutsche und der traditionelle englische Humor könnte vermischt werden. Anthony Eden und der Lord Halifax wären die ersten, unserem tapferen Max zum Opfer zu fallen. Und Churchill selbst würde von ihm in so ein Durcheinander gestoßen werden, daβ das ganze Europa sich krumm und schief lachen könnte: er würde in seinen fettigen Bulldogge &#8211; Kiefer gehauen werden, daβ seine riesige Zigarre seine Kehle herunterfallen würde, auf die andere Seite zu landen – in seinen Schlüpfern, das heiβt. Eine angezündete Zigarre kann die delikaten Teile verbrennen, also hochspringend, der Sir Winston sich vollständig ausziehen müsste, um sie herauszunehmen – zum Vergnügen der das Kino ausfüllenden und mit  Gelächter brüllenden deutschen Jugend. Ja, vielleicht nicht nur der deutschen Jugend. Wir auch, in Polen, „lieben“ den Sir Winston sehr viel, oder?</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 394px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/StalinChurchill.jpg?t=1260712418"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/StalinChurchill.jpg?t=1260712418" alt="Stalin und Churchill" width="384" height="280" /></a><p class="wp-caption-text">Stalin und Churchill</p></div>
<p>Und jetzt ist es die Drehung von Rolf. Er würde hinter den sowjetischen Linien befördert werden und, als ein NKVD-Offizier verkleidet, in den Kreml rutschen würde. Dort würde er Mikoyan, Kaganovitsch und Mierkulov windelweich verprűgeln. Er würde Beria in einer Zelle des Lubianka Gefängnisses einsperren (vielleicht „unsere“ Wanda Wasilewska, die Kommunistenfűhrerin, würde ihren Anteil ebenso erhalten&#8230; Hoffen wir!). Und, sozusagen, für „Nachtisch“ würde Rolf Stalin erhalten. Er würde ihn gegen die Wände vom Kreml herumwerfen. Er würde sein Gesicht in eine Toilettepfanne stoßen. Er würde ihn vollständig ausziehen und würde sein Gesäß treten, daβ Stalin, komisch springend, würde zu entkommen versuchen – vergeblich selbstverständlich. Stalin in seiner Flucht würde den Uhrenturm vom Kreml klettern, hängend vom Uhr-Zeiger wie Harold Lloyd in seinen Vorkriegsfilmen. Einer könnte annehmen, dass das Ganze von Östlich und Mitteleuropa mit Gelächter erschüttern könnte. Ganz gewiss die Russen viel weniger. Und die Georgier würden am wahrscheinlichsten mit Zorn explodieren – <strong><em>IHR</em></strong> Stalin!!!</p>
<p>Die Hersteller der je alberneren und monotonen Kriegsfilme, die ihre „Werke“ immer auf dem gleichen Muster des Genres machen, kann erinnert werden dass ein anderes „Muster“ noch wartet, erforscht zu werden. Vielleicht ist die Zeit dafür endlich gekommen?</p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 253px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Powitanie.jpg?t=1260712609"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Powitanie.jpg?t=1260712609" alt="Tschűβ!" width="243" height="285" /></a><p class="wp-caption-text">Tschűβ!</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/12/13/drei-kameraden-im-einsatz-deutsch/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drei Kameraden im Einsatz (English)</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/12/06/drei-kameraden-im-einsatz-english/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/12/06/drei-kameraden-im-einsatz-english/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 Dec 2009 08:46:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Deutsche Helden]]></category>
		<category><![CDATA[German Heroes]]></category>
		<category><![CDATA[Humour]]></category>
		<category><![CDATA[War comedy]]></category>
		<category><![CDATA[War movie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1910</guid>
		<description><![CDATA[Deutsche Fassung
Wersja polska
War comedies seem to be in a deep crisis. Film-“creators” are flooding the world cinema with ever more degenerated “works” that breathe no “humour” anymore but ever more deviant violence like in the case of the most recent one, the “Talmudic” movie “Inglourious Basterds”. If this is supposed to be “entertainment”, then most [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.monio.info/2009/12/13/drei-kameraden-im-einsatz-deutsch/" target="_blank">Deutsche Fassung<br />
Wersja polska</a><br />
<a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DreiKameradenimEinsatz.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DreiKameradenimEinsatz.jpg" alt="" width="203" height="280" /></a>War comedies seem to be in a deep crisis. Film-“creators” are flooding the world cinema with ever more degenerated “works” that breathe no “humour” anymore but ever more deviant violence like in the case of the most recent one, the “Talmudic” movie <a href="http://www.monio.info/2009/12/29/inglourious-basterds/" target="_blank">“Inglourious Basterds”</a>. If this is supposed to be “entertainment”, then most likely it is suited to people with exceptionally deviant taste and sadistic inclination…</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/inglourious_basterds-poster2.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/inglourious_basterds-poster2.jpg" alt="" width="176" height="258" /></a>There have been various cinema creations either directly about the Second World War or on a post-war theme that also relate to the war. There were some real achievements among them (even Achievements, with a capital-A, like “The Great Escape”) yet their number is relatively low.  But most have been made in the same, or similar, genre-pattern. What is more, the British even made a movie, “The One That Got Away” (1957), about a German fighter-pilot, Franz von Werra, who succeeded in his flight of escape from British captivity. It was however the only movie of its kind.  On the whole, movies of the genre are increasingly boring.</p>
<p>In order to agitate some of the sick instincts among the audience,<a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg" alt="" width="147" height="240" /></a> surprising monstrosities have sometimes been invented. Do you remember the movie “A Return to Salem’s Lot” (1987) directed by Larry Cohen?  The action is set in a seemingly innocent, quiet town where everyone seems to be friendly. Only later it becomes clear that the inhabitants are terrorized by… <strong>vampires</strong>. Not just by any vampires – but by <strong>Nazi criminals</strong> (how else?&#8230;). Therefore the main characters of the plot are aided by a Jewish Nazi-hunter who arrives specifically for this purpose. The culminating point of the movie is a scene of the fight against the vampires in the night. In accordance with common mythology, vampires sleep soundly in their coffins during the day for they cannot survive exposure to light.  Coffins are therefore indispensable to them. Alas, during the fight scene these coffins catch fire. The vampire-leader tries to rally his unusual flock with a cry: “Protect the coffins!”  All in vain! The Jewish agent and our heroes prevail and happiness returns to the township.</p>
<p>If filmmakers are drained of new ideas for their war-Nazi horror-movies then perhaps, after having exhausted one pattern with which they make their movies, they could try another one. One pattern that is untouched and in a virgin state: German heroes in uniforms giving their enemies from the “Great Coalition” a good thrashing. Perhaps some SS-Men or Wehrmacht-soldiers, let us say: Three Comrades (Drei Kameraden). They would however not spill whole buckets of blood, nor would they slay anyone in a satanic fashion for our “amusement”. No, they would rather remain on the humorous side.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ImEinsatz.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ImEinsatz.jpg" alt="" width="512" height="341" /></a>Imagine three SS-Men or Wehrmachtsoldaten.  Their names are <strong><em>Fritz, Max und Rolf</em></strong>.  All three are scrappers, never lacking of a good mood, and always with lots of jokes in stock to produce a storm of laughter from the audience. Their jokes are quite sharp.  They are basically decent chaps, a bit “derb aber herzlich” (rough but friendly). They even hum a very popular German song from the era, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=kpTdopyoRqA" target="_blank">&#8220;Ade Polenland&#8221;, </a>a song which was composed shortly after the close of the September Campaign (the first recording was in November 1939) around a Polish folk tune. The song even contains a Polish word “piwo” (i.e. “beer”) and a female Polish name “Janka”. (<a href="http://www.axishistory.com/index.php?id=412" target="_blank">here</a> you will find both the original German lyrics and their English translation &#8211; not quite a correct one, for &#8220;Weichselstrand&#8221; is translated as &#8220;distant land&#8221; while it actually means &#8220;Vistula beach&#8221;&#8230;).</p>
<p>One of the trio is from Bavaria, another from Silesia and the third from Friesenland. Initially they are together at the front. Later, they are given individual tasks. A whole series of movies could be made about them, just as with the “Monty Python” movies, “The Pink Panther” movies, or like the Polish series “Four Tankmen and a Dog”.</p>
<p>While at the front &#8211; or rather behind enemy lines (whether Soviet or American) they lead the enemy’s generals, colonels or polished, spick-and-span majors by the nose (like in the Polish comedy “Where is the General?”). They do to the Soviets or Americans what the “Four Tankmen” or “The Dirty Dozen” did to the Germans – only with more hilarity, like the Polish actor Wojciech Siemion did. They outsmart whole regiments and companies, roll generals and marshalls (e.g. Eisenhower and Montgomery, perhaps Zhukov too…) in mud and dung, bind them naked to cows’ backs and then drive those cows into liquid manure… The three of them stop an entire battalion of Soviet guard at a river to force it later into a panic flight.</p>
<p>One could even maintain that such a movie is “based on real events”, for it would be possible to combine real and comical accidents from the front with fiction. For example, during the War a certain Upper Silesian was actually awarded the Ritterkreuz (Knight’s Cross) because he and a few comrades, together defending an important post, stopped an advance of Soviet troops who then withdrew.  By simply making a lot of noise, perhaps partly out of fear, the Soviets mistook them for an enemy much stronger in numbers and retreated.  Later this Upper Silesian was given an “Urlaub” (leave) from the front and in his native Silesian town told his story in broken German. As he had not mastered German well, he inserted some Polish words amongst the German. This could be an excellent role for our Rolf to play. Rolf could be, let us say, from Kőnigshűtte or Ruda. His two Kameraden Fritz und Max could make their own coarse comments, in their two respective dialects, to that linguistically mixed story.</p>
<div class="wp-caption alignright" style="width: 445px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ChurchillRoosieGang.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ChurchillRoosieGang.jpg" alt="" width="435" height="314" /></a><p class="wp-caption-text">Churchill and Roosevelt as gangsters</p></div>
<p>In the second movie Fritz, Max und Rolf could get sent, by SS-Gruppenfűhrer Sepp Dietrich for example, directly to the hearts of enemy powers: Fritz aus Landshut in Bayern to Washington DC, Max aus Friesenland to London, and our Upper Silesian (i.e. “Oberschlesier”) Rolf to Moscow. Through their adventures there they would give their viewers and fans unforgettable impressions. T-shirts with their images would readily become bestsellers, especially in Germany.</p>
<p>And so Fritz would make trouble in Washington, where he would get moved to on one of the recently discovered (authentic!) Japanese submarines that could sail 1.5 times around the globe on just one tank (once again: no joking here, there were such subs indeed). There he would fool Bernard Baruch, Henry Morgenthau, Cordell Hull and kick the somewhat corpulent bums of some of the leading bankers. And he would treat the wheelchair-confined president Roosevelt somewhat in the way that Steve Martin, playing inspector Clouseau  in “The Pink Panther”, treated Dreyfus his bed-confined ambitious  supervisor. Dreyfus was comically maltreated in his bed which rolled through the hospital corridors, down the staircase and ended up in the River Seine.<br />
In Washington DC there is no River Seine. But there is The Potomac, that also has enough water for Roosevelt to get splashed into – much to Fritz’s and the German audience’s amusement (well, perhaps not only the German audience’s, for the American Natives or Blacks could split their sides with laughter  too – and the Middle-Eastern Arabs even more, you could bet).</p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 665px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Churchillinflight.jpg"><img class="  " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Churchillinflight.jpg" alt="Churchill in flight. Indian cartoon from 2WW" width="655" height="435" /></a><p class="wp-caption-text">Churchill in flight. Indian cartoon from 2WW</p></div>
<p>Max aus Friesenland would get moved on a U-Boat to England where he would slip into the Parliament and to Chartwell, the residence of our beloved ally, Sir Winston Churchill. His gags with the bowler-hat-wearing English gentlemen can be easily imagined – here the German and the traditional English sense of humour could be intertwined. Anthony Eden and Lord Halifax would be the first to fall prey to our brave Max. And Churchill himself would get pushed by him into such a mess that the whole of Europe could split their sides with laughter: he would get his bulldog-like jaw smacked so that his huge cigar would fall down his throat to end up on the other side – in his undies that is. A cigar that is lit can burn your privates, so Sir Winston would have to undress completely in order to grab it – to the amusement of the audience packed with German youth roaring with laughter. Well, again: perhaps not only the German audience. We too, in Poland, “love” Sir Winston very much. Or do we not?</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 394px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/StalinChurchill.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/StalinChurchill.jpg" alt="Stalin and Churchill" width="384" height="280" /></a><p class="wp-caption-text">Stalin and Churchill</p></div>
<p>And now it is Rolf’s turn. He, dispatched behind the Soviet lines and disguised as a NKVD-officer, would slip into the Kremlin. Once there, he would beat Mikoyan, Kaganovich and Merkulov black and blue. He would lock Beria up in a cell of the Lubianka prison (perhaps “our” Wanda Wasilewska, the Communist leader, would get her share as well&#8230; Let’s hope!). And, so to speak, for “dessert” Rolf would get Stalin. He would throw him around and against the walls of the Kremlin. He would push his face into a toilet pan.  He would undress him completely and kick his bum so that Stalin, jumping comically, would try to escape – in vain, of course. Stalin in his flight would climb the Kremlin’s clock tower, hanging from the clock-hand like Harold Lloyd in his pre-war movies. One could assume that the whole of Eastern and Central Europe could convulse with laughter. Well, the Russians probably much less. And the Georgians would most likely explode with wrath – <strong><em>THEIR</em></strong> Stalin!!!</p>
<p>The makers of ever more silly and monotonous war-movies who make their “works” always on the same pattern of genre, can be reminded that another “pattern” still remains to be explored. Perhaps the time has come for it at last?</p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 253px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Powitanie.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Powitanie.jpg" alt="See you!" width="243" height="285" /></a><p class="wp-caption-text">See you!</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/12/06/drei-kameraden-im-einsatz-english/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Minarety z galarety</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/11/30/minarety-z-galarety/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/11/30/minarety-z-galarety/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 13:09:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Religia]]></category>
		<category><![CDATA[Bruncz]]></category>
		<category><![CDATA[Imigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Minerety]]></category>
		<category><![CDATA[Multikulturalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Referendum Szwajcarskie]]></category>
		<category><![CDATA[Terlikowski]]></category>
		<category><![CDATA[Tolerancja Religijna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1893</guid>
		<description><![CDATA[Dariusz Bruncz i Tomasz Terlikowski  (patrz: linki poniżej niniejszego tekstu) otworzyli w serwisie ekumenizm. pl serię artykułów odnoszącą się do ostatniego referendum w Konfederacji Helweckiej, a dotyczącego budowy minaretów.
Obydwaj chyba spudłowali, jeden strzelił za bardzo na prawo, drugi na lewo&#8230; Spróbujmy my zatem strzelić wprost w środek. „Dario” wychodzi z założenia, że wynik (ponad 57 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DARIO.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DARIO.jpg" alt="" width="215" height="152" /></a><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/TOMO.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/TOMO.jpg" alt="" width="194" height="146" /></a>Dariusz Bruncz i Tomasz Terlikowski  (patrz: linki poniżej niniejszego tekstu) otworzyli w serwisie ekumenizm. pl serię artykułów odnoszącą się do ostatniego referendum w Konfederacji Helweckiej, a dotyczącego budowy minaretów.<br />
Obydwaj chyba spudłowali, jeden strzelił za bardzo na prawo, drugi na lewo&#8230; Spróbujmy my zatem strzelić wprost w środek. „Dario” wychodzi z założenia, że wynik (ponad 57 procent przeciw minaretom) jest pozytywny, bo oznacza trzymanie się tego, co uważa za tożsamość europejską. „Tomo” zaś nazywa ten wynik „drogą donikąd”, bo jego zdaniem oznaczać to będzie z jednej strony radykalizację muzułmanów, a z drugiej pomoże walczyć w przyszłości z wszelką religią, skoro już dzisiaj wolno zakazywać jej widzialnych, fizycznych atrybutów.</p>
<p>I jeżeliby przyjrzeć się sprawie przez obie pary „okularów” obu Autorów, to obaj mają dużo racji. Jednak cała rzecz akurat jest w czymś zupełnie innym.</p>
<p>Obydwaj Autorzy pomijają najważniejsze punkty całej sprawy: kwestię IMIGRACJI, kwestię WOLNEGO WYBORU dokonanego przez obywateli oraz kwestię SZTUCZNEJ ANTAGONIZACJI do islamu przez NASZE establishmenty polityczne prowadzące wojny i okupacje w krajach islamskich. Dokładnie właśnie tak: obaj Autorzy boją się lasu minaretów w Europie przyszłości, ale to nie muzułmanie okupują jakikolwiek kraj europejski, rozogniając tam „rachunki krzywd” – to skorumpowane i posługujące się kłamstwem rządy zachodnie prowadzą takie wojny i okupacje w krajach islamu już od szeregu lat. I to w poparciu dla Izraela, okupującego taki kraj już od szeregu dziesiątków lat&#8230;</p>
<p>Europa nie cierpi dlatego, że jest w niej islam – bo on w niej jest od bardzo wielu stuleci, ale z powodu rosnącej liczby imigrantów, którzy zaczynają już antagonizować (czy tego chcą czy nie) Europejczyków. Odpowiedzialnością za politykę imigracyjną obciążać jednak nie należy islamskich imigrantów (bo co oni winni: że chcieli się przenieść tam, gdzie większy dobrobyt. Ja też tak zrobiłem, więc czemu jestem winny?) lecz europejskie i pozaeuropejskie rządy (USA, Kanada, Australia) oraz mocodawców tych rządów, obficie „smarujących” gotówką tam, gdzie trzeba wspomóc „odpowiedniego” kandydata do parlamentu albo kandydata na premiera&#8230; Również nas samych można obwiniać: czemu płodzimy tam niewiele dzieci, że potem się gospodarkę narodową „wspiera” milionami przybyszów wziętych dosłownie skądkolwiek, byle tylko bardziej „ukoloryzować” i wymieszać ze sobą wszystko (czytaj: rasy, kultury i religie) co się da, obojętnie czy to akurat jest zabieg korzystny czy nie&#8230;</p>
<p>To tyle odnośnie imigracji. Również odnośnie radykalizacji, bo te zbrodnicze wojny zamorskie bardziej radykalizują muzułmanów niż brak tu i ówdzie jakiegoś minaretu. Zapytaj sam siebie, Tomaszu: ile to tych minaretów jest naprawdę koniecznych do normalnego funkcjonowania religii islamskiej (wzgląd polityczny i propagandowy akurat celowo pomijam)? Czy powiedziałbyś na przykład, że w każdym wiejskim z***piu potrzebna jest d**na kościelna wieża gotycka? Nie, bo dzwony mogą tam być mniejsze i wisieć sobie w znacznie niższej wieży, albo nawet w wieżyczce na dachu albo pod t.zw. przydaszkiem od frontu (większość wczesnych kościołów europejskich NIE miała pierwotnie żadnych wież&#8230;). Podobnie rzecz ma się z minaretami: meczety nie muszą ich mieć w ogóle, a wcale przez to nie stają się „obumarłe”. Powiedzmy to sobie wprost, bez owijania całej sprawy w nadmiar „bawełny”: <strong>minarety są meczetom obecnie akurat tak „potrzebne do szczęścia”, jak przysłowiowy „zającowi dzwonek”&#8230;<br />
</strong><br />
No i właściwie na tym cała sprawa mogłaby się zakończyć: chodziło w całej sprawie <strong>O NIC</strong>, gdy chodzi o samo meritum swobód religijnych. Minaret to jednak potężna struktura, więc chyba i rację mają ci, którzy wskazywali na polityczno-propagandowe aspekty całej muzułmańskiej batalii o te ogromne dominanty.</p>
<p>O co zatem tak naprawdę chodzi w referendach takich jak to helweckie? Tak, rozmaitym ludziom może chodzić o rozmaite rzeczy (inaczej pewnie „Tomo” i „Dario” nie różniliby się zbytnio w poglądach).</p>
<p>Otóż chodzi o ten trzeci z wymienionych na wstępie aspektów: <strong>O WOLNY WYBÓR</strong>.</p>
<p>I tu obydwaj Autorzy chybili już zupełnie, ba, nie trafili nawet w obrzeżenie tarczy. Ani bowiem referendum nie oznacza obrony stanu obecnego, ani nie stanowi drogi donikąd. Od kiedy to referendum i wolny wybów są „drogą donikąd”, „Tomo”? To <strong>KTO</strong>, Twoim zdaniem, ma decydować o tym, co ma być i co nie ma być budowane w kraju? Czy nie wiesz o tym, że jak chcesz sobie dobudować chlewik od tyłu willi – <strong>na Twoim własnym gruncie!</strong>, to musisz mieć zgodę miejscowej rady, a w najlepszym wypadku zgodę bezpośrednich sąsiadów?</p>
<p>Referendum też nie oznacza, że minarety po wsze czasy zostaną zakazane w Helwecji. To oznacza jedynie, że NARAZIE ich tam nie będzie. No, bo jeśli za parę albo paręnaście lat Helweci jednak, w innym już referendum, zdecydują, że  i owszem, niech będzie tych minaretów nawet cała dżungla – to co: też będzie to droga donikąd?</p>
<p>Sam pewnie życzyłbyś sobie, aby Polacy mieli takie referendum całkiem niedawno, gdy o wiele powżniejsza kwestia się ważyła niż minarety: a mianowicie kwestia (dalszego, konsekwentnego) ograniczenia suwerenności ich własnego państwa. Wywierające na nas (oraz na czeskiego prezydenta Klausa, tego „Jana Hachę” naszych czasów) t.zw. „czynniki europejskie” też najwyraźniej uznały, że referendum to „droga donikąd” (zapewne obawiali się o rezultaty bardziej niż w Irlandii&#8230;). Wybrali inne rozwiązanie. A nasze władze potulnie się podporządkowały niczym ci zdrajcy z Sejmu w XVIII wieku, co uznali Traktaty (nie, nie „Lizbońskie”, ale Rozbiorowe).</p>
<p>Ale jeszcze raz pytam: <strong>KTO</strong>, jeśli nie obywatele, ma decydować, co się w okolicy buduje, a czego nie?</p>
<p>Poza tym jest jeszcze jedna rzecz: nawet zwycięstwo „minaretowców” w referendum nie oznaczałoby jeszcze, że one natychmiast byłyby wznoszone. Konfederacja Helwecka składa się z 25 kantonów, a te z mniejszych jeszcze jednostek administracyjnych. Tam też są władze, tam też są wspólnoty i tam też się poddaje rozmaite projekty pod głosowanie. Czyli: obecne wybory mogliby nawet teoretyczni wygrać „minareciarze” osiągając 100 procent poparcia, a następnie&#8230;. przez dziesiątki lat mógłby nie powstać tam  ani jeden minaret&#8230; Bo wolny wybór przysługuje w Helwecji (narazie przynajmniej) nie tylko ogółowi obywateli, ale i wspólnotom lokalnym.</p>
<p><strong>„Tomo”:</strong>  referenda to jedyna droga (i to wcale nie „donikąd”) rozstrzygania kwestii budzących takie emocje, jak ta.</p>
<p><strong>„Dario”:</strong> Europa nie straci nic na swej tożsamości, jesli ktoś w niej zbuduje minarety. Straci natomiast, jeśli dalej będzie poddawana barbarzyństwu gangów politycznych spod znaku „multi – kulti”, zamieniających Kontynent w grunt pod przyszłe konflikty rasowe i kulturowe.</p>
<p>References:</p>
<p>&#8220;Dario&#8221;   <a href="http://www.ekumenizm.pl/content/article/20091130001309514.htm" target="_blank">&#8220;Brawa dla Szwajcarów&#8221;</a><br />
&#8220;Tomo&#8221;  <a href="http://www.ekumenizm.pl/content/article/20091130114933617.htm" target="_blank">&#8220;Szwajcarska droga donikąd&#8221;</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/11/30/minarety-z-galarety/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drei Kameraden im Einsatz</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/11/28/drei-kameraden-im-einsatz/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/11/28/drei-kameraden-im-einsatz/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Nov 2009 03:10:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Film wojenny]]></category>
		<category><![CDATA[Komedia wojenna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1859</guid>
		<description><![CDATA[
Deutsche Fassung
English Version
 
Komedie wojenne zdają się przeżywać kryzys. Dlatego „tfurcy” filmowi zalewają kino światowe coraz to bardziej degenerackimi „dziełami”, z których to zieje już nie „humorem”, ale coraz bardziej zboczoną przemocą, jak choćby w tym ostatnim, bardzo „talmudycznym” filmie „Inglourious Basterds”. Jeżeli to ma być „rozrywka”, to chyba dla ludzi o wyjątkowo zboczonych upodobaniach i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DreiKameradenimEinsatz.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/DreiKameradenimEinsatz.jpg" alt="" width="162" height="224" /></a></p>
<p><a href="http://www.monio.info/2009/12/13/drei-kameraden-im-einsatz-deutsch/" target="_blank">Deutsche Fassung</a><br />
<a href="http://www.monio.info/2009/12/06/drei-kameraden-im-einsatz-english/" target="_blank">English Version</a></p>
<p> </p>
<p>Komedie wojenne zdają się przeżywać kryzys. Dlatego „tfurcy” filmowi zalewają kino światowe coraz to bardziej degenerackimi „dziełami”, z których to zieje już nie „humorem”, ale coraz bardziej zboczoną przemocą, jak choćby w tym ostatnim, bardzo „talmudycznym” filmie „Inglourious Basterds”. Jeżeli to ma być „rozrywka”, to chyba dla ludzi o wyjątkowo zboczonych upodobaniach i sadystycznym odchyleniu&#8230;</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/inglourious_basterds-poster2.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/inglourious_basterds-poster2.jpg" alt="" width="176" height="258" /></a>Były już rozmate wytwory kina o tematyce wojennej – lub powojennej, ale nawiązującej do wojny. Były oczywiście też bardzo udane dzieła (nawet przez duże „D”, jak choćby słynna „Wielka Ucieczka”), ale tych było stosunkowo niewiele – i najczęściej też robionych „na jedno kopyto”. Ba, Brytyjczycy swego czasu (1957) nakręcili nawet film „The one that got away” o niemieckim lotniku (Franz von Werra), któremu udało się uciec z brytyjskiej niewoli. To był jednak jedyny „rodzynek” w poza tym coraz nudniejszym „cieście”.</p>
<p>Dla podniecenia niektórych chorych instynktów widowni, wymyślano zaskakujące nieraz <a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg"><img class="alignright" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg" alt="" width="147" height="240" /></a>dziwolągi. Przypominamy sobie taki film jak „Powrót do miasteczka Salem” („A Return to Salem’s Lot”, 1987) w reżyserii Larry Cohena ? Pewni ludzie przyjeżdżają do niewinnie wyglądającego miasteczka, cichego, spokojnego, gdzie każdy wydaje się być życzliwy. Potem dopiero okazuje się, że ci mieszkańcy są terroryzowani przez&#8230; <strong>wampirów</strong>. I to nie byle jakich wampirów – ale <strong>zbrodniarzy hitlerowskich </strong>(a jakżeby inaczej?). Dlatego do rozprawy z nimi przybył naszym bohaterom<a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg"></a> z pomocą żydowski łowca takich właśnie zbrodniarzy. Kulminacyjną sceną jest oczywiście walka z wampirami w nocy. W dzień wampiry – jak „wiadomo” – śpią smacznie w trumnach, bo nie znoszą światła dziennego. Dlatego trumny są im nieodzowne. Aliści, podczas walki wybucha pożar i owe trumny się od niego zajmują. Wystraszony wódz woła więc do swych wampirów: „Ratować trumny!” Nadaremnie. Agent żydowski wraz z naszymi bohaterami wygrywają i odtąd szczęśliwość staje się udziałem miasteczka&#8230;<a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/2718196520_794e22809a.jpg"></a></p>
<p>Jeśli twórcom brakuje pomysłów na horrory wojenno-hitlerowskiego gatunku, to może, mając już to swoje „jedno kopyto”, na które tworzą swoje obrazy, coraz bardziej wyświechtane, spróbowaliby sięgnąć po drugie, jeszcze nietknięte, niemal dziewicze: niemeccy bohaterowie w mundurach, lejący na kwaśne jabłko wrogów z „Wielkiej Koalicji”? Może jacyś SS-Manni lub żołnierze Wehrmachtu, na przykład trzech kamratów (Drei Kameraden). Ale nie będą rozlewać całych kubłów krwi ani nikogo w satanistyczny sposób zarzynać ku naszej „uciesze”. Nie, będą oni raczej „on the humorous side”.</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ImEinsatz.jpg"><img class="alignleft" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ImEinsatz.jpg" alt="" width="512" height="341" /></a>A zatem wyobraźmy sobie tych trzech SS-Mannów lub wehrmachtowców. Niech mają imiona, powiedzmy, <strong><em>Fritz, Max und Rolf</em></strong>. Cała trójka to zawadiaki, którym nigdy nie brakuje humoru i którzy zawsze mają w zanadrzu dowcipy budzące salwy śmiechu – takie dość nieraz „ostre” żarty, ale w gruncie rzeczy wszyscy z nich to porządne chłopy, trochę „derb aber herzlich”. Mogliby sobie nawet nucić popularną wówczas piosenkę <a href="http://ingeb.org/Lieder/adepolen.html" target="_blank">&#8220;Ade Polenland&#8221;</a>, skomponowaną wkrótce po Kampanii Wrześniowej (pierwsze nagranie: listopad 1939) o polskiej melodyce ludowej, a nawet z polskim słowem &#8220;piwo&#8221; oraz imieniem &#8220;Janka&#8221;.<br />
Niechaj jeden z nich będzie z Bawarii, drugi ze Śląska, a trzeci z Fryzji. Najpierw są na froncie razem, potem dostają osobne zadania. Zakładamy bowiem, że o tej trójce byłaby cała seria filmów, tak jak niegdyś „Monty Python” czy „Różowa pantera” albo „Czterej pancerni i pies”. Na froncie – albo nawet częściej na tyłach frontu przeciwnika (czy to sowieckiego czy amerykańskiego) wodzą za nos generałów, pułkowników czy odsztafirowanych i wypucowanych majorów (jak w polskiej komedii „Gdzie jest generał?”). Czynią z nimi to, co czterej pancerni albo parszywa dwunastka. Tyle, że bardziej na wesoło – właśnie tak, jak niegdyś Wojciech Siemion&#8230; Wyprowadzają w pole całe pułki i komapnie, tarzają generałów i marszałków (np Eisenhowera i Montgomeryego, może i Żukowa&#8230;) w błocie, nawozie, zamykają w polnych klozetach, przywiązują ich nagich do grzbietów krów, po czym krowy te wpędzają do gnojówki&#8230; We trójkę zatrzymują nad rzeką cały batalion sowieckiej gwardii, po czym zmuszają go do panicznej ucieczki. Nawet dałoby się powiedzieć, że taki film jest „osadzony w realiach”, bo dałoby się weń wplątać prawdziwe, a komiczne przypadki frontowe. Pewien Górnoślązak dostał na Ostfroncie Ritterkreuza, bo wraz z kikoma kolegami zatrzymał iluś żołnierzy sowieckich i przebił się do swoich. A że utrzymał przy tym cenną pozycję, stąd i ten Ritterkreuz. Po prostu narobili tam takiego rabanu (kto wie: może również ze strachu&#8230;), że sowieciarze sądzili, że liczba przeciwników jest znacznie większa, więc się wycofali. Potem dostał „Urlaub” (urlop) z frontu i już w swoich rodzinnych stronach śląskich opowiadał łamaną niemczyzną jak to było. Ponieważ nie znał niemieckiego płynnie, to i polskie słowa wtrącał. „Und dann haben wir eine <strong><em>wyrwa</em></strong> gemacht&#8230;” – brzmiało jedno zdanie z jego opowieści. No, to byłaby akurat rola dla naszego Rolfa, powiedzmy, z Chorzowa albo Rudy Śląskiej.  Jego dwaj Kameraden Fritz und Max mogliby poczynić do tej językowej mieszanki swoje własne rubaszne uwagi – każdy z nich w swej własnej gwarze, oczywiście. Tyle pierwszy film.</p>
<div class="mceTemp">
<div class="wp-caption alignright" style="width: 402px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ChurchillRoosieGang.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/ChurchillRoosieGang.jpg" alt="Churchill i Roosevelt jako gangsterzy" width="392" height="283" /></a><p class="wp-caption-text">Churchill i Roosevelt jako gangsterzy</p></div>
<p>W drugim Fritz, Max und Rolf zostalby wysłani – przez Gruppenfűhrera Seppa Dietricha na przykład &#8211; wprost do serc wrogich mocarstw: Fritz aus Landshut in Bayern do Waszyngtonu, Fryzyjczyk Max do Londynu, a nasz Górnoślązak Rolf do Moskwy. Swoimi przygodami tam dostarczyliby niezapomnianych wrażeń swoim widzom i wielbicielom (koszulki z ich podobiznami sprzedawałyby się już znakomicie – zwłaszcza w Niemczech).</p></div>
<p>A zatem Fritz aus Bayern narozrabiałby niczym „pijany zając” w Waszyngtonie, dokąd przerzucony zostałby zapewne na jednej z tych niedawno odkrytych (autentycznych!) japońskich łodzi podwodnych, co to potrafiły okrążyć Ziemię półtora raza na jednym zatankowaniu (powtarzam: to nie żart, takie łodzie istniały).</p>
<p>Robiłby tam w konia Bernarda Barucha, Henryego Morgenthaua, Cordella Hulla, a na dodatek skopałby conieco korpulentne pośladki kilku czołowych bankierów. Natomiast przykutego do wózka prezydenta Roosevelta potraktowałby tak, jak Steve Martin w „Różowej panterze” potraktował swego przykutego z kolei do łóżka ambitnego przełożonego, który najpierw sponiewierany do bólu w samym łóżku, toczył się z tym łóżkiem po korytarzych, zjeżdżał na nim z przerażającą prędkością po schodach szpitalnych, by w końcu wylądować w Sekwanie&#8230; W Waszyngtonie Sekwany nie ma, ale jest Potomac, który też ma wystarczająco dużo wody, by się w niej wychlapać ku uciesze Fritza i niemieckiej widowni (no, może nie tylko niemieckiej, bo może Indianie  i Murzyni też mieliby kupę śmiechu .- a już Arabowie bliskowschodni na pewno, możnaby iść o  zakład).</p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 624px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Churchillinflight.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Churchillinflight.jpg" alt="Churchill w ucieczce - indyjska karykatura z II Wojny" width="614" height="408" /></a><p class="wp-caption-text">Churchill w ucieczce - indyjska karykatura z II Wojny</p></div>
<p>Max aus Friesenland przerzucony zostałby U-Bootem do Angli, gdzie wkradłby się do gmachu Parlamentu oraz do Chartwell – podlondyńskiej siedziby naszego ukochanego sojusznika, Sir Winstona Churchilla. Jego gagi z ubranymi w meloniki angielskimi dżentelmenami jesteśmy sobie w stanie wyobrazić – tu dałoby się wymieszać humor niemiecki z tradycyjnym humorem angielskim. Anthony Eden i Lord Halifax jako pierwsi padliby ofiarami naszego dzielnego Maxa. Churchilla urządziłby natomiast najlepiej, że cała Europa mogłaby boki zrywać: walnąłby go w jego tłustą buldogowatą szczękę tak, że jego potężne zapalone cygaro wpadłoby mu do gardła i wyleciało zaraz z drugiej strony- czyli do gaci. Zapalone cygaro potrafi parzyć w delikatne części, więc podskakując, Sir Winston musiałby rozebrać się do naga, aby je wyjąć – ku uciesze ryczącej ze śmiechu młodzieży niemieckiej wypełniającej kino. No, może nie tylko niemieckiej, bo my w Polsce też przecie bardzo „kochamy” Sir Winstona, nieprawdaż?</p>
<div class="wp-caption alignleft" style="width: 317px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/StalinChurchill.jpg"><img class=" " src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/StalinChurchill.jpg" alt="" width="307" height="224" /></a><p class="wp-caption-text">Stalin i Churchill</p></div>
<p>A teraz kolej na Rolfa aus Konigshűtte. Ten, przerzucony na tyły frontu sowieckiego i przebrany za NKWDystę, przedostałby się na Kreml. Zlałby tam na kwaśne jabłko Mikojana, Kaganowicza i Mierkułowa, Berię wpakowałby do jednej z cel Łubianki (może przy okazji dostałoby się i „naszej” Wandzie Wasilewskiej&#8230; oby!), no a na „deser” zająłby się Stalinem. Rzucałby nim po ścianach kremlowskich, wpychał mu twarz do muszli klozetowej, rozebrałby do naga i kopał po tyłku, tak że Stalin, śmiesznie podskakując, próbowałby mu uciec – daremnie, rzecz jasna. Stalin wspinałby się w ucieczce na wieżę kremlowską, zawisając na wskazówce jednego z potężnych zegarów – niczym Harold Lloyd w  swych amerykańskich komediach międzywojennych.<br />
Przypuszczam, że cała Europa Wschodnia i Centralna mogłaby ryczeć ze śmiechu. No, Rosjanie pewnie znacznie mniej, a Gruzini oszaleliby z wściekłości – <strong><em>ICH</em></strong> Stalin!!!</p>
<p>Twórcom coraz to głupszych i coraz bardziej monotonnych filmów wojennych, robiących swe „dzieła” na jedno kopyto, wartoby może przypomnieć, że jest i „drugie kopyto”, jeszcze niewykorzystane. Może już czas i na nie?</p>
<div class="wp-caption aligncenter" style="width: 253px"><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Powitanie.jpg"><img src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/Powitanie.jpg" alt="Tschűβ!" width="243" height="285" /></a><p class="wp-caption-text">Tschűβ!</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/11/28/drei-kameraden-im-einsatz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy dzieła</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/11/27/trzy-dziela/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/11/27/trzy-dziela/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Nov 2009 11:46:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>
		<category><![CDATA[Jewish Intolerance]]></category>
		<category><![CDATA[Palestyna]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka i polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1851</guid>
		<description><![CDATA[Interesujące rzeczy dzieją się w mediach. Tak, naprawdę interesujące (choć czasami już nużą swoim ciągłym powtarzaniem się). Weźmy choćby teatr, estradę i film. Zdaje się, że o ile jednym wolno tam niemal wszystko (od wulgarnych nieraz ataków na chrześcijaństwo aż po gloryfikację przemocy), innym najchętniej zabronionoby nawet recytacji prostych monologów teatralnych, bez takiej wulgarności i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-large wp-image-1853" title="Play forbidden" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/11/Play-forbidden-933x1023.jpg" alt="Play forbidden" width="336" height="368" />Interesujące rzeczy dzieją się w mediach. Tak, naprawdę interesujące (choć czasami już nużą swoim ciągłym powtarzaniem się). Weźmy choćby teatr, estradę i film. Zdaje się, że o ile jednym wolno tam niemal wszystko (od wulgarnych nieraz ataków na chrześcijaństwo aż po gloryfikację przemocy), innym najchętniej zabronionoby nawet recytacji prostych monologów teatralnych, bez takiej wulgarności i bez takiej przemocy.</p>
<p>Możnaby cytować długie listy rozmaitych dzieł (oraz tak zwanych „dzieł”) by to unaocznić. Rzućmy okiem na parę z nich: dwa filmy i jedną kilkuminutową sztukę.</p>
<p>„Inglorious Basterds”, fikcyjna historia grupy żydowskich żołnierzy amerykańskich, którzy po wylądowaniu we Francji w wyjątkowo sadystyczny sposób zabijają i mordują tam Niemców. Doczekał się pochlebnych recenzji, jak gdyby było to wybitne dzieło o wartościach ponadczasowych i humanitarnej treści. Gdy tymczasem to zwykła szmira rynsztokowa, robiąca zabawę z przemocy, jaką zwykło się przypisywać satanistom&#8230;</p>
<p>„Biała wstążka” to znowu film, też o przemocy, ale bardziej stonowany. Tego filmu nie widziałem, więc polegam na dziesiątkach recenzji pisanych przez tych, którzy go widzieli. To film, którego akcja toczy się tuż przed I Wojną Swiatową w Niemczech. Albo sama akcja tego filmu, albo pozafilmowa sugestia (wychodzi na to, że jedno i drugie) stawiają ją w roli „preludium do nazizmu”. Ma to być swoiste studium, pokazujące naród niemiecki kroczący już niemal wprost ku terrorowi. Tyle recenzenci – wystarczy przejrzeć internet, by się o tym przekonać. Wszyscy oni podkreślają owo preludium do nazizmu, nie widziałem jeszcze recenzji, choćby nie wiedzieć jak różnej od innych, któraby się do tego aspektu nie odwołała.</p>
<p>Wychodzi na to, jak w innych już przykładach, że Niemcom (tudzież innym) można bez przerwy przypisywać, niemal już taśmowo, przez całe dziesiątki lat winę zbiorową i to na ogromnym ekranie kinowym, a potem jeszcze wynagradzać „oskarżyciela” „Złotą Palmą” za „szczególne osiągnięcie”.</p>
<p>Ale&#8230; w tym samym dniu, czyli wczoraj, wpadła mi w ręce lokalna gazeta w Perth. Na ogół takich gazet nie czytam. W ogóle nie jestem fanem gazet, wolę internet, bo dzięki panującej tam (jeszcze) ogromnej swobodzie można się dowiedzieć daleko więcej. Dostarczana jest raz na tydzień do skrzynek pocztowych przed domami, blokami mieszkaniowymi czy biurami. Ten konkretny numer, prezentowany tutaj, pochodzi z 14 listopada. Walał się jeszcze w biurze, gdy go znalazłem na jednej półce. Zainteresowani mogą sami przeczytać (poniżej) zamieszczony tam na dwóch stronach artykuł <em>„Amnesty axes Jewish play”</em>.</p>
<p>Jak wiadomo, Amnesty International prowadzi w rozmaitych krajach świata kampanie przeciw wojnom, przemocy i prześladowaniom. Czyni to w najrozmaitszy sposób, między innymi poprzez krótkie przedstawienia teatralnego typu. Jednym z takich przedstawień jest sztuka (zaledwie ośmiominutowa) brytyjskiej autorki <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Seven_Jewish_Children">Caryl Churchill</a>, napisana w styczniu 2009 roku po bombardowaniu Strefy Gazy przez Izrael. We Fremantle, dzielnicy Perth, Amnesty International planowała wystawienie tego krótkiego utworu w ramach odbywającego się tam festiwalu młodzieżowego. Ale przedstawienie zostało odwołane, bo&#8230; sprzeciwiła się temu miejscowa organizacja żydowska, zwana „Jewish Community Council of Western Australia” (JCCW). Jej rzecznik, pan Steve Lieblich oskarżył Amnesty Internationa o „demonizowanie i stosowanie podwójnych standardów”. Dla uzasadnienia swego stanowiska, posunął się on do stwierdzenia, że ta sztuka – jak sami Państwo mogą przeczytać w tekście artykułu – opiera się na antycznym „kłamstwie i zniesławieniu”, według którego Zydzi dopuszczali się rytualnego zabijania małych dzieci. Jak Państwo sami mogą się jednak przekonać, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=lYAYnJ6HZ5M">oglądając ten mini-spektakl</a> w youtube, nie ma w nim w ogóle takiego wątku. Co oznacza, że rzecznik JCCWA posłużył się po prostu nieprawdą&#8230; Do tego oskarżył on organizatorów o stosowanie <em>„propagandy takiej, jak naziści”.</em> Interesujące to stwierdzenie, zwłaszcza w świetle faktu, że sztuka ta miała swoją premierę w Londynie (w lutym tego roku) <strong><em>z żydowską obsadą</em></strong>&#8230;</p>
<p>Wychodzi zatem na to, że tak naprawdę kto inny niż Amnesty International stosuje podwójne standardy. Nie słyszeliśmy pana Lieblicha utyskującego nad przypisywaniem nie-Żydom zbiorowej odpowiedzialności w filmach typu „Lista Schindlera” lub „Biała wstążka”. Nie słyszeliśmy jego oburzenia nad degenerackim obrazem „Inglorious Basterds”. Ale tych kilka sekwencji, zajmujących nieco ponad osiem minut, jest „propagandą nazistów”.</p>
<p>Jednym wolno zatem gloryfikować kinową przemoc „klozetowego” typu, ale innym nie wolno wystawiać sztuki. Nawet w jednej dzielnicy. Nawet przez osiem minut.</p>
<p>Nie wiem, jak Państwo, ale ja zaczynam mieć już tego serdecznie i nieodwołalnie dość.<br />
Ciekawa jest też reakcja stanowego ministra sztuki, Johna Daya (Liberal Party) oraz jego vis-a-vis w opozycyjnym „gabinecie cieni”, Johna Hyde (Australian Labor Party). Obaj odmówili jakiegokolwiek komentarza. Czyżby sami mieli portki pełne strachu?</p>
<p>PS  <a href="http://www.ekumenizm.pl/content/article/20091125181227687.htm">Artykuł</a> , który spostrzegłem tego samego dnia</p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/SevenJewishchildren1.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/SevenJewishchildren1.jpg" alt="" width="727" height="1024" /></a></p>
<p> </p>
<p><a href="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/SevenJewishchildren2.jpg"><img class="aligncenter" src="http://i658.photobucket.com/albums/uu305/FabrizioDeTemprafore/SevenJewishchildren2.jpg" alt="" width="1023" height="752" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/11/27/trzy-dziela/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>European Confederacy</title>
		<link>http://www.monio.info/2009/11/24/european-confederacy/</link>
		<comments>http://www.monio.info/2009/11/24/european-confederacy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Nov 2009 15:06:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>monio</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pictorial]]></category>
		<category><![CDATA[European Confederacy]]></category>
		<category><![CDATA[Konfederacja Europejska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.monio.info/?p=1836</guid>
		<description><![CDATA[(Wersja polska poniżej)
The European Union is like a Neo-USSR or Neo-Yugoslavia, or even like the former Austria-Hungary. And it will end in the same way – in the gutter of history. The creation of multi-national states has its purpose only if these states retain a character of confederation of independent nations, where national, territorial and [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>(Wersja polska poniżej)</p>
<p>The European Union is like a Neo-USSR or Neo-Yugoslavia, or even like the former Austria-Hungary. And it will end in the same way – in the gutter of history. The creation of multi-national states has its purpose only if these states retain a character of confederation of independent nations, where national, territorial and legal sovereignty are not violated by anyone. And this means that no law passed by such a supranational creation is in force in any country unless a sovereign nation itself independently enacts (read: ratifies) such a law within its own territory. The “European Union” – as the example of the “Lisbon Treaty” proved conclusively – more and more frequently yields to temptation to evade this concrete rule of sanctioning every legal act by sovereign nations. It falls to such temptations even in matters most decisive to national sovereignty. Where, for example, was there any referendum in Poland in regards to the “Lisbon Treaty”? Let any Eastern European say openly whether, in the era of the USSR and Warsaw Treaty, any foreign policeman could arrest any person within the territory of that person’s own “socialist” country. Nations are being treated with ever-lessening concealed contempt by the “Union’s” chieftains who have little regard for the various nations’ sovereignty, dragging it straight to the gutter time after time.</p>
<p>In the domains of economy, politics, law or even culture, a sort of a “socialist-realist” enforced conformity (in Russian: “uravnilovka”) is being promoted, but this time it serves only big capital. The “European Union” is itself “gleichschaltet” (conformed to a “pattern”) and is as dull as its flag. The mugs who “designed” it (read: <strong>stole</strong> it from the 18<sup>th</sup> century US flag) did not even make any effort towards invention whatsoever: they simply transposed it as it was. At least the American creators put the blue ensign with stars onto a wider red- and white-striped background in the corner of their banner. The “designers” of the “European flag” (in this instance “designers” sounds rather like an uncommonly silly joke…) on the other hand apparently did not even consider their “effort” (again sounds like an insult…)  very significant if they proved themselves to have been so sluggishly lazy beyond belief as to add absolutely nothing to that fragment of the US flag (or perhaps they themselves considered the very idea of an “EU” so miserable that it was unworthy of any design at all?). One hopes at least that they were not paid even one “gleichschaltet” Euro for that “work” (and again: sounds like calumny…) of theirs.</p>
<p>Below are presented some concepts of a flag, not for the “European Union” –  that hideous bastard by the “Gleichschalters” from Brussels and Strasbourg – but for the future Confederate States of Europe or the Confederate Nations of Europe. (The name itself is not important.) What counts here is that the idea of European collaboration, itself generating no objections among nationalists, will not mean centralization of power imposing anything on states without consulting them. The Confederacy will (and this is only a question of time, one can confidently bet without risk) rest on the territorial and legal sovereignty of the signatory-states, in effect, on a rule similar to the one of a political and military alliance.</p>
<p>I am not a graphic artist. But just a glance is enough to see that every example presented here is by far more vivid than the dull EU-flag. The “union” is in fact as dull – as irritably dull – as its flag.  The rulers of the EU drain Europe of any nationalistic colour, just as the “Blue Meanies” in the movie “Yellow Submarine” drained all the countryside of colour.</p>
<p>OUR Europe will neither be “blue” nor “gleichschaltet” through any capital-serving legal “uravnilovkas”. It will be as vibrant as is its diverse range of nationalism. It will not breathe hatred towards nations and it will have no muzzling freedom of speech, not to mention any jailing of those who use that freedom.</p>
<p> This vibrancy and vivacity are shown in these drawings. There will be more of them soon. Later, there will be music and lyrics of the Anthem. Music by Beethoven (like the German classical music in general) is beautiful. But the “unionists” took that music and… did not take pains to write an appropriate text.<br />
____________________________________________________________________________</p>
<p>KONFEDERACJA EUROPEJSKA</p>
<p>Unia Europejska to Neo-ZSRR lub Neo-Jugosławia albo niegdysiejsze Austro-Węgry. I dokładnie tak samo skończy, czyli w rynsztoku historii. Tworzenie wielonarodowych tworów państwowych ma jedynie sens wtedy, gdy mają one charakter konfederacji niepodległych narodów, w których suwerenność narodowa, terytorialna i prawna nie są przez nikogo pogwałcane. A to oznacza, że żadne prawo uchwalane przez taki ponadnarodowy twór nie obowiązuje na terenie żadnego niepodległego narodu tak długo, póki ten niepodległy naród sam, samodzielnie ustanowi (czytaj: ratyfikuje) takie nowe prawo na swoim własnym terytorium. „Unia Europejska” – jak pokazał dobitnie przykład narzucania tak zwanego „Traktatu Lizbońskiego” – coraz częściej ulega pokusom omijania tego konkretnego warunku zatwierdzania przez suwerenne narody każdego aktu prawnego i politycznego. Ulega tym pokusom nawet w kwestiach najbardziej decydujących dla suwerenności państwowej tych narodów. Gdzie na przykład było referendum w Polsce odnośnie „Traktatu Lizbońskiego”? Niechaj każdy Wschodni Europejczyk sam powie, czy w czasach ZSRR i Układu Warszawskiego jakikolwiek obcy policjant mógł aresztować kogokolwiek na terenie jego własnego, „socjalistycznego” kraju? Narody traktowane są z coraz mniej skrywaną pogardą przez kacyków „Unii” mających ich suwerenność za nic i ciągających ją do rynsztoka raz za razem.</p>
<p>W dziedzinie gospodarczej, politycznej, prawnej, nawet kulturowej promowana jest iście „soc-realistyczna” urawniłowka, tym razem jednak służąca jedynie wielkiemu kapitałowi. „Unia Europejska” jest tak samo zgleichschaltowana i tak samo nudna jak jej flaga. Cieniasy, które tę flagę „zaprojektowały” (czytaj: <strong><em>ukradły</em></strong> z XVIII-wiecznej flagi Stanów Zjednoczonych) nie wysiliły się na absolutnie żaden, nawet najmniejszy ślad inwencji: zerżnięto żywcem tak jak było. Tyle, że przynajmniej autorzy flagi amerykańskiej umieścili gwiazdy jedynie w rogu swojego sztandaru, na tle biało-czerwonych pasów. „Projektanci” (w tym wypadku to słowo brzmi niczym wyjątkowo kiepski żart&#8230;) „flagi europejskiej” nie uważali chyba sami swego „wysiłku” (znowu brzmi niczym obelga&#8230;) za zbyt istotny, jeśli byli w tak oczywisty sposób wręcz śmierdząco leniwi i do tego fragmenciku flagi USA nie chciało im się już absolutnie niczego dodawać  (a może  po prostu sam pomysł „unii” uznali za tak nędzny, że aż niewart jakiegokolwiek projektu?). Wypada chyba wyrazić nadzieję, że za tę „pracę” (i znowu: brzmi jak potwarz&#8230;) nie dostali wypłaconego ani jednego zgleichschaltowanego „euro”&#8230;</p>
<p>Poniżej zaprezentowane są niektóre kompozycje flagi. Ale nie dla „Unii Europejskiej”, tego pokracznego bękarta gleichschaltowników brukselskich i strassburskich, lecz dla przyszłych Skonfederowanych Państw Europy (Confederate States of Europe) lub Skonfederowanych Narodów Europy (Confederate Nations of Europe). Mniejsza zresztą o nazwę. Chodzi o to, że idea współpracy europejskiej, sama w sobie nie budząca wątpliwości Nacjonalistów europejskich, nie będzie oznaczać centralizacji władzy narzucającej cokolwiek państwom bez nawet zasięgania opinii narodów. Konfederacja będzie (to tylko kwestia czasu, można już dziś spokojnie się o to założyć bez cienia ryzyka przegranej&#8230;) opierała się na suwerenności terytorialnej i prawnej krajów członkowskich, krótko mówiąc: na zasadzie podobnej do tej, na jakiej funkcjonują sojusze polityczne i militarne.</p>
<p>Nie jestem grafikiem. Ale już jeden rzut oka na prezentowane tu projekty dowodzi, że każdy prezentowany tu przykład jest o wiele żywszy od tej mdłej flagi UE. „Unia” jest w istocie tak mdła, tak irytująco mdła jak jej flaga. Jest aparatem współczesnych nam „Blue Meanies” czyli „Sinych Smutasów” (w oryginale, nomen-omen: NIEBIESKICH)  wypłowiających Europę z wszelkiej kolorystyki narodów i nacjonalizmów &#8211; tak jak ci z filmu  „Zółta Łódź Podwodna”, co to wydrenowywali koloryt z krajobrazu.</p>
<p>NASZA Europa nie będzie „sina” ani zgleichszaltowana kapitałowo-prawnymi urawniłowkami. Będzie żywa tak jak żywe są nacjonalizmy. Nie będzie ziała nienawiścią wobec narodów i nie będzie w niej nakładania kagańca na wolność słowa ani tym bardziej karania więzieniem za korzystanie z tej wolności. I tę żywość reprezentują pokazane tu rysunki. Będzie ich tu nieco więcej.</p>
<p>A za jakiś czas będzie tu również muzyka i słowa Hymnu&#8230; Muzyka Beethovena (tak jak w ogóle klasyczna muzyka niemiecka) jest piękna. Ale „unici” też tylko wzięli i&#8230; nie potrudzili się z napisaniem odpowiedniego tekstu&#8230;</p>
<p> </p>
<p><img class="aligncenter size-large wp-image-1838" title="Copy (3) of Konfederacja" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/11/Copy-3-of-Konfederacja2-1024x700.jpg" alt="Copy (3) of Konfederacja" width="1024" height="700" /></p>
<p> </p>
<p><img class="aligncenter size-large wp-image-1840" title="Konfederacja" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/11/Konfederacja-1024x700.jpg" alt="Konfederacja" width="1024" height="700" /></p>
<p> </p>
<p><img class="aligncenter size-large wp-image-1841" title="Copy of Konfederacja" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/11/Copy-of-Konfederacja-1024x709.jpg" alt="Copy of Konfederacja" width="1024" height="709" /></p>
<p> </p>
<p><img class="aligncenter size-large wp-image-1842" title="flagCSE copy" src="http://www.monio.info/wp-content/uploads/2009/11/flagCSE-copy-1024x719.jpg" alt="flagCSE copy" width="1024" height="719" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.monio.info/2009/11/24/european-confederacy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
